Rozdział VII
Początek czegoś nowego
Początek czegoś nowego
Maciek uznał, że Kreska nie powinna zostać sama na noc, ponieważ w tym wypadku zostanie samemu w mieszkaniu, mając za jedynego towarzysza niepokój o swego dziadka, może być okropną torturą. Dlatego też zaproponował Kresce, że jeśli tylko chce, to on zostanie z nią na tę noc. Dziewczyna wyraziła zgodę, tylko poprosiła, aby powiadomił o wszystkim Piotra, aby ten nie niepokoił się o niego.
- W porządku. Poczekaj na mnie, skoczę szybko do Piotrusia i mu powiem, że zostaję u ciebie. Poza tym muszę mu powiedzieć, kogo zabrała karetka.
To mówiąc, Maciek szybko pognał na górę do swojego mieszkania. Piotr już kończył szykować kolację. Jego brat nie miał jednak czasu zjeść z nim posiłek, bo obiecał pojawić się zaraz u swojej przyjaciółki. Dlatego tylko złapał parę kanapek do ręki i powiedział szybko, co się stało. Piotra bardzo to zaniepokoiło.
- Profesor Dmuchawiec w szpitalu? Niedobrze. Biedny człowiek. Już chyba od jakiegoś czasu miał problemy z sercem, ale jeszcze nigdy wcześniej nie miał zawału. Biedak, muszę go koniecznie odwiedzić, jak poczuje się już na tyle lepiej, żeby przyjmować gości.
- Myślisz, że poczuje się lepiej? - zapytał Maciek.
- Mam taką nadzieję. Przede wszystkim jednak trzeba pomóc Kresce. Dobrze, że z nią zostajesz. Ona nie powinna być teraz sama.
- Poradzisz sobie tu beze mnie?
- Oczywiście, jak zwykle zresztą - Piotr uśmiechnął się serdecznie do Maćka - Idź już i pozdrów ode mnie Kreskę.
Maciek podziękował bratu i ruszył już w kierunku wyjścia, zabierając ze sobą kilka uszykowanych przez niego kanapek, które Piotr, na wieść o tym, co Maciek planuje, zapakował do papierowej torby.
- To ja idę, cześć! - zawołał Maciek.
- Młody, tylko wiesz... - dogoniło go nagle wołanie brata - Nie nabrójcie tam z Kreską niczego, dobra? Ja tam jeszcze nie chcę zostać wujkiem.
Maciek zarumienił się lekko, kiedy to usłyszał.
- Proszę cię, Piotrek. Przecież nawet nam to nie w głowie - powiedział.
- Ja tam wolę jednak dmuchać na zimne - stwierdził Piotr - Żeby potem nie było tak, że wasze dzieci będą mnie zapytały: „Wujku, a jak my przyszliśmy na świat?”, a co ja im powiem? Że tatuś tak bardzo chciał pocieszyć mamusię, że ją...
- Dobra, weź się mi tu nie mądrz - odparł z lekką złością Maciek - Lepiej mi powiedz, kiedy ty się ożenisz.
- A co to ma do rzeczy?
- To, że jak będziesz wiecznie kawalerem, to moje dzieci kiedyś przyjdą do ciebie i zapytają: „Wujku, a dlaczego ty nie masz dziewczyny, tylko te nieubrane panie na plakatach na ścianie?”.
Piotr popatrzył groźnie na młodszego brata i powiedziała:
- Młody, a ty w dziób chcesz dostać?
Maciek parsknął zadziornym śmiechem i wyszedł z mieszkania. Zbiegł potem po schodach do mieszkania Kreski i zapukał. Po chwili dziewczyna, która czekała już na niego, otworzyła mu drzwi.
- Cześć, bardzo się stęskniłaś? - zapytał dowcipnie Maciek.
- Mniej niż myślisz - odpowiedziała mu zadziornie Kreska.
To mówiąc, wpuściła go do środka. Maciek wszedł, pokazał jej torbę i rzekł:
- Z pozdrowieniami od mojego brata. Mała uczta dla nas obojga.
- Super. Zjemy więc razem kolację - powiedziała Kreska - To ja uszykuję dla nas herbatę. Usiądź w salonie.
Mieszkanie profesora Czesława Dmuchawca było dość duże. Miało ono w sobie pokój dla uczonego, pokój dla jego wnuczki, salonik połączony z kuchnią i łazienkę. W porównaniu z wieloma innymi mieszkaniami w tym oto domu, to było dosyć luksusowe i posiadanie go było prawdziwą wygodą dla jego mieszkańców. Maciek musiał przyznać, że w porównaniu z mieszkaniem jego i Piotra, to z całą pewnością mogłoby się podobać Matyldzie, gdyby oczywiście jej opinia mogła go jeszcze obchodzić, jednak wiedział doskonale, że tak nie jest i obecnie ta wyżej wspomniana osoba ani trochę go nie obchodziła. Teraz przejmował się jedynie Kreską i jej dziadkiem. Bardzo chciał, aby staruszek powrócił do zdrowia.
Kreska tymczasem odzyskała humor i uszykowała herbaty, do której oboje zjedli kanapki uszykowane przez Piotra i przy okazji Maciek opowiedział Kresce o tym, co usłyszał od Matyldy na swój temat. Dziewczyna była oburzona tym, w jaki sposób myślała o chłopaku ta głupia krowa, jak oceniała ją w myślach, jednak nie mogła też nie przyznać sama przed sobą, że cieszy ją ta sytuacja.
- To jest po prostu oburzające - powiedziała ze złością - Ja nie wiem, jak ta podła kreatura mogła o tobie się tak wyrazić? I jeszcze te sugestie, że ty niby za bardzo lubisz dzieci? Ja nie wiem, jak ona mogła?! Najchętniej bym ją walnęła i to porządnie w tę jej głupią gębę.
- Spokojnie, Janeczko. Nie warto na nią tracić czasu - powiedział Maciek.
- Ale przy jakieś okazji musimy jej dać porządną nauczkę, a co! - zawołała wciąż oburzona Kreska.
- Może będzie jeszcze okazja. Zobaczymy - odparł na to jej przyjaciel.
Dziewczyna uśmiechnęła się do niego delikatnie, a potem oboje dokończyli kolację, pozmywali naczynia i poszli do pokoju Dmuchawca, w którym było radio. O tej porze miała się odbyć audycja Teatru Polskiego Radia. Kreska bardzo często słuchała ich z dziadkiem i jak się okazało, Maciek również bardzo je lubił, a już zwłaszcza wtedy, gdy były to audycje na podstawie znanych książek. Teraz zaś był kolejny odcinek przygód detektywa Sherlocka Holmesa, w tej znakomity polski aktor Piotr Fronczewski. Maciek i Kreska z zapartym tchem słuchali naprawdę ciekawej przygody panny Violet Smith, którą śledził tajemniczy rowerzysta i która poprosiła o wyjaśnienie tej sprawy Sherlocka Holmesa i doktora Watsona, a ci, rzecz jasna, rozwiązali ją, po czym wkroczyli do akcji w odpowiednim momencie i choć nie obyło się bez strzelaniny, a także groźnych sytuacji, w końcu ostatecznie sprawiedliwość znowu zwyciężyła. Maciek i Kreska wysłuchali z uwagą całego słuchowiska, a potem wyłączyli radio i posiedzieli ze sobą, wspólnie czytając jakąś książkę. Dla zabawy czytali na głos dialogi, przy okazji zmieniając niekiedy ton głosu, aby odróżnić postacie, które ze sobą rozmawiają. Mieli przy tym naprawdę niezły ubaw.
- Wiesz, Janeczko... Jesteś o wiele lepszą Janką niż Kreską - rzekł Maciek, kiedy już się lekko zmęczyli ciągłymi wybuchami śmiechu.
- Tak, wiem - uśmiechnął się do niego Kreska - I chyba już nią zostanę. Jeżeli oczywiście chcesz.
- Bardzo tego chcę, Janeczko.
Kreska uśmiechnęła się lekko i zarumieniła na twarzy, poprawiając sobie na nosie okulary, aby ukryć ten fakt.
Spędzali bardzo miło czas do chwili, w której poczuli się zmęczeni. Ponieważ nie zadzwonił telefon ze szpitala, oboje postanowili pójść spać. Okazało się wtedy, że Maciek nie zabrał ze sobą piżamy. Chciał po nią iść, wiedząc, że na pewno jego brat jeszcze nie śpi, ale wtem zgasło światło.
- Korki... Znowu ktoś je ukradł - powiedział ze złością Maciek.
- Parszywy złodziej. Jak ja nie cierpię czegoś takiego - dodała Kreska.
Dziewczyna na szczęście wiedziała, gdzie jest świeczka, a ponieważ nie było jeszcze na tyle ciemno, aby nie mogli niczego wypatrzeć, zdołała ją odszukać, a potem namacała zapałki i zapaliła świeczkę.
- Chyba nigdzie już dzisiaj nie trafię - powiedział smutno Maciek - A przecież jest mi potrzebna piżama.
- Ależ spokojnie, przecież to żaden problem. Dam ci piżamę dziadka, dobrze? - zaproponowała Kreska - Być może jest nieco za duża na ciebie, ale ważne, żebyś mógł sobie spokojnie zasnąć.
- W sumie racja. To przecież jest najważniejsze.
Kreska uśmiechnęła się do niego delikatnie i poszła do pokoju dziadka, aby poszukać jego piżamy. Znalazła ją bez trudu i podała ją Maćkowi.
- Idź do pokoju dziadka. I weź świeczkę, może ci się przydać. A tutaj masz pudełko zapałek, na wypadek, gdybyś musiał iść do łazienki w nocy albo coś.
To mówiąc Kreska podała Maćkowi wyżej wspomniane przedmioty.
- A ty? - zapytał z troską chłopak.
- Spokojnie, tu jest jeszcze druga świeczka - powiedziała dziewczyna.
Bez trudu znalazła drugą świeczkę i drugie pudełko zapałek. Zapaliła ją i już po chwili jej twarz oświetlił nikły blask palącego się knota.
- To co? Dobranoc, Janeczko - rzekł Maciek.
- Dobranoc, Maciusiu - odpowiedziała czule Kreska.
Maciek poszedł do pokoju Dmuchawca, a tam przebrał się w piżamę pana profesora. Rzeczywiście, była ona na niego nieco za duża, ale tylko nieco, bo jak się okazało, figurą i wzrostem był bardzo zbliżony do dziadka Kreski. Zadowolony z tego faktu, położył się do łóżka i zgasił świeczkę.
Nie pospał jednak długo, ponieważ wkrótce po tym, jak zamknął oczy i już się zaczął pogrążać w świecie snów, usłyszał czyjś słodki głos, który zwrócił się do niego po imieniu. Otworzył oczy i spojrzał w kierunku drzwi. Zobaczył wówczas przed sobą Kreskę, ubraną w różową nocną koszulkę i ze świeczką w dłoni. Musiał przyznać, że wyglądała nader pociągająco, choć szybko odrzucił tę myśl. Kreska wyglądała na zasmuconą i zaniepokojoną. Nie powinien więc mieć o niej jakiś niegrzecznych myśli. Chociaż może i mógł?
- Co się stało, Janeczko? - zapytał ją bardzo czule.
- Maciusiu, ja się boję. Tak bardzo się boję, że dziadkowi coś się stało w tym szpitalu, że nie mogę zasnąć - powiedziała Kreska - Tak chciałabym, aby dziadek już był z nami.
Maciek wstał z łóżka i powoli podszedł do Kreski.
- Spokojnie, Janeczko. Grunt to pozytywnie myśleć. Niczego nie osiągniesz, jeżeli będziesz się tylko i wyłącznie niepokoić.
- Dziadek też tak mówi - powiedziała smutno Kreska - A teraz go tu nie ma. Maciusiu, nie umiem sobie wyobrazić życia bez niego. Całe życie był ze mną. Gdy rodzice umarli, zaopiekował się mną. Nie wiem, gdzie bym teraz była bez niego. Dlatego nie umiem sobie wyobrazić, żeby on miał umrzeć.
- Janeczko, spokojnie. Wszystko będzie dobrze, zobaczysz.
- A jeżeli nie?! Maciusiu, a jeżeli nie?! Co ja wtedy pocznę?! Dokąd pójdę?! Ja wtedy zostanę całkiem sama! Nie chcę tego! Nie chcę!
To mówiąc opuściła lekko głowę w dół i zaczęła płakać. Maciek poczuł, że serce mu kraje, gdy to widzi, więc położył jej czule dłoń na ramieniu, aby jakoś ją uspokoić.
- Janeczko, nie płacz już. Bo szkła ci zaparują.
Słysząc to, Kreska zachichotała, szybko zdjęła okulary i delikatnie wytarła je sobie rąbkiem koszulki.
- Wybacz, nie powinnam się mazać. Dziadek na pewno wyzdrowieje, prawda?
- Prawda, zobaczysz. Niedługo znowu będzie z nami. Głowa do góry.
- Tak, masz rację - odpowiedziała Kreska i założyła sobie ponownie okulary na nos - Mogę spać z tobą? Sama dzisiaj nie zasnę.
Maćka bardzo zdziwiła ta prośba. W końcu nigdy jeszcze nie miał możliwości spać z jakąkolwiek dziewczyną, nigdy też nie myślał o tym, a teraz Kreska sama go o to prosiła? W innych okolicznościach na pewno wykorzystałby sytuację, bo w końcu widok Kreski w nocnej koszulce pobudzał jego wyobraźnię, ale obecnie nie był w stanie tego zrobić. Wiedział doskonale, że jego przyjaciółka nigdy by mu nie wybaczyła tego, że wykorzystał sytuację i ją uwiódł. Ale z drugiej strony, czy w innych od tych okolicznościach też by mu darowała? Poza tym Maciek pragnął, aby ten jakże ważny w życiu każdego człowieka akt był spowodowany jedynie miłością, a on przecież jeszcze nie przestał cierpieć z powodu nieodwzajemnionej miłości do Matyldy. Mimo wszystko pokusa była ogromna, a podobno nieraz najpierw w życiu człowieka się pojawiała namiętność, a potem dopiero miłość. Tak przynajmniej twierdził Piotr, a jemu można było w takich kwestiach zaufać.
- Proszę, Maciusiu. Mogę? - zapytała Kreska błagalnym wręcz tonem.
- Oczywiście, że możesz. W końcu to jest twój dom. Ty tutaj decydujesz, co będziesz robić - odparł na to nieco zmieszany Maciek.
- Tak, ale wolałam zapytać. Nie chcę decydować za ciebie.
- To miłe z twojej strony.
Kreska powoli podeszła do łóżka i położyła świeczkę na nocnej szafce. Tam też położyła swoje okulary i zwinnie wsunęła się do łóżka, do którego wszedł też Maciek. Zanim się obejrzał, dziewczyna mocno przylgnęła do niego, wtulając się głową w jego tors. Maciek instynktownie objął ją i poczuł, że nie wyczuwa pod koszulką paska stanika. Zadrżał z niepokoju oraz poczuł nieprzepartą pokusę, aby sprawdzić, czy majtek też nie założyła i pod koszulką jest kompletnie naga. Mimo to, nie zdobył się na to, bojąc się, że Kreska urażona odskoczy od niego i ucieknie z jego objęć, a choć wmawiał sobie, iż to tylko przyjaciółka, niemalże siostra, nie był w stanie teraz wypuścić jej z objęć.
- Jakiś ty mięciutki - powiedziała słodko Kreska, wtulając się w niego jeszcze mocniej - Taki uroczy pluszowy miś z ciebie, wiesz?
- Z ciebie też niezła przytulanka - odpowiedział jej Maciek, drżąc przy tym na całym ciele.
- Dobranoc, Maciusiu - rzekła czule Kreska.
- Dobranoc, Janeczko - dodał równie czule Maciek.
Jego uczucia były teraz niesamowitą mieszanką pożądania i czułości. Czuł w sercu ogromne ciepło, które nie umiał wyjaśnić. Wiedział tylko, że czuje się przy niej cudownie i nie chce jej wypuszczać z ramion do samego rana.
Tak się stało i już po dłuższej chwili spał z Kreską w swoich ramionach. To była cudownie spędzona noc. Choć tylko spali, to jednak Maciek wiedział, że jak dotąd, żadna z nocy w jego życiu nie była tak cudownie spędzona, jak właśnie ta. Spał przyjemnie i był zadowolony, zachwycony i szczęśliwy. W objęciach zaś miał swoją przyjaciółkę, swoją słodką Janeczkę. Nie umiał jej już nazywać Kreską, nie po tym, co się teraz stało. Dlatego też nawet w myślał nie nazywał jej inaczej, jak tylko Janką, Janeczką i Janiusią.
Obudził się rano, gdy poczuł nagle na swoich ustach coś słodkiego i zarazem też mokrego, ale nie wiedział, co to jest. Wiedział tylko, że bardzo mu smakowało i chciał znów tego posmakować, ale nie zdołał tego zrobić, bo się obudził i smak, który go tak zachwycił, zniknął równie szybko, co się pojawił.
- Dzień dobry, śpiochu - powiedziała słodko Kreska, leżąca obok niego na łóżku - Jak ci się spało?
- Dziękuję, bardzo przyjemnie. A tobie? - spytał czule Maciek.
- Całkiem nieźle - Kreska przeciągnęła się na łóżku - Trzeba już wstawać i zrobić śniadanie.
To mówiąc wstała z łóżka, sięgnęła dłonią po okulary i założyła je.
- Ubierz się spokojnie, a ja zrobię nam śniadanie.
Maciek pokiwał głową na znak, że się zgadza, ale nie mógł oderwać od niej wzroku. W dzień wyglądała jeszcze piękniej w nocnej koszulce niż w nocy.
- To widzimy się za chwilę - powiedziała czule Kreska.
Wyglądała na bardzo zachwyconą i rozpromienioną. Poszła do kuchni i zaraz zaczęła szykować posiłek. Maciek zaś powoli znalazł swoje ubranie i zaczął się w nie przebierać. W międzyczasie usłyszał, jak z kuchni dobiega wesoły głos Kreski, które podśpiewywała sobie pod nosem słynny hit Izabelli Trojanowskiej:
Wszystko, czego dziś chcę,
Pamiętaj o tym,
Polecieć chcę tam i z powrotem,
Z ramion twych wprost do nieba.
Do nieba.
Wszystko, czego dziś chcę,
Pamiętaj o tym,
Polecieć chcę tam i z powrotem.
Więcej mi nic nie trzeba.
Nie trzeba.
Maciek uśmiechnął się, zastanawiając się w głowie, od kiedy Kreska stała się tak odważna, aby śpiewać tak frywolne piosenki. I czy przestała się już martwić o dziadka? Dość dziwne.
Ubrany chłopak powoli poszedł do kuchni, w której Kreska, wciąż w nocnej koszulce, skończyła szykować śniadanie i położyła je przed nim wesoło.
- Coś ty taka cała w skowronkach? - zapytał Maciek.
- Wiesz, dzwonili rano ze szpitala. Dziadek odzyskał przytomność i choć jest jeszcze słaby, mogę go dzisiaj odwiedzić - odpowiedziała radośnie Kreska.
- To cudownie - powiedział Maciek, szczerze uradowany tym faktem - Mogę tam iść z tobą?
- Pewnie. Dziadek się ucieszy, że ty też przyszedłeś. Lubi cię.
- To dobrze, bo i ja go lubię.
Kreska zachichotała radośnie i powoli zaczęła jeść śniadanie. Maciek też jadł, równocześnie nie odrywając wzroku od dziewczyny. Pomyślał sobie, że ma ona nad wyraz czarujący uśmiech. Dziwił się, że wcześniej tego nie zauważył. Do tego, jak się śmieje, to robią jej się takie słodkie dołeczki. I do tego jej oczy mają taki cudowny kolor. Dlaczego wcześniej tego nie dostrzegał? Dziwne.
- Dobra, Maciuś. Muszę się przebrać - powiedziała Kreska, gdy już skończyła jeść swoją porcję - Dokończ śniadanie i czekaj na mnie. Zaraz przyjdę.
Dziewczyna poszła do swojego pokoju, a Maciek powoli zjadł do końca swój posiłek i postanowił umyć naczynia, ale nagle zauważył, że Kreska nie zamknęła za sobą drzwi, były one lekko uchylone. Pomyślał, że je przymknie tak ostrożnie, aby potem sobie nie myślała, że ją podglądał, korzystając z nadarzającej się ku temu okazji. Ledwie jednak zbliżył się do drzwi, a oczom jego ukazał się widok, jakiego jeszcze nigdy nie widział. Kreska stała na środku pokoju, ściągając sobie przez głowę nocną koszulkę. Nie miała pod nią absolutnie nic. Teraz zaś stała na środku pokoju całkiem naga, zerkając do lusterka wiszącego na ścianie. Ustawiona była bokiem, więc Maciek miał możliwość zobaczyć ją w całej okazałości. Była po prostu piękna. Zgrabna postać, kształtne biodra, płaski brzuszek oraz piersi. Dwoje cudnych piersi niczym dwa jabłuszka. Wyglądała po prostu zniewalająco. Tylko na co ona czekała? Dlaczego się nie ubierała? Stała tylko przed lustrem, z uwagą patrząc na swoje odbicie. Nie dostrzegła Maćka, który lustrował ją wzrokiem, choć dobrze wiedział, że to nieprzyzwoite. Nie umiał jednak inaczej. Widok był zbyt piękny.
- Ona jest piękna. Naprawdę piękna - szepnął cicho sam do siebie - Dlaczego wcześniej tego nie widziałem? Wcale nie jest brzydsza od tamtej. Ma równie ładne kształty, ma piękne oczy, zgrabne biodra, piersi jak jabłuszka... Dlaczego dopiero teraz to zauważyłem?
- Dzień dobry! Jest tu ktoś?! - rozległ się nagle czyjś głos.
Do mieszkania weszła Gabrysia Borejko-Pyziak. Oczywiście dostrzegła ona Maćka stojącego przed pokojem Kreski i bardzo ją to zdziwiło.
- Maciek, co ty wyprawiasz? - zapytała.
Chłopak odskoczył jak oparzony od drzwi pokoju, mając nadzieję, że Kreska nie zauważyła go. Spojrzał na Gabrysię i patrzył na nią przerażony, przez dłuższą chwilę nie wiedząc, co ma powiedzieć.
- Pani Gabrysia? Ja... Ja czekam na Kreskę. To znaczy, na Jankę.
- A po co na nią czekasz?
- Idziemy do szpitala, odwiedzić jej dziadka.
- To prawda - powiedziała Kreska, wychodząc z pokoju.
Była już ubrana. Miała na sobie ładną czerwoną bluzkę i spódniczkę w kratę szkocką, a na nogach ładne, czarne buty.
- Jestem gotowa, Maciusiu. Możemy iść. O, pani Gabrysia. Dzień dobry.
- Dzień dobry, Kresko. Wybacz, że wpadam bez zapowiedzi, ale słyszałam o twoim dziadku. Piotr Ogorzałko mi powiedział. Chciałam zapytać, czy już wiesz, co u niego słychać.
- Polepszyło mu się. Idziemy go odwiedzić w szpitalu. Idzie pani z nami?
- Czemu nie? I tak muszę odwiedzić tam moją siostrę.
- A którą, jeśli wolno spytać?
- Natalię. Zaziębiła się i ostro kaszle. Musiałam ją zabrać do szpitala.
Maciek i Kreska zaniepokoili się, słysząc te słowa.
- Ojej, ale to chyba nic poważnego, prawda? - spytała Kreska.
- Lekarze mówią, że nie, ale wolą nie ryzykować i dlatego na razie została w szpitalu - wyjaśniła Gabrysia - Idę ją teraz odwiedzić. Skoro jednak i wy idziecie, to chodźmy tam razem.
- Świetny pomysł - powiedziała Kreska i spojrzała na Maćka - Odwiedzimy też Natalię, dobrze?
- Oczywiście, odpowiedział jej czule Maciek.
Choć wpatrywał się w ubraną Kreskę, wciąż miał w pamięci jej obraz całkiem nagusieńkiej, stojącej przed lustrem. Skarcił się za to i próbował wmawiać sobie, że nie wolno mu posiadać takich uczuć, gdyż Kreska jest mu niemal jak siostra. Ale jakiś wewnętrzny podły głos szeptał mu cicho na ucho niczym diabeł kusiciel, że „niemal” robi ogromną różnicę i w tym wypadku nic nie znaczy.
- W porządku. Poczekaj na mnie, skoczę szybko do Piotrusia i mu powiem, że zostaję u ciebie. Poza tym muszę mu powiedzieć, kogo zabrała karetka.
To mówiąc, Maciek szybko pognał na górę do swojego mieszkania. Piotr już kończył szykować kolację. Jego brat nie miał jednak czasu zjeść z nim posiłek, bo obiecał pojawić się zaraz u swojej przyjaciółki. Dlatego tylko złapał parę kanapek do ręki i powiedział szybko, co się stało. Piotra bardzo to zaniepokoiło.
- Profesor Dmuchawiec w szpitalu? Niedobrze. Biedny człowiek. Już chyba od jakiegoś czasu miał problemy z sercem, ale jeszcze nigdy wcześniej nie miał zawału. Biedak, muszę go koniecznie odwiedzić, jak poczuje się już na tyle lepiej, żeby przyjmować gości.
- Myślisz, że poczuje się lepiej? - zapytał Maciek.
- Mam taką nadzieję. Przede wszystkim jednak trzeba pomóc Kresce. Dobrze, że z nią zostajesz. Ona nie powinna być teraz sama.
- Poradzisz sobie tu beze mnie?
- Oczywiście, jak zwykle zresztą - Piotr uśmiechnął się serdecznie do Maćka - Idź już i pozdrów ode mnie Kreskę.
Maciek podziękował bratu i ruszył już w kierunku wyjścia, zabierając ze sobą kilka uszykowanych przez niego kanapek, które Piotr, na wieść o tym, co Maciek planuje, zapakował do papierowej torby.
- To ja idę, cześć! - zawołał Maciek.
- Młody, tylko wiesz... - dogoniło go nagle wołanie brata - Nie nabrójcie tam z Kreską niczego, dobra? Ja tam jeszcze nie chcę zostać wujkiem.
Maciek zarumienił się lekko, kiedy to usłyszał.
- Proszę cię, Piotrek. Przecież nawet nam to nie w głowie - powiedział.
- Ja tam wolę jednak dmuchać na zimne - stwierdził Piotr - Żeby potem nie było tak, że wasze dzieci będą mnie zapytały: „Wujku, a jak my przyszliśmy na świat?”, a co ja im powiem? Że tatuś tak bardzo chciał pocieszyć mamusię, że ją...
- Dobra, weź się mi tu nie mądrz - odparł z lekką złością Maciek - Lepiej mi powiedz, kiedy ty się ożenisz.
- A co to ma do rzeczy?
- To, że jak będziesz wiecznie kawalerem, to moje dzieci kiedyś przyjdą do ciebie i zapytają: „Wujku, a dlaczego ty nie masz dziewczyny, tylko te nieubrane panie na plakatach na ścianie?”.
Piotr popatrzył groźnie na młodszego brata i powiedziała:
- Młody, a ty w dziób chcesz dostać?
Maciek parsknął zadziornym śmiechem i wyszedł z mieszkania. Zbiegł potem po schodach do mieszkania Kreski i zapukał. Po chwili dziewczyna, która czekała już na niego, otworzyła mu drzwi.
- Cześć, bardzo się stęskniłaś? - zapytał dowcipnie Maciek.
- Mniej niż myślisz - odpowiedziała mu zadziornie Kreska.
To mówiąc, wpuściła go do środka. Maciek wszedł, pokazał jej torbę i rzekł:
- Z pozdrowieniami od mojego brata. Mała uczta dla nas obojga.
- Super. Zjemy więc razem kolację - powiedziała Kreska - To ja uszykuję dla nas herbatę. Usiądź w salonie.
Mieszkanie profesora Czesława Dmuchawca było dość duże. Miało ono w sobie pokój dla uczonego, pokój dla jego wnuczki, salonik połączony z kuchnią i łazienkę. W porównaniu z wieloma innymi mieszkaniami w tym oto domu, to było dosyć luksusowe i posiadanie go było prawdziwą wygodą dla jego mieszkańców. Maciek musiał przyznać, że w porównaniu z mieszkaniem jego i Piotra, to z całą pewnością mogłoby się podobać Matyldzie, gdyby oczywiście jej opinia mogła go jeszcze obchodzić, jednak wiedział doskonale, że tak nie jest i obecnie ta wyżej wspomniana osoba ani trochę go nie obchodziła. Teraz przejmował się jedynie Kreską i jej dziadkiem. Bardzo chciał, aby staruszek powrócił do zdrowia.
Kreska tymczasem odzyskała humor i uszykowała herbaty, do której oboje zjedli kanapki uszykowane przez Piotra i przy okazji Maciek opowiedział Kresce o tym, co usłyszał od Matyldy na swój temat. Dziewczyna była oburzona tym, w jaki sposób myślała o chłopaku ta głupia krowa, jak oceniała ją w myślach, jednak nie mogła też nie przyznać sama przed sobą, że cieszy ją ta sytuacja.
- To jest po prostu oburzające - powiedziała ze złością - Ja nie wiem, jak ta podła kreatura mogła o tobie się tak wyrazić? I jeszcze te sugestie, że ty niby za bardzo lubisz dzieci? Ja nie wiem, jak ona mogła?! Najchętniej bym ją walnęła i to porządnie w tę jej głupią gębę.
- Spokojnie, Janeczko. Nie warto na nią tracić czasu - powiedział Maciek.
- Ale przy jakieś okazji musimy jej dać porządną nauczkę, a co! - zawołała wciąż oburzona Kreska.
- Może będzie jeszcze okazja. Zobaczymy - odparł na to jej przyjaciel.
Dziewczyna uśmiechnęła się do niego delikatnie, a potem oboje dokończyli kolację, pozmywali naczynia i poszli do pokoju Dmuchawca, w którym było radio. O tej porze miała się odbyć audycja Teatru Polskiego Radia. Kreska bardzo często słuchała ich z dziadkiem i jak się okazało, Maciek również bardzo je lubił, a już zwłaszcza wtedy, gdy były to audycje na podstawie znanych książek. Teraz zaś był kolejny odcinek przygód detektywa Sherlocka Holmesa, w tej znakomity polski aktor Piotr Fronczewski. Maciek i Kreska z zapartym tchem słuchali naprawdę ciekawej przygody panny Violet Smith, którą śledził tajemniczy rowerzysta i która poprosiła o wyjaśnienie tej sprawy Sherlocka Holmesa i doktora Watsona, a ci, rzecz jasna, rozwiązali ją, po czym wkroczyli do akcji w odpowiednim momencie i choć nie obyło się bez strzelaniny, a także groźnych sytuacji, w końcu ostatecznie sprawiedliwość znowu zwyciężyła. Maciek i Kreska wysłuchali z uwagą całego słuchowiska, a potem wyłączyli radio i posiedzieli ze sobą, wspólnie czytając jakąś książkę. Dla zabawy czytali na głos dialogi, przy okazji zmieniając niekiedy ton głosu, aby odróżnić postacie, które ze sobą rozmawiają. Mieli przy tym naprawdę niezły ubaw.
- Wiesz, Janeczko... Jesteś o wiele lepszą Janką niż Kreską - rzekł Maciek, kiedy już się lekko zmęczyli ciągłymi wybuchami śmiechu.
- Tak, wiem - uśmiechnął się do niego Kreska - I chyba już nią zostanę. Jeżeli oczywiście chcesz.
- Bardzo tego chcę, Janeczko.
Kreska uśmiechnęła się lekko i zarumieniła na twarzy, poprawiając sobie na nosie okulary, aby ukryć ten fakt.
Spędzali bardzo miło czas do chwili, w której poczuli się zmęczeni. Ponieważ nie zadzwonił telefon ze szpitala, oboje postanowili pójść spać. Okazało się wtedy, że Maciek nie zabrał ze sobą piżamy. Chciał po nią iść, wiedząc, że na pewno jego brat jeszcze nie śpi, ale wtem zgasło światło.
- Korki... Znowu ktoś je ukradł - powiedział ze złością Maciek.
- Parszywy złodziej. Jak ja nie cierpię czegoś takiego - dodała Kreska.
Dziewczyna na szczęście wiedziała, gdzie jest świeczka, a ponieważ nie było jeszcze na tyle ciemno, aby nie mogli niczego wypatrzeć, zdołała ją odszukać, a potem namacała zapałki i zapaliła świeczkę.
- Chyba nigdzie już dzisiaj nie trafię - powiedział smutno Maciek - A przecież jest mi potrzebna piżama.
- Ależ spokojnie, przecież to żaden problem. Dam ci piżamę dziadka, dobrze? - zaproponowała Kreska - Być może jest nieco za duża na ciebie, ale ważne, żebyś mógł sobie spokojnie zasnąć.
- W sumie racja. To przecież jest najważniejsze.
Kreska uśmiechnęła się do niego delikatnie i poszła do pokoju dziadka, aby poszukać jego piżamy. Znalazła ją bez trudu i podała ją Maćkowi.
- Idź do pokoju dziadka. I weź świeczkę, może ci się przydać. A tutaj masz pudełko zapałek, na wypadek, gdybyś musiał iść do łazienki w nocy albo coś.
To mówiąc Kreska podała Maćkowi wyżej wspomniane przedmioty.
- A ty? - zapytał z troską chłopak.
- Spokojnie, tu jest jeszcze druga świeczka - powiedziała dziewczyna.
Bez trudu znalazła drugą świeczkę i drugie pudełko zapałek. Zapaliła ją i już po chwili jej twarz oświetlił nikły blask palącego się knota.
- To co? Dobranoc, Janeczko - rzekł Maciek.
- Dobranoc, Maciusiu - odpowiedziała czule Kreska.
Maciek poszedł do pokoju Dmuchawca, a tam przebrał się w piżamę pana profesora. Rzeczywiście, była ona na niego nieco za duża, ale tylko nieco, bo jak się okazało, figurą i wzrostem był bardzo zbliżony do dziadka Kreski. Zadowolony z tego faktu, położył się do łóżka i zgasił świeczkę.
Nie pospał jednak długo, ponieważ wkrótce po tym, jak zamknął oczy i już się zaczął pogrążać w świecie snów, usłyszał czyjś słodki głos, który zwrócił się do niego po imieniu. Otworzył oczy i spojrzał w kierunku drzwi. Zobaczył wówczas przed sobą Kreskę, ubraną w różową nocną koszulkę i ze świeczką w dłoni. Musiał przyznać, że wyglądała nader pociągająco, choć szybko odrzucił tę myśl. Kreska wyglądała na zasmuconą i zaniepokojoną. Nie powinien więc mieć o niej jakiś niegrzecznych myśli. Chociaż może i mógł?
- Co się stało, Janeczko? - zapytał ją bardzo czule.
- Maciusiu, ja się boję. Tak bardzo się boję, że dziadkowi coś się stało w tym szpitalu, że nie mogę zasnąć - powiedziała Kreska - Tak chciałabym, aby dziadek już był z nami.
Maciek wstał z łóżka i powoli podszedł do Kreski.
- Spokojnie, Janeczko. Grunt to pozytywnie myśleć. Niczego nie osiągniesz, jeżeli będziesz się tylko i wyłącznie niepokoić.
- Dziadek też tak mówi - powiedziała smutno Kreska - A teraz go tu nie ma. Maciusiu, nie umiem sobie wyobrazić życia bez niego. Całe życie był ze mną. Gdy rodzice umarli, zaopiekował się mną. Nie wiem, gdzie bym teraz była bez niego. Dlatego nie umiem sobie wyobrazić, żeby on miał umrzeć.
- Janeczko, spokojnie. Wszystko będzie dobrze, zobaczysz.
- A jeżeli nie?! Maciusiu, a jeżeli nie?! Co ja wtedy pocznę?! Dokąd pójdę?! Ja wtedy zostanę całkiem sama! Nie chcę tego! Nie chcę!
To mówiąc opuściła lekko głowę w dół i zaczęła płakać. Maciek poczuł, że serce mu kraje, gdy to widzi, więc położył jej czule dłoń na ramieniu, aby jakoś ją uspokoić.
- Janeczko, nie płacz już. Bo szkła ci zaparują.
Słysząc to, Kreska zachichotała, szybko zdjęła okulary i delikatnie wytarła je sobie rąbkiem koszulki.
- Wybacz, nie powinnam się mazać. Dziadek na pewno wyzdrowieje, prawda?
- Prawda, zobaczysz. Niedługo znowu będzie z nami. Głowa do góry.
- Tak, masz rację - odpowiedziała Kreska i założyła sobie ponownie okulary na nos - Mogę spać z tobą? Sama dzisiaj nie zasnę.
Maćka bardzo zdziwiła ta prośba. W końcu nigdy jeszcze nie miał możliwości spać z jakąkolwiek dziewczyną, nigdy też nie myślał o tym, a teraz Kreska sama go o to prosiła? W innych okolicznościach na pewno wykorzystałby sytuację, bo w końcu widok Kreski w nocnej koszulce pobudzał jego wyobraźnię, ale obecnie nie był w stanie tego zrobić. Wiedział doskonale, że jego przyjaciółka nigdy by mu nie wybaczyła tego, że wykorzystał sytuację i ją uwiódł. Ale z drugiej strony, czy w innych od tych okolicznościach też by mu darowała? Poza tym Maciek pragnął, aby ten jakże ważny w życiu każdego człowieka akt był spowodowany jedynie miłością, a on przecież jeszcze nie przestał cierpieć z powodu nieodwzajemnionej miłości do Matyldy. Mimo wszystko pokusa była ogromna, a podobno nieraz najpierw w życiu człowieka się pojawiała namiętność, a potem dopiero miłość. Tak przynajmniej twierdził Piotr, a jemu można było w takich kwestiach zaufać.
- Proszę, Maciusiu. Mogę? - zapytała Kreska błagalnym wręcz tonem.
- Oczywiście, że możesz. W końcu to jest twój dom. Ty tutaj decydujesz, co będziesz robić - odparł na to nieco zmieszany Maciek.
- Tak, ale wolałam zapytać. Nie chcę decydować za ciebie.
- To miłe z twojej strony.
Kreska powoli podeszła do łóżka i położyła świeczkę na nocnej szafce. Tam też położyła swoje okulary i zwinnie wsunęła się do łóżka, do którego wszedł też Maciek. Zanim się obejrzał, dziewczyna mocno przylgnęła do niego, wtulając się głową w jego tors. Maciek instynktownie objął ją i poczuł, że nie wyczuwa pod koszulką paska stanika. Zadrżał z niepokoju oraz poczuł nieprzepartą pokusę, aby sprawdzić, czy majtek też nie założyła i pod koszulką jest kompletnie naga. Mimo to, nie zdobył się na to, bojąc się, że Kreska urażona odskoczy od niego i ucieknie z jego objęć, a choć wmawiał sobie, iż to tylko przyjaciółka, niemalże siostra, nie był w stanie teraz wypuścić jej z objęć.
- Jakiś ty mięciutki - powiedziała słodko Kreska, wtulając się w niego jeszcze mocniej - Taki uroczy pluszowy miś z ciebie, wiesz?
- Z ciebie też niezła przytulanka - odpowiedział jej Maciek, drżąc przy tym na całym ciele.
- Dobranoc, Maciusiu - rzekła czule Kreska.
- Dobranoc, Janeczko - dodał równie czule Maciek.
Jego uczucia były teraz niesamowitą mieszanką pożądania i czułości. Czuł w sercu ogromne ciepło, które nie umiał wyjaśnić. Wiedział tylko, że czuje się przy niej cudownie i nie chce jej wypuszczać z ramion do samego rana.
Tak się stało i już po dłuższej chwili spał z Kreską w swoich ramionach. To była cudownie spędzona noc. Choć tylko spali, to jednak Maciek wiedział, że jak dotąd, żadna z nocy w jego życiu nie była tak cudownie spędzona, jak właśnie ta. Spał przyjemnie i był zadowolony, zachwycony i szczęśliwy. W objęciach zaś miał swoją przyjaciółkę, swoją słodką Janeczkę. Nie umiał jej już nazywać Kreską, nie po tym, co się teraz stało. Dlatego też nawet w myślał nie nazywał jej inaczej, jak tylko Janką, Janeczką i Janiusią.
Obudził się rano, gdy poczuł nagle na swoich ustach coś słodkiego i zarazem też mokrego, ale nie wiedział, co to jest. Wiedział tylko, że bardzo mu smakowało i chciał znów tego posmakować, ale nie zdołał tego zrobić, bo się obudził i smak, który go tak zachwycił, zniknął równie szybko, co się pojawił.
- Dzień dobry, śpiochu - powiedziała słodko Kreska, leżąca obok niego na łóżku - Jak ci się spało?
- Dziękuję, bardzo przyjemnie. A tobie? - spytał czule Maciek.
- Całkiem nieźle - Kreska przeciągnęła się na łóżku - Trzeba już wstawać i zrobić śniadanie.
To mówiąc wstała z łóżka, sięgnęła dłonią po okulary i założyła je.
- Ubierz się spokojnie, a ja zrobię nam śniadanie.
Maciek pokiwał głową na znak, że się zgadza, ale nie mógł oderwać od niej wzroku. W dzień wyglądała jeszcze piękniej w nocnej koszulce niż w nocy.
- To widzimy się za chwilę - powiedziała czule Kreska.
Wyglądała na bardzo zachwyconą i rozpromienioną. Poszła do kuchni i zaraz zaczęła szykować posiłek. Maciek zaś powoli znalazł swoje ubranie i zaczął się w nie przebierać. W międzyczasie usłyszał, jak z kuchni dobiega wesoły głos Kreski, które podśpiewywała sobie pod nosem słynny hit Izabelli Trojanowskiej:
Wszystko, czego dziś chcę,
Pamiętaj o tym,
Polecieć chcę tam i z powrotem,
Z ramion twych wprost do nieba.
Do nieba.
Wszystko, czego dziś chcę,
Pamiętaj o tym,
Polecieć chcę tam i z powrotem.
Więcej mi nic nie trzeba.
Nie trzeba.
Maciek uśmiechnął się, zastanawiając się w głowie, od kiedy Kreska stała się tak odważna, aby śpiewać tak frywolne piosenki. I czy przestała się już martwić o dziadka? Dość dziwne.
Ubrany chłopak powoli poszedł do kuchni, w której Kreska, wciąż w nocnej koszulce, skończyła szykować śniadanie i położyła je przed nim wesoło.
- Coś ty taka cała w skowronkach? - zapytał Maciek.
- Wiesz, dzwonili rano ze szpitala. Dziadek odzyskał przytomność i choć jest jeszcze słaby, mogę go dzisiaj odwiedzić - odpowiedziała radośnie Kreska.
- To cudownie - powiedział Maciek, szczerze uradowany tym faktem - Mogę tam iść z tobą?
- Pewnie. Dziadek się ucieszy, że ty też przyszedłeś. Lubi cię.
- To dobrze, bo i ja go lubię.
Kreska zachichotała radośnie i powoli zaczęła jeść śniadanie. Maciek też jadł, równocześnie nie odrywając wzroku od dziewczyny. Pomyślał sobie, że ma ona nad wyraz czarujący uśmiech. Dziwił się, że wcześniej tego nie zauważył. Do tego, jak się śmieje, to robią jej się takie słodkie dołeczki. I do tego jej oczy mają taki cudowny kolor. Dlaczego wcześniej tego nie dostrzegał? Dziwne.
- Dobra, Maciuś. Muszę się przebrać - powiedziała Kreska, gdy już skończyła jeść swoją porcję - Dokończ śniadanie i czekaj na mnie. Zaraz przyjdę.
Dziewczyna poszła do swojego pokoju, a Maciek powoli zjadł do końca swój posiłek i postanowił umyć naczynia, ale nagle zauważył, że Kreska nie zamknęła za sobą drzwi, były one lekko uchylone. Pomyślał, że je przymknie tak ostrożnie, aby potem sobie nie myślała, że ją podglądał, korzystając z nadarzającej się ku temu okazji. Ledwie jednak zbliżył się do drzwi, a oczom jego ukazał się widok, jakiego jeszcze nigdy nie widział. Kreska stała na środku pokoju, ściągając sobie przez głowę nocną koszulkę. Nie miała pod nią absolutnie nic. Teraz zaś stała na środku pokoju całkiem naga, zerkając do lusterka wiszącego na ścianie. Ustawiona była bokiem, więc Maciek miał możliwość zobaczyć ją w całej okazałości. Była po prostu piękna. Zgrabna postać, kształtne biodra, płaski brzuszek oraz piersi. Dwoje cudnych piersi niczym dwa jabłuszka. Wyglądała po prostu zniewalająco. Tylko na co ona czekała? Dlaczego się nie ubierała? Stała tylko przed lustrem, z uwagą patrząc na swoje odbicie. Nie dostrzegła Maćka, który lustrował ją wzrokiem, choć dobrze wiedział, że to nieprzyzwoite. Nie umiał jednak inaczej. Widok był zbyt piękny.
- Ona jest piękna. Naprawdę piękna - szepnął cicho sam do siebie - Dlaczego wcześniej tego nie widziałem? Wcale nie jest brzydsza od tamtej. Ma równie ładne kształty, ma piękne oczy, zgrabne biodra, piersi jak jabłuszka... Dlaczego dopiero teraz to zauważyłem?
- Dzień dobry! Jest tu ktoś?! - rozległ się nagle czyjś głos.
Do mieszkania weszła Gabrysia Borejko-Pyziak. Oczywiście dostrzegła ona Maćka stojącego przed pokojem Kreski i bardzo ją to zdziwiło.
- Maciek, co ty wyprawiasz? - zapytała.
Chłopak odskoczył jak oparzony od drzwi pokoju, mając nadzieję, że Kreska nie zauważyła go. Spojrzał na Gabrysię i patrzył na nią przerażony, przez dłuższą chwilę nie wiedząc, co ma powiedzieć.
- Pani Gabrysia? Ja... Ja czekam na Kreskę. To znaczy, na Jankę.
- A po co na nią czekasz?
- Idziemy do szpitala, odwiedzić jej dziadka.
- To prawda - powiedziała Kreska, wychodząc z pokoju.
Była już ubrana. Miała na sobie ładną czerwoną bluzkę i spódniczkę w kratę szkocką, a na nogach ładne, czarne buty.
- Jestem gotowa, Maciusiu. Możemy iść. O, pani Gabrysia. Dzień dobry.
- Dzień dobry, Kresko. Wybacz, że wpadam bez zapowiedzi, ale słyszałam o twoim dziadku. Piotr Ogorzałko mi powiedział. Chciałam zapytać, czy już wiesz, co u niego słychać.
- Polepszyło mu się. Idziemy go odwiedzić w szpitalu. Idzie pani z nami?
- Czemu nie? I tak muszę odwiedzić tam moją siostrę.
- A którą, jeśli wolno spytać?
- Natalię. Zaziębiła się i ostro kaszle. Musiałam ją zabrać do szpitala.
Maciek i Kreska zaniepokoili się, słysząc te słowa.
- Ojej, ale to chyba nic poważnego, prawda? - spytała Kreska.
- Lekarze mówią, że nie, ale wolą nie ryzykować i dlatego na razie została w szpitalu - wyjaśniła Gabrysia - Idę ją teraz odwiedzić. Skoro jednak i wy idziecie, to chodźmy tam razem.
- Świetny pomysł - powiedziała Kreska i spojrzała na Maćka - Odwiedzimy też Natalię, dobrze?
- Oczywiście, odpowiedział jej czule Maciek.
Choć wpatrywał się w ubraną Kreskę, wciąż miał w pamięci jej obraz całkiem nagusieńkiej, stojącej przed lustrem. Skarcił się za to i próbował wmawiać sobie, że nie wolno mu posiadać takich uczuć, gdyż Kreska jest mu niemal jak siostra. Ale jakiś wewnętrzny podły głos szeptał mu cicho na ucho niczym diabeł kusiciel, że „niemal” robi ogromną różnicę i w tym wypadku nic nie znaczy.