niedziela, 27 czerwca 2021

Rozdział XXIX

Rozdział XXIX

Wąż obnaża swoje oblicze

Minęły trzy dni od powrotu Janusza Pyziaka do Polski, jednak Gabrysia nie umiała w ciągu tego czasu ucieszyć się należycie, tak jak przystało na kochającą i wierną żonę. Powodów tego było oczywiście wiele, a jednym z nich było to, że co jak co, ale Gabriela Pyziak z domu Borejko wierna mężowi w żaden sposób nie była. Zdradziła go i to kilka razy z Piotrem Ogorzałko, a co gorsza, nie czuła nawet najmniejszego żalu z tego powodu. Wiedziała, że powinna czuć żal, jednak jakoś tak się złożyło, że nie umiała tego zrobić. Nie umiała żałować żadnej z cudownych chwil spędzonych nago w ramionach Piotra. W jego bowiem objęciach poczuła się chyba po raz pierwszy prawdziwą kobietą i zrozumiała, że jest wciąż atrakcyjna i może się podobać. Dla niego wystroiła się w sukienki, pomalowała się, a do tego złamała wiele ze swoich zasad, a ku swemu zdumieniu wkrótce potem odkryła, że sprawia jej to wielką przyjemność. Nawet patrzyła na siebie w lustrze i zrozumiała nagle coś, czego nie umiała zrozumieć dotąd: że cudownie jej w sukienkach i to o wiele lepiej niż w męskiej koszuli i dżinsach. Postanowiła częściej nosić sukienki, najlepiej wesołych kolorów, nawet jeżeli nie planowała spotkania z Piotrem. Nie musiała przecież stroić się tylko dla niego, ale również i dla siebie samej. Każda przecież kobieta powinna nosić ładny strój dla siebie samej, aby poczuć się przez to lepiej. I nie powinna w tej kwestii kierować się jedynie chęcią sprawienia komuś przyjemności. Tę oczywiście również powinna mieć na uwadze, ale przecież nie mogła być ona jej jedyną motywacją przy wyborze ubioru.
Mimo noszenia przyjemnie wyglądających sukienek, Gabrysia nie czuła się szczęśliwa. Powodem tego był powrót jej męża, z którego, jak już wspominaliśmy, kobieta nie umiała się cieszyć. A wszystko to z powodu romansu z Piotrem. Rzecz jasna, przyczyn braku radości było więcej. Przede wszystkim zachowanie jej męża, który oczywiście powrócił do swoich dawnych nawyków, w tym do narzekania na tzw. domowy babiniec, który on musi utrzymywać. Do tego narzekania nie trzeba było Pyziakowi jakieś większej zachęty. Wystarczyło tylko, żeby Ida okazała mu w jakiś sposób niechęć, Natalia coś rozlała, a Patrycja stłukła, aby zaraz pojawiły się takie i inne nieprzyjemne wyzwiska pod ich adresem, a gdy zwrócono mu uwagę, aby nie czepiał się i nie robił problemów z niczego, od razu przypominał, że ma do tego pełne prawo, bo on jest tutaj jedynym żywicielem rodziny i bez niego cały ten babiniec już dawno by się rozleciał na kawałki. Gabrysia uważała, że jakkolwiek jest to może prawdą, to nie ma jej mąż prawa, aby mówić do niej w taki sposób i to jeszcze w jej własnym domu.
Do starych nawyków Pyziaka powróciło również wymigiwanie się od opieki nad małą Różą. Janusz uważał, że jego ojcowską powinnością jest w tej rodzinie przede wszystkim zarabianie na życie i przynoszenie do domu pieniędzy. Wszelka zaś czułość i inne sprawy związane z wychowaniem dziecka spadają zatem na jego żonę, a matkę małej Pyzuni, jak ją nazywał, ku irytacji Gabrysi. Od czasu do czasu zaś, ten oto „ludzki pan” (który to przydomek nadała szwagrowi Ida) brał córeczkę na ręce i ponosił ją kilka minut, pocałował w czoło i odłożył do łóżeczka, uważając chyba, że do tego sprowadza się ojcostwo: do zarabiania pieniędzy na dziecko oraz lekkiego popieszczenia go przez krótki czas każdego dnia. To zachowanie także Gabrysi dawało się we znaki i nie pomagały tutaj tłumaczenia matki, która mówiła do niej tak:
- Musisz być dla niego bardziej wyrozumiała. W jego rodzinie nie było nigdy za wiele czułości, ani za wiele miłości. Takie widział wzorce, to tak teraz sam się jako ojciec zachowuje. Czego oczekujesz?
- Rozumiem, mamo, że uważasz jego przeszłość za usprawiedliwienie dla jego głupiego zachowania? - zapytała nad wyraz poirytowana takim oto gadaniem Gabrysia.
- Nie usprawiedliwienie, ale uzasadnienie, a to duża różnica - odpowiedziała na to jej matka - Poza tym, ja też nie zaznałam za wiele miłości w życiu, a chyba jestem dobrą żoną i matką, prawda?
- Tak, jesteś nią... Chyba - rzuciła zgryźliwie Gabrysia i nie poruszyła już tego tematu.
Melania poczuła się urażona zachowaniem najstarszej córki, ta zaś próbowała w jakiś sposób zrozumieć zachowanie swego ukochanego męża. Na niewiele się to jednak jej zdało, ponieważ Janusz nie zamierzał opowiadać jej o tym, dlaczego tak, a nie inaczej postępuje, jakby wychodził z założenia, że prawdziwi mężczyźni się nie zwierzają nigdy i nikomu, gdyż jest to przywilej ludzi słabych. Zamiast tego pokazywał wszystkim, jaki jest dzielny i zaradny. Gabrysia widziała jednak, że jest to w dużej mierze poza zakompleksionego chłopca, który musi nieco dorosnąć, na co jednak nie ma nawet najmniejszej ochoty.
Nie tylko jednak w sprawach rodzinnych, Janusz Pyziak nie radził sobie zbyt dobrze. Również w sferze łóżkowej nie wychodziło im zbyt dobrze, chociaż w tej kwestii to już była wina Gabrysi. Dziewczyna bowiem, po upojnych chwilach z Piotrem, nie miała ochotę na zbyt dużą bliskość z mężem i dlatego, gdy próbował się do niej dobierać, wymigiwała się od tego kobiecymi dolegliwościami i sobie odpuścił. Gabrysię dziwiło to, iż tak łatwo dawał się zbyć i poczuła, że być może jemu wcale na niej nie zależy, a przynajmniej nie w tej sferze. Zaczęła więc snuć na ten temat najgorsze nawet teorie spiskowe dziejów, z których jedna była jeszcze bardziej fantastyczna niż druga.
Jak więc zatem widać, Gabrysia nie miała żadnych powodów do radości, a do tego pogrążona była w czymś na kształt marazmu. Nie chciało jej się nic robić, a jeśli już się za coś wzięła, to robiła to machinalnie i bez pośpiechu, niespecjalnie się w to angażując emocjonalnie. Pogrążyła się w tym do tego stopnia, że nawet Ida jej zasugerowała, iż powoli zmienia się w młodszą wersję ich matki. Mówiła to oczywiście w żartach, ale Gabrysi nie było specjalnie do śmiechu.
Od powrotu męża z Australii minęły trzy dni, a Gabrysia zamiast skakać teraz z radości, pogrążyła się w smutku i zamknęła w sobie. Zaufane osoby, które znały jej sekret romansu z Piotrem, doskonale wiedziały, co jest tego przyczyną, ale nic na ten temat nie powiedziały. Nie poruszały tego tematu przy Gabrysi, zaś przy Januszu zachowywały wszelką dyskrecję, za co pani Pyziak była im niewymownie wdzięczna.
Czwartego dnia od powrotu męża, Gabrysia siedziała w kuchni przy stoliku, pogrążona we własnych myślach. Rozmyślała o tym, co robi w tamtej chwili Piotr i jak mu się powodzi. Bardzo chciała wiedzieć, jak się czuje i czy jest choć trochę szczęśliwy, chociaż czuła, że na to ostatnie nie ma co liczyć. Za dobrze go poznała, aby móc się spodziewać, iż tak szybko zwiąże się on emocjonalnie z inną.
- Cześć, siostra. Co porabiasz? - usłyszała czyjś znajomy głos.
Była to Ida, która zaszła do kuchni, żeby coś zjeść. W dłoni trzymała jakąś dość sporą kopertę.
- Rozmyślam - odpowiedziała jej Gabrysia.
Ida popatrzyła na siostrę z ironią.
- Dobrze, że powiedziałaś, bo bym nie zgadła.
Po tych słowach, wyjęła coś z lodówki i dodała wesoło:
- Słuchaj, jak twój mężuś tak ci dokucza, to może po prostu kopniesz gnojka w tyłek, co? Bo przecież na nic innego nie zasługuje.
- Ja sama nie jestem święta i dlatego też wolę go nie potępiać - odparła na to jej starsza siostra.
Ida wzruszyła lekko ramiona i powiedziała:
- Jak tam chcesz. A propos, listonosz zostawił to dla ciebie. Podobno pilne.
To mówiąc, położyła kopertę na stole.
- Dzięki, siostrzyczko - powiedziała Gabrysia - Coś jeszcze?
- Nie. Idę na randkę ze Sławkiem - odparła Ida.
- To jeszcze z nim jesteś? Myślałam, że inny zawrócił ci w głowie.
- Może i zawrócił, ale nie zamierzam palić za sobą mostów. Nigdy nie jest przecież wiadomo, co lub kto nam się jeszcze przyda.
Gabrysia spojrzała na nią ironicznie i powiedziała:
- To ciekawe, że doradzasz mi rozwód. Sama jakoś nie chcesz palić za sobą mostów, a mnie to doradzasz taki pożar.
Ida oczywiście, nie dała się zbić z pantałyku.
- Pewne mosty należy za sobą palić. Najlepiej wtedy, gdy dopiero co się nieco tego pożaru roznieci.
Po tych słowach, wyszła z kuchni, Gabrysia zaś otworzyła kopertę, z której od razu wyleciało kilka zdjęć oraz złożona na dwoje kartka papieru. Najpierw więc wzięła do ręki zdjęcia. Ledwie jednak im się przyjrzała, a zamarła. Na zdjęciach był Janusz w towarzystwie jakieś kobiety. Obejmował ją i całował. Dodatkowo też jedno zdjęcie przedstawiało ich oboje w łóżku. Ktoś musiał robić je z ukrycia, ale jaki w tym miał cel?
Gabrysia poczuła, że serce jej zamiera w piersi. A więc tak wyglądała ta jego ciężka praca w pocie czoła? No, w sumie to rzeczywiście on pracował w pocie i to nie tylko czoła. Bo przy takiej pracy nie tylko ta część ciała się poci. Jak on jednak mógł? Przecież nigdy mu nie odmawiała swoich wdzięków, kiedy tylko chciał. Jak on więc mógł tak postąpić? Chociaż... Prawdę mówiąc, czy naprawdę to było takie trudne do uwierzenia? Przecież Janusz zawsze sprawiał wrażenie człowieka, który wciąż ma za mało i chciałby wciąż więcej niż posiada. Tylko dlaczego zgrywał tak kochającego męża, skoro za jej plecami...? I jeszcze, kim jest ta dziewczyna? Ona wygląda dziwnie znajomo. Gabrysia przyjrzała się uważnie zdjęciom i doszła dość szybko do wniosku, że zna tę paniusię.
- No tak, to przecież Wioletta. Ta małpa z naszej szkoły, dawna koleżanka Januszka - powiedziała z lekką złością Gabrysia - A więc to z nią sobie romansuje. Ciekawe tylko, czy wyjechała za nim do Australii, czy spotkali się tam zupełnie przypadkowo?
Po tych słowach wzięła list do ręki, rozłożyła go i przeczytała jego zawartość.

Drogi Pani Gabrielo,

Z żalem muszę zawiadomić Panią, że mąż Panią zdradza. Wyjechał od Pani poza granice kraju po to, aby pracować, lecz wierny Pani nigdy nie był. Na dowód przesyłam zdjęcia pokazujące pełnię jego podłości. Wiem, że ranię w ten sposób Pani serce, jednak uważam, że jest Pani zbyt uczciwa, aby taić to przez Panią. Nie zasługuje Pani na takiego kłamcę. Proszę skorzystać ze zdjęć tak, jak uzna to Pani za stosowane.

Z poważaniem,
Życzliwa.

Gabrysia uśmiechnęła się złośliwie. Odniosła bowiem wrażenie, że ta osoba, która wysłała jej te zdjęcia i ten list daleka jest od tego, aby być jej życzliwą. Zbyt dobrze już bowiem pani Pyziak poznała życie, żeby wierzyć w to, iż taka osoba, która wysyła anonimy, naprawdę chce pomóc temu, do kogo je wysyła. O nie, taka osoba chce osiągnąć jedynie własne korzyści. Tylko jakie ona może mieć korzyści w tym, że Gabrysia dowie się o zdradzie męża?
Swoja drogą, gdy minął pierwszy szok, Gabrysia poczuła ze zdumieniem, iż czuje ulgę z powodu tego, co się stało. Tak, dokładnie tak. Właśnie ulgę poczuła w swoim sercu. Przecież to ułatwiało jej wszystko. I pomyśleć, że ona miała wyrzuty sumienia z powodu romansu z Piotrem. No, może nie wyrzuty sumienia, ale żal do siebie o to wszystko. A ten łajdak bezceremonialnie romansował sobie za granicą i pewnie miał nadzieję, że to się nigdy nie wyda.
- Witaj, kochanie. Co robisz?
Janusz Pyziak z niezwykle zadowoloną miną wszedł do środka, uśmiechając się przy tym delikatnie do żony. Ta nawet nie odwróciła się w jego kierunku, wciąż siedząc plecami do niego.
- Co to za zdjęcia? - zapytał zainteresowany Pyziak, dostrzegając z miejsca, co tak bardzo zaintrygowało jego żonę.
Dopiero teraz Gabrysia wstała od stołu i powiedziała:
- Zdjęcia z twojej wyprawy do Australii. Do krainy kangurów, jak to ją nieraz ludzie nazywają.
- Zdjęcia? Jakie zdjęcia? Kto je zrobił? - zapytał zdumiony Janusz.
- Sama chciałabym wiedzieć. Ale to teraz nieważne. Lepiej powiedz mi jedno. Co tam właściwie robiłeś w Australii?
- Jak to, co? Zarabiałem. Zarabiałem na moją rodzinę, kochanie. Zarabiałem w krainie kangurów na to, aby nam się żyło lepiej.
- Aha... A więc mam rozumieć, że to jest kangur, tak?
Po tych słowach, podsunęła mężowi pod nos fotografię, na której on i jakaś dziewczyna, którą Gabrysia rozpoznała jako jego dawną famę Wiolettę, siedzą na łóżku skąpo odziani i zmysłowo się całują. Janusz, ledwie zobaczył to zdjęcie, cały spocił się na twarzy, serce ścisnęło mu w piersi coś na kształt kleszczy, z kolei zaś jego ciało przeszły dreszcze niepokoju.
- Ja... Ja, kochanie... Ja ci to wszystko zaraz wytłumaczę.
- Chętnie posłucham - powiedziała złośliwie Gabrysia.
- To był czysty przypadek. Spotkałem w Australii naszą starą znajomą. Ona tam sobie świetnie radzi, zaprosiła mnie do siebie, wypiliśmy nieco za dużo i jakoś tak to wyszło...
- Jakoś tak to wyszło? Wiesz co? Mógłbyś wymyślić sobie lepszą wymówkę.
- Przysięgam, kochanie. To był tylko jeden raz.
- O jeden raz za dużo.
- Ale to był tylko jednorazowy wypadek.
- Doprawdy? A inne zdjęcia, w których całujesz się z nią w innych miejscach i na innym terenie? Nie pamiętasz takich sytuacji? No widzisz, a zdjęcia doskonale o tobie pamiętają.
- Najdroższa, naprawdę. To był tylko jeden raz.
- Doprawdy? To poczytaj sobie to.
Po tych słowach, podała Januszowi do ręki list od „Życzliwej”. Janusz bardzo uważnie go przeczytał i zacisnął pięść ze złości. Dobrze znał to pismo, ale nigdy nie podejrzewał, aby Wioletta była aż tak głupia. Bo na co ona liczyła? Że on w ten sposób zmusi go do tego, aby odszedł od żony i związał się z nią? Jeżeli tak, to się grubo pomyliła.
- Kochanie, ja nie wiem, ile jeszcze listów ta wariatka do ciebie napisała, ale przecież to tylko romans. Z tą kobietą nic mnie nie łączy.
Janusz próbował przekonać swoją żonę, choć nie było to wcale proste, gdyż Gabrysia słuchała go nieco, ale głównie patrzyła podejrzliwym wzrokiem.
- Nic nie znaczy? Tym gorzej dla ciebie, bo gdyby było inaczej, miałbyś teraz dokąd pójść. Bo w obecnej sytuacji jest mi to całkowicie obojętne.
Janusz, usłyszawszy to, parsknął śmiechem i zapytał:
- Kochanie, chyba nie chcesz mnie wyrzucić z domu, prawda?
- Nie tylko tego chcę, ale zrobię to jeszcze dzisiaj. I potem składam papiery z pozwem o rozwód. Nie chcę żyć z takim człowiekiem jak ty.
- Ale proszę cię, Gabrysiu. Przecież wiesz, że kocham tylko ciebie i naszą małą córeczkę.
- Widocznie za mało, skoro mnie zdradziłeś. Ale to już nie jest dla mnie żaden problem. Możesz sobie iść do tej swojej kochanicy. Ja nie będę cię zatrzymywać. I nie będę stawać na waszej drodze do szczęścia.
- Kochanie, przecież to ty jesteś moim szczęściem.
- Widocznie za mało, skoro mnie zdradziłeś.
- Ale to był tylko seks.
- Tym gorzej dla ciebie. Masz się stąd wynieść jeszcze dzisiaj. O reszcie już pomówimy w sądzie.
Janusz próbował jeszcze przez chwilę uśmiechać się słodko do Gabrysi i w jakiś sposób przekonać ją do zmiany zdania, ale zrozumiał w końcu, że jest to już niemożliwe, dlatego nagle dobroć całkowicie opuściła jego twarz, ustępując za to miejsca podłości i złośliwemu uśmiechowi.
- Myślę, kochanie, że twój plan na przyszłość jest a-wykonalny - odrzekł po chwili.
- A to niby dlaczego? - zapytała Gabrysia.
- Po pierwsze, przysięgałaś mi w urzędzie. Przysięga ważna rzecz, zwłaszcza w świątobliwej rodzinie Borejków.
- Przysięga zobowiązuje obie strony.
- Po drugie, twoja rodzina ci nie daruje - kontynuował Janusz.
- To już mój problem, sama sobie z tym poradzę - odrzekła Gabrysia - Poza tym, od kiedy nagle cię przejmuje, co pomyśli moja rodzina? Przecież ty nigdy ich nie lubiłeś.
- Poprawka, twojego tatusia lubię.
- Jego akurat wszyscy lubią, więc to żadne osiągnięcie.
- A po trzecie i najważniejsze, nie mogę ci pozwolić na rozwód ze mną, bo inaczej jeszcze zniszczysz mi karierę.
- Jaką karierę? - Gabrysia spojrzała na męża zdumiona - O czym ty mówisz?
Janusz przyjął bardzo zadowoloną minę i powiedział zadziornie:
- Bo widzisz, miałem przyjemność poznać w czasie pobytu w Australii kogoś naprawdę ciekawego, z kim zawarłem przyjaźń.
- Kogo? Pewnie jakąś wysoką blondynkę o dużych nogach i ładnym dużym biuście, co? - zakpiła sobie Gabrysia.
- Nie, ministra Romana Zawodnego. Chyba słyszałaś o nim, prawda?
Gabrysia spojrzała na niego zdumiona. Minister Zawodny? To taką oto relację nawiązał w Australii jej mąż? Pan Roman Zawodny, minister finansów w obecnym rządzie? Nie sądziła, że Janusz potrafi nawiązać takie stosunki.
- Trudno chyba mieszkać w Polsce i o nim nie słyszeć - powiedziała - To jest bardzo interesujące, że właśnie z nim nawiązałeś znajomość. Nie rozumiem jednak tego, do czego zmierzasz. Co niby twoja nowa przyjaźń ma właściwie wspólnego z naszym małżeństwem?
- Wszystko, bo widzisz, brałem udział w polowaniu z ministrem Zawodnym i rozmawialiśmy tak sobie i pan minister powiedział, że widziałby we mnie bardzo dobry materiał na swojego sekretarza, bo tak się złożyło, iż chwilowo nie ma na tym stanowisko nikogo.
- Ciekawe i przypadkiem zaproponował to stanowisko tobie?
- Tak. Powiedział, że zbada dobrze mój życiorys i zobaczy, czy się nadaję do tej pracy. Nawet wciągnie mnie do partii, a w przyszłości, może nawet całkiem nie tak dalekiej, zostanę posłem.
Gabrysia zagwizdała w sposób złośliwy i powiedziała:
- Nieźle. Janusz Pyziak posłem i towarzyszem partyjnym. Dlaczego mnie to nie dziwi? Bardzo do ciebie taka kariera pasuje, wiesz o tym? Ale co to ma niby ze mną wspólnego?
- Bardzo wiele - odpowiedział na to jej mąż - Jako członek partii i może także przyszły poseł muszę mieć nieposzlakowaną opinię. A żona porzucająca mnie dla kochanka nie jest czymś, co może mi pomóc w karierze.
Gabrysia spojrzała na niego zdumiona i zszokowana zarazem.
- Dla kochanka? O czym ty mówisz? Ja nie...
- Nie próbuj kłamać, bo niezbyt dobrze ci to wychodzi. Sądzisz może, że w tym domu nie ma osób życzliwych? Że tylko ty dostajesz listy z informacją o mej zdradzie, a mnie o twojej nikt nie powiedział?
- Życzliwi, tak? - zapytała złośliwie Gabrysia - Pewnie ta stara Szczepańska, głupia plotkara.
- Kto mi powiedział, ten powiedział. To teraz bez znaczenia - stwierdził na to Janusz - Ważne jest co innego. Oboje jesteśmy w podobnej sytuacji, nie chcemy ze sobą być, mamy na boku kogoś innego, więc może zacznijmy współpracować, a nie obwiniać się nawzajem?
- Co zatem proponujesz?
- Moja propozycja jest prosta. Zachowamy wszelkie pozory dobrego, udanego małżeństwa. Będziemy żyli razem, a jednak osobno. Ja będę się spotykał, z kim tylko chcę, a ty z kim tylko zechcesz. Oczywiście dyskretnie, a przynajmniej ty.
- A dlaczego ja?
- Bo jeżeli mnie przyłapią na skoku w bok, to uznają, że mam powodzenie u płci pięknej i to tylko poprawi mój wizerunek. Jeśli jednak ciebie przyłapią na tym skoku w bok, to będą się ze mnie śmiać, że jestem rogaczem i to bynajmniej mi nie pomoże w karierze.
- Guzik mnie obchodzi twoja kariera. Czy wiesz, że to, co mi proponujesz, jest po prostu obrzydliwe?
- Dlaczego obrzydliwe? W szerokim świecie nazywa się to „wolny związek”. Taka „wolna miłość”.
- Aha, no tak. Ty wolną miłość uprawiasz chyba całe życie. Ale ja się na to nie godzę. Ja mam swoje zasady.
- Och, doprawdy? Miejscowe plotkary już mi opowiedziały o tym, jak calutką noc spędziłaś u jednego z naszych sąsiadów. Gdzie wtedy były twoje zasady?
- Co zrobiłam, to zrobiłam. Sam nie jesteś święty.
- No właśnie. Może więc nie obwiniajmy siebie nawzajem, tylko zacznijmy ze sobą współpracować. Nie rozumiem zresztą, o co ci chodzi. Taki układ ma tylko same plusy. Ja się nie czepiam ciebie, ty się nie czepiasz mnie. No i wszyscy są zadowoleni.
- Nie wszyscy. Ja nie jestem.
- A dlaczego? - zapytał Janusz - Przecież ja ci wcale nie bronię spotykać się z tym twoim absztyfikantem. Choć swoją drogą, to zawsze uważałem, Gabuniu, że masz lepszy gust. On taki średnio inteligentny, średnio przystojny, do tego jeszcze wałkoń, który nie pracuje, bo mu się nie chce, a do tego jeszcze jego rodzice siedzą w więzieniu dla więźniów politycznych. W ogóle on ma jakieś bardzo podejrzane sympatie polityczne, ten twój Ogorzałko. Także nie rozumiem, co cię takiego w nim pociąga. Ale to już twoja sprawa. Jak powiedziałem, wolny związek.
Gabrysia lekko się zmieszała, bo nie spodziewała się, że jej mąż wie, z kim ona romansowała. Jednak szybko odzyskał rezon, spojrzała na niego hardo, po czym powiedziała:
- Może i mam z nim romans, ale co z tego? Ty również go masz, tylko ja w przeciwieństwie do ciebie, nie chcę i nie zamierzam żyć w kłamstwie.
- Ojej. Nowa Anna Karenina się znalazła - zakpił sobie Janusz - Chce żyć w prawdzie, bo kłamstwo ją mierzi. Proszę bardzo, ale córka zostanie ze mną.
Gabrysia spojrzała na niego groźnie.
- Z tobą? Przecież ty jej nawet nie kochasz.
- Kocham, na swój sposób. To, że nie zajmuję się nią cały czas wcale jeszcze nie oznacza, że jej nie kocham. Poza tym, ojcu nie wypada się zajmować cały czas córką. To takie niemęskie. Jak nieco podrośnie, to czemu nie? Ale teraz? Od tego jest matka, żeby ją niańczyła.
- I ją niańczyłam przez cały ten czas, kiedy ciebie nie było.
- O przepraszam, ja pracowałem na swoją rodzinę.
- Tak, pracowałeś. Te zdjęcia od Życzliwej są tego najlepszym dowodem.
- Oj, proszę cię. Trudno mi odmówić pięknym kobietom, a ona mi się ciągle narzucała i w ogóle. Zresztą pamiętasz ją chyba z dawnych czasów. Zawsze miała nie po kolei w głowie.
- Aha, a ty wiedząc o tym, ryzykowałeś romans z szaloną?
- Myślałem, że poszła na leczenie odwykowe, ale nie wyleczyła się z wielkiej słabości do mnie.
- Ojej, bidulek. Ma szaloną fankę.
Janusz popatrzył na nią groźnym spojrzeniem i powiedział:
- Słuchaj, nie wymądrzaj się. W końcu mnie zdarzył się mały skok w bok, jak to każdemu facetowi się zdarza. Ale ja przez swój romans nie zaniedbałem naszego dziecka. A ty tak. Zostawałaś u niego na noc, u tego swojego gacha. Jak myślisz, co sąd o tym powie? Komu przyzna dziecko? Wiarołomnej matce, czy uczciwemu i ciężko pracującemu ojcu, na którego zdrady nie masz dowodów?
- Jak to, nie mam? A te zdjęcia, to co?
- To kiepskiej jakości zdjęcia i nawet nie wiadomo, czy ja na nich jestem.
- Nie, twój brat bliźniak.
- Być może. Tak czy inaczej, Gabuniu, przypominam ci, kogo mam obecnie za przyjaciela. Chcesz mu się narażać? Obaj zniszczymy cię przed sądem. Nic mi nie udowodnisz, a ja tobie wszystko. A jak będziesz dalej podskakiwać, to twojemu tatusiowi w więzieniu może stać się mały wypadek. A jak zapewne dobrze wiesz, w naszych więzieniach politycznych nieszczęśliwe wypadki są naprawdę bardzo nieszczęśliwe.
Gabrysia spojrzała na męża w szoku. Nie mogła uwierzyć w to, co słyszy. Czy ten człowiek właśnie groził jej, że skrzywdzi jej ojca? Czy w ogóle miał taką możliwość? Czy to było rzeczywiście możliwe? Czy drań posunąłby się do czegoś takiego?
Janusz widząc szok na twarzy Gabrysi, uśmiechnął się triumfalnie. Wiedział, że ma ją w garści i zamierzał kuć żelazo, póki gorące.
- No widzisz. Chcesz, aby twój tatuś miał gorsze warunki bytu niż ma? Czy może jako kochająca córeczka chciałabyś do niego dołączyć? Tylko obawiam się, że nie ma cel rodzinnych. A jak sama pójdziesz siedzieć, kto zajmie się Pyzunią? Twoja mamusia, która wiecznie umie tylko jojczeć nad sobą? A może Ida, której w głowie tylko nowi faceci i kariera? O małych nie mówię, bo przecież to jeszcze małe dziewczynki.
- Wydaje mi się, że nasza córka ma jeszcze ojca.
- Owszem, ma go. Tak długo, jak jej mamusia nie zechce od niego odejść. Bo wtedy straci oboje rodziców.
- Ty gnido - wysyczała przez zaciśnięte ze złości zęby Gabrysia - Ty parszywa gnido. Naprawdę byś to zrobił?
- Oczywiście, ale mogę też coś innego. Twój ukochany miał, zdaje się, kiedyś problem z powodu antyrządowych ulotek, zgadza się? Nie poszedł siedzieć tylko przez jakiś dziwnego zbiegu okoliczności, ale co by było, gdyby miał nagle nalot i przy nim znaleziono kolejne ulotki? Teraz już by się z tego nie wymigał. Poszedłby siedzieć, może spotkałby się z rodzicami w więzieniu? Pewnie już bardzo się za nimi stęsknił, jak sądzisz? Tylko co z tym jego braciszkiem? Chociaż... Ona ma już skończone osiemnaście lat. Równie dobrze i jego można by o coś oskarżyć i też by dołączył do brata. Chociaż młodego i głupiego szybko mogą puścić. Najwyżej mu się lekko dostanie po tyłku i go puszczą. Ale z twoim kochasiem nieco inaczej. On już był notowany. To nie działa na jego korzyść.
- Naprawdę zrobiłbyś to? - zapytała zaszokowana jego cynizmem Gabrysia.
Myślała jak dotąd, że jej mąż, mimo bycia draniem, ma jednak jakieś ludzkie odruchy, jakieś skrupuły. Teraz zobaczyła w nim nie człowieka, z którym spędziła kilka lat życia, ale ohydnego i podłego węża, który owijał się wokół niej i całej jej rodziny, aby ją dusić. Przypomniała sobie teraz słowa ojca, że diabeł nie zawsze przybiera ohydną postać, znaną nam z bajek. Często przybiera postać osoby miłej, sympatycznej i pięknej, aby w odpowiednim momencie nas zdradzić. Pomyślała sobie wówczas, że oto stoi przed nią prawdziwy diabeł wcielony.
- Oczywiście, żebym to zrobił - odpowiedział Janusz na jej pytanie - To nie jest wcale takie trudne. Wystarczy jeden donosik, jak w przypadku twojego tatusia.
Gabrysia poczuła, że serce jej zamiera w piersi. Nie spodziewała się tego od niego usłyszeć, nie sądziła bowiem, że jej mąż posunąłby się do czegoś takiego.
- Coś ty powiedział? A więc to ty? - zapytała po chwili - A więc to ty złożyłeś na niego donos? To przez ciebie on i państwo Ogorzałko siedzą w więzieniu?
- A co miałem zrobić? Pozwolić, aby twój tatuś pociągnął nas ze sobą na dno? Tajniacy już byli na jego tropie. Prędzej czy później by odkryli, co on tu robi. To była tylko kwestia czasu. Ja tam wiem, że z twojego ojca taki opozycjonista, jak z ciebie dobra kochanka. Taki opozycyjny przeciętniak z twojego ojca. Ale mimo wszystko mógł nas wszystkich zniszczyć. Był zbyt nieostrożny. A w konspiracji trzeba być bardziej ostrożny, a twój ojciec z tym swoim roztargnieniem... Nawet nie umiałem imienia swojego zięcia. Ciągle mnie nazywał Juliuszem.
- W jego ustach to komplement, bo w ten sposób porównywał cię do Juliusza Cezara.
- A ja myślałem, że do Słowackiego.
- Do Słowackiego ci daleko. I do Cezara zresztą też. Ojciec powinien raczej do ciebie mówić Marek.
- A dlaczego Marek?
- Od Brutusa.
Janusz zachichotał złośliwie i powiedział:
- Oj, Gabuniu. Chyba nie będziemy się kłócić o dawno zmarłych ludzi. Swoją drogą, to kolejna cecha twojej rodziny. Kłócić się o to, czy Sienkiewicz pisał tylko dla idei, czy również dla pieniędzy? Tylko wy tak potraficie. Normalnie ludzie się zastanawiają, jak przeżyć w tym świecie i ja właśnie to zrobiłem. Przetrwałem. To dzięki temu mogłem wyjechać do Australii i zarobić dużo pieniędzy. Twój tatuś po prostu został poświęcony na szachownicy historii, aby nam się mogło lepiej żyć. Kiedyś to zrozumiesz, gdy w końcu dorośniesz.
- Wątpię, żeby kiedyś to nastąpiło - odpowiedziała Gabrysia, zaciskając pięści ze złości - Nie dość, że mnie zdradzałeś, to jeszcze doniosłeś na mojego ojca oraz państwa Ogorzałków.
- Lepiej, żebym ja to zrobił niż ta stara Szczepańska, która mogłaby dodać coś od siebie, a wtedy mogłoby nie być więzienia, tylko kulka w łeb. Ona jest do tego zdolna. Usłyszy piąte przez dziesiąte i sobie co nieco dopowie. Pamiętasz, jak ty i twoje siostry założyłyście Eksperymentalny Sygnał Dobra, w skrócie ESD? A ona podsłuchiwała i pomyślała, że mówicie o LSD i będziecie palić trawkę. Mieliśmy wtedy nalot milicji na mieszkanie. Dzisiaj mogłoby się skończyć o wiele gorzej. A poza tym w sądzie mogę powiedzieć, że brałaś narkotyki i dlatego musiałem od ciebie odejść, bo nie mogłem z tobą wytrzymać, a teraz chce ratować moje dziecko przed tobą, bo jego matka nie dość, że jest latawicą, to jeszcze ćpunką. A ten cały pomysł z ESD nie będzie przemawiał na twoją korzyść.
Gabrysia popatrzyła na męża jak na obcego człowieka, który pierwszy raz w życiu widzi na oczy. Była w takim szoku, że przez chwilę nie wiedziała, co ma mu odpowiedzieć. W końcu jednak odparła:
- Wiesz, moi rodzice mylili się co do ciebie. Ojciec uważał, że jesteś zdolny, ale leniwy. Matka miała cię za drania, którego muszę jednak poślubić, bo nasze dziecko musi mieć ojca. Ida uważała cię za gnojka, który złamie mi serce. Natalia i Patrycja za mruka. Ja z kolei uważałam, że byłeś super facetem przed ślubem, a po ślubie minęła idylla i stałeś się typowym mężem, jakich pełno na świecie i że tak po prostu musi być. Ale wszyscy się co do ciebie myliliśmy. Okazuje się, że te wszystkie zarzuty wobec ciebie są komplementami. Bo ty nie jesteś draniem, ty jesteś ścierwem!
Janusz parsknął śmiechem.
- Gabrysiu, skąd znasz takie brzydkie słowa? Chyba za dużo spędzasz czasu ze swoim kochankiem? Nasiąkłaś od niego prostactwem.
- Gdybyś był dobrym mężem, nie musiałabym sobie szukać kochanka.
- Gdybyś była dobra w łóżku, nie byłbym obojętny wobec ciebie. Ale niestety, ty byłaś w łóżku sztywna jak kłoda. I wiecznie to wasze poczucie obowiązku, które wam wpaja mamusia. Nic dla siebie, wszystko dla innych. Ciągle tylko obowiązek i obowiązek. A ja chciałem czegoś więcej. I znalazłem to i nie zamierzam pozwolić tego sobie odebrać. A swoją drogą, to wiesz, że taka pełna emocji jesteś dla mnie bardziej atrakcyjna?
To mówiąc, dotknął dłonią jej podróbka i powiedział:
- Wiesz, nie wiedziałem, że posiadasz taki temperament.
- Dużo rzeczy jeszcze o mnie nie wiesz - odgryzła się Gabrysia.
- Tym lepiej. Chętnie cię poznam na nowo.
- Ale ja nie chcę cię już poznawać. To, co zobaczyłam dzisiaj, przeraża mnie i wiem jedno...
To mówiąc, odsunęła się od niego gwałtownie.
- Gdybym nawet jeszcze cię kochała, teraz przestałabym, ponieważ to, co mi powiedziałeś jest tak obrzydliwe, że nie umiałabym w żaden sposób czuć do ciebie choćby grama ciepłego uczucia.
Janusz uśmiechnął się do niej ironicznie i odparł na to:
- Szkoda. Miałem nadzieję, że mimo wszystko zachowamy się jednak jak na kochającego małżeństwo przystało, czyli nie będziemy się bawić w jakieś pozory i ty, moja słodka będziesz mi żoną na poważnie. Bo taka bardziej mnie podniecasz.
To mówiąc, złapał ją mocno w ramiona i pocałował w usta, jednak Gabrysia z obrzydzeniem odepchnęła go od siebie.
- Nie waż się więcej mnie dotykać! - zawołała ze złością - Samą swoją zdradą budziłbyś we mnie obrzydzenie tylko mentalnie. Teraz również robisz to w sposób fizyczny. Nie waż się więcej mnie dotknąć.
- Proszę bardzo. Wielka szkoda, bo taka byłabyś o wiele lepsza w łóżku i poza nim - powiedziała ironicznym tonem Janusz - Jaka szkoda, że nie pokazałaś mi się wcześniej od tej strony. Może nie musiałbym sobie szukać kochanek? Ale dobrze, nie ma sprawy. Wolisz grę pozorów, niech będzie gra pozorów. Nie będziemy sobie nawzajem wchodzić w drogę, tylko zachowujmy się w miarę dyskretnie, a wszyscy będziemy zadowoleni. Ja w każdym razie na pewno.
Gabrysia nie odpowiedziała, jednak nie musiała tego robić, ponieważ Janusz tylko skinął głową i dodał:
- Jakby powiedział tatuś... Milczenie oznacza zgodę. Zapomniałem, jak jest po łacinie.
- Qui tacet, consentire videtur - powiedziała Gabrysia z przekąsem - I to nie wcale nie znaczy, że milczenie oznacza zgodę, ale że kto milczy, ten się zgadza.
- Wychodzi na jedno - odpowiedział z lekką irytacją w głosie Janusz, po czym wyszedł z pokoju i mieszkania.
Gabrysia zaś usiadła przy stole w kuchni i zaczęła płakać. Kiedy wróciły do domu jej młodsze siostry z mamą, zastały ją całą zalaną łzami.

Rozdział XXXVIII

Rozdział XXXVIII Coś się kończy, coś się zaczyna Przyjęcie trwało do dość późnej pory, a wszyscy bawili się na nim tak dobrze, jak powinni z...