wtorek, 11 maja 2021

Rozdział I

Rozdział I

Chłopak i dziewczyna


Maciek Ogorzałko powoli podszedł do lustra, z uwagą wpatrując się w swoje odbicie, które przedstawiło widok dla niego niezbyt imponujący, ale zachwycający dla wielu przedstawicielek płci pięknej. Bo przecież miał się czym pochwalić, jeśli chodzi o wygląd. Był wszak wysoki, miał brązowe włosy, niebieskie oczy, męski i władczy nos w rzymskim stylu, uszy kształtne, nieco czerwone policzki, które pod czerwoną barwą kryją piegi, ręce i nogi właściwych rozmiarów, a figurę postawną i szczupłą, choć niezbyt może umięśnioną. Jednym słowem, całkiem ładny chłopak z niego był, a przynajmniej w oczach koleżanek ze szkoły. On sam jednak nie postrzegał siebie jako ładnego. Przeciwnie, widział siebie jako kogoś raczej dosyć przeciętnego, kto może się ewentualnie podobać płci pięknej, ale zdobywać serca tych oto istot, to już raczej nie. Zdecydowanie nie wierzył w siebie i swoją urodę, zresztą nigdy nie chciał zdobywać dziewczyn za pomocą urody. Zbyt wiele książek przeczytał i zdecydowanie za dużo już widział w swoim osiemnastoletnim życiu, aby nie wiedzieć, iż związki oparte wyłącznie na urodzie nie będą nigdy trwałe. Ponadto zawsze wyznawał inne wartości, takie jak dobry charakter i one jedynie miałyby dla niego znaczenie, nie zaś uroda. Oczywiście skłamałby mówiąc, że nie chciałby, aby jego przyszła ukochana nie była piękna, ale wiedział, że z piękną idiotką nie umiałby spędzić więcej czasu niż pięć minut. A takich idiotek w szkole widział nad wyraz wiele. Ostatnio porobiło się ich w społeczeństwie znacznie więcej, odkąd inteligencja zaczęła być szkodliwa dla państwa. Ostatecznie przecież panował już od prawie dwóch lat stan wojenny, ludzie inteligentni byli zazwyczaj zaangażowani w działalność konspiracyjną, z której to powodu wielu spotkało internowanie, jak nazywano zamykanie kogoś w miejscach odosobnienia z daleka od bliskich. Mając tego świadomość wielu ludzi wychowywało swoje dzieci na coraz większych idiotów, samemu też przy tym nieźle głupiejąc, aby tylko nikt przypadkiem nie posądził ich o bycie kimś więcej niż tylko przeciętnym zjadaczem chleba. Dlatego szkoła cierpiała ostatnio na plagę w postaci całej rzeszy słodkich idiotek, których rodzice, z obawy przed jakąkolwiek formą inwigilacji, albo robili z siebie pokazowo idiotów, albo też podlizywali się swoim partyjniackim szefom i zyskiwali za gładkie słówka awanse społeczne, albo też sami wstępowali do partii i dzięki temu poprawiali swój byt, odcinając się przy okazji od wszelkich zasad, również i tych moralnych. Maciek dobrze to wiedział i z tego też powodu sam nie popisywał się inteligencją. Nie, żeby błyszczał celowo głupotą. Co to, to nie. Był raczej małomówny i dość zamknięty w sobie, co skutecznie zniechęcało innych do poznawania go bliżej. Nie przeszkadzało mu to, gdyż samotność zapewniała mu bezpieczeństwo, jednak nieraz bolało go, że ludzie popadali w skrajności i bojąc się okazywać osobowość nieco większą przeciętną i inteligencję, świadomie robili z siebie idiotów, stopniowo się z nimi stając i robiąc ich ze swoich dzieci. Rzecz jasna, nie wszystkie osoby w szkole były takie, jednak ostatnimi czasy zrobił się tam prawdziwy wysyp idiotek. Piękne oraz zamożne dziewczyny (których rodzice albo od dawna byli w partii, albo dopiero co do niej wstąpili lub też w inny sposób podlizywali się władzom, zyskując w ten sposób lepsze stanowiska oraz pensje) chodziły po szkole niczym boginie, popisując się swoimi niezwykle modnymi strojami z zagranicy oraz wielkimi pustkami w głowie. Takie dziewczyny Maćka w ogóle nie interesowały, a paradoksalnie to ich najbardziej pociągała jego męska uroda, której on w sobie nie dostrzegał. Z kolei te, już bardziej przeciętnie ubrane, ładne oraz mądre dziewczyny nie były nim zainteresowane, gdyż widziały w nim mruka lub kogoś dziwnego, może nawet podejrzanego. A zatem błędne koło.
Ostatnie wydarzenia sprawiły, że Maciek nie miał wielu powodów do radości. Nie dość, że przez stan wojenny jego głupi rodzice, marzący o demokracji, która wszak i tak nigdy Polsce niczego dobrego nie przyniosła, zaangażowali się w jakąś głupią działalność polityczną i drukowali jakieś bibuły, przez co nie mieli dla niego i jego starszego brata Piotra za wiele czasu, to jeszcze potem ktoś na nich doniósł i zostali aresztowani, wraz z głównym drukarzem, niejakim Ignacym Borejko, który mieszkał w tej samej, co oni kamienicy, na ulicy Roosevelta 5 w Poznaniu. To dość mocno pogorszyło stan Maćka i nie tylko psychiczny, ale i społeczny. Ostatecznie przecież teraz stał się dzieckiem ludzi aresztowanych za antykomunistyczną, a wręcz antypolską działalność, więc wielu go traktowało jak trędowatego i omijało go szerokim łukiem, a zwłaszcza dzieci tych rodziców, którzy w obecnej chwili, zamiast klepać biedę oraz żyć z uczciwej pracy, jak zresztą przystało na człowieka, zwyczajnie w świecie robili majątek na współpracy z partią lub osobami z nią w jakiś sposób powiązanymi. Dzieci tych rodziców szczególnie patrzyły na niego z góry i nie chciały mu okazywać choćby najmniejszej sympatii. Dotyczyło to także dziewczyn, którym Maciek się podobał. Nawet one wolały podziwiać jego urodę skrycie, bez mówienia tego na głos.
Na szczęście, nie każdy był taki. Byli również i tacy ludzie, którzy okazywali mu z powodu sytuacji jego rodziców o wiele więcej sympatii niż kiedykolwiek przedtem. Chociażby Borejkowie, żona Ignacego i ich cztery córki: Gabriela, Ida, Natalia i Patrycja. To oto babskie królestwo szczególnie zaczęło wspierać na różne sposoby Maćka, który po aresztowaniu rodziców wylądował pod opieką starszego brata Piotra, też ponoć w coś tam kiedyś zaangażowanego, jednakże obecnie nie cierpiącego wszelkiej polityki świata, zarówno tej dobrej, jak i tej złej. Borejkowie okazywali obu braciom, a zwłaszcza Maćkowi, wiele sympatii, bo w końcu jechali na tym samym wózku. Jakby nie patrzeć, to głowa ich rodziny, ten oto babski władca, który umiał bujać w obłokach, ale spłodzić syna już nie (jak nieraz mówił złośliwie Piotr) wciągnął państwa Ogorzałków w te głupkowate gierki polityczne i wraz z nimi ponosił teraz za nie konsekwencje. Zatem zarówno Maciek i Piotr, jak i wszystkie Borejkówny, byli praktycznie w tej samej sytuacji i to dosłownie. Tyle w tym dobrego, że Maciek mieszkał tylko z Piotrem. Gdyby miał na głowie dom pełen bab, to chyba by zwariował i to pomimo tego, że te baby ostatecznie tylko zyskiwały na bliższym poznaniu. Zatem jakiś plus tej sytuacji był. Maciek dzielił mieszkanie tylko z Piotrem, pani Melania Borejko natomiast z czterema córkami, z których żadna nie zamierzała jeszcze iść na swoje, tylko wciąż sobie jakby nigdy nic siedziały na garnuszku mamusi, a do tego jeszcze najstarsza z nich wyszła za mąż i miała roczną córeczkę Różę, której ojciec, a mąż owej córki, był teraz Bóg wie gdzie. Podobno wyjechał do Australii, ale kto to tam wie, ile w tym wszystkim było prawdy? Piotr uważał, że Janusz Pyziak, bo tak ów delikwent się nazywał, po prostu wybył sobie za granicę, aby uwić gniazdko z kimś innym. Maciek jednak nie miał pojęcia, co powinien o tym sądzić. Faktem wszak było to, że żal mu było Gabrysi, ponieważ jej męża, choć nie znał go za dobrze, nigdy nie polubił. Zawsze sprawiał on na nim wrażenie fałszywego, a najlepszym tego dowodem było chyba to, że tak łatwo dostał pozwolenie na wyjazd z kraju. Ostatecznie wtedy granice zamknięto i nie puszczano byle kogo z Polski ani do Polski. Pyziak musiał mocno się przysłużyć partii, że tak po prostu go wypuszczono z tego naszego ukochanego, umiłowanego kraju. A może ceną tej usługi było sprzedanie teścia i jego wiernych wspólników w zbrodni, czyli rodziców Maćka i Piotra? Jeżeli tak, to lepiej niech nie wraca do kraju, bo inaczej jego rodzice i teść, kiedy już zostaną wypuszczeni na wolność, rozszarpią go na kawałki.
Tak, suma summarum, Borejkowie byli życzliwi Maćkowi i nie patrzyli na niego nieprzychylnie, choć u nich to mogło mieć charakter wyrzutów sumienia, ale Maciek czuł, że jest inaczej. Jednak nie tylko oni byli dla niego mili. Jeszcze jedną taką osobą była urocza pani Lewandowska, której jedyny syn Sławek kocha się w tej głupiej, chamskiej Idzie, która to wydaje się słodka i urocza, ale też pod byle pretekstem potrafi wywołać awanturę, a do tego ma też wybujałe aspiracje. Swoją drogą, dziwny jest ten Sławek. Kochać taką kretynkę. Ale cóż, ostatecznie są gusta i guściki. Choć chyba są jakieś granice, prawda? Maciek pamiętał, że swego czasu widział, jak Sławek próbował czule pocałować Idę w drzwiach ich kamienicy, ta natomiast najpierw chciała mu ulec, jednak widząc nadchodzące swoje koleżanki, szybko wepchnęła go do środka budynku i udawała, że nic się nie stało i z nikim przed chwilą nie rozmawiała. Gdyby jemu, Maćkowi, jakaś baba tak zrobiła, nie odezwałby się już do niej ani jednym słowem. Ale Sławek był już tak bezmyślnie zakochany, że trudno było mu przemówić do rozumu. Beznadziejny przypadek. Za to jego matka była niezwykle miłą i bardzo sympatyczną osobą. Zawsze chętnie przysyłała Piotrowi i jego starszemu bratu naleśniki czy inne łakocie, które sama szykowała, gdyż uważała, że młodzi mężczyźni powinno często osładzać sobie życie, bo i tak ono jest aż nadto gorzkie, aby jeść w nim tylko zdrowe, choć mało smaczne potrawy. Maciek niekiedy sobie żartował, że gdyby pani Lewandowska miała córkę, to pewnie chciałaby ją wyswatać jego starszemu bratu. Niestety, miała tylko swojego stukniętego synka. Ale podobno ma kilka siostrzenic, więc nigdy nic nie wiadomo. Nie od dziś mówią przecież, że przez żołądek do serca mężczyzny najłatwiejsza jest droga.
Zatem sąsiedzi z kamienicy byli raczej sympatycznymi ludźmi i zwykle byli oni mili do siebie nawzajem. W szkole zaś bywało różnie, ale też byli jedni mili, inni już nie, choć tych pierwszych było znacznie mniej niż tych drugich. Taki los. Podobno w nieszczęściu najlepiej się okazuje, kto jest ci przyjacielem, a kto jest ci wrogiem. Kto ci pomoże, a kto podłoży nogę. Najbardziej jednak przykre jest to, że budzisz się któregoś ranka i wszystko, w co wierzyłeś okazuje się być nic nie warte z powodu tego, jak zmieniła się sytuacja polityczna. Ci, którzy wydawali ci się być zawsze życzliwi, potrafią wówczas okazać się wyjątkowymi kanaliami, a wręcz największymi wrogami. To bardzo przykre, ale nad wyraz prawdziwe.
Jak zatem poradzić sobie w tym świecie ludzkich podłości? Piotr nie widział już żadnej nadziei na to, aby znaleźć choćby kaganek radosnego światła w czasach, które nadeszły. Ale to nic dziwnego, w końcu z powodów politycznych i swoich jakichś tam działań stracił pracę i z wilczym biletem wylądował wraz z Maćkiem w Poznaniu, w domu na ulicy Roosevelta 5, niedaleko dzielnicy zwanej Jeżycami. Dodatkowo jeszcze jego ukochana, w którą Piotr pokładał tak wielkie nadzieje, okazała się być konfidentką i to właśnie z jej powodu przełożeni dowiedzieli się  o działaniach Piotra, który tylko z powodu tego, że wstawiło się za nim kilka osób mających wysokie stanowisko w pracy, nie skończył w więzieniu, tylko na wciąż trwającym bezrobociu. Załamany jednak starszy Ogorzałko zamknął się w sobie i pogrążył w pisaniu swoich własnych prac, gdyż zawsze miał on jakieś zacięcie pisarskie, ale nigdy nie miał możliwość wydać tego, co napisał. Pewnie z powodu braku koneksji i niechęci pisania pod dyktando partii lub jakiś kiepskich powieści dla pospólstwa, jak je określał. On chciał pisać wielkie dzieła, a to nie były czasy wielkich dzieł. Pisał je jednak ot tak, dla siebie i swojej przyjemności. A teraz miał na to dużo czasu, gdyż nie pracował, chociaż w weekendy udawało mu się złapać pracę na Jeżycach, którą załatwili mu znajomi. Zawsze był z tego jakiś zarobek, co w tamtych czasach było sprawą wręcz niebagatelną.
Mimo tych wyraźnych przejawów łaski ze strony losu, Piotr już nie widział wielkich nadziei na zapalenie się w jego życiu kaganka radości i nadziei, jak to określał, niezwykle oczytany w starych książkach, Maciek. Jego młodszy brat zaś widział i wiedział, jak ów kaganek się będzie nazywał. Miłość. Ale nie jakieś takie głupie zauroczenie, podczas którego wypisuje się na murze serduszka z imieniem swojej ukochanej osoby w środku. Nie, Maciek pragnął prawdziwej miłości. On chciał być szczerze zakochany w dziewczynie, która i jego szczerze pokocha. Miał nawet swój własny obraz takiej damy jego serca. Powinna być piękna, ale nie musi być piękna z wyglądu, lecz musi być piękna duchowo. Musi też być romantyczna, dobra, wrażliwa, pełna empatii i wspierająca w każdej sytuacji, aby i on mógł o nią dbać i pomagać wtedy, kiedy tylko zajdzie taka potrzeba. No i powinna też kochać sztukę i być inteligentna, posiadać wiedzę, aby on i ona mogli ze sobą rozmawiać, najlepiej całymi godzinami na mnóstwo tematów. Taka istota byłaby najlepsza dla niego.
Kiedy tak o tym myślał, Maciek uznał, że chyba znalazł sobie taką idealną ukochaną. Nazywała się Matylda Stągiewka. Najbardziej uroczo się uśmiechająca dziewczyna w całej szkole. Od jakiegoś czasu Maciek czuł, jak serce mu mocniej przy niej bije, a to uczucie wzrosło w nim, kiedy tylko zobaczył, jak idzie ona do opery. A więc kochała sztukę. To był kolejny plus. Do tego była śliczna, chociaż doświadczenie w tych sprawach mówiło Maćkowi, że rzadko u kobiet uroda idzie w parze z wielką inteligencją oraz uduchowieniem. Bo kobieta jest jak tłumaczenie książki z języka obcego: jeżeli wierne, to nie jest piękne, a jeżeli piękne, to nie są wierne. Maciek jednak zawsze wierzył w to, że muszą istnieć wyjątki od tej reguły i być może ta oto Matylda jest jednym z nich. Bardzo chciał, aby tak było.
Z tych wszystkich rozmyślań Maćka wyrwało pukanie do drzwi. Wiedział, że nie są one zamknięte i mógł zawołać po prostu: „OTWARTE”, ale nie chciał być nieuprzejmy, zwłaszcza teraz, kiedy ogarnęły go duchowe przeżycia na temat swej przyszłości z wymarzoną ukochaną. Te uczucia za wiele dla niego znaczyły, aby miał je szargać prostym zachowaniem, dlatego odszedł od lustra, podszedł powoli do drzwi i otworzył je. W progu zobaczył Kreskę. Jak zwykle nic się nie zmieniła. Wysoka, szczupła i bardzo sympatyczna dziewczyna, niemalże osiemnastoletnia, o włosach barwy ciemnego drzewa, niebieskich oczach, z maleńkim oraz kształtnym nosem, różowych wargach i okularach o grubych ramkach nasadzonych mocno na tenże nos. Ubrana była w burą bluzkę, spódnicę uszytą z kolorowych łat, jakąś połataną kamizelkę, czarne rajstopy i brązowe buty. Pod pachą trzymała zeszyt. Jej twarz zdobił przyjazny uśmiech.
- Cześć, stary półgłówku - powiedziała życzliwie - Co tak długo kazałeś mi na siebie czekać? Medytujesz czy co?
Jej uroda była być może i prosta, ale też przyjemna dla oka. Niestety, język pozostawiał raczej wiele do życzenia. Mówiła jak chłopczyca, jakby próbowała być mu kumplem, a nie koleżanką z ławki i kimś, kogo Maciek chętnie by widział w roli duchowo bliskiej sobie osoby. Dlatego nigdy nie postrzegał jej jako ładnej dziewczyny, raczej przyjemnej i sympatycznej, ale nic poza tym. Brakowało jej tej duchowej otoczki, która by ją otaczała i która sprawiałaby, że chciałby z nią sobie rozmawiać na temat książek czy historii, tak uwielbianych przez Maćka. Nawet jej przezwisko było beznadziejne. Przezwisko, które to notabene sama sobie wybrała. Kreska. No, może beznadziejne nie było, ale mało duchowe. Tak naprawdę miała ona na imię Janina, choć jej dziadek i jedyny opiekun od śmierci rodziców, czyli słynny profesor Czesław Dmuchawiec, wielce szanowany przez całą kamienicę na ulicy Roosevelta 5, nazywał ją Janką. Na nazwisko miała zaś Krechowicz i to stąd pewnie pochodził jej przydomek: Kreska (zdaniem Maćka ładny, ale raczej dosyć pretensjonalny).
- Wybacz, zamyśliłem się i nie od razu usłyszałem, jak pukasz - odpowiedział przepraszającym tonem Maciek, wpuszczając ją do środka.
Kreska wkroczyła spokojnie do mieszkania i rozejrzała się po nim.
- Jednak łżą jak psy ci, co mówią, że kawalerowie bałaganią. Wy macie tutaj porządek jakby cała armia sprzątaczek u was pracowała - rzuciła po chwili.
- Widzisz, umiemy dbać o porządek. Piotr może nie jest pedantem, ale mimo wszystko lubi mieć porządek wokół siebie. Ja mam zresztą podobnie - odparł na to Maciek przyjaznym tonem.
- Nie gadaj. Serio? To dopiero - zachichotała Kreska, wyraźnie ubawiona tym stwierdzeniem - A mój dziadek to straszny bałaganiarz. A myślałby kto, że jak jest na emeryturze, to ma dużo czasu na dbanie o porządek.
- Może mu się po prostu już nie chce?
- Może. Słuchaj, z histą mi coś nie idzie. Mylą mi się już w głowie ci wszyscy cholerni królowie, którzy byli elekcyjni, a którzy nie. Może byś mi pomógł, żebym nie wyszła na idiotkę na lekcjach?
- Lekcjach? Przecież są wakacje. Nie musisz się uczyć.
- Ale ostatnio nie radziłam sobie najlepiej i wolę być obkuta na następny rok szkolny. Kapujesz, półgłówku?
- Tak, oczywiście. A więc siadaj i powiedz mi, z czym ci potrzeba pomocy.
Usiedli więc przy stoliku i zaczęli rozmawiać o historii. Maciek jednak przez chwilę odnosił wrażenie, że Kreska doskonale wie o tym, o czym oni rozmawiają i orientuje się w tematach, o których tu mowa, jeśli nawet nie równie dobrze, co on, to jedynie nieco mniej niż on. Szybko jednak odrzucił tę myśl. Bo w końcu, po co Kreska miałaby przychodzić do niego po dodatkowe lekcje, skoro wszystko sama doskonale wie z historii? To by było bez sensu.
Jakkolwiek by jednak nie było, Kreska z wielką uwagą słuchała opowieści Maćka o władcach Polski i ich losach i dokonaniach politycznych oraz nad wyraz dokładnych i uzasadnionych wyjaśnieniach, dlaczego ten król jest królem, czemu ten był tylko księciem, a czemu ten jest dziedzicznym władcą, a ten elekcyjnym. Maciek opowiadał naprawdę ciekawie i potrafił zainteresować słuchacza, nawet takiego, który w dużej mierze już opanował tę wiedzę i przychodził tu jedynie po to, aby posłuchać opowiadającego, choć opowiadający nie zdawał sobie z tego w ogóle sprawy.

Bohaterowie

Maciej Ogorzałko - osiemnastoletni chłopak, młodszy brat Piotra. Jego rodzice siedzą w więzieniu za drukowanie tzw. bibuły. Z tego powodu Maciej mieszka ze starszym bratem w jego mieszkaniu w Poznaniu. Jest chłopakiem oczytanym i inteligentnym, potrafi ciekawie opowiadać o tematach, które go interesują. Uwielbia literaturę klasyczną, historię, muzykę klasyczną i dobry film. Ma również słabość do słuchowisk radiowych z udziałem znanych aktorów. Często cytuje klasyków. Jest wrażliwym introwertykiem, a do tego przystojnym chłopakiem, z wyglądu podobnym do Daniela Olbrychskiego. On sam jednak nie uważa siebie za przystojnego. Jest dojrzały ponad swój wiek. Często zamyśla się nad tym, co się wokół niego dzieje. Jest zadurzony w Matyldzie Stągiewce, potem jednak stopniowo zaczyna darzyć uczuciem Kreskę. Prócz tego jest kimś w rodzaju starszego brata dla Aurelii.


Janina Krechowicz vel Kreska
- osiemnastoletnia dziewczyna, koleżanka Maćka z klasy, potajemnie w nim zakochana. Nie umie mu tego jednak powiedzieć, dlatego ukrywa swoje uczucia pod maską niezbyt grzecznych i niekiedy chłopięcych zachowań. Z czasem jednak przestaje to robić, gdy nabiera pewności, że Maciek też coś do niej czuje. Jej rodzice nie żyją, mieszka więc z dziadkiem od strony matki, którego bardzo kocha i szanuje. Chodzi skromnie ubrana, zwykle z ubrań uszytych z innych strojów, ponieważ ona i dziadek mają problemy finansowe. Introwertyczka dojrzała ponad swój wiek, ale też nieśmiała i nieco zamknięta w sobie. Z czasem otwiera się wobec Maćka. Oczytana i inteligentna, łączy ją z Maćkiem ogromne podobieństwo duchowe.


Piotr Ogorzałko
- starszy brat Maćka, ma trzydzieści lat. Rodzice jego i Maćka siedzą w więzieniu za wydawanie bibuły, on sam zaś za działanie w konspiracji stracił pracę i musiał przenieść się do Poznania, gdzie pracuje dorywczo. Kiedyś należał do Solidarności, ale odszedł od ugrupowania, ponieważ zauważył w nim wiele fałszu i zakłamania. Obecnie nie wierzy już w żadne ideały, a przynajmniej tak mówi, jednak jego zachowanie zdaje się temu przeczyć. Swego czasu był zakochany w Gabrieli Borejko i wciąż coś do niej czuje, choć nie może jej darować tego, że wyszła za innego. Jego pokój jest wyklejony plakatami z nagimi aktorami, on sam zaś sprawia wrażenie kiepskiego podrywacza, a przynajmniej za takiego uważa go Gabrysia. Umie grać na gitarze i ładnie śpiewać. Mimo swego zachowania, jest w gruncie rzeczy romantykiem i marzy o prawdziwej miłości. Po cichu prowadzi dziennik, w którym zapisuje najważniejsze dla siebie rzeczy.


Gabriela Borejko-Pyziak
- dwudziestopięcioletnia kobieta, córka Ignacego i Melanii Borejko, starsza siostra Idy, Natalii i Patrycji, żona Janusza Pyziaka i matka małej Róży. Mieszka ze swoimi bliskimi w mieszkaniu na ulicy Roosevelta, czyli w tym samym domu, w którym mieszkają również bracia Ogorzałko i Kreska. Jest osobą sympatyczną i ciepłą, ale zarazem też mocno wypaloną i zmęczoną życiem. Jej ojciec został aresztowany za drukowanie bibuły, a mąż wyjechał do Australii i nie zamierza wracać. Gabrysia długo wmawia sobie, że mąż ją kocha i do niej wróci, ale powoli zaczyna tracić w to wiarę. Jako nastolatka była kapitanem szkolnej drużyny koszykarskiej. Jest wysoka i szczupła, choć macierzyństwo i nie do końca udane małżeństwo źle wpływa na jej wygląd i zdrowie psychiczne. Mimo tego próbuje być zawsze pogodna i radosna i wierzy w moc miłości, która może zbawić świat. Chodzi zwykle ubrana nieatrakcyjnie m.in. w dżinsy i za męskie bluzki, jest też niezwykle zaradna np. umie sama wkręcić żarówkę na korytarzu kamienicy. Bardzo lubi Maćka, ale do jego starszego brata ma mieszane uczucia. Z jednej strony on ją denerwuje i często się z nim kłóci, a z drugiej odkrywa, że coś do niego czuje i to coś więcej niż sympatię.


Aurelia Jedwabińska
- ośmioletnia dziewczynka z sąsiedniego domu, córka państwa Jedwabińskich. Ma niezwykle miły i uprzejmy charakter, choć bywa zadziorna, zwłaszcza wobec osób, których nie lubi. Jej rodzice są zajęci robieniem karier i nie bardzo mają czas się nią zajmować, dlatego często podrzucają dziewczynkę Ogorzałkom, z którymi ojciec Aurelii kiedyś się przyjaźnił. Dziewczynka jest rezolutna i urocza, często zadaje dowcipne pytania, nie zdając sobie sprawy z tego, że potrafi wzbudzić tym lekkie zażenowanie osobom pytanym. Uwielbia Maćka, którego traktuje jak starszego brata. Nie podoba się jej jego relacja z Matyldą, którą uważa za głupią. Za to kibicuje Maćkowi i Kresce. Bardzo też lubi Piotra, którego chciałaby wyswatać z Gabrysią. Budzi sympatię u praktycznie wszystkich osób, które spotka. Choć jest wesoła i sympatyczna, bardzo jej brak miłości ze strony rodziców, dlatego u obcych szuka tego, czego nie znajduje w rodzinnym domu.


Matylda Stągiewka
- osiemnastoletnia dziewczyna z bogatego domu, jej rodzice należą do partii i z tego powodu stać ich na wszystko, czego tylko sobie zamarzą. Matylda w dzieciństwie zaznała biedy, prócz tego była wtedy gruba, miała kompleksy i była przezywana przez złośliwych kolegów. Obecnie jest szczupłą i niezwykle atrakcyjną dziewczyną, pozbawioną jednak cieplejszych uczuć i biorącą odwet na wszystkich chłopcach w okolicy, którymi się bawi. Przyjaźni się z Danusią Filipiak, która w gruncie rzeczy jest bardziej jej pomagierem niż przyjaciółką, gdyż Matylda jej nie szanuje. Lubi obgadywać innych i popisywać się tym, na co ją stać, a także rozmawiać o niczym. Potrafi doskonale udawać osobę dobrą, inteligentną i uduchowioną, w gruncie rzeczy jest jednak głupia i próżna. Obiekt westchnień Maćka, którym gardzi, ale zamierza się nim zabawić.


Profesor Czesław Dmuchawiec
- ponad sześćdziesięcioletni emerytowany nauczyciel polskiego, dziadek Kreski ze strony matki i jej jedyny opiekun po śmierci rodziców. Dawny wychowawca Gabrysi Borejko oraz Ewy Jedwabińskiej. Niezwykle sympatyczny człowiek. Emeryturę spędza głównie na czytaniu książek, słuchaniu radia, a także muzyki z gramofonu, głównie muzyki klasycznej oraz piosenek zespołu Trubadurzy. Bardzo troszczy się o swoją wnuczkę i chciałby jej jakoś pomóc w rozterkach sercowych. Próbuje też pomóc Gabrysi, po której zachowaniu wyraźnie widzi, że jest ona nieszczęśliwa. W czasie trwania akcji opowiadania dostaje zawału serca i spędza kilkanaście dni w szpitalu, stopniowo odzyskując zdrowie. Marzy o tym, aby doczekać wesela swojej wnuczki i być może również i prawnuków, choć nie pogania Kreski w tej kwestii. Bardzo lubi Maćka i widzi w nim naprawdę dobrego chłopca. Dostrzega również rodzące się uczucie pomiędzy jego wnuczką, a młodym Ogorzałką, nie chce jednak się wtrącać, gdyż uważa, że młodzi sami lepiej się ze sobą dogadają bez ingerencji osób trzecich. Mimo to chętnie służy radami, gdy ktoś go o nie poprosi.


Jacek Lelujka
- kolega Maćka i Kreski z klasy, osiemnastoletni chłopak o niezbyt przyjemnym usposobieniu. Łobuziak i podrywacz, bardzo upodobał sobie Kreskę i chciałby ją zdobyć, jednak wszelkie jego starania w tym zakresie spełzają na niczym, gdyż po pierwsze, dziewczyna jest zakochana w Maćku, a po drugie, Kreskę razi zachowanie absztyfikanta i sposoby, w jaki próbuje ją poderwać. Odtrącony chłopak zaczyna potem interesować się Matyldą, aby dokuczyć w ten sposób swojej niedoszłej ukochanej, nie wiedząc, że ta zamierza z jego pomocą odegrać się na Maćku.


Janusz Pyziak
- mąż Gabrysi, dawniej jej kolega ze szkoły. Chłopak o dość podejrzanym charakterze. Z natury cwaniak i matacz, choć potrafi być pracowity i zaradny, kiedy trzeba. Swego czasu działał Gabrysi na nerwy, potem ostatecznie został jej chłopakiem, a gdy ta zaszła w ciążę, ożenił się z nią, choć zrobił to w dużej mierze pod presją rodziców dziewczyny. Nigdy jednak nie poczuwał się do obowiązków bycia rodzicem, zwalając to wszystko na żonę. Sam uważał, że jego obowiązkiem jest jedynie praca i przynoszenie pieniędzy do domu. W trakcie trwania akcji powieści przez długi czas przebywa w Australii, gdzie zarabia na nowy samochód i dodatkowe przydatne rzeczy dla swojej rodziny. Maciek i Piotr podejrzewają, że to on złożył donos na swego teścia, przez co ten trafił do więzienia. W Australii ma kochankę, co próbuje ukryć przed żoną, której jest, jak sam mówi, wierny sercem i to wystarczy. Nie lubi rodziny swojej żony, uważa Borejków za nieudaczników i marzycieli, a także pasożyty, które musi utrzymywać. Pod koniec historii wraca do Polski i próbuje odzyskać względy żony, która jednak coraz bardziej darzy uczuciem Piotra Ogorzałkę.


Ida Borejko
- druga córka państwa Borejków, młodsza siostra Gabrysi, starsza siostra Natalii i Patrycji, osoba niezwykle pyskata, zarozumiała i nerwowa, ma dziewiętnaście lat. Lubi zawsze stawiać na swoim. Jest świadoma swojej urody i niekiedy bezczelnie ją wykorzystuje, aby cieszyć się podziwem mężczyzn. Nie jest jednak całkowicie zła, gdyż nie bawi się ludźmi, choć daje niepotrzebnie nadzieję zakochanemu w niej Sławkowi Lewandowskiemu, za którego i tak nie zamierza wychodzić za mąż, gdyż jest on biedny. Choć rozważa taką opcję, ale tylko pod warunkiem, że jej wybranek się dorobi i będzie w stanie zapewnić jej byt. Jest niezwykle ambitna, marzy o tym, aby być sławnym lekarzem. Uważa, że dzieci trzeba traktować jak dorosłych i nie rozczulać się nad nimi, a także zamiast na bajki, zabierać je do kina na dorosłe filmy, gdyż to kształtuje charakter. Sprawia wrażenie antypatycznej i skupionej na sobie osoby, w gruncie rzeczy nie jest zła, ale za bardzo zdemoralizowana przez czasy, w których żyje. Uważa, że tylko bogaci coś mogą osiągnąć, dlatego sama marzy o bogactwie i pozycji, choć woli to wszystko zdobyć uczciwą i ciężką pracą zamiast wstąpieniem do partii, czym gardzi. Mówi wprost to, co myśli, nie patrząc na to, czy może tym kogoś zranić. Nie cierpi swojego szwagra i gardzi nim. Często jest przykra do Gabrieli, ale w sytuacji krytycznej umie ją pocieszyć.


Natalia Borejko
- trzecia córka państwa Borejko, trzynastoletnia urocza dziewczyna, młodsza siostra Gabrysi i Idy, starsza siostra Patrycji, nazywana pieszczotliwie Nutrią ze względu na swoją słabość do kąpieli, które może brać codziennie o różnych porach. Chodzi do klasy z Robertem Rojkiem, który bardzo jej się podoba. Próbuje być mądra i dojrzała, ale rzadko jej to wychodzi. W trakcie trwania akcji powieści, na wskutek niefortunnej kąpieli w rzece, poważnie się zaziębia i trafia do szpitala z podejrzeniem zapalenia płuc. Wówczas Gabrysia troskliwie się nią opiekuje. Choć Robert Rojek zranił ją tym, iż podglądał ją nago w czasie kąpieli w rzece, to jednak umie mu wybaczyć ten czyn, gdyż rozumie, iż chłopak robił to z powodu uczucia, jakie od dawnej do niej żywi. Natalia jest szczera i otwarta, podobnie jak Ida, mówi zwykle to, co myśli, choć w przeciwieństwie do niej zwykle stara się nikogo tym nie ranić.


Melania Borejko
- żona Ignacego Borejko, matka Gabrysi, Idy, Natalii i Patrycji. Kobieta po pięćdziesiątce i licznych przejściach. Jako mała dziewczynka była świadkiem horroru II wojny światowej. Wychowana przez surową ciotkę i w trudnych warunkach nie umie za bardzo okazywać emocji, choć swego czasu potrafiła być wyrozumiała wobec swoich dzieci. Obecnie jednak stała się oschła i nieprzyjemna po tym, jak jej mąż, Ignacy Borejko, na wskutek anonimowego donosu trafił do więzienia za drukowanie w stanie wojennym nielegalnej bibuły. Nie lubi okazywać emocji i choć kiedyś nie przeszkadzały jej emocje u innych, dzisiaj drażni ją zajmowanie się tzw. błahymi sprawami. Nie umie pomóc Gabrysi ani pozostałym córkom, gdyż za bardzo jest skupiona na własnym bólu i cierpieniu, które jednak dusi w sobie, gdyż tak jej zdaniem należy robić, ponieważ przejmowanie się własnym cierpieniem w obliczu ogólnego cierpienia na świecie jest egoizmem. Osoba zamknięta w sobie i chwilami bardzo nieprzyjemna, w gruncie rzeczy niezwykle nieszczęśliwa.


Eugeniusz Jedwabiński
- mąż Ewy i ojciec Aurelii, pracownik w jakieś firmie, nie wiadomo dokładnie, czym się zajmuje (córka nazywa go intelektualistą, co sugeruje, że może pracować na uczelni). Członek partii PZPR, dorobił się dzięki temu, że wstąpił w jej szeregi. Bardzo dba o swoją rodzinę, ale głównie skupia się na zapewnieniu jej materialnego bytu, zupełnie zapominając bycie uczuciowym. Prawie nigdy nie ma go w domu. Często zabiera żonę na przyjęcia organizowane przez swojego szefa, któremu zwykle się podlizuje. Dawny przyjaciel Piotra Ogorzałki, którego przyjaźń bardzo chciałby odzyskać. Sprawia wrażenie podłego lizusa bez kręgosłupa moralnego, jednak w głębi serca to dobry człowiek, tylko mocno pogubiony. Wbrew temu, co o nim mówią, nigdy nie złożył na nikogo donosu, a majątku dorobił się w uczciwy sposób, choć nie bez pomocy towarzyszy partyjnych, których względy umie bardzo umiejętnie pozyskać. Nie może znieść rygorystycznych zasad i surowej dyscypliny wprowadzonej w domu przez żonę, a także niezdrowej atmosfery, jaka przez to u nich panuje. Dlatego, gdy tylko może, szuka ucieczki i spokoju w swojej pracy, prawie w ogóle nie dbając o rodzinę, troszcząc się jedynie o jej materialny byt. W głębi serca kocha jednak żonę i córkę, choć nie umie im tego okazać.


Ewa Jedwabińska
- żona Eugeniusza i matka Aurelii, nauczycielka matematyki w liceum ogólnokształcącym w Poznaniu. Podobnie jak mąż, należy do partii i to dzięki temu zdobyła dobrze płatną pracę. Jednak praca ta nie jest spełnieniem jej marzeń. Kobieta początkowo podchodziła do swojej pracy z entuzjazmem, ale szybko on opadł, kiedy odkryła, że uczniowie nie darzą jej szacunkiem, a w większości gardzą nią za to, w jaki sposób zdobyła posadę nauczycielki w najlepszym liceum w mieście. Ma głowę zapchaną licznymi teoriami wyciągniętymi z książek psychologicznych i próbuje te teorie wcielać w życie podczas nauczania. Uważa, że należy przekazywać wiedzę bez okazywania jakichkolwiek emocji, a także być twardym i surowym, gdyż tylko to kształtuje charakter młodych ludzi. W podobny sposób podchodzi do swojej córki, gdyż dba jedynie o spełnianie jej podstawowych potrzeb jak to, czy ma się w co ubrać i co jeść. Reszta jej nie obchodzi i uważa, że córka powinna cieszyć się z tego i być jej za to wszystko wdzięczna. Ponosi jednak porażkę zarówno jako nauczycielka, jak i jako matka. Również jako żona też nie zawsze daje sobie radę. Mąż ma dość tego, że mieszkanie jest sterylne i wzorcowe, a do tego panuje w nim rygor porządku i czystości, dlatego ucieka w pracę lub ciągnie żonę na przyjęcia i spotkania służbowe, na których Ewa nie lubi bywać, ale robi to, gdyż uważa swój udział w nich za obowiązek, który musi wypełnić. Wtedy zwykle podrzuca córkę do Ogorzałków, zostawiając im też pieniądze na spełnianie potrzeb Aurelii. Sama wychowana surowo, uważa, że tylko surowe wychowanie zahartuje dziecko na przyszłość, a okazywanie emocji jest dowodem słabości i braku umiejętności radzenia sobie w kłopotach. Uczniów swojej szkoły nienawidzi, uważa ich za małe potworki i łobuzów, skłonnych od urodzenia do krzywdzenia dorosłych. W gruncie rzeczy sama bardzo cierpi z powodu braku ciepła rodzinnego, którego nie zaznała w dzieciństwie i którego sama nie umie okazywać najbliższym. Z natury nerwowa i apodyktyczna, w gruncie rzeczy niezwykle nieszczęśliwa.


Danuta Filipiak
- osiemnastolatka, koleżanka Maćka i Kreski z klasy, przyjaciółka Matyldy Stągiewki, z którą często spędza czas. Początkowo jest w dużej mierze pod jej presją i łatwo ulega jej wpływom, potem jednak, gdy ta wykpiwa w okrutny sposób szczerze kochającego ją Maćka, a także, gdy dostrzega, że sama jest również obiektem kpin ze strony Stągiewki, zrywa z nią z przyjaźń i niszczy jej przyjęcie urodzinowe, doprowadzając do tego, że nikt ze szkoły nie przychodzi na nie. Podoba jej się Maciek i próbuje zdobyć jego względy, jednak widząc, że to bezcelowe, zaczyna potem coraz większą uwagę zwracać na Sławka Lewandowskiego, adoratora Idy. Dziewczyna dobra i sympatyczna, tylko początkowo ulegająca presji pięknej, bogatej i wpływowej koleżanki.


Robert Rojek vel Robrojek
- trzynastoletni sympatyczny chłopak, kolega Natalii ze szkoły, po cichu w niej zakochany. Z powodu swojego zainteresowania dziewczynką oraz nieśmiałości, nie umiał jej wyznać, co do niej czuje, zamiast tego woląc podglądać ją, gdy ta się kąpała nago w rzece. Umie się jednak przyznać do błędu i bardzo stara się przeprosić swoją ukochaną, co ostatecznie mu się udaje dzięki swojemu szczeremu uczuciu i dobremu sercu. Chłopak dobry, choć mający niekiedy dosyć zwariowane pomysły.




Pan Stągiewka
- ojciec Matyldy, członek partii, zblazowany bogacz, lubiący popisywać się tym, na co go stać. Choć sam kłamie, iż nie należy do partii, bez wahania wiesza w swoim mieszkaniu portrety Bieruta i Gomułki. Nie podoba mu się znajomość córki z Maćkiem Ogorzałką, synem ludzi podejrzanych politycznie i siedzących obecnie w więzieniu.






Pani Stągiewka
- matka Matyldy, podobnie jak mąż zblazowana bogaczka i członkini partii. Lubi się popisywać tym, co ma w domu i dlatego cieszą ją wizyty gości. Choć jest komunistką, bez wahania korzysta z pomocy służącej, nie mając nic przeciwko temu, aby inni wykonywali za nią całą pracę.

Wprowadzenie


Zapraszam serdecznie do zapoznania się z moim szczególnym dziełem. Jest to mój osobisty fanfick powstały na podstawie powieści Małgorzaty Musierowicz „OPIUM W ROSOLE”, która jest częścią cyklu książek „JEŻYCJADA”. Sama powieść jest całkiem dobra, ale mimo wszystko posiada pewne poważne wady, przynajmniej moim zdaniem. Autorka nie spełniła moich oczekiwań, jeśli chodzi o powieść i dlatego, zainspirowany rozmową z pewną wyjątkową osobą, postanowiłem napisać dzieło, które tutaj publikuję. Liczę, że wam się spodoba i to bez względu na to, czy jesteście fanami dzieł Musierowicz, czy też nie. Czytajcie zatem śmiało i zostawiajcie komentarze. Jestem bardzo ciekaw waszej opinii na temat tego dzieła.

Rozdział XXXVIII

Rozdział XXXVIII Coś się kończy, coś się zaczyna Przyjęcie trwało do dość późnej pory, a wszyscy bawili się na nim tak dobrze, jak powinni z...