Rozdział XXII
Z poezji do prozy
Piotr dotknął ręką miejsce na łóżku obok siebie i ku swojemu zdumieniu, nie poczuł niczego poza pościelą. Powoli otworzył oczy, a wówczas zobaczył, że obok niego nie ma nikogo, a on jest całkiem sam. Zasmuciło go to bardzo, choć prawdę mówiąc, spodziewał się takiego właśnie obrotu spraw. Był przecież świadomy tego smutnego faktu, że Gabrysia nie zostanie u niego i po wszystkim wróci rano do swojego jakże odpowiedzialnego i poukładanego życia, w którym dba o całą swoją rodzinę, nie mając przy tym wsparcia ani matki, ani męża, czyli dwóch osób, na których powinna zawsze móc polegać, a na których to paradoksalnie właśnie nie mogła w żaden sposób polegać, gdyż jedno z nich spędzało czas na użalaniu się nad sobą, a drugie na zarabianiu pieniędzy w Australii. Gabrysia wyraźnie cierpiała przez taki tryb życia, ale z pewnością nie zamieni go z powodu źle rozumianego (oczywiście zdaniem Piotra) poczucia obowiązku. On z kolei, po jednej wspólnie spędzonej nocy, nie miał prawa od Gabrysi oczekiwać, że zmieni swoje zasady dla niego. Dlatego też spodziewał się tego, iż obudzi się w łóżku sam, choć miał po cichu nadzieję, że jednak się w tej kwestii pomylił i ona zostanie.
- Ech, nawet się nie pożegnała - pomyślał z wyrzutem.
Wtem usłyszał ze swojej kuchni kobiecy wesoły śpiew. Zaintrygowany wstał powoli z łóżka, naciągnął na siebie bieliznę i spodnie, a potem podkoszulkę, po czym zaszedł cicho do kuchni, bardzo zaintrygowany tym, kto to może sobie u niego urządzać występy wokalne. Pomyślał, że to zapewne Kreska, która przyszła wraz z Maćkiem zjeść tutaj śniadanie, lecz ku jego wielkiemu zdumieniu zobaczył, że osobą wydającą z siebie owe słodkie trele, była Gabrysia, ubrana w jego białą, męską koszulę na guziki oraz białe majtki, które wystawały lekko spod koszuli. Kobieta stałą plecami do Piotra, najwyraźniej nie wiedząc, że jest przez niego teraz obserwowana i szykowała coś właśnie w kuchni. Po zapachu, który dostał się do jego nozdrzy, starszy z braci Ogorzałków stwierdził, że z pewnością to jajecznica i grzanki, a także gorące mleko.
Gabrysia krzątała się po jego kuchni wesoło i swobodnie, nucąc sobie coś pod nosem, czego Piotr jednak nie rozumiał. Chyba była to jakaś piosenka z opery, ale nie był pewien, czy dobrze ją poznał. A może był to najnowszy przebój popularnej obecnie piosenkarki? Tego nie był pewien. Za bardzo zresztą skupiał się na ruchu jakże zgrabnych bioder Gabrysi, aby móc o tym myśleć i wsłuchiwać się w słowa piosenki. A ruch tych bioder był cudowny, a same biodra jeszcze cudowniejsze.
- Już wstałeś? - zapytała nagle młoda kobieta, odwracając się z uśmiechem w kierunku Piotra - To dobrze, bo już się bałam, że będę musiała cię budzić.
- Tak, przed chwilą się obudziłem - odpowiedział jej Piotr i popatrzył na nią z uwagą - Słuchaj, to jest moja koszula, prawda?
- Tak, a co? Mam ją zdjąć? Nie ma sprawy.
To mówiąc Gabrysia bezceremonialnie odpięła guziki koszuli, odsłaniając w ten sposób swoje zgrabne piersi przed Piotrem, który westchnął głęboko i przez chwilę nie wiedział, co ma zrobić lub powiedzieć, aż w końcu rzekł:
- Lepiej się zapnij. Sąsiedzi mogą zobaczyć.
Gabrysia zachichotała i spełniła jego życzenie.
- Siadaj, zaraz będzie śniadanie.
Piotr jej posłuchał i usiadł przy stole. Gabrysia z kolei nakryła do stołu, po czym nałożyła im obojgu posiłek, nalała im kakao do kubków, a następnie usiadła naprzeciwko niego przy stole.
- Smacznego - powiedziała do mężczyzny.
Ogorzałko uśmiechnął się delikatnie w jej stronę i zaczął powoli jeść. Ledwie to zrobił, a poczuł, jak smakowite jest to, co uszykowała mu Gabrysia. To, co on sam sobie szykował, nie było nawet w połowie tak smaczne. Pomyślał wówczas, że bardzo mu brakuje w mieszkaniu kobiecej ręki.
- Smakuje ci? - zapytała po chwili Gabrysia.
Piotr uśmiechnął się do niej radośnie i odpowiedział całkowicie szczerze:
- Czy smakuje? Kobieto, to jest rewelacyjne! Masz prawdziwy talent.
Popatrzył na rozpromienią tą odpowiedzią Gabrysię i pomyślał sobie, że się co do niej bardzo pomylił. Może i jest przemądrzałą feministką, ale wdzięk swój posiada i to ogromny. A zwłaszcza wtedy, gdy się uśmiechała.
- Musisz częściej mi tak gotować - powiedział wesoło i zaraz spoważniał.
Poczuł, że może się jej nie spodobać taki żart. Ostatecznie przecież nie miał pewności, co do tego, czego ona chce od życia i co planuje. A podejrzewał, że jej jedyny plan zakładał po prostu powrót do dawnego trybu życia i nie zmienianie go w żaden sposób, nawet pomimo tego, co ją połączyło z Piotrem.
- Wybacz, głupio to zabrzmiało - rzekł po chwili.
- Nie, wcale nie - odpowiedziała mu życzliwie Gabrysia - Ale na razie jakoś nie chcę mówić o przyszłości. Pozwól mi się chociaż trochę nacieszyć tą chwilą, bo po niej będę musiała wracać do siebie i do prozy życia, które tam wiodę. Jakoś nie chcę sobie psuć ostatnich chwil wolności.
Piotr wyraził zgodę i kontynuował jedzenia, jednocześnie z uwagą patrząc na Gabrysię, która też powoli jadła, uśmiechając się co jakiś czas w jego stronę. Gdy już oboje skończyli, kobieta wzięła naczynia i pozmywała je, chociaż Ogorzałko jej powiedział, iż może to sam zrobić. Gabrysia jednak nie chciała go słuchać, więc umyła wszystkie naczynia i wróciła do Piotra z poważną miną na twarzy.
- Muszę się zbierać. Dziękuję za wspólny posiłek, ale rozumiesz... Poezji już nadszedł kres, więc musimy oboje powrócić do prozy życia.
- Tak, to prawda - pokiwał smutno głową Piotr - Odwiedzisz mnie jeszcze?
- Oczywiście, niejeden raz - odpowiedziała na to Gabrysia.
- A zostaniesz na noc podczas odwiedzin?
Pani Pyziak zmieszała się lekko, nie bardzo wiedząc, co ma odpowiedzieć.
- To bardziej skomplikowane.
Piotr zrozumiał, że poruszył drażliwy temat i postanowił go nie kontynuować.
- Dobrze, nie ważne. Nie mówmy o tym.
Gabrysia podeszła do niego i pocałowała go czule w usta.
- Wiedz, że nigdy nie czułam się tak cudownie jak z tobą tej nocy. Chcę choć na chwilę znowu to poczuć. Zasłoń rolety.
Piotr nie wiedział, co Gabrysia chce zrobić, ale spełnił jej życzenia. Gdy już to zrobił, młoda kobieta podeszła do niego i ponownie pocałowała go w usta. Zaraz potem lekko popchnęła go na krzesło, rozpięła mu spodnie, a sama zsunęła z siebie majtki. Piotr poczuł, że serce wali mu w piersi jak szalone, a ciało jego ogarnia dzika, ogromna fala pożądania. Był zarazem w szoku, że Gabrysię, tak cnotliwą i zawsze porządnie się prowadzącą, stać na coś takiego. Ta tymczasem usiadła mu okrakiem na kolanach i zaczęła się poruszać, wyginając przy tym zmysłowo. Piotr poczuł, jak ogarnia go szaleństwo i zerwał z niej swoją koszulę i zaczął okrywać jej ciało pocałunkami. Chciał jej pokazać, jak wiele dla niego znaczy i jak bosko się z nią czuje. Ona tymczasem już całkiem zatraciła się w tym, co robiła i oboje odpłynęli na falach dzikiego oceanu, o jakim oboje marzyli od dawna, a którego dopiero wczoraj zaznali. W pewnej chwili, gdy Gabrysia poczuła, że oto nadchodzi właśnie największa ze wszystkich dotychczasowych fal, pocałowała zachłannie Piotra w usta i całowała go tak długo, aż fala nadeszła, a ona głucho krzyknęła w jego wargi. Za sprawą pocałunku ten oto krzyk został niemal całkiem zagłuszony, a Gabrysia odetchnęła z ulgą. Tego przecież jeszcze im tutaj brakowało, aby ktoś przechodził w pobliżu i usłyszał ich miłosne uniesienia.
Gabrysia jeszcze przez chwilę siedziała na kolanach Piotra, tuląc się do jego torsu, po czym w końcu zeskoczyła na podłogę, zabrała swoją bieliznę i wyszła do innego pokoju, aby się ubrać. Gdy to zrobiła, wróciła do Piotra, który poczuł, że wraz z założeniem ubrania, Gabrysia ponownie stała się porządną i niedostępną dla niego panią Pyziak, o której nie mógł w żaden sposób marzyć.
- Do widzenia, Piotrusiu - powiedziała czule.
- Do widzenia. Odwiedź nas jeszcze - odpowiedział Piotr, czując, jak bardzo głupio to zabrzmiało.
Gabrysia pokiwała powoli głową i powoli wyszła z mieszkania i skierowała swoje kroki do swojego lokum. Po drodze w głowie chodziły jej różne myśli, a te najsilniejsze dotyczyły tego, co się właśnie stało. Wiedziała, że złamała wczoraj w nocy wszystkie swoje zasady. Oddała się innemu mężczyźnie niż Janusz. Zdradziła swojego męża. Ale najgorsze w tym wszystkim było to, że nie czuła ani trochę wstydu z tego powodu. Czuła się okropną i wynaturzoną kobietą, istotą nad wyraz rozwiązłą i godną wszelkiego potępienia. Z drugiej jednak strony czuła po prostu ogromną satysfakcję z powodu wczorajszej nocy. Nigdy jeszcze nie przeżyła tak upojnych chwil, jak właśnie tamte. Osiągnęła fale co najmniej kilkanaście razy, zanim opadła z sił. Dodatkowo Piotr był taki delikatny, czuły oraz zmysłowy. I nie myślał tylko o sobie. Janusz nie był aż tak elokwentny w stosunku do niej. Gdy jej pragnął, po prostu brał to, co chciał i tyle. Nie, żeby było tragicznie, ale też nigdy fajerwerków nie było. Z kolei tutaj były nie tylko fajerwerki, tylko wręcz ostry ostrzał artyleryjski. Do tego jeszcze cudowna namiastka tego wszystkiego na rano. To było wariactwo. Co ona sobie myślała? Co musiał myśleć teraz Piotr? Chociaż on na pewno był zadowolony, to pewne. Jeszcze miałby nie być. Ale co ona czuła na ten temat? Cóż... Od nocy spędzonej z Piotrem zrozumiała, że jest kimś więcej niż tylko panią Pyziak wiecznie robiącą za służącą swojej rodziny. Zachwycona tym odkryciem dostała takiego zastrzyku śmiałości, że zeszłej nocy kochała się z Piotrkiem na wiele sposobów i żadnego z nich nie żałowała.
- Tylko jak ja to wytłumaczę mamie i siostrom? - zapytała sama siebie.
Zbliżyła się już do swojego mieszkania i zapukała do drzwi. Jednocześnie też oparła się o ścianę i zaczęła głośno wzdychając, dotykając przy tym swoich ust i szyi, na których to niedawno czuła słodki dotyk Piotra, mężczyzny z prawdziwego zdarzenia.
Otworzyła jej Ida, która była lekko zmieszana jej widokiem. Gabrysia jednak się tym jednak nie przejęła.
- Witaj, siostrzyczko - powiedziała do niej bardzo życzliwym tonem i weszła do środka, jakby nigdy nic.
Ida uśmiechnęła się delikatnie, domyślając się przyczyny tego uśmiechu, po czym zamknęła ostrożnie drzwi od mieszkania. Wtem ze swojego pokoju wyszła nagle Melania Borejko. Miała na nosie okulary, widać było zatem, że czytała ona właśnie lub rozwiązywała krzyżówkę.
- Gdzieś ty się włóczyła, co? - warknęła do niej na powitanie kobieta - I skąd ty w ogóle wracasz? Całą noc cię nie było. Skąd ty wróciłaś?
- Z gwiazd, mamo - odpowiedziała jej z uśmiechem Gabrysia, składając czuły i delikatny pocałunek na jej policzku.
- Z gwiazd, tak? Raczej od Ogorzałków - burknęła Melania, odsuwając ją od siebie z niesmakiem - Dobrze, że Ida mi powiedziała, gdzie poszłaś, bo już się bałam, jak nie wróciłaś na kolację, że coś ci się stało.
- Jak widzisz, wszystko jest w porządku.
- Właśnie widzę. Ty się bawisz, a twoja córeczka musiała dostać mleko i na nowo zostać przewinięta. A ciebie nie było, żebyś to zrobiła.
- Ale za to ty byłaś. Możesz od czasu do czasu zrobić coś dla swojej wnuczki. W końcu mieszkasz tutaj tak samo, jak ja.
Melania Borejko popatrzyła na pierworodną córkę z kpiną i powiedziała:
- Oczywiście. Ja będę zajmować się dzieckiem, a ty będziesz się ciągle gdzieś włóczyć do białego rana. Tak twoim zdaniem wygląda bycie matką?
Gabrysia parsknęła śmiechem, gdy to usłyszała.
- Bo ty coś o tym wiesz, prawda? - spytała złośliwie.
Melania spojrzała na nią tak groźnie, że Ida na wszelki wypadek powróciła do siebie, żeby nie przeszkadzać matce i starszej siostrze w dyskusji, jaka musiała się wywiązać po takim wyrzucie.
- Co to miało niby znaczyć? - zapytała ponuro Melania.
- Nic, to po prostu zwykłe stwierdzenie faktów - odpowiedziała jej Gabrysia i spojrzała na nią niemalże wyzywająco - Przypominam ci, Gabrielo, że to ty jesteś matką Pyzuni, nie ja.
- Róży, mamo - przerwała jej Gabrysia, odrywając się od swoich myśli - Ona ma imię, wiesz o tym? To głupie przezwisko wymyślił sobie Janusz i jakoś nie jest mi ono przyjemne, więc nazywaj swoją wnuczkę po imieniu.
- Dobrze, niech ci będzie. Róża płakała w nocy i ktoś musiał ją uspokoić. Na szczęście nic jej się nie stało, tylko pomarudziła sobie nieco na ten świat.
- Więc w czym problem?
- Takie wypady nie mogą się powtórzyć.
- Mamo, jestem dorosła i mam chyba prawo wyjść i nie wrócić do domu na noc, prawda?
- Straciłaś to prawo, odkąd zostałaś matką.
Gabrysia spojrzała na nią ze złością, rozjuszona tymi słowami i spytała:
- Twoim zdaniem nie posiadam już żadnych praw?
- Masz prawo być z mężem i z córką, jak nakazuje prawo, które was ze sobą połączyło.
- Mylisz się. Ja mam obowiązki wobec swojego dziecka, ale nie wobec męża, który ma mnie w głębokim poważaniu.
Melania westchnęła załamana, słysząc te słowa.
- Dziecko, możesz na niego mówić, co tylko chcesz i pewne masz rację, ale przecież mu przysięgałaś.
- On mnie też i gdzie on jest? Jakoś go tu nie widzę.
- Zarabia na rodzinę.
Gabriela parsknęła ironicznym śmiechem.
- Tak, rzeczywiście zarabia na rodzinę. Podobno zarabia. Jak dla mnie, to był zwykły pretekst do tego, aby zostawić mnie i Różę i wyjechać, aby poznawać cały szeroki świat. Uważam, że tak właśnie jest.
- Dziecko, przesadzasz. Lepiej mi powiedz, co robiłaś u Ogorzałków całą noc i czemu wracasz dopiero teraz.
Gabrysia uśmiechnęła się w wymowny sposób, a jej matka przeżegnała się wtedy ręką i zawołała:
- Boże wielki! Dziecko, jak ty mogłaś? Przecież to grzech! Wielki grzech! Ty przecież składałaś przysięgę Januszowi. Nie możesz go teraz...
- Mamo, oszczędź mi tego kazania, dobrze? Nie mamy ślubu kościelnego, a więc o co ci chodzi?
- Nie macie go, bo się oboje uparliście na cywilny. Za moich czasów wybito by wam pasem takie pomysły z głowy, jak ślub bez księdza. Ale teraz cóż... Teraz to wszystko już stanęło na głowie. Nie tak cię wychowałam.
Gabrysia poczuła, że wściekłość ją ogarnia. Czara goryczy, dotąd jeszcze w normalny sposób wypełniona, teraz już wylewała się po brzegi. Dzika wściekłość ją ogarnęła, więc musiała jakoś pokazać matce, co o niej sądzisz i co o niej sądziła przez te wszystkie lata.
- Wychowałaś? Ty mnie nigdy nie wychowywałaś. Uczyłaś mnie obojętności na wszystko i wszystkich, a już zwłaszcza na moje własne emocje.
Melania popatrzyła na nią oburzonym wzrokiem i powiedziała:
- Co ty opowiadasz? Przecież robiłam wszystko, aby wychować cię na dobrą kobietę z zasadami. Zawsze mogłaś na mnie liczyć w każdej sytuacji.
- Liczyć?! Ja mogłam na ciebie liczyć, tak?! - oburzyła się Gabrysia - Powiem ci, jak mogłam na ciebie liczyć! Nigdy mnie nie przytuliłaś, kiedy miałam problem i potrzebowałam twojej pomocy! Kiedy byłam mała i miałam problem, głaskałaś mnie lekko po włosach i pozwoliłaś mi płakać w swoją spódnicę i tyle. Nigdy mnie nie przytuliłaś, gdy tego potrzebowałam. To ojciec mnie przytulał. To ojciec mnie wspierał. Ojciec pocieszał w trudnych chwilach. Na niego zawsze mogłam liczyć. Na ciebie nigdy.
Melanię dotknęły te słowa. Dotknęła lekko swego serca i spytała:
- Chcesz powiedzieć, że byłam złą matką?
- Chcę powiedzieć, że nauczyłaś nas wielu mądrych rzeczy oprócz jednej. Jak mamy sobie radzić z emocjami. Zawsze, gdy cierpieliśmy, powtarzałaś nam, że są poważniejsze problemy i nie możemy histeryzować. A może czasami było nam to potrzebne, co? Może czasami powinniśmy mówić ze sobą o swoich emocjach? Nie pomyślałaś o tym?
- Emocje to sprawy prywatne - odparła Melania tonem królowej brytyjskiej - To się przeżywa, ale o tym się nie mówi. Czy ja wam wszystkim mówię o moim cierpieniu? Czy ja mówię, jak cierpię z powodu tego, co mnie spotkało, najpierw w czasie wojny, a potem wtedy, kiedy aresztowano ojca? Czy ja wam opowiadam o tym wszystkim? Nie, ponieważ dobrze wiem, że macie swoje własne problemy i nie powinnam wam głowę zawracać swoimi.
- A może właśnie powinnaś? - spytała Gabrysia - Może właśnie w tym tkwi błąd, mamo? Może właśnie sama byś sobie w ten sposób pomogła?
- U mnie w domu nigdy nie mówiło się o emocjach. To były prywatne sprawy każdego człowieka. U nas zawsze po prostu robiło się swoje i okazywało miłość bliskim, ale o niej nie mówiło. Można było tylko mówić, że się kogoś kocha, ale bez żadnego zbędnego patosu, bez rozwlekania się na ten temat. Dziecku zawsze u nas wystarczyło, że matka je kocha, że okazuje mu to swoim zachowaniem oraz od czasu do czasu mu to powie, choć i to było niepotrzebne. Bo po co mówić o czymś tak oczywistym jak matczyna miłość?
- Może po to, żeby dziecko o tym nigdy nie zapomniało? Bo wiesz... Niektóre dzieci, gdy im się tego nie mówi, zapominają o tej miłości. Zapominają, że mama i tata je kochają. Ja o tym zapomniałam.
Melania zasłoniła sobie dłonią oczy i powiedziała ponuro:
- Jesteś niewdzięczna. Wszystko, co robiłam, zawsze robiłam dla dobra moich dzieci. Dbałam o was, uczyłam was bycia silnymi i twardymi kobietami, a to, że nie umiem mówić o uczuciach, że nie lubię tego robić, bo uważam, że po prostu tak nie wypada, czyni mnie w twoich oczach wyrodną matką? Piękna wdzięczność za lata wychowania, nie ma co! Doczekałam się na stare lata! Rodzinę mi wybito w czasie wojny, męża zamknęli, teraz rodzona córka robi ze mnie potwora.
- A ty oczywiście znowu tylko o sobie, tak?! - zawołała ze złością Gabrysia - Ty chyba naprawdę uważasz, że jako jedyna masz monopol na cierpienie! I jak na pannę z dobrego domu przystało, cierpisz i milczysz. Matka Polka! Przyjmuje na siebie wszystkie ciosy od losu, ale nie poskarży się ani przez chwilę, a jeśli już, to w taki sposób, aby wszyscy ją wielbili i wynosili pod niebiosa!
- Zapominasz się, Gabrielo. Zapominasz, do kogo mówisz.
- Wiem dobrze, do kogo mówię. Do starej oraz zarozumiałej baby bez grama emocji, która uważa się za największą cierpiętnicę na świecie, ale nie powie o tym nigdy, jak boli ją to, co ją spotkało, bo tak nie wypada. Będzie więc dusić w sobie to wszystko, dusić i dusić, aż ją to udusi lub wybuchnie i obrazi własne dzieci ze złości. Z taką osobą rozmawiam. Z osobą, która za dużą wagę przyjmuje do tego, co wypada, a co nie, przez co nie umiała nawet porządnie porozmawiać z córką o wiadomych sprawach, bo przecież to się robi, lecz o tym się nie mówi. Damy tak nie robią. A ja tak robię i chcę tak robić, wiesz?
- Wiem, bo ty nie jesteś damą.
Gabrysię uderzyły te słowa. Poczuła się po nich tak, jakby dostała w twarz i to z otwartej dłoni. Wiedziała, że mama normalnie by w taki sposób się do niej nie odezwała, ale widocznie stało się to, co ona przewidywała: dusiła w sobie swoje emocje tak długo, że teraz one wybuchły, przez co w sposób niesprawiedliwy, a wręcz okrutny uderzyły one w jej córkę, która przecież nie chciała jej skrzywdzić, tylko pomóc zrozumieć pewne problemy. A to właśnie ona otrzymała od matki tak okrutne słowa.
- Nie jestem damą, tak? - zapytała ze złością.
- Nie, Gabrysiu. Nie jesteś damą - odpowiedziała jej matka - Nie jesteś damą, bo prawdziwa dama nie rozczula się nigdy nad sobą. Jeżeli cierpi, to cierpi zawsze w milczeniu. Pokornie znosi to, co los na nią zrzuca. Nie płacze, bo przecież nasz płacz w obliczu cierpienia tego świata jest egoizmem. Nie próbuje rozbijać swego małżeństwa, sypiając z pierwszym lepszym...
Tego dla Gabrysi było już za wiele. Mogła znosić obelgi wobec siebie, ale nie wobec Piotra.
- Piotr Ogorzałko nie jest pierwszym lepszym! To nasz przyjaciel! - krzyknęła wściekle.
- Przez jego rodziców ojciec siedzi w więzieniu! To oni wciągnęli go w te ich głupie pomysły! - odkrzyknęła jej Melania.
- Kto kogo wciągnął, ten wciągnął. Nikt nie kazał ojcu drukować tych ulotek, za które potem trafił do więzienia. Nikt go do tego nie zmuszał.
- Ten człowiek jest synem ludzi, przez których nie masz teraz ojca.
- Ten człowiek też stracił rodziców, bo oboje siedzą wraz z ojcem. Piotr w tym nie brał udziału. To nie jego wina, że stało się to, co się stało.
- Ale twoja wina, że z nim cudzołożyłaś. Że zdradziłaś z nim swojego męża.
- A co ty nagle tak bronisz Janusza? Przecież go nawet nie lubisz.
- To prawda, nie darzyłam go nigdy jakąś wielką sympatią, jednak zachował się wobec ciebie jak prawdziwy mężczyzna, jak porządny człowiek.
- Tak? To gdzie teraz jest ten porządny człowiek?
- Zarabia na rodzinę. Nie bawi się w politykę, nie porzuca rodziny dla jakiś idealistycznych mrzonek. Nie naraża jej na ryzyko przez swoją chęć zmiany świata na lepsze.
- Jakoś nie przeszkadzało ci, kiedy ojciec to robił.
- Przeszkadzało mi, ale musiałam to uszanować. Bo taka była wola twojego ojca i nic mi do niej. Choć denerwowało mnie to, ale co miałam zrobić? Musiałam to zaakceptować, że bawi się on w politykę.
- Nie, mamo. On nie bawił się w politykę. On po prostu od ciebie uciekł.
Melania spojrzała ze złością na Gabrysię i wysyczała:
- Nie waż się tak mówić!
- Ale taka jest prawda. Ojciec to wspaniały człowiek, ale miał cię serdecznie dość. Kochał cię, ale nie mógł znieść tego, jaka jesteś. Próbował cię zmienić, lecz nie udawało mu się to, więc zamknął się w końcu w swoim świecie, aby łatwiej z tym sobie poradzić. Myślisz, że czemu przez ostatnie lata czytał ciągle książki lub pisał jakieś swoje prace? Bo dzięki temu lepiej sobie z tym wszystkim radził. Bo wtedy nie cierpiał z powodu twojej oschłości.
Melania patrzyła zdumiona na najstarszą córkę, która zaczęła mówić jej to, co już od dawna leżało jej na sercu.
- Umiałaś się słodko uśmiechać, być miła i kochana, ale to trochę mało, aby dać ojcu i nam szczęście. Gdyby ojciec nas nie przytulał, nie całował i nie bawił się z nami, to nie wiem, czy byśmy zaznały jakiejkolwiek czułości w tej rodzinie. Czy byśmy teraz wiedziały, co to znaczy. A ojciec za bardzo cię kochał, aby cię zmieniać na siłę. Próbował wielu sposobów, ale kiedy to nie pomogło, po prostu zamknął się w swoim świecie i wpuszczał do niego jedynie nas. Nas, rozumiesz? Nas i tylko nas. Ciebie nigdy, bo i tak byś nie chciała poznać jego świata, a poza tym... Poza tym w tym świecie nie było wcale miejsca dla kogoś takiego jak ty. Ty byś tylko ten świat zniszczyła.
- Skąd ty to wszystko wiesz?
- Ojciec mi powiedział. Widzisz? Niektóre osoby umieją mówić o uczuciach i jakoś z tego powodu nie są ani słabsi, ani gorsi i nie mają poczucia bycia podłymi. Nie myślą, że skoro cały świat cierpi, to oni nie powinni pokazywać mu, że też cierpią, bo to jest nie w porządku. Powiem ci, mamo, co jest nie w porządku. Nie w porządku jest to, że ty nie nauczyłaś nas, jak sobie radzić z emocjami. Uważałaś zawsze ten temat za tabu i tak samo sprawę miłości czy też namiętności. To nie wypada, córeczko. O tym się nie mówi, córeczko. Damy tak nie robią, córeczko. A ja tak robię i o tym mówię. Bo nie zamierzam tego w sobie dusić. A zatem według twoich kryteriów nie jestem damą, prawda? Tym lepiej. Jeżeli mam być damą taką jak ty, to wolę już w ogóle nią nie być.
Melania Borejko nie wiedziała, co ma powiedzieć, ale wtem rozmowę nagle przerwała Ida, wychodząc ze swojego z pretensją w oczach.
- Możecie się kłócić ciszej?! Ja tu się uczę!
- Spokojnie, już skończyliśmy. Prawda, mamo? - odparła Gabrysia i spojrzała z uwagą na matkę.
Ta przez chwilę wciąż jeszcze była w szoku po tym, co usłyszała, dlatego też nie mówiła na początku nic, a potem odrzekła:
- Tak, skończyliśmy. Choć myślę, że nie powinnyśmy nigdy zaczynać.
Po tych słowach wyszła do swojego pokoju, a Gabrysia wróciła do swojego. Dopiero teraz uświadomiła sobie, że przez swoje krzyki mogła obudzić Różę, tej jednak nie było w pokoiku, co mocno zaniepokoiło kobietę. Na szczęście tuż za nią weszła Ida, która widząc strach w oczach siostry, szybko ją uspokoiła.
- Gdzie jest...?
- Z Patrycją. Jakieś pół godziny temu wzięła ją ze Sławkiem na spacer.
- Ze Sławkiem? Twoim chłopakiem?
- Tak, miałam iść z nimi, ale wiesz... Wolałam się pouczyć, więc poprosiłam Sławka, aby wyszedł z Różą sam. A Patrycja też chciała się przewietrzyć, więc...
- Ida, słuchaj... Ja wiele rzeczy rozumiem, ale naprawdę uważasz, że to jest w porządku, że wysługujesz się swoim chłopakiem, aby robił za ciebie to, co należy do twoich obowiązków, do których zresztą sama się zgłosiłaś?
- Wiem, że się zgłosiłam sama i wychodzę z twoją córką czasem na spacer, aby cię odciążyć. Ale skoro Sławek się pali do pomagania mi, to może chyba...
- Ida, przecież to ty jesteś ciocią Róży, nie Sławek. To ty powinnaś wychodzić z nią na spacery.
- Nie, Gabrysiu. To ty powinnaś to robić. Ja nie mam żadnych obowiązków ani wobec ciebie, ani wobec małej. Pomagam jedynie z dobrego serca i dlatego, że uwielbiam tę małą. I aby było ci jakoś łatwiej w domu, bo wszystko jest na twojej głowie, odkąd ojca zamknęli, a Janusz wyjechał. Pomagam więc tylko dlatego, że mam na to ochotę, dlatego też nie wytykaj mi, co ja powinnam, a co nie powinnam robić, dobrze?
- Jesteś matką chrzestną Róży.
- A ty jesteś jej matką. Która więc ma większe obowiązki wobec niej?
Gabrysia poczuła, że siostra ma rację, dlatego zmieszała się lekko i rzekła:
- Przepraszam cię.
- Nie szkodzi. Dobrze wiem, jak z tobą jest - odparła Ida tonem wyjątkowo wyrozumiałym wobec starszej siostry.
- A jak ze mną jest?
- Normalnie, kiepsko. Ojca zamknęli, matka rozczula się nad sobą i nic jej się nie chce, a jak już za coś się weźmie, to wielka łaska. Janusz wyjechał, a zresztą nawet jak tutaj był, to i tak nie było z niego żadnego pożytku. Wszystko jest teraz na twojej głowie. Rozumiem cię, że się denerwujesz. Choć mogłabyś nie wykłócać się z matką. Wiesz dobrze, jaka jest uparta. Kłótnie z nią nic ci nie dadzą.
- Wiem, ale miałam już dość jej pretensji. Wiecznie tylko ona się liczy, jej ból i jej cierpienie. Wiesz, jakie to irytujące?
- Wiem i to aż za dobrze. Dlatego od dawna ignoruję wszystko, co ona gada i po prostu robię swoje. Tobie radzę zrobić to samo.
Gabrysia westchnęła ponuro, nie będąc zbytnio przekonaną do tej rady.
- Tak, żeby to było takie proste. Czuję się okropnie. Powinnam była wrócić do domu na noc. W końcu sama jestem matką.
- Weź się nie obwiniaj. Masz prawo zaznać normalnego życia u boku fajnego faceta. A Piotr to fajny facet. Naprawdę równy gość.
To mówiąc, Ida uśmiechnęła się lekko na znak, że i w jej kryteriach Piotr jest bardzo przystojnym i seksownym mężczyzna i bardzo jej się podoba. Szkoda, że uważał ją za smarkulę, która dopiero co wyrosła z pieluch. Inaczej byłby w sam raz dla niej facetem. A tak nie miała z nim szans. No, a poza tym, to przecież on zawsze wolał Gabrysię. Wszyscy chyba o tym wiedzieli. Wszyscy oprócz Gabrysi.
- Naprawdę spędziłaś z nim całą noc? - spytała po chwili Ida.
Gabrysia uśmiechnęła się lekko, rozbawiona tonem, w jakim zadała to pytanie jej siostra i odpowiedziała:
- Tak. Całą noc.
- To opowiadaj, jak było.
Gabrysia zarumieniła się lekko, wyraźnie zawstydzona i odparła:
- Ida, przestań. To prywatna sprawa.
- Ale lepiej niż z Januszem?
- Dużo lepiej.
Ida pisnęła z zachwytu, wyraźnie ucieszona tą informacją.
- A widzisz? Mówiłam ci, że porządny facet od razu sprawi, że poczujesz się prawdziwą kobietą. Dobrze zrobiłaś.
- Ale przez to zaniedbałam córkę. Nie było mnie przez całą noc w domu.
- Masz prawo do szczęścia. A o córeczkę się nie bój, ja i nasze siostry zawsze ci pomożemy.
- Tak i Sławek także - rzuciła nieco złośliwie Gabrysia.
Ida tylko wzruszyła ramionami.
- Co chcesz? Jak chce być moim chłopakiem, to musi się postarać.
- I robić za ciebie coś, do czego ty się zobowiązałaś?
- Wszystko ma swoją cenę, nawet miłość. A poza tym, ja się muszę uczyć, bo po wakacjach idę na studia i muszę mieć jakąś wiedzę, kiedy będą egzaminować mnie i sprawdzać, czy się nadaję do tej pracy. Będę kiedyś lekarzem, muszę więc mieć dużo czasu, aby się uczyć. Sławek natomiast będzie tylko motorniczym. Z tego więc on się już uczyć nie musi. On ma więcej czasu, to może mnie wyręczyć. Poza tym, od czego są w końcu faceci, jak nie od tego? No, może jeszcze od paru tam innych rzeczy...
To mówiąc, lekko zachichotała i poprawiła sobie dłonią włosy.
- Niby jakich rzeczy? - zapytała Gabrysia - Do czego niby twoim zdaniem są mężczyźni, siostrzyczko?
- Do rozrywki - odparła wymijająco i dowcipnie zarazem Ida.
- Dziewczyno, do rozrywki to jest telewizja - rzuciła ubawiona Gabrysia - No, a związek to coś więcej niż rozrywka. To zobowiązania, wspólne starania...
- A propos starań... Przyszła depesza do ciebie.
To mówiąc, Ida wyjęła z kieszeni mały kawałek papieru złożonego na czworo, po czym podała go siostrze. Ta zaintrygowana rozwinęła go szybko i przeczytała jego treść, która bardzo ją dobiła.
Kochanie, wracam do Polski STOP Przygotuj dla mnie pierogi STOP Bardzo was wszystkich kocham STOP Janusz
Gabrysia załamana spojrzała na Idę oraz na depeszę, którą przeczytała jeszcze kilka razy, po czym przycisnęła ją dziko do czoła i zaczęła płakać.
- Ech, nawet się nie pożegnała - pomyślał z wyrzutem.
Wtem usłyszał ze swojej kuchni kobiecy wesoły śpiew. Zaintrygowany wstał powoli z łóżka, naciągnął na siebie bieliznę i spodnie, a potem podkoszulkę, po czym zaszedł cicho do kuchni, bardzo zaintrygowany tym, kto to może sobie u niego urządzać występy wokalne. Pomyślał, że to zapewne Kreska, która przyszła wraz z Maćkiem zjeść tutaj śniadanie, lecz ku jego wielkiemu zdumieniu zobaczył, że osobą wydającą z siebie owe słodkie trele, była Gabrysia, ubrana w jego białą, męską koszulę na guziki oraz białe majtki, które wystawały lekko spod koszuli. Kobieta stałą plecami do Piotra, najwyraźniej nie wiedząc, że jest przez niego teraz obserwowana i szykowała coś właśnie w kuchni. Po zapachu, który dostał się do jego nozdrzy, starszy z braci Ogorzałków stwierdził, że z pewnością to jajecznica i grzanki, a także gorące mleko.
Gabrysia krzątała się po jego kuchni wesoło i swobodnie, nucąc sobie coś pod nosem, czego Piotr jednak nie rozumiał. Chyba była to jakaś piosenka z opery, ale nie był pewien, czy dobrze ją poznał. A może był to najnowszy przebój popularnej obecnie piosenkarki? Tego nie był pewien. Za bardzo zresztą skupiał się na ruchu jakże zgrabnych bioder Gabrysi, aby móc o tym myśleć i wsłuchiwać się w słowa piosenki. A ruch tych bioder był cudowny, a same biodra jeszcze cudowniejsze.
- Już wstałeś? - zapytała nagle młoda kobieta, odwracając się z uśmiechem w kierunku Piotra - To dobrze, bo już się bałam, że będę musiała cię budzić.
- Tak, przed chwilą się obudziłem - odpowiedział jej Piotr i popatrzył na nią z uwagą - Słuchaj, to jest moja koszula, prawda?
- Tak, a co? Mam ją zdjąć? Nie ma sprawy.
To mówiąc Gabrysia bezceremonialnie odpięła guziki koszuli, odsłaniając w ten sposób swoje zgrabne piersi przed Piotrem, który westchnął głęboko i przez chwilę nie wiedział, co ma zrobić lub powiedzieć, aż w końcu rzekł:
- Lepiej się zapnij. Sąsiedzi mogą zobaczyć.
Gabrysia zachichotała i spełniła jego życzenie.
- Siadaj, zaraz będzie śniadanie.
Piotr jej posłuchał i usiadł przy stole. Gabrysia z kolei nakryła do stołu, po czym nałożyła im obojgu posiłek, nalała im kakao do kubków, a następnie usiadła naprzeciwko niego przy stole.
- Smacznego - powiedziała do mężczyzny.
Ogorzałko uśmiechnął się delikatnie w jej stronę i zaczął powoli jeść. Ledwie to zrobił, a poczuł, jak smakowite jest to, co uszykowała mu Gabrysia. To, co on sam sobie szykował, nie było nawet w połowie tak smaczne. Pomyślał wówczas, że bardzo mu brakuje w mieszkaniu kobiecej ręki.
- Smakuje ci? - zapytała po chwili Gabrysia.
Piotr uśmiechnął się do niej radośnie i odpowiedział całkowicie szczerze:
- Czy smakuje? Kobieto, to jest rewelacyjne! Masz prawdziwy talent.
Popatrzył na rozpromienią tą odpowiedzią Gabrysię i pomyślał sobie, że się co do niej bardzo pomylił. Może i jest przemądrzałą feministką, ale wdzięk swój posiada i to ogromny. A zwłaszcza wtedy, gdy się uśmiechała.
- Musisz częściej mi tak gotować - powiedział wesoło i zaraz spoważniał.
Poczuł, że może się jej nie spodobać taki żart. Ostatecznie przecież nie miał pewności, co do tego, czego ona chce od życia i co planuje. A podejrzewał, że jej jedyny plan zakładał po prostu powrót do dawnego trybu życia i nie zmienianie go w żaden sposób, nawet pomimo tego, co ją połączyło z Piotrem.
- Wybacz, głupio to zabrzmiało - rzekł po chwili.
- Nie, wcale nie - odpowiedziała mu życzliwie Gabrysia - Ale na razie jakoś nie chcę mówić o przyszłości. Pozwól mi się chociaż trochę nacieszyć tą chwilą, bo po niej będę musiała wracać do siebie i do prozy życia, które tam wiodę. Jakoś nie chcę sobie psuć ostatnich chwil wolności.
Piotr wyraził zgodę i kontynuował jedzenia, jednocześnie z uwagą patrząc na Gabrysię, która też powoli jadła, uśmiechając się co jakiś czas w jego stronę. Gdy już oboje skończyli, kobieta wzięła naczynia i pozmywała je, chociaż Ogorzałko jej powiedział, iż może to sam zrobić. Gabrysia jednak nie chciała go słuchać, więc umyła wszystkie naczynia i wróciła do Piotra z poważną miną na twarzy.
- Muszę się zbierać. Dziękuję za wspólny posiłek, ale rozumiesz... Poezji już nadszedł kres, więc musimy oboje powrócić do prozy życia.
- Tak, to prawda - pokiwał smutno głową Piotr - Odwiedzisz mnie jeszcze?
- Oczywiście, niejeden raz - odpowiedziała na to Gabrysia.
- A zostaniesz na noc podczas odwiedzin?
Pani Pyziak zmieszała się lekko, nie bardzo wiedząc, co ma odpowiedzieć.
- To bardziej skomplikowane.
Piotr zrozumiał, że poruszył drażliwy temat i postanowił go nie kontynuować.
- Dobrze, nie ważne. Nie mówmy o tym.
Gabrysia podeszła do niego i pocałowała go czule w usta.
- Wiedz, że nigdy nie czułam się tak cudownie jak z tobą tej nocy. Chcę choć na chwilę znowu to poczuć. Zasłoń rolety.
Piotr nie wiedział, co Gabrysia chce zrobić, ale spełnił jej życzenia. Gdy już to zrobił, młoda kobieta podeszła do niego i ponownie pocałowała go w usta. Zaraz potem lekko popchnęła go na krzesło, rozpięła mu spodnie, a sama zsunęła z siebie majtki. Piotr poczuł, że serce wali mu w piersi jak szalone, a ciało jego ogarnia dzika, ogromna fala pożądania. Był zarazem w szoku, że Gabrysię, tak cnotliwą i zawsze porządnie się prowadzącą, stać na coś takiego. Ta tymczasem usiadła mu okrakiem na kolanach i zaczęła się poruszać, wyginając przy tym zmysłowo. Piotr poczuł, jak ogarnia go szaleństwo i zerwał z niej swoją koszulę i zaczął okrywać jej ciało pocałunkami. Chciał jej pokazać, jak wiele dla niego znaczy i jak bosko się z nią czuje. Ona tymczasem już całkiem zatraciła się w tym, co robiła i oboje odpłynęli na falach dzikiego oceanu, o jakim oboje marzyli od dawna, a którego dopiero wczoraj zaznali. W pewnej chwili, gdy Gabrysia poczuła, że oto nadchodzi właśnie największa ze wszystkich dotychczasowych fal, pocałowała zachłannie Piotra w usta i całowała go tak długo, aż fala nadeszła, a ona głucho krzyknęła w jego wargi. Za sprawą pocałunku ten oto krzyk został niemal całkiem zagłuszony, a Gabrysia odetchnęła z ulgą. Tego przecież jeszcze im tutaj brakowało, aby ktoś przechodził w pobliżu i usłyszał ich miłosne uniesienia.
Gabrysia jeszcze przez chwilę siedziała na kolanach Piotra, tuląc się do jego torsu, po czym w końcu zeskoczyła na podłogę, zabrała swoją bieliznę i wyszła do innego pokoju, aby się ubrać. Gdy to zrobiła, wróciła do Piotra, który poczuł, że wraz z założeniem ubrania, Gabrysia ponownie stała się porządną i niedostępną dla niego panią Pyziak, o której nie mógł w żaden sposób marzyć.
- Do widzenia, Piotrusiu - powiedziała czule.
- Do widzenia. Odwiedź nas jeszcze - odpowiedział Piotr, czując, jak bardzo głupio to zabrzmiało.
Gabrysia pokiwała powoli głową i powoli wyszła z mieszkania i skierowała swoje kroki do swojego lokum. Po drodze w głowie chodziły jej różne myśli, a te najsilniejsze dotyczyły tego, co się właśnie stało. Wiedziała, że złamała wczoraj w nocy wszystkie swoje zasady. Oddała się innemu mężczyźnie niż Janusz. Zdradziła swojego męża. Ale najgorsze w tym wszystkim było to, że nie czuła ani trochę wstydu z tego powodu. Czuła się okropną i wynaturzoną kobietą, istotą nad wyraz rozwiązłą i godną wszelkiego potępienia. Z drugiej jednak strony czuła po prostu ogromną satysfakcję z powodu wczorajszej nocy. Nigdy jeszcze nie przeżyła tak upojnych chwil, jak właśnie tamte. Osiągnęła fale co najmniej kilkanaście razy, zanim opadła z sił. Dodatkowo Piotr był taki delikatny, czuły oraz zmysłowy. I nie myślał tylko o sobie. Janusz nie był aż tak elokwentny w stosunku do niej. Gdy jej pragnął, po prostu brał to, co chciał i tyle. Nie, żeby było tragicznie, ale też nigdy fajerwerków nie było. Z kolei tutaj były nie tylko fajerwerki, tylko wręcz ostry ostrzał artyleryjski. Do tego jeszcze cudowna namiastka tego wszystkiego na rano. To było wariactwo. Co ona sobie myślała? Co musiał myśleć teraz Piotr? Chociaż on na pewno był zadowolony, to pewne. Jeszcze miałby nie być. Ale co ona czuła na ten temat? Cóż... Od nocy spędzonej z Piotrem zrozumiała, że jest kimś więcej niż tylko panią Pyziak wiecznie robiącą za służącą swojej rodziny. Zachwycona tym odkryciem dostała takiego zastrzyku śmiałości, że zeszłej nocy kochała się z Piotrkiem na wiele sposobów i żadnego z nich nie żałowała.
- Tylko jak ja to wytłumaczę mamie i siostrom? - zapytała sama siebie.
Zbliżyła się już do swojego mieszkania i zapukała do drzwi. Jednocześnie też oparła się o ścianę i zaczęła głośno wzdychając, dotykając przy tym swoich ust i szyi, na których to niedawno czuła słodki dotyk Piotra, mężczyzny z prawdziwego zdarzenia.
Otworzyła jej Ida, która była lekko zmieszana jej widokiem. Gabrysia jednak się tym jednak nie przejęła.
- Witaj, siostrzyczko - powiedziała do niej bardzo życzliwym tonem i weszła do środka, jakby nigdy nic.
Ida uśmiechnęła się delikatnie, domyślając się przyczyny tego uśmiechu, po czym zamknęła ostrożnie drzwi od mieszkania. Wtem ze swojego pokoju wyszła nagle Melania Borejko. Miała na nosie okulary, widać było zatem, że czytała ona właśnie lub rozwiązywała krzyżówkę.
- Gdzieś ty się włóczyła, co? - warknęła do niej na powitanie kobieta - I skąd ty w ogóle wracasz? Całą noc cię nie było. Skąd ty wróciłaś?
- Z gwiazd, mamo - odpowiedziała jej z uśmiechem Gabrysia, składając czuły i delikatny pocałunek na jej policzku.
- Z gwiazd, tak? Raczej od Ogorzałków - burknęła Melania, odsuwając ją od siebie z niesmakiem - Dobrze, że Ida mi powiedziała, gdzie poszłaś, bo już się bałam, jak nie wróciłaś na kolację, że coś ci się stało.
- Jak widzisz, wszystko jest w porządku.
- Właśnie widzę. Ty się bawisz, a twoja córeczka musiała dostać mleko i na nowo zostać przewinięta. A ciebie nie było, żebyś to zrobiła.
- Ale za to ty byłaś. Możesz od czasu do czasu zrobić coś dla swojej wnuczki. W końcu mieszkasz tutaj tak samo, jak ja.
Melania Borejko popatrzyła na pierworodną córkę z kpiną i powiedziała:
- Oczywiście. Ja będę zajmować się dzieckiem, a ty będziesz się ciągle gdzieś włóczyć do białego rana. Tak twoim zdaniem wygląda bycie matką?
Gabrysia parsknęła śmiechem, gdy to usłyszała.
- Bo ty coś o tym wiesz, prawda? - spytała złośliwie.
Melania spojrzała na nią tak groźnie, że Ida na wszelki wypadek powróciła do siebie, żeby nie przeszkadzać matce i starszej siostrze w dyskusji, jaka musiała się wywiązać po takim wyrzucie.
- Co to miało niby znaczyć? - zapytała ponuro Melania.
- Nic, to po prostu zwykłe stwierdzenie faktów - odpowiedziała jej Gabrysia i spojrzała na nią niemalże wyzywająco - Przypominam ci, Gabrielo, że to ty jesteś matką Pyzuni, nie ja.
- Róży, mamo - przerwała jej Gabrysia, odrywając się od swoich myśli - Ona ma imię, wiesz o tym? To głupie przezwisko wymyślił sobie Janusz i jakoś nie jest mi ono przyjemne, więc nazywaj swoją wnuczkę po imieniu.
- Dobrze, niech ci będzie. Róża płakała w nocy i ktoś musiał ją uspokoić. Na szczęście nic jej się nie stało, tylko pomarudziła sobie nieco na ten świat.
- Więc w czym problem?
- Takie wypady nie mogą się powtórzyć.
- Mamo, jestem dorosła i mam chyba prawo wyjść i nie wrócić do domu na noc, prawda?
- Straciłaś to prawo, odkąd zostałaś matką.
Gabrysia spojrzała na nią ze złością, rozjuszona tymi słowami i spytała:
- Twoim zdaniem nie posiadam już żadnych praw?
- Masz prawo być z mężem i z córką, jak nakazuje prawo, które was ze sobą połączyło.
- Mylisz się. Ja mam obowiązki wobec swojego dziecka, ale nie wobec męża, który ma mnie w głębokim poważaniu.
Melania westchnęła załamana, słysząc te słowa.
- Dziecko, możesz na niego mówić, co tylko chcesz i pewne masz rację, ale przecież mu przysięgałaś.
- On mnie też i gdzie on jest? Jakoś go tu nie widzę.
- Zarabia na rodzinę.
Gabriela parsknęła ironicznym śmiechem.
- Tak, rzeczywiście zarabia na rodzinę. Podobno zarabia. Jak dla mnie, to był zwykły pretekst do tego, aby zostawić mnie i Różę i wyjechać, aby poznawać cały szeroki świat. Uważam, że tak właśnie jest.
- Dziecko, przesadzasz. Lepiej mi powiedz, co robiłaś u Ogorzałków całą noc i czemu wracasz dopiero teraz.
Gabrysia uśmiechnęła się w wymowny sposób, a jej matka przeżegnała się wtedy ręką i zawołała:
- Boże wielki! Dziecko, jak ty mogłaś? Przecież to grzech! Wielki grzech! Ty przecież składałaś przysięgę Januszowi. Nie możesz go teraz...
- Mamo, oszczędź mi tego kazania, dobrze? Nie mamy ślubu kościelnego, a więc o co ci chodzi?
- Nie macie go, bo się oboje uparliście na cywilny. Za moich czasów wybito by wam pasem takie pomysły z głowy, jak ślub bez księdza. Ale teraz cóż... Teraz to wszystko już stanęło na głowie. Nie tak cię wychowałam.
Gabrysia poczuła, że wściekłość ją ogarnia. Czara goryczy, dotąd jeszcze w normalny sposób wypełniona, teraz już wylewała się po brzegi. Dzika wściekłość ją ogarnęła, więc musiała jakoś pokazać matce, co o niej sądzisz i co o niej sądziła przez te wszystkie lata.
- Wychowałaś? Ty mnie nigdy nie wychowywałaś. Uczyłaś mnie obojętności na wszystko i wszystkich, a już zwłaszcza na moje własne emocje.
Melania popatrzyła na nią oburzonym wzrokiem i powiedziała:
- Co ty opowiadasz? Przecież robiłam wszystko, aby wychować cię na dobrą kobietę z zasadami. Zawsze mogłaś na mnie liczyć w każdej sytuacji.
- Liczyć?! Ja mogłam na ciebie liczyć, tak?! - oburzyła się Gabrysia - Powiem ci, jak mogłam na ciebie liczyć! Nigdy mnie nie przytuliłaś, kiedy miałam problem i potrzebowałam twojej pomocy! Kiedy byłam mała i miałam problem, głaskałaś mnie lekko po włosach i pozwoliłaś mi płakać w swoją spódnicę i tyle. Nigdy mnie nie przytuliłaś, gdy tego potrzebowałam. To ojciec mnie przytulał. To ojciec mnie wspierał. Ojciec pocieszał w trudnych chwilach. Na niego zawsze mogłam liczyć. Na ciebie nigdy.
Melanię dotknęły te słowa. Dotknęła lekko swego serca i spytała:
- Chcesz powiedzieć, że byłam złą matką?
- Chcę powiedzieć, że nauczyłaś nas wielu mądrych rzeczy oprócz jednej. Jak mamy sobie radzić z emocjami. Zawsze, gdy cierpieliśmy, powtarzałaś nam, że są poważniejsze problemy i nie możemy histeryzować. A może czasami było nam to potrzebne, co? Może czasami powinniśmy mówić ze sobą o swoich emocjach? Nie pomyślałaś o tym?
- Emocje to sprawy prywatne - odparła Melania tonem królowej brytyjskiej - To się przeżywa, ale o tym się nie mówi. Czy ja wam wszystkim mówię o moim cierpieniu? Czy ja mówię, jak cierpię z powodu tego, co mnie spotkało, najpierw w czasie wojny, a potem wtedy, kiedy aresztowano ojca? Czy ja wam opowiadam o tym wszystkim? Nie, ponieważ dobrze wiem, że macie swoje własne problemy i nie powinnam wam głowę zawracać swoimi.
- A może właśnie powinnaś? - spytała Gabrysia - Może właśnie w tym tkwi błąd, mamo? Może właśnie sama byś sobie w ten sposób pomogła?
- U mnie w domu nigdy nie mówiło się o emocjach. To były prywatne sprawy każdego człowieka. U nas zawsze po prostu robiło się swoje i okazywało miłość bliskim, ale o niej nie mówiło. Można było tylko mówić, że się kogoś kocha, ale bez żadnego zbędnego patosu, bez rozwlekania się na ten temat. Dziecku zawsze u nas wystarczyło, że matka je kocha, że okazuje mu to swoim zachowaniem oraz od czasu do czasu mu to powie, choć i to było niepotrzebne. Bo po co mówić o czymś tak oczywistym jak matczyna miłość?
- Może po to, żeby dziecko o tym nigdy nie zapomniało? Bo wiesz... Niektóre dzieci, gdy im się tego nie mówi, zapominają o tej miłości. Zapominają, że mama i tata je kochają. Ja o tym zapomniałam.
Melania zasłoniła sobie dłonią oczy i powiedziała ponuro:
- Jesteś niewdzięczna. Wszystko, co robiłam, zawsze robiłam dla dobra moich dzieci. Dbałam o was, uczyłam was bycia silnymi i twardymi kobietami, a to, że nie umiem mówić o uczuciach, że nie lubię tego robić, bo uważam, że po prostu tak nie wypada, czyni mnie w twoich oczach wyrodną matką? Piękna wdzięczność za lata wychowania, nie ma co! Doczekałam się na stare lata! Rodzinę mi wybito w czasie wojny, męża zamknęli, teraz rodzona córka robi ze mnie potwora.
- A ty oczywiście znowu tylko o sobie, tak?! - zawołała ze złością Gabrysia - Ty chyba naprawdę uważasz, że jako jedyna masz monopol na cierpienie! I jak na pannę z dobrego domu przystało, cierpisz i milczysz. Matka Polka! Przyjmuje na siebie wszystkie ciosy od losu, ale nie poskarży się ani przez chwilę, a jeśli już, to w taki sposób, aby wszyscy ją wielbili i wynosili pod niebiosa!
- Zapominasz się, Gabrielo. Zapominasz, do kogo mówisz.
- Wiem dobrze, do kogo mówię. Do starej oraz zarozumiałej baby bez grama emocji, która uważa się za największą cierpiętnicę na świecie, ale nie powie o tym nigdy, jak boli ją to, co ją spotkało, bo tak nie wypada. Będzie więc dusić w sobie to wszystko, dusić i dusić, aż ją to udusi lub wybuchnie i obrazi własne dzieci ze złości. Z taką osobą rozmawiam. Z osobą, która za dużą wagę przyjmuje do tego, co wypada, a co nie, przez co nie umiała nawet porządnie porozmawiać z córką o wiadomych sprawach, bo przecież to się robi, lecz o tym się nie mówi. Damy tak nie robią. A ja tak robię i chcę tak robić, wiesz?
- Wiem, bo ty nie jesteś damą.
Gabrysię uderzyły te słowa. Poczuła się po nich tak, jakby dostała w twarz i to z otwartej dłoni. Wiedziała, że mama normalnie by w taki sposób się do niej nie odezwała, ale widocznie stało się to, co ona przewidywała: dusiła w sobie swoje emocje tak długo, że teraz one wybuchły, przez co w sposób niesprawiedliwy, a wręcz okrutny uderzyły one w jej córkę, która przecież nie chciała jej skrzywdzić, tylko pomóc zrozumieć pewne problemy. A to właśnie ona otrzymała od matki tak okrutne słowa.
- Nie jestem damą, tak? - zapytała ze złością.
- Nie, Gabrysiu. Nie jesteś damą - odpowiedziała jej matka - Nie jesteś damą, bo prawdziwa dama nie rozczula się nigdy nad sobą. Jeżeli cierpi, to cierpi zawsze w milczeniu. Pokornie znosi to, co los na nią zrzuca. Nie płacze, bo przecież nasz płacz w obliczu cierpienia tego świata jest egoizmem. Nie próbuje rozbijać swego małżeństwa, sypiając z pierwszym lepszym...
Tego dla Gabrysi było już za wiele. Mogła znosić obelgi wobec siebie, ale nie wobec Piotra.
- Piotr Ogorzałko nie jest pierwszym lepszym! To nasz przyjaciel! - krzyknęła wściekle.
- Przez jego rodziców ojciec siedzi w więzieniu! To oni wciągnęli go w te ich głupie pomysły! - odkrzyknęła jej Melania.
- Kto kogo wciągnął, ten wciągnął. Nikt nie kazał ojcu drukować tych ulotek, za które potem trafił do więzienia. Nikt go do tego nie zmuszał.
- Ten człowiek jest synem ludzi, przez których nie masz teraz ojca.
- Ten człowiek też stracił rodziców, bo oboje siedzą wraz z ojcem. Piotr w tym nie brał udziału. To nie jego wina, że stało się to, co się stało.
- Ale twoja wina, że z nim cudzołożyłaś. Że zdradziłaś z nim swojego męża.
- A co ty nagle tak bronisz Janusza? Przecież go nawet nie lubisz.
- To prawda, nie darzyłam go nigdy jakąś wielką sympatią, jednak zachował się wobec ciebie jak prawdziwy mężczyzna, jak porządny człowiek.
- Tak? To gdzie teraz jest ten porządny człowiek?
- Zarabia na rodzinę. Nie bawi się w politykę, nie porzuca rodziny dla jakiś idealistycznych mrzonek. Nie naraża jej na ryzyko przez swoją chęć zmiany świata na lepsze.
- Jakoś nie przeszkadzało ci, kiedy ojciec to robił.
- Przeszkadzało mi, ale musiałam to uszanować. Bo taka była wola twojego ojca i nic mi do niej. Choć denerwowało mnie to, ale co miałam zrobić? Musiałam to zaakceptować, że bawi się on w politykę.
- Nie, mamo. On nie bawił się w politykę. On po prostu od ciebie uciekł.
Melania spojrzała ze złością na Gabrysię i wysyczała:
- Nie waż się tak mówić!
- Ale taka jest prawda. Ojciec to wspaniały człowiek, ale miał cię serdecznie dość. Kochał cię, ale nie mógł znieść tego, jaka jesteś. Próbował cię zmienić, lecz nie udawało mu się to, więc zamknął się w końcu w swoim świecie, aby łatwiej z tym sobie poradzić. Myślisz, że czemu przez ostatnie lata czytał ciągle książki lub pisał jakieś swoje prace? Bo dzięki temu lepiej sobie z tym wszystkim radził. Bo wtedy nie cierpiał z powodu twojej oschłości.
Melania patrzyła zdumiona na najstarszą córkę, która zaczęła mówić jej to, co już od dawna leżało jej na sercu.
- Umiałaś się słodko uśmiechać, być miła i kochana, ale to trochę mało, aby dać ojcu i nam szczęście. Gdyby ojciec nas nie przytulał, nie całował i nie bawił się z nami, to nie wiem, czy byśmy zaznały jakiejkolwiek czułości w tej rodzinie. Czy byśmy teraz wiedziały, co to znaczy. A ojciec za bardzo cię kochał, aby cię zmieniać na siłę. Próbował wielu sposobów, ale kiedy to nie pomogło, po prostu zamknął się w swoim świecie i wpuszczał do niego jedynie nas. Nas, rozumiesz? Nas i tylko nas. Ciebie nigdy, bo i tak byś nie chciała poznać jego świata, a poza tym... Poza tym w tym świecie nie było wcale miejsca dla kogoś takiego jak ty. Ty byś tylko ten świat zniszczyła.
- Skąd ty to wszystko wiesz?
- Ojciec mi powiedział. Widzisz? Niektóre osoby umieją mówić o uczuciach i jakoś z tego powodu nie są ani słabsi, ani gorsi i nie mają poczucia bycia podłymi. Nie myślą, że skoro cały świat cierpi, to oni nie powinni pokazywać mu, że też cierpią, bo to jest nie w porządku. Powiem ci, mamo, co jest nie w porządku. Nie w porządku jest to, że ty nie nauczyłaś nas, jak sobie radzić z emocjami. Uważałaś zawsze ten temat za tabu i tak samo sprawę miłości czy też namiętności. To nie wypada, córeczko. O tym się nie mówi, córeczko. Damy tak nie robią, córeczko. A ja tak robię i o tym mówię. Bo nie zamierzam tego w sobie dusić. A zatem według twoich kryteriów nie jestem damą, prawda? Tym lepiej. Jeżeli mam być damą taką jak ty, to wolę już w ogóle nią nie być.
Melania Borejko nie wiedziała, co ma powiedzieć, ale wtem rozmowę nagle przerwała Ida, wychodząc ze swojego z pretensją w oczach.
- Możecie się kłócić ciszej?! Ja tu się uczę!
- Spokojnie, już skończyliśmy. Prawda, mamo? - odparła Gabrysia i spojrzała z uwagą na matkę.
Ta przez chwilę wciąż jeszcze była w szoku po tym, co usłyszała, dlatego też nie mówiła na początku nic, a potem odrzekła:
- Tak, skończyliśmy. Choć myślę, że nie powinnyśmy nigdy zaczynać.
Po tych słowach wyszła do swojego pokoju, a Gabrysia wróciła do swojego. Dopiero teraz uświadomiła sobie, że przez swoje krzyki mogła obudzić Różę, tej jednak nie było w pokoiku, co mocno zaniepokoiło kobietę. Na szczęście tuż za nią weszła Ida, która widząc strach w oczach siostry, szybko ją uspokoiła.
- Gdzie jest...?
- Z Patrycją. Jakieś pół godziny temu wzięła ją ze Sławkiem na spacer.
- Ze Sławkiem? Twoim chłopakiem?
- Tak, miałam iść z nimi, ale wiesz... Wolałam się pouczyć, więc poprosiłam Sławka, aby wyszedł z Różą sam. A Patrycja też chciała się przewietrzyć, więc...
- Ida, słuchaj... Ja wiele rzeczy rozumiem, ale naprawdę uważasz, że to jest w porządku, że wysługujesz się swoim chłopakiem, aby robił za ciebie to, co należy do twoich obowiązków, do których zresztą sama się zgłosiłaś?
- Wiem, że się zgłosiłam sama i wychodzę z twoją córką czasem na spacer, aby cię odciążyć. Ale skoro Sławek się pali do pomagania mi, to może chyba...
- Ida, przecież to ty jesteś ciocią Róży, nie Sławek. To ty powinnaś wychodzić z nią na spacery.
- Nie, Gabrysiu. To ty powinnaś to robić. Ja nie mam żadnych obowiązków ani wobec ciebie, ani wobec małej. Pomagam jedynie z dobrego serca i dlatego, że uwielbiam tę małą. I aby było ci jakoś łatwiej w domu, bo wszystko jest na twojej głowie, odkąd ojca zamknęli, a Janusz wyjechał. Pomagam więc tylko dlatego, że mam na to ochotę, dlatego też nie wytykaj mi, co ja powinnam, a co nie powinnam robić, dobrze?
- Jesteś matką chrzestną Róży.
- A ty jesteś jej matką. Która więc ma większe obowiązki wobec niej?
Gabrysia poczuła, że siostra ma rację, dlatego zmieszała się lekko i rzekła:
- Przepraszam cię.
- Nie szkodzi. Dobrze wiem, jak z tobą jest - odparła Ida tonem wyjątkowo wyrozumiałym wobec starszej siostry.
- A jak ze mną jest?
- Normalnie, kiepsko. Ojca zamknęli, matka rozczula się nad sobą i nic jej się nie chce, a jak już za coś się weźmie, to wielka łaska. Janusz wyjechał, a zresztą nawet jak tutaj był, to i tak nie było z niego żadnego pożytku. Wszystko jest teraz na twojej głowie. Rozumiem cię, że się denerwujesz. Choć mogłabyś nie wykłócać się z matką. Wiesz dobrze, jaka jest uparta. Kłótnie z nią nic ci nie dadzą.
- Wiem, ale miałam już dość jej pretensji. Wiecznie tylko ona się liczy, jej ból i jej cierpienie. Wiesz, jakie to irytujące?
- Wiem i to aż za dobrze. Dlatego od dawna ignoruję wszystko, co ona gada i po prostu robię swoje. Tobie radzę zrobić to samo.
Gabrysia westchnęła ponuro, nie będąc zbytnio przekonaną do tej rady.
- Tak, żeby to było takie proste. Czuję się okropnie. Powinnam była wrócić do domu na noc. W końcu sama jestem matką.
- Weź się nie obwiniaj. Masz prawo zaznać normalnego życia u boku fajnego faceta. A Piotr to fajny facet. Naprawdę równy gość.
To mówiąc, Ida uśmiechnęła się lekko na znak, że i w jej kryteriach Piotr jest bardzo przystojnym i seksownym mężczyzna i bardzo jej się podoba. Szkoda, że uważał ją za smarkulę, która dopiero co wyrosła z pieluch. Inaczej byłby w sam raz dla niej facetem. A tak nie miała z nim szans. No, a poza tym, to przecież on zawsze wolał Gabrysię. Wszyscy chyba o tym wiedzieli. Wszyscy oprócz Gabrysi.
- Naprawdę spędziłaś z nim całą noc? - spytała po chwili Ida.
Gabrysia uśmiechnęła się lekko, rozbawiona tonem, w jakim zadała to pytanie jej siostra i odpowiedziała:
- Tak. Całą noc.
- To opowiadaj, jak było.
Gabrysia zarumieniła się lekko, wyraźnie zawstydzona i odparła:
- Ida, przestań. To prywatna sprawa.
- Ale lepiej niż z Januszem?
- Dużo lepiej.
Ida pisnęła z zachwytu, wyraźnie ucieszona tą informacją.
- A widzisz? Mówiłam ci, że porządny facet od razu sprawi, że poczujesz się prawdziwą kobietą. Dobrze zrobiłaś.
- Ale przez to zaniedbałam córkę. Nie było mnie przez całą noc w domu.
- Masz prawo do szczęścia. A o córeczkę się nie bój, ja i nasze siostry zawsze ci pomożemy.
- Tak i Sławek także - rzuciła nieco złośliwie Gabrysia.
Ida tylko wzruszyła ramionami.
- Co chcesz? Jak chce być moim chłopakiem, to musi się postarać.
- I robić za ciebie coś, do czego ty się zobowiązałaś?
- Wszystko ma swoją cenę, nawet miłość. A poza tym, ja się muszę uczyć, bo po wakacjach idę na studia i muszę mieć jakąś wiedzę, kiedy będą egzaminować mnie i sprawdzać, czy się nadaję do tej pracy. Będę kiedyś lekarzem, muszę więc mieć dużo czasu, aby się uczyć. Sławek natomiast będzie tylko motorniczym. Z tego więc on się już uczyć nie musi. On ma więcej czasu, to może mnie wyręczyć. Poza tym, od czego są w końcu faceci, jak nie od tego? No, może jeszcze od paru tam innych rzeczy...
To mówiąc, lekko zachichotała i poprawiła sobie dłonią włosy.
- Niby jakich rzeczy? - zapytała Gabrysia - Do czego niby twoim zdaniem są mężczyźni, siostrzyczko?
- Do rozrywki - odparła wymijająco i dowcipnie zarazem Ida.
- Dziewczyno, do rozrywki to jest telewizja - rzuciła ubawiona Gabrysia - No, a związek to coś więcej niż rozrywka. To zobowiązania, wspólne starania...
- A propos starań... Przyszła depesza do ciebie.
To mówiąc, Ida wyjęła z kieszeni mały kawałek papieru złożonego na czworo, po czym podała go siostrze. Ta zaintrygowana rozwinęła go szybko i przeczytała jego treść, która bardzo ją dobiła.
Kochanie, wracam do Polski STOP Przygotuj dla mnie pierogi STOP Bardzo was wszystkich kocham STOP Janusz
Gabrysia załamana spojrzała na Idę oraz na depeszę, którą przeczytała jeszcze kilka razy, po czym przycisnęła ją dziko do czoła i zaczęła płakać.