Rozdział XX
Rozmowy nocą
Piotr powoli obudził się i spojrzał przed siebie. Zobaczył leżącą obok niego nagą Gabrysię, która spała słodko wtulona głową w jego tors i trzymającą na jego ramieniu lewą dłoń. Uśmiechnął się wówczas delikatnie i pogłaskał z miłością oraz czułością jej włosy, ale w taki sposób, aby jej nie obudzić. Westchnął głęboko, gdy poczuł pod opuszkami palców miękkość włosów ukochanej. Poczuł się wówczas naprawdę szczęśliwy, serce mu zabiło mocniej, zaś w swojej pamięci przywołał obraz tego, co oboje robili, zanim zasnęli w takiej oto pozie, w jakiej dotąd leżeli.
Było ciemno, ale księżyc świecił jasno na niebie, zaś jego promienie wpadały przez niezasłonięte roletami okno do pokoju i Piotr widział wyraźnie tę cudowną postać Gabrysi, tak rozkosznie w niego wtuloną. Patrzył na ten cudowny widok, rozczulony do granic możliwości. Gładził powoli jej włosy, masował je z miłością, rozkoszował się ich miękkością, serce bardzo przyjemnie i delikatnie biło w jego piersi, wprawiając go w uczucie spełnienia, szczęścia i poczucia tego, że wreszcie jego największe życzenie stało się rzeczywistością. Miał oto nareszcie w swoich ramionach swoją ukochaną, całkiem nagą i bezbronną, słodko i ufnie tulącą się do niego w trakcie snu. Czując jej nagość, tak piękną i zmysłową, której bynajmniej wcale nie zepsuło nieudane małżeństwo oraz wydanie na świat dziecka, łączącą się tak cudownie z jego nagością, nie czuł tylko spełnienie w wymiarze fizycznym. Przede wszystkim czuł spełnienie w wymiarze uczuciowym, duchowym, a także i psychicznym. Nigdy wcześniej nie czuł on tak cudownego uczucia, rozpalającego jego ciało od stóp do głów, od czubka palców u nóg po sam czubek głowy. Było to uczucie ciepła, takiego przyjemnego, ani nazbyt gorącego, ani nazbyt letniego, lecz idealnego, które czuć może jedynie ktoś, kto szczerze kocha i kto odnajduje w swojej miłości prawdziwe spełnienie jako człowiek, a także jako istota czująca. To właśnie cudowne i wspaniałe uczucie towarzyszyło Piotrowi, kiedy przytulał do siebie Gabrysię.
Od dawna marzył o tej chwili. Marzył o tym, aby móc ją wziąć w ramiona, a potem bardzo namiętnie całować, rozebrać i okrywać pocałunkami każdy słodki milimetr jej ciała. Marzył o tym od dawna, ale nie było to jego jedyne marzenie. Jego uczucia do niej bynajmniej nie były wcale tylko i wyłącznie skupione na tej cielesności, choć skłamałby mówiąc, że nie zawierały w sobie takiego elementu. O nie, Piotr pożądał Gabrysi. Pragnął jej jako kobiety, pragnął jej od dawna, odkąd tylko ją zobaczył w stroju do koszykówki. Miała wtedy co prawda piętnaście lat, ale była nad wyraz rozwinięta fizycznie i wyglądała na kilka lat starszą. Wiedział o tym Piotr, jednak nie posunął się do niczego, gdyż nie chciał być posądzony o zbyt bliskie relacje z nieletnią. Poza tym jego uczucie do Gabrysi, które rosło z czasem, gdy lepiej poznawał dziewczyn, nabierało więcej doniosłości i tego, co sprawiało, że uczucie zasługuje na miano prawdziwej miłości. Nabierało stopniowo coraz więcej szlachetności, coraz bardziej też utwierdzało Piotra w przekonaniu, że ją bardzo kocha. Bo jak tu można było jej nie kochać? Przecież najstarsza z panien Borejkówień zyskiwała w oczach, gdy tylko się lepiej ją poznało, a jeszcze więcej zyskiwała, kiedy się z nią spędzało dużo czasu. Dlatego z czasem uczucie Piotra rosło, najpierw w podziw i zachwyt, potem w prawdziwe uczucie, które łączyło ze sobą w subtelny sposób pożądanie i platoniczny zachwyt. Bo jak można było się nie zachwycać tak wspaniałą dziewczyną? Mądrą, wrażliwą, dobrą, serdeczną oraz życzliwą, a do tego też inteligentną. Nawet jej ubiór, który faktycznie pozostawiał wiele do życzenia, nie odbierał w żaden sposób jej uroku. No, może nieco go gasił, ale nie odbierał. Piotr co prawda wmawiał sobie, że Gabrysia w tych spodniach workowatych typu dzwony lub dżinsach wygląda po prostu okropnie, ale to było tylko gadanie, którym sam siebie próbował przekonać, że dziewczyna mu się nie podoba. W rzeczywiście podobała mu się ona niesamowicie, ale przecież bardzo dobrze wiedział, że z tego nic nie wyjdzie.
Oczywiście nigdy nie powiedział Gabrysi, jak bardzo ją kocha. Jak przez to, że bliżej się mogli jako sąsiedzi poznawać sprawiło, iż najpierw był nią po prostu zauroczony, a z czasem poznawał ją bliżej i pokochał ją całym sercem, jak tylko prawdziwy mężczyzna może kochać prawdziwą kobietę. Nigdy jej jednak tego nie powiedział, ponieważ doskonale wiedział o tym, że nie ma szans u niej, zwłaszcza wtedy, gdy w pobliżu był Janusz Pyziak, najprzystojniejszy chłopak w szkole, jak również w całej okolicy. Wiedział, że nie ma z nim najmniejszych szans, bo żaden facet by nie miał szans z Pyziakiem, dlatego musiał sobie darować i nie próbował jej zdobyć. Potem wyjechał, rzucił się w wir zajęć, zaangażował też w działalność Solidarności, a kiedy zdradzony został przez dziewczynę i wyrzucony z pracy, wrócił do Poznania i zajął się młodszym bratem, gdyż ich rodziców aresztowano. I znowu spotkał swoją pierwszą miłość, Gabrysię Borejko, teraz już Pyziak. I nic nie straciła na swoim uroku, wciąż była piękna i wyjątkowa. Uczucie do niej odżyło, ale o ile wcześniej nie miał najmniejszych szans, kiedy Gabrysia była wolna, to teraz, jak miała męża, owe zmalały jeszcze mocniej, o ile było to w ogóle możliwe. Z tego więc powodu musiał sobie odpuścić, a aby mniej myśleć o niej, wmawiał sam sobie, że jest strasznie brzydka, a już zwłaszcza wtedy, gdy nosiła te swoje workowane spodnie dzwony lub dżinsy. Ale nawet wtedy nie umiał powiedzieć sobie tego wszystkiego całkowicie szczerze. Prawdę mówiąc, okłamywał wtedy sam siebie. Tak naprawdę kochał Gabrysie, teraz jeszcze bardziej dojrzałą i szczerą miłością niż kiedykolwiek przedtem. Dodatkowo jeszcze doszło do tego uczucie poczucie nienawiści do jej męża. Nienawidził go z całej siły, a im więcej smutku widział na twarzy Gabrysi, tym bardziej nienawidził tego bydlaka i miał ochotę zrobić mu krzywdę. Gdyby tylko znalazł się on w jego zasięgu, a jeszcze lepiej w zasięgu jego pięści... Wtedy... Oj, wtedy on by mu pokazał, gdzie raki zimują. Miał drań szczęście, że przebywał w Australii, daleko od niego, bo inaczej by dostał za swoje.
Z zamyślenia wyrwał Piotra ruch jego słodkiej Gabrysi, która przekręciła się na drugi bok, plecami do niego i słodko zamruczała. Popatrzył na nią wówczas czule i pocałował delikatnie jej prawe ramię.
- Moja słodka Gabrysiu. Jaka ty jesteś piękna.
Dziewczyna poruszyła się lekko przez sen, a on pogłaskał palcem jej ramię i szepnął czule:
- Kocham cię.
Potem wstał i naciągnął na siebie majtki i koszulę, po czym podszedł do okna, spojrzał przez nie, uśmiechnął się lekko, ale zaraz posmutniał.
- Stary idioto. Co ty sobie wmawiasz? Przecież ona na rano odejdzie i pewnie już nigdy do ciebie nie wróci.
Pogłaskał sobie bardzo gwałtownie twarz obiema dłońmi, po czym warknął ze złością na samego siebie.
- Prawda jest taka, że po prostu oszukujesz sam siebie. Ona ma męża i go nie zostawi ani dla ciebie, ani dla nikogo. Nawet jeśli go nie kocha, to nie zostawi go, chociażby z poczucia obowiązku, którego zawsze uczyła ją Melania, jej matka. Z tego powodu nie opuści ona Janusza, a tobie pozostaną najwyżej tzw. ochłapy z pańskiego stołu, w tym wypadku ze stoły Pyziaka. Nie mam na to ochoty. O nie, nic z tego! Piotr Ogorzałko nie będzie wyłącznie zabawką, jaką żałosną nagrodą pocieszenia lub kimś, kto będzie podnosił swoją ukochaną na duchu m.in. poprzez łóżko, ale nie dostając nic więcej.
Z takimi myślami Piotr odwrócił się i spojrzał na łóżko, na którym spała jego słodka Gabrysia. Uśmiechnął się smutno.
- Nie chcę być tylko twoim kochankiem. Chcę czegoś więcej. Dużo więcej. Ale tego nie możesz mi dać. Chyba, że zmienisz swoje zasady. Ale prędzej chyba Bałtyk przestanie być słony.
Po tych słowach odwrócił się w kierunku okna i zaczął z uwagą przypatrywać się widokowi, jaki był za nim. Nie zauważył wtedy, że Gabrysia obudziła się i nie zobaczyła go w łóżku, co ją zasmuciło. Szybko jednak zauważyła go przy oknie, więc odzyskała dobry humor, powoli wstała z uśmiechem na twarzy, owinęła się prześcieradłem i delikatnie stawiając kroki, podeszła do niego.
- Piotrusiu... - powiedziała czułym tonem.
Ogorzałko spojrzał na nią z uwagą i uśmiechnął się czule. Musiał przyznać, że w jego prześcieradle wyglądała naprawdę przesłodko i nad wyraz pociągająco. Zwłaszcza, kiedy sobie wyobraził, co ma pod nim.
- Gabusiu, nie śpisz? - zapytał.
- Jak widzisz - odpowiedziała mu słodkim głosem Gabriela - Co tak patrzysz przez okno?
- Jakoś tak... Po prostu myślę sobie.
- A o czym myślisz?
- O czym? O tym, co będzie jutro.
Gabrysia posmutniała, kiedy to usłyszała. Dotąd też nie zastanawiała się nad tym, co będzie na rano. Nie myślała o tym, ponieważ za bardzo była skupiona na tej boskiej rozkoszy, jakiej zaznała z Piotrem. Teraz jednak, gdy o tym wspomniał, naszły ją przykre myśli i wróciła do niej świadomość tego, kim jest i co robi.
- Tak, rzeczywiście. Trzeba o tym pomyśleć - powiedziała ponuro - Ale kiedy to robię, źle się czuję.
- Ja również. Nie chcę się z tobą rozstawać - rzekł czułym głosem Piotr.
- Ale wiesz, że tak trzeba - dodała ponuro Gabrysia, przyciskając do siebie mocniej prześcieradło - Nie powinnam była zostawać. Źle mi z tym.
Piotr, choć rozsądek mu mówił, że ma ona rację i czuje właściwe uczucia w tej sytuacji, to nie był w stanie zaakceptować poglądu, iż źle jej z tym, że spędziła z nim tę noc.
- Dlaczego źle, Gabusiu? Było ci źle?
- Przeciwnie. Jeszcze nigdy nie było mi tak cudownie.
- Więc w czym problem? Masz wyrzuty sumienia?
- W tym jest właśnie problem. Nie czuję żadnych wyrzutów sumienia. Czuję tylko zadowolenie i przyjemność. Zdradziłam mojego męża, co jest wbrew moim zasadom. Dodatkowo jeszcze czuję z tego powodu ogromna przyjemność, co jest jeszcze gorsze. Nie czuję ani trochę wyrzutów sumienia i źle mi z tym. Chcę czuć, ale nie umiem. Jestem bardzo złą osobą.
Piotr uśmiechnął się zadowolony i podszedł do Gabrysi.
- Nie powinnaś myśleć o sobie źle. Mąż cię zaniedbuje. Zasługuje na to, abyś go zdradzała. Nie jest wart wierności.
- Nie mów tak. On jest taki porządny, pracuje dla mnie i dla naszej córki. Nie mogę tak po prostu...
- Rozumiem... Ale naprawdę przykro mi, że źle się przeze mnie czujesz.
Piotr odwrócił smutno głowę i po chwili dodał ponuro:
- Powiedz wprost. Było ci źle i dlatego tak gadasz, bo jesteś zbyt taktowna i nie umiesz mi tego powiedzieć, aby nie zranić moich uczuć.
Gabrysia, choć nie miała nastroju do śmiechu, teraz parsknęła śmiechem.
- Co ty opowiadasz? Przecież było mi cudownie. Nie czułeś tego? Zwłaszcza wtedy, gdy niechcący ugryzłam cię w ucho, a na koniec krzyknęłam głucho twoje imię?
Mówiąc to, zarumieniła się mocno. Nigdy nie mówiła tak bezwstydnych oraz zarazem podniecających rzeczy. Nie przywykła do tego, dlatego spłonęła wielkim rumieńcem, ale oczywiście jednocześnie słodko się uśmiechnęła.
- Wybacz, nigdy o takich rzeczach nie rozmawiałam. Nie w taki sposób.
- A w jaki? - spytał zaciekawiony Piotr.
- No wiesz... W taki dosyć zwyczajny, bez większych emocji - odpowiedziała Gabrysia - Mama mi wyjaśniała, co i jak i to była chyba jedyna sytuacja, kiedy o tym rozmawiałam z kimkolwiek, a potem było... No wiesz, trzymanie się zasady, że to się robi, ale o tym się nie mówi i tyle. Tak po prostu.
- Może powinnaś móc swobodnie o tym mówić?
- Może... Ale nieważne. To teraz bez znaczenia.
- Zgadza się. Bez znaczenia - powiedział Piotr i posmutniał.
Gabrysia delikatnie dotknęła jego ramienia, jednocześnie wciąż przyciskając do siebie prześcieradło.
- Spokojnie. Będzie dobrze. Przecież nikt nie musi o tym wiedzieć - rzekła, aby pocieszyć mężczyznę.
Nieświadomie jednak, w ten sposób jeszcze bardziej go przygnębiła.
- Tak, właśnie to mnie uświadamia w tym, że nie będzie dobrze.
- Dlaczego?
- Bo nie chcę się ukrywać. Chcę żyć spokojnie ze świadomością, że nie mam potrzeby ukrywania swoich uczuć przed nikim.
- Przecież ty cały czas nic innego nie robisz, tylko ukrywasz swoje uczucia przed wszystkimi, a zwłaszcza przede mną.
- Tak i mam już tego dość.
- A wiesz, czego ja mam dość? Tego, że jestem kobietą, a nie czują się nią wcale a wcale.
Po tych słowach, Gabrysia zaczęła przechadzać się po pokoju, po czym lekko westchnęła i oparła się o ścianę plecami, mówiąc:
- Jestem wciąż młoda, mam córeczkę, mam męża, a nie czuję się jak kobieta. Zamiast tego czuję się tak, jakbym była jakąś zgrzybiałą staruszką. Wszystko na mojej głowie. Matka się użala nad sobą, córka i moje młodsze siostry głównie są pod moją opieką. Ida mi niby pomaga, ale co niby za pomoc? Na Janusza nie mogę liczyć. Nie tak, jakbym tego chciała. Jestem więc córką, matką i starszą siostrą na cały etat i co? Czuję się przez to tak, jakby miała siedemdziesiąt lat.
Piotr zmierzył ją ironicznym wzrokiem i powiedział:
- No, powiem ci, że jak na siedemdziesiąt lat, to naprawdę nieźle wyglądasz.
Gabrysia parsknęła śmiechem i rzuciła:
- Przestań, ja mówię poważnie.
- Ja również mówię poważnie. Uwierz mi, niejeden łysy emeryt po siódmym krzyżyku chciałby tak super wyglądać jak ty.
Gabrysia ponownie się uśmiechnęła i odparła:
- Słodki jesteś.
Rozejrzała się z uwagą po pokoju Piotra, z uwagą obserwując jego plakaty, wśród których dostrzegła nagą Bridget Bardott w filmie „I Bóg stworzył kobietę”, leżącą na brzuchu nagą Michelle Mercier w roli markizy Angeliki w serii słynnych francuskich filmów, Sylvię Kristel w seksownym stroju jako Emmanuelle, Sophie Lauren w bikini, a także jeszcze kilka innych naprawdę seksownych panien, rzecz jasna ubranych skąpo lub wcale nieubranych.
- Czuję się przy nich bardzo brzydka - powiedziała.
- Daj spokój - parsknął śmiechem Piotr - One przy tobie wyglądają jak sroki przy gołębicy.
Gabrysia zachichotała, podchodząc do Piotra i mówiąc:
- Wiesz, słodki jesteś. Umiesz prawić komplementy kobietom.
- Dziękuję. Prawię je tylko tym, które na to zasługują.
- Oj tak, te panie tutaj zasługują na komplementy.
- Ale ty zasługujesz na nie bardziej.
- Wiesz co? Wzrok ci szwankuje albo po prostu jest ciemno i nie możesz tego dostrzec. Bo ja nie mam tyle uroku i urody, co one.
- Masz tego wszystkiego dużo więcej niż myślisz.
Gabrysia dotknęła czule jego policzka i powiedziała:
- Wiesz, nawet jeśli masz problemy ze wzrokiem, to muszę ci jedno przyznać. Masz dobry gust. Względem kobiet i filmów.
- Dziękuję, Gabrysiu - odpowiedział Piotr i pocałował jej usta.
Pani Pyziak oddała mu pocałunek, po czym spojrzała głęboko w oczy swemu rozmówcy i powiedziała:
- Najmilszy mój... Słodki Piotrusiu...
- Tak, słodka Gabusiu?
- Czuję, że powoli wraca we mnie rozum i chęć bycia porządną kobietą. Nie chcę, aby mnie opanowała. Nie teraz. Zanim więc mnie ona dopadnie, to proszę, zabierz mnie jeszcze raz do gwiazd.
Piotr z rozkoszą pocałował ją ponownie, tym razem namiętnie. Gabrysia zaś objęła go zachłannie za szyję, a prześcieradło opadło na podłogę, odsłaniając przed Ogorzałką ten najpiękniejszy dla niego widok na świecie. Chwilę później złapał on ją mocno w ramiona i spełnił jej prośbę.
Już po chwili oboje zatracili się w tym cudownym szaleństwie, któremu się poddali kilka godzin wcześniej, a które sprawiło, że cały świat przestał dla nich, choć na chwilę istnieć. Wszystko straciło dla nich teraz całkowicie znaczenie. Już nic nie miało znaczenia, tylko oni oraz ta boska jedność ich duszy i ciał. Zuchwała chwila pożądania. A słowo stało się ciałem, a nawet dwoma ciałami, zbliżonymi do siebie tak ściśle, tak idealnie do siebie dopasowanymi, że można było chwilami odnieść wrażenie, że są jednością. Dzięki temu, zanim ponownie zasnęli, nadzy i spoceni, słodko w siebie wtuleni, kilkakrotnie osiągnęli pełną harmonię zmysłów.
Było ciemno, ale księżyc świecił jasno na niebie, zaś jego promienie wpadały przez niezasłonięte roletami okno do pokoju i Piotr widział wyraźnie tę cudowną postać Gabrysi, tak rozkosznie w niego wtuloną. Patrzył na ten cudowny widok, rozczulony do granic możliwości. Gładził powoli jej włosy, masował je z miłością, rozkoszował się ich miękkością, serce bardzo przyjemnie i delikatnie biło w jego piersi, wprawiając go w uczucie spełnienia, szczęścia i poczucia tego, że wreszcie jego największe życzenie stało się rzeczywistością. Miał oto nareszcie w swoich ramionach swoją ukochaną, całkiem nagą i bezbronną, słodko i ufnie tulącą się do niego w trakcie snu. Czując jej nagość, tak piękną i zmysłową, której bynajmniej wcale nie zepsuło nieudane małżeństwo oraz wydanie na świat dziecka, łączącą się tak cudownie z jego nagością, nie czuł tylko spełnienie w wymiarze fizycznym. Przede wszystkim czuł spełnienie w wymiarze uczuciowym, duchowym, a także i psychicznym. Nigdy wcześniej nie czuł on tak cudownego uczucia, rozpalającego jego ciało od stóp do głów, od czubka palców u nóg po sam czubek głowy. Było to uczucie ciepła, takiego przyjemnego, ani nazbyt gorącego, ani nazbyt letniego, lecz idealnego, które czuć może jedynie ktoś, kto szczerze kocha i kto odnajduje w swojej miłości prawdziwe spełnienie jako człowiek, a także jako istota czująca. To właśnie cudowne i wspaniałe uczucie towarzyszyło Piotrowi, kiedy przytulał do siebie Gabrysię.
Od dawna marzył o tej chwili. Marzył o tym, aby móc ją wziąć w ramiona, a potem bardzo namiętnie całować, rozebrać i okrywać pocałunkami każdy słodki milimetr jej ciała. Marzył o tym od dawna, ale nie było to jego jedyne marzenie. Jego uczucia do niej bynajmniej nie były wcale tylko i wyłącznie skupione na tej cielesności, choć skłamałby mówiąc, że nie zawierały w sobie takiego elementu. O nie, Piotr pożądał Gabrysi. Pragnął jej jako kobiety, pragnął jej od dawna, odkąd tylko ją zobaczył w stroju do koszykówki. Miała wtedy co prawda piętnaście lat, ale była nad wyraz rozwinięta fizycznie i wyglądała na kilka lat starszą. Wiedział o tym Piotr, jednak nie posunął się do niczego, gdyż nie chciał być posądzony o zbyt bliskie relacje z nieletnią. Poza tym jego uczucie do Gabrysi, które rosło z czasem, gdy lepiej poznawał dziewczyn, nabierało więcej doniosłości i tego, co sprawiało, że uczucie zasługuje na miano prawdziwej miłości. Nabierało stopniowo coraz więcej szlachetności, coraz bardziej też utwierdzało Piotra w przekonaniu, że ją bardzo kocha. Bo jak tu można było jej nie kochać? Przecież najstarsza z panien Borejkówień zyskiwała w oczach, gdy tylko się lepiej ją poznało, a jeszcze więcej zyskiwała, kiedy się z nią spędzało dużo czasu. Dlatego z czasem uczucie Piotra rosło, najpierw w podziw i zachwyt, potem w prawdziwe uczucie, które łączyło ze sobą w subtelny sposób pożądanie i platoniczny zachwyt. Bo jak można było się nie zachwycać tak wspaniałą dziewczyną? Mądrą, wrażliwą, dobrą, serdeczną oraz życzliwą, a do tego też inteligentną. Nawet jej ubiór, który faktycznie pozostawiał wiele do życzenia, nie odbierał w żaden sposób jej uroku. No, może nieco go gasił, ale nie odbierał. Piotr co prawda wmawiał sobie, że Gabrysia w tych spodniach workowatych typu dzwony lub dżinsach wygląda po prostu okropnie, ale to było tylko gadanie, którym sam siebie próbował przekonać, że dziewczyna mu się nie podoba. W rzeczywiście podobała mu się ona niesamowicie, ale przecież bardzo dobrze wiedział, że z tego nic nie wyjdzie.
Oczywiście nigdy nie powiedział Gabrysi, jak bardzo ją kocha. Jak przez to, że bliżej się mogli jako sąsiedzi poznawać sprawiło, iż najpierw był nią po prostu zauroczony, a z czasem poznawał ją bliżej i pokochał ją całym sercem, jak tylko prawdziwy mężczyzna może kochać prawdziwą kobietę. Nigdy jej jednak tego nie powiedział, ponieważ doskonale wiedział o tym, że nie ma szans u niej, zwłaszcza wtedy, gdy w pobliżu był Janusz Pyziak, najprzystojniejszy chłopak w szkole, jak również w całej okolicy. Wiedział, że nie ma z nim najmniejszych szans, bo żaden facet by nie miał szans z Pyziakiem, dlatego musiał sobie darować i nie próbował jej zdobyć. Potem wyjechał, rzucił się w wir zajęć, zaangażował też w działalność Solidarności, a kiedy zdradzony został przez dziewczynę i wyrzucony z pracy, wrócił do Poznania i zajął się młodszym bratem, gdyż ich rodziców aresztowano. I znowu spotkał swoją pierwszą miłość, Gabrysię Borejko, teraz już Pyziak. I nic nie straciła na swoim uroku, wciąż była piękna i wyjątkowa. Uczucie do niej odżyło, ale o ile wcześniej nie miał najmniejszych szans, kiedy Gabrysia była wolna, to teraz, jak miała męża, owe zmalały jeszcze mocniej, o ile było to w ogóle możliwe. Z tego więc powodu musiał sobie odpuścić, a aby mniej myśleć o niej, wmawiał sam sobie, że jest strasznie brzydka, a już zwłaszcza wtedy, gdy nosiła te swoje workowane spodnie dzwony lub dżinsy. Ale nawet wtedy nie umiał powiedzieć sobie tego wszystkiego całkowicie szczerze. Prawdę mówiąc, okłamywał wtedy sam siebie. Tak naprawdę kochał Gabrysie, teraz jeszcze bardziej dojrzałą i szczerą miłością niż kiedykolwiek przedtem. Dodatkowo jeszcze doszło do tego uczucie poczucie nienawiści do jej męża. Nienawidził go z całej siły, a im więcej smutku widział na twarzy Gabrysi, tym bardziej nienawidził tego bydlaka i miał ochotę zrobić mu krzywdę. Gdyby tylko znalazł się on w jego zasięgu, a jeszcze lepiej w zasięgu jego pięści... Wtedy... Oj, wtedy on by mu pokazał, gdzie raki zimują. Miał drań szczęście, że przebywał w Australii, daleko od niego, bo inaczej by dostał za swoje.
Z zamyślenia wyrwał Piotra ruch jego słodkiej Gabrysi, która przekręciła się na drugi bok, plecami do niego i słodko zamruczała. Popatrzył na nią wówczas czule i pocałował delikatnie jej prawe ramię.
- Moja słodka Gabrysiu. Jaka ty jesteś piękna.
Dziewczyna poruszyła się lekko przez sen, a on pogłaskał palcem jej ramię i szepnął czule:
- Kocham cię.
Potem wstał i naciągnął na siebie majtki i koszulę, po czym podszedł do okna, spojrzał przez nie, uśmiechnął się lekko, ale zaraz posmutniał.
- Stary idioto. Co ty sobie wmawiasz? Przecież ona na rano odejdzie i pewnie już nigdy do ciebie nie wróci.
Pogłaskał sobie bardzo gwałtownie twarz obiema dłońmi, po czym warknął ze złością na samego siebie.
- Prawda jest taka, że po prostu oszukujesz sam siebie. Ona ma męża i go nie zostawi ani dla ciebie, ani dla nikogo. Nawet jeśli go nie kocha, to nie zostawi go, chociażby z poczucia obowiązku, którego zawsze uczyła ją Melania, jej matka. Z tego powodu nie opuści ona Janusza, a tobie pozostaną najwyżej tzw. ochłapy z pańskiego stołu, w tym wypadku ze stoły Pyziaka. Nie mam na to ochoty. O nie, nic z tego! Piotr Ogorzałko nie będzie wyłącznie zabawką, jaką żałosną nagrodą pocieszenia lub kimś, kto będzie podnosił swoją ukochaną na duchu m.in. poprzez łóżko, ale nie dostając nic więcej.
Z takimi myślami Piotr odwrócił się i spojrzał na łóżko, na którym spała jego słodka Gabrysia. Uśmiechnął się smutno.
- Nie chcę być tylko twoim kochankiem. Chcę czegoś więcej. Dużo więcej. Ale tego nie możesz mi dać. Chyba, że zmienisz swoje zasady. Ale prędzej chyba Bałtyk przestanie być słony.
Po tych słowach odwrócił się w kierunku okna i zaczął z uwagą przypatrywać się widokowi, jaki był za nim. Nie zauważył wtedy, że Gabrysia obudziła się i nie zobaczyła go w łóżku, co ją zasmuciło. Szybko jednak zauważyła go przy oknie, więc odzyskała dobry humor, powoli wstała z uśmiechem na twarzy, owinęła się prześcieradłem i delikatnie stawiając kroki, podeszła do niego.
- Piotrusiu... - powiedziała czułym tonem.
Ogorzałko spojrzał na nią z uwagą i uśmiechnął się czule. Musiał przyznać, że w jego prześcieradle wyglądała naprawdę przesłodko i nad wyraz pociągająco. Zwłaszcza, kiedy sobie wyobraził, co ma pod nim.
- Gabusiu, nie śpisz? - zapytał.
- Jak widzisz - odpowiedziała mu słodkim głosem Gabriela - Co tak patrzysz przez okno?
- Jakoś tak... Po prostu myślę sobie.
- A o czym myślisz?
- O czym? O tym, co będzie jutro.
Gabrysia posmutniała, kiedy to usłyszała. Dotąd też nie zastanawiała się nad tym, co będzie na rano. Nie myślała o tym, ponieważ za bardzo była skupiona na tej boskiej rozkoszy, jakiej zaznała z Piotrem. Teraz jednak, gdy o tym wspomniał, naszły ją przykre myśli i wróciła do niej świadomość tego, kim jest i co robi.
- Tak, rzeczywiście. Trzeba o tym pomyśleć - powiedziała ponuro - Ale kiedy to robię, źle się czuję.
- Ja również. Nie chcę się z tobą rozstawać - rzekł czułym głosem Piotr.
- Ale wiesz, że tak trzeba - dodała ponuro Gabrysia, przyciskając do siebie mocniej prześcieradło - Nie powinnam była zostawać. Źle mi z tym.
Piotr, choć rozsądek mu mówił, że ma ona rację i czuje właściwe uczucia w tej sytuacji, to nie był w stanie zaakceptować poglądu, iż źle jej z tym, że spędziła z nim tę noc.
- Dlaczego źle, Gabusiu? Było ci źle?
- Przeciwnie. Jeszcze nigdy nie było mi tak cudownie.
- Więc w czym problem? Masz wyrzuty sumienia?
- W tym jest właśnie problem. Nie czuję żadnych wyrzutów sumienia. Czuję tylko zadowolenie i przyjemność. Zdradziłam mojego męża, co jest wbrew moim zasadom. Dodatkowo jeszcze czuję z tego powodu ogromna przyjemność, co jest jeszcze gorsze. Nie czuję ani trochę wyrzutów sumienia i źle mi z tym. Chcę czuć, ale nie umiem. Jestem bardzo złą osobą.
Piotr uśmiechnął się zadowolony i podszedł do Gabrysi.
- Nie powinnaś myśleć o sobie źle. Mąż cię zaniedbuje. Zasługuje na to, abyś go zdradzała. Nie jest wart wierności.
- Nie mów tak. On jest taki porządny, pracuje dla mnie i dla naszej córki. Nie mogę tak po prostu...
- Rozumiem... Ale naprawdę przykro mi, że źle się przeze mnie czujesz.
Piotr odwrócił smutno głowę i po chwili dodał ponuro:
- Powiedz wprost. Było ci źle i dlatego tak gadasz, bo jesteś zbyt taktowna i nie umiesz mi tego powiedzieć, aby nie zranić moich uczuć.
Gabrysia, choć nie miała nastroju do śmiechu, teraz parsknęła śmiechem.
- Co ty opowiadasz? Przecież było mi cudownie. Nie czułeś tego? Zwłaszcza wtedy, gdy niechcący ugryzłam cię w ucho, a na koniec krzyknęłam głucho twoje imię?
Mówiąc to, zarumieniła się mocno. Nigdy nie mówiła tak bezwstydnych oraz zarazem podniecających rzeczy. Nie przywykła do tego, dlatego spłonęła wielkim rumieńcem, ale oczywiście jednocześnie słodko się uśmiechnęła.
- Wybacz, nigdy o takich rzeczach nie rozmawiałam. Nie w taki sposób.
- A w jaki? - spytał zaciekawiony Piotr.
- No wiesz... W taki dosyć zwyczajny, bez większych emocji - odpowiedziała Gabrysia - Mama mi wyjaśniała, co i jak i to była chyba jedyna sytuacja, kiedy o tym rozmawiałam z kimkolwiek, a potem było... No wiesz, trzymanie się zasady, że to się robi, ale o tym się nie mówi i tyle. Tak po prostu.
- Może powinnaś móc swobodnie o tym mówić?
- Może... Ale nieważne. To teraz bez znaczenia.
- Zgadza się. Bez znaczenia - powiedział Piotr i posmutniał.
Gabrysia delikatnie dotknęła jego ramienia, jednocześnie wciąż przyciskając do siebie prześcieradło.
- Spokojnie. Będzie dobrze. Przecież nikt nie musi o tym wiedzieć - rzekła, aby pocieszyć mężczyznę.
Nieświadomie jednak, w ten sposób jeszcze bardziej go przygnębiła.
- Tak, właśnie to mnie uświadamia w tym, że nie będzie dobrze.
- Dlaczego?
- Bo nie chcę się ukrywać. Chcę żyć spokojnie ze świadomością, że nie mam potrzeby ukrywania swoich uczuć przed nikim.
- Przecież ty cały czas nic innego nie robisz, tylko ukrywasz swoje uczucia przed wszystkimi, a zwłaszcza przede mną.
- Tak i mam już tego dość.
- A wiesz, czego ja mam dość? Tego, że jestem kobietą, a nie czują się nią wcale a wcale.
Po tych słowach, Gabrysia zaczęła przechadzać się po pokoju, po czym lekko westchnęła i oparła się o ścianę plecami, mówiąc:
- Jestem wciąż młoda, mam córeczkę, mam męża, a nie czuję się jak kobieta. Zamiast tego czuję się tak, jakbym była jakąś zgrzybiałą staruszką. Wszystko na mojej głowie. Matka się użala nad sobą, córka i moje młodsze siostry głównie są pod moją opieką. Ida mi niby pomaga, ale co niby za pomoc? Na Janusza nie mogę liczyć. Nie tak, jakbym tego chciała. Jestem więc córką, matką i starszą siostrą na cały etat i co? Czuję się przez to tak, jakby miała siedemdziesiąt lat.
Piotr zmierzył ją ironicznym wzrokiem i powiedział:
- No, powiem ci, że jak na siedemdziesiąt lat, to naprawdę nieźle wyglądasz.
Gabrysia parsknęła śmiechem i rzuciła:
- Przestań, ja mówię poważnie.
- Ja również mówię poważnie. Uwierz mi, niejeden łysy emeryt po siódmym krzyżyku chciałby tak super wyglądać jak ty.
Gabrysia ponownie się uśmiechnęła i odparła:
- Słodki jesteś.
Rozejrzała się z uwagą po pokoju Piotra, z uwagą obserwując jego plakaty, wśród których dostrzegła nagą Bridget Bardott w filmie „I Bóg stworzył kobietę”, leżącą na brzuchu nagą Michelle Mercier w roli markizy Angeliki w serii słynnych francuskich filmów, Sylvię Kristel w seksownym stroju jako Emmanuelle, Sophie Lauren w bikini, a także jeszcze kilka innych naprawdę seksownych panien, rzecz jasna ubranych skąpo lub wcale nieubranych.
- Czuję się przy nich bardzo brzydka - powiedziała.
- Daj spokój - parsknął śmiechem Piotr - One przy tobie wyglądają jak sroki przy gołębicy.
Gabrysia zachichotała, podchodząc do Piotra i mówiąc:
- Wiesz, słodki jesteś. Umiesz prawić komplementy kobietom.
- Dziękuję. Prawię je tylko tym, które na to zasługują.
- Oj tak, te panie tutaj zasługują na komplementy.
- Ale ty zasługujesz na nie bardziej.
- Wiesz co? Wzrok ci szwankuje albo po prostu jest ciemno i nie możesz tego dostrzec. Bo ja nie mam tyle uroku i urody, co one.
- Masz tego wszystkiego dużo więcej niż myślisz.
Gabrysia dotknęła czule jego policzka i powiedziała:
- Wiesz, nawet jeśli masz problemy ze wzrokiem, to muszę ci jedno przyznać. Masz dobry gust. Względem kobiet i filmów.
- Dziękuję, Gabrysiu - odpowiedział Piotr i pocałował jej usta.
Pani Pyziak oddała mu pocałunek, po czym spojrzała głęboko w oczy swemu rozmówcy i powiedziała:
- Najmilszy mój... Słodki Piotrusiu...
- Tak, słodka Gabusiu?
- Czuję, że powoli wraca we mnie rozum i chęć bycia porządną kobietą. Nie chcę, aby mnie opanowała. Nie teraz. Zanim więc mnie ona dopadnie, to proszę, zabierz mnie jeszcze raz do gwiazd.
Piotr z rozkoszą pocałował ją ponownie, tym razem namiętnie. Gabrysia zaś objęła go zachłannie za szyję, a prześcieradło opadło na podłogę, odsłaniając przed Ogorzałką ten najpiękniejszy dla niego widok na świecie. Chwilę później złapał on ją mocno w ramiona i spełnił jej prośbę.
Już po chwili oboje zatracili się w tym cudownym szaleństwie, któremu się poddali kilka godzin wcześniej, a które sprawiło, że cały świat przestał dla nich, choć na chwilę istnieć. Wszystko straciło dla nich teraz całkowicie znaczenie. Już nic nie miało znaczenia, tylko oni oraz ta boska jedność ich duszy i ciał. Zuchwała chwila pożądania. A słowo stało się ciałem, a nawet dwoma ciałami, zbliżonymi do siebie tak ściśle, tak idealnie do siebie dopasowanymi, że można było chwilami odnieść wrażenie, że są jednością. Dzięki temu, zanim ponownie zasnęli, nadzy i spoceni, słodko w siebie wtuleni, kilkakrotnie osiągnęli pełną harmonię zmysłów.