sobota, 12 czerwca 2021

Rozdział XXIV

Rozdział XXIV

Wspólny seans

Kreska szła powoli ulicą obok Maćka, rozważając w głowie to, czego właśnie była świadkiem u państwa Jedwabińskich. Jej myśli na ten temat kumulowały się ze sobą i zderzały niczym bile na stole bilardowym, a ona sama nie była pewna, co powinna o tym wszystkim myśleć. Musiała więc porozmawiać o tym z Maćkiem, gdyż czuła, że kto jak kto, ale to właśnie on może jej pomóc to wszystko w jakiś sensowny sposób poukładać w głowie.
- Co myślisz o państwie Jedwabińskich? - zapytała po chwili chłopaka.
Maciek spojrzał na nią uważnie, uśmiechając się delikatnie i odpowiedział:
- Nie wzbudzili we mnie jakieś większej sympatii. A zwłaszcza Eugeniusz.
- Poważnie? On? - zdziwiła się dziewczyna - Trochę mnie to dziwi, bo on był wobec ciebie bardzo miły. Co innego Ewcia Sopel, która po prostu czekała tylko na okazję do kłótni.
- Wiesz, ona jest dla wszystkich niemiła, więc jej zachowanie w żaden sposób mnie nie dziwi ani nie razi. Ostatecznie już zdążyłem do niego przywyknąć. Tak jak i chyba cała reszta jej uczniów.
- No tak, w sumie niczego innego nie można by się po niej spodziewać, jak tylko takiego zachowania. Ale powiedz mi, dlaczego właśnie Eugeniusz tak bardzo ci się nie spodobał? Przecież był taki miły i chętny do rozmowy, nie krytykowania.
- No właśnie, był bardzo miły i niesamowicie chętny do rozmowy - odparł na to Maciek - Może nawet zbyt miły i nazbyt chętny do rozmowy. Nie sądzisz, że to jest dość podejrzane?
- Dlaczego? - spytała Kreska, nie będąc pewna, co chłopak ma na myśli.
- Bo zobacz. Eugeniusz co prawda zna mnie dość dobrze, ale przecież już tak dawno się nie widzieliśmy. I co? Tak od razu przechodzi do rozmów i to jeszcze o naturze politycznej?
- Może jest po prostu gościnny?
- Może, ale czy musiał zaraz mówić o polityce?
- Być może nie umie rozmawiać o czymś innym.
- Być może - Maciek nie bardzo w to wierzył - Jest członkiem partii i chyba dość oddanym poglądom socjalistycznym i ukazanej w tej sposób wizji Polski. No, ale to jeszcze nie czyni go draniem lub osobą podejrzaną. Ale co innego już takie prowadzenie rozmowy, abym powiedział mu coś o swoich poglądach.
Kreska zaczęła się domyślać, do czego zmierza Maciek i spojrzała na niego z niepokojem w oczach.
- Chcesz powiedzieć, że próbował on pociągnąć cię za język?
- Obawiam się, że mógł właśnie tego chcieć.
- Myślisz, że on jest szpiclem?
- Nie jestem pewien. Bardzo być może. Ostatecznie przecież jest członkiem partii i to całkiem oddanym poglądom swojego stronnictwa.
- To jeszcze nie oznacza, że jest szpiclem i donosi na ludzi, od których jakoś wyciska informacje na temat ich nastawienia do partii i państwa.
- Oczywiście, że to jeszcze nie czyni go szpiclem, ale mimo wszystko jakoś to bardzo podejrzanie brzmi. Po co tak nagle zaczął mnie ciągnąć za język? Po co się tak angażował w rozmowę na tematy polityczne? Naprawdę robił on to wszystko tylko towarzysko?
Kreska rozłożyła bezradnie ręce i powiedziała:
- Nie wiem, może masz rację. Faktycznie trochę za mocno cię wypytywał o to, jakie masz poglądy i wciągał cię w dyskusję. Trochę tak, jakby chciał cię, że tak powiem, nawrócić na „właściwą”...
Tu dziewczyna wykonała złośliwy ruch palcami, imitujący cudzysłowie.
- Na „właściwą” drogę polityczną.
Maciek uśmiechnął się ironicznie i powiedział:
- Tak, też tak uważam. Ale to jeszcze mogę mu wybaczyć. Ostatecznie wierzy w to, co mówi. Inaczej sprawa się ma z tym jego wypytywaniem mnie.
- Sądzisz, że chciał coś z ciebie wyciągnąć?
- Nie wiem. Może źle go oceniam, ale... Jakoś to jego wypytywanie mnie tak lekko uraziło.
- Oby nie był szpiclem. Za dużo ich teraz wokół nas.
Maciek pokiwał delikatnie głową na znak, że się z nią zgadza, po czym z dużą uwagą spojrzał na Kreskę i spytał:
- A jak ogóle podobała ci się wizyta?
- Szczerze? W ogóle mi się nie podobała - odpowiedziała mu dziewczyna.
- Dlaczego?
- Zupa była za ostra, ale o wiele gorzej wypadła jej kucharka.
- Ewcia Sopel?
- Właśnie. Strasznie mnie denerwuje jej zachowanie. Czepia się nas o byle co, łapie za słówka, do tego kłóci się na naszych oczach z mężem. No i jeszcze to jej piękne mieszkanie, z którego jest taka dumna.
- A co z nim nie tak?
- Nie widziałeś? Ściany pomalowane wszędzie na biało, meble ustawione w taki sposób, że wszystko jest symetryczne aż do przesady. I jeszcze to czyszczenie ich z takim zapałem... To nie jest mieszkanie, to jakieś muzeum.
- Faktycznie, nie wzbudza ono jakieś większej sympatii - stwierdził Maciek - I jeszcze do tego ta cała sterylność.
- Tak, ono jest sterylne aż do przesady - zgodziła się z nim Kreska - Jakoś nie zachęca ono wcale do tego, aby w nim przebywać dłużej niż to konieczne.
- No właśnie. Raczej za szybko tam nie wrócę.
- Ja też nie. Wiesz co? Jakoś się nie dziwię, że Aurelia tak często spędza czas u sąsiadów. Ci jej rodzice nie mają dla niej czasu. A nawet gdyby mieli, to wątpię, żeby Aurelia chciała przebywać w tym mieszkaniu cały czas. Tam jest jakoś tak... Przygnębiająco.
- Tak, przygnębiająco. Współczuję tej małej, że musi słuchać takich słownych przepychanek, jak te dzisiejsze.
- Nieciekawa sytuacja.
- Nieciekawa. Szkoda, że nic nie możemy zrobić, żeby jej pomóc.
- A może jednak możemy?
Maciek spojrzał zaintrygowany na Kreskę i zapytał:
- Co masz na myśli?
- Wiesz... Jak będzie u nas, to postaramy się jej jakoś umilić czas. Będziemy się z nią bawić, wygłupiać, żartować oraz rozśmieszać ją. Wszystko, co tylko się da, aby czuła się u nas jak najlepiej. Co ty na to?
Maćkowi bardzo spodobał się taki pomysł i oczywiście mu przyklasnął.
- Masz świetne pomysły, Janeczko.
- Dziękuję, staram się.
Tak rozmawiając, oboje wrócili do kamienicy na ulicy Roosevelta 5, po czym każde z nich skierowało kroki w kierunku swojego mieszkania.
- W razie czego jestem u siebie - powiedział Maciek do Kreski, gdy zostawił ją pod drzwiami jej lokum.
- Ja też - odpowiedziała mu słodko Kreska, uśmiechając się przy tym bardzo promiennie.
Maciek odwzajemnił jej uśmiech, po czym poszedł do siebie. Piotra nie było, pewnie miał jakieś swoje sprawy na mieście, dlatego chłopak usiadł wygodnie w swoim pokoju, sięgnął po książkę „Hrabia Monte Christo” i z wielką uwagą zaczął ją czytać w miejscu, w którym ostatnio skończył. Był bardzo ciekawy, jak dalej się potoczyły losy głównych bohaterów, czy tytułowy bohater dokona w końcu zemsty na swoich podłych wrogach i czy wszystko pójdzie zgodnie z jego planem. Przy okazji Maciek wielką uwagę skupił na wątku tytułowego bohatera i jego wiernej przyjaciółki, będącej zarazem jego wychowanicą, czyli uroczej księżniczki Hayde, która pokochała swojego opiekuna uczuciem znacznie głębszym niż uczucie córki do ojca. Maciek z natury będący romantykiem, był niesamowicie ciekaw tego, czy ostatecznie hrabia de Monte Christo zdoła to uczucie odwzajemnić i oboje będą razem. Mimowolnie zaczął sobie coraz bardziej wyobrażać, że jest hrabią Monte Christo, zdradzonym przed laty przez trzech podłych ludzi, którzy zazdrościli mu tego, co posiada i którym stał na drodze do osiągnięcia przez nich wyznaczonych sobie celów. Człowiekiem, który trafia z tego powodu do więzienia i potem ucieka z niego po kilkunastu latach, zdobywa ogromny skarb i powraca do kraju, aby się zemścić na swoich oprawcach, w czym pomagają mu wierni słudzy i księżniczka Hayde, niby tylko wychowanica, ale w rzeczywistości oddana mu i szczerze w nim zakochana dziewczyna.
Maciek tak już miał, że często lubił sobie podczas czytania wyobrażać, że jest głównym bohaterem tej czy innej książki i że to on bierze udział we wszystkich przygodach opisanych w danej historii. Lubił też czasami sobie wyobrażać innych bohaterów danej powieści jako swoich znajomych. Z tego też powodu Bertuccio, wierny sługa hrabiego, w jego oczach miał rysy twarzy Piotra, fałszywa Mercedes (dawna ukochana hrabiego) przypominała Matyldę, ksiądz Faria stawał mu przed oczami jako ubrany w mnisi habit profesor Dmuchawiec, z kolei zaś mało w jego oczach sympatyczni państwo Jedwabińscy byli państwem de Villefort, wrogami hrabiego. Znalazło się tutaj także miejsce dla Kreski. Ona była w tej rewelacyjnej wręcz opowieści Hayde. Tak, ona pasowała do tej roli idealnie. Wierna, dobra oraz kochająca dziewczyna, której uczucia kiedyś nie dostrzegał i nie odwzajemniał, a teraz myślał o niej niemal cały czas. Tak, ona byłaby idealną Hayde w tej historii.
Oczywiście reszta obsady też dostawała swoje odpowiedniki ze świata Maćka Ogorzałki. Dlatego też inny wróg hrabiego, podły Fernand Mondego przybierał postać Janusza Pyziaka, ojciec Matyldy stawał się Danglarsem, czyli ostatnim z wrogów. Matka Matyldy zostawała panią Danglars, Ida Borejko przejmowała rolę ich wyzwolonej aż do przesady córki Eugenii, Jacek Lelujka przybierał w jego oczach postać Benedetta, cwanego matacza, złodzieja i galernika, wykorzystanego przez pana de Monte Christo do swoich celów, a Gabrysia zostawała... No właśnie, kim ona by była? Może jednak ona powinna być Mercedes? Co prawda w oczach Maćka ta postać była dość fałszywa, ale być może źle ją oceniał i jej motywacje? A prócz tego, może Gabrysia nadałaby jej nieco lepszych rysów? Tak, zdecydowanie Gabusia powinna być Mercedes. Co za tym idzie, przydział ról nieco się zmienia i teraz to Matylda staje się Eugenią, z kolei Ida przyjmuje postać panny Walentyny de Villefort, a jej absztyfikant, Sławek Lewandowski, przejmuje wówczas rolę jej ukochanego, czyli Maksymiliana Morrela. Tak, taka oto obsada była zdecydowanie dużo lepsza od pierwotnej.
Ustaliwszy to wszystko w swojej głowie, Maciek poskromił nieco swoją dość sporą wyobraźnię i powrócił do czytania. Pogrążony w lekturze nie zauważył tego, że Piotr powrócił już do domu i zwrócił na to uwagę dopiero wtedy, gdy brat się do niego odezwał.
- Cześć, młody. Co robisz? Znowu czytasz?
- Nie, braciszku. Podróżuję po Francji - odpowiedział mu Maciek, w ogóle przy tym nosa od książki.
- To świetnie. Pozdrów ode mnie prezydenta, czy kto tam rządzi wtedy, gdy ty sobie podróżujesz.
- Król Ludwik Filip I. Ale nie bój się, pozdrowię go.
- To super. Nie przeszkadzaj sobie, ja zrobię obiad.
Piotr oczywiście zajął się szykowaniem posiłku, kiedy nagle zaczął dzwonić telefon. Starszy z braci podszedł i go odebrał, rozmawiał przez niego dość długo, po czym jego twarz rozjaśnił wielki uśmiech. Zadowolony zaczął potwierdzać to, co mu mówiła osoba, która z nim rozmawiała. Po ustaleniu wszystkich szczegółów i potwierdzeniu tego, o czym była mowa, Piotr odłożył słuchawkę i zawołał:
- Młody, chodź tutaj!
Maciek niezbyt chętnie umieścił zakładkę w książce, odłożył ja na biurko, po czym poszedł do Piotra i zapytał:
- Słucham, Bertuccio?
- Co? - zdziwił się Piotr - Jaki znowu Bertuccio?
- Przepraszam, Piotrek. Zaczytałem się - szybko poprawił się Maciek.
- Właśnie widzę - rzucił złośliwie jego starszy brat - Posłuchaj, będę miał dziś wieczorem ważne spotkanie i chciałbym cię prosić, abyś poszedł do Kreski na noc. Jeśli to oczywiście nie problem dla niej.
- Raczej nie problem. A z kim masz to spotkanie?
Piotr uśmiechnął się enigmatycznie, niczym Sfinks podczas pilnowania Teb i odparł na to:
- Nieważne, z kim. Ważne, że muszę mieć mieszkanie całe dla siebie. Byłbyś więc może tak miły i został na noc u Kreski?
- Owszem, mogę.
- Super. Bo wiesz, będę miał też coś, co może was oboje zainteresować.
Po tych słowach, sięgnął po swoją torbę i wyjął z niej dwie kasety VHS.
- Załatwiłem to od kumpla. Pirackie kopie, nie są może jakieś najlepsze, ale już lepsze takie, jak żadne. Będziecie mieli co oglądać wieczorem.
To mówiąc, podał bratu kasety. Maciek przyjrzał się uważnie kasetom i omal nie podskoczył z radości, gdy zobaczył ich okładki oraz napisy, które się na nich znajdowały. Dowiedział się w ten sposób, że pierwsza z tych kaset zawierała film „Vabank” w reżyserii Juliusza Machulskiego, który Maciek widział już kiedyś w kinie z bratem, a który bardzo znów chciał zobaczyć. Druga z kolei zawierała film, o którym on i Kreska marzyli. Film „Gwiezdne Wojny: Powrót Jedi”. Film, który tak bardzo Maciek chciał zobaczyć, a który z powodu stanu wojennego nie można było w żadnym polskim kinie obejrzeć.
- O rany, stary! Ale super! - zawołał Maciek, ściskając w dłoniach obie kasety - Jak udało ci się to załatwić?
- Kumpel załatwia dla siebie różne takie kasety, to poprosiłem go, żeby i mnie coś załatwił - odpowiedział Piotr, bardzo szczęśliwy, że mógł w ten sposób sprawić radość swemu młodszemu bratu - A wiem, że zależało wam z Kreską na tym filmie o wojnach gwiezdnych, to... Pomyślałam, że się wam to spodoba.
- No pewnie, że się spodoba. Zaraz lecę do Kreski i włączymy je sobie.
- Nie musisz się spieszyć. Najpierw obiad, potem zabawa.
Piotr dokończył szykowanie posiłku i kiedy już był gotowy, zadowolony zjadł wraz z młodszym bratem to, co wcześniej przygotował. Maciek niewiele jednak o jedzeniu wtedy myślał. Bardziej w głowie rozważał, jak dalej potoczyły się losy jego ulubionych filmów sf i jak miło będzie znowu obejrzeć przygody genialnego kasiarza Henryka Kwinty mszczącego się w naprawdę wyrafinowany sposób na podłym bankierze Gustawie Kramerze za śmierć przyjaciela. Historia nawet dosyć podobna do przygód hrabiego Monte Christo. Tak czy siak, myśli chłopaka krążyły wyłącznie wokół filmów i dlatego szybko zjadł obiad i pognał prędko z kasetami do Kreski.
Gdy tylko dostał się do jej mieszkania, zapukał do drzwi i zawołał:
- Janeczko, to ja! Otworzysz?
Chwilę później rozległ się dźwięk odsuwanej zasuwy i w progu ukazała się jego serdeczna przyjaciółka. Na jej twarzy promieniał uśmiech.
- Cześć, Maciusiu. Co cię sprowadza?
- Sensacja, Janeczko. Sensacja. Ucho od śledzia, rozumiesz?
- Nie rozumiem.
- Mogę wejść?
Kreska wpuściła go do środka, a chłopak zadowolony pokazał jej kasety VHS i opowiedział jej, czego się dowiedział od brata.
- Załatwił nam je i prosi, abyśmy je sobie na spokojnie obejrzeli. I mówi, że w sumie wolałby, abym nie wracał na noc do siebie, bo on ma planowaną wizytę. Ale nie powiedział mi żadnych szczegółów.
Po tych słowach, spojrzał na Kreskę i zapytał:
- Myślisz, że chodzi o konspirację, czy o randkę?
- Raczej randkę, chociaż to do niego nie podobne. W końcu on raczej się nie umawia na randki. Prawda?
- Nie, od czasu, kiedy ta dziewczyna, z którą się związał, okazała się szpiclem inwigilującym pracowników zakładu, w którym pracował. Potem małpa na niego doniosła, że bierze udział w drukowaniu ulotek, on stracił pracę, no i od tego czasu zraził się do kobiet. Randka zatem jest w tym wypadku raczej wykluczona. Może więc jednak konspiracja?
Kreska pokręciła przecząco głową.
- Jakoś nie sądzę, ostatecznie przecież, jakby chodziło tu o konspirację, to by raczej nie potrzebował całego mieszkania dla siebie.
- Może masz rację. Czyli dziewczyna?
- Pewnie tak.
- I dlatego chce mieć mieszkanie na całą noc tylko dla siebie?
- Nie wiem. To w końcu twój brat, nie mój.
Maciek parsknął śmiechem, gdyż mimo wszystko trudno mu było wyobrazić sobie Piotra jako amanta rodem ze starego kina. Amanta umawiającego się na całą noc z piękną kobietą.
- Skoro to randka, to jestem ciekaw, co to za jedna. No, ale teraz mniejsza o to. W mamy dwa filmy do obejrzenia.
- Tak, racja. Ale super, strasznie chciałam obejrzeć „Powrót Jedi”, a „Vabank” jeszcze nie miałam okazji zobaczyć. Jak twój brat to załatwił?
- Ależ to proste. Ucho od śledzia. Czyli coś niemożliwego do zrealizowania, ale tylko w teorii. Tak powtarzał Kramer w tym filmie.
- Muszę to koniecznie zobaczyć. Włączamy?
- Włączamy.
Oboje przygotowali sobie wszystko do seansu filmowego, czyli jakieś łakocie z lodówki, poduszki do siedzenia na nich na podłodze, trochę zimnych napojów, bo pogoda była bardzo duszna i gorąca. Wszystko to ulokowali w pokoju profesora, gdzie stał telewizor i odtwarzacz wideo. Ten ostatni wynalazek nie był początkowo zbyt miły profesorowi, który nie rozumiał, na czym on polega i jak się nim należy posługiwać, ale ostatecznie się na niego zgodził i nie żałował tego, a już zwłaszcza wtedy, kiedy Kreska, lepiej rozumiejąca współczesne wynalazki, wyjaśniła mu, jak się nim posługiwać i jak odtwarzać na nim fajne filmy, które znajomi przynosili im na kasetach VHS.
To właśnie dzięki temu oto wynalazkowi, Maciek i Kreska mogli bez trudu teraz obejrzeć filmy, które przyniósł chłopak.
Najpierw zaczęli od „Powrotu Jedi”. Byli bardzo ciekawi, jak wypadną dalsze losy bohaterów gwiezdnej trylogii i oczywiście nie byli nimi zawiedzeni. Były one bardzo ciekawe, trzymające w napięciu od początku do końca, było sporo scen walk i oczywiście świetnych przygód, nie zabrakło też humoru i oczywiście walk na miecze świetlne. No i oczywiście zakończenie było genialne, zło zostało raz na zawsze pokonane, dobro zwyciężyło, a główni bohaterowie odnieśli sukces i teraz mogli rozpocząć spokojne życie, z dala od wojen i niebezpieczeństw.
Kresce podobał się film równie mocno, co Maćkowi, chociaż miała pewne i to dość wyraźne zastrzeżenia na temat postaci księżniczki Lei. Była super, to fakt, ale zdziwiło ją to, że kiedy gdzieś na początku filmu została złapana przez tego podłego gangstera Jabbę, to musiała być u niego na łańcuchu i nosić dziwne, złote bikini, które odsłaniało większość partii jej ciała. Zastanawiała się, jak można było coś takiego założyć, zwłaszcza, że odniosła wrażenie, że grająca księżniczkę Leię aktorka, czyli Carrie Fisher nie nosiła pod tym strojem bielizny. To musiało być dość niewygodne, nosić takie metalowe coś na nagie ciało. Dodatkowo jeszcze też Maciek nie mógł oderwać od niej wzroku, kiedy była w tym bikini. Zdenerwowało to nieco Kreskę, ale nie zamierzała z tego powodu robić awantur, tylko była zła o ten fakt, zwłaszcza wtedy, kiedy Maciek ją chwalił.
Okazja do małej zemsty przyszła wtedy, kiedy oglądali „Vabank” i Kreska nie omieszkała kilkakrotnie podkreślić, jak bardzo podoba się jej grający w tym filmie Jacek Chmielnik, który jej zdaniem przypominał współczesnego Eugeniusza Bodo. Maciek oczywiście nie omieszkał być lekko zazdrosny i skomentować to słodkim stwierdzeniem:
- To mam się upodobnić do tego amanta, abyś mnie tak pochwaliła?
Kreska uśmiechnęła się zadowolona, widząc jego zazdrość, trąciła go czule w ramię i powiedziała:
- Spokojnie, dla mnie możesz być nawet Zorro. Bylebyś był sobą.
Maćka ucieszyły te słowa i już więcej nie okazywał zazdrości. Zamiast tego wkręcił się mocno w fabułę filmu i oglądał ją wraz z Kreską, aż film dobiegł końca i oboje z wielkim żalem powitali ten fakt.
- Już wieczór. Oba filmy są obejrzane. To co teraz robimy?
- O 20:30 ma być fajne słuchowisko w radiu.
- Jakie?
- Nie pamiętam tytułu, ale to ma być kolejna przygoda Sherlocka Holmesa z panem Fronczewskim w roli głównej. Posłuchasz ze mną?
- Jasne.
Kreska ucieszyła się, ale przed słuchowiskiem postanowiła się wykąpać. Tak więc poszła do łazienki i zajęła się w niej swoimi sprawami. Nie trwało to jednak zbyt długo, ponieważ dziewczyna zawołała:
- Maciusiu, możesz mi umyć plecy?!
Maciek zdziwił się jej prośbą i początkowo chciał odmówić, ale mimo to nie był w stanie odmówić. Podniecenie, jakie ogarnęło go z powodu tej prośby, było nazbyt silne, aby miał odmówić.
- Oczywiście, z przyjemnością.
- To zapraszam.
Maciek wszedł do środka i zobaczył ku swemu zachwytowi, Kreskę siedzącą sobie słodko w wannie. Była naga. Jej ciała nie zasłaniała piana, gdyż tej było dość niewiele. Chłopak poczuł, że serce wali mu w piersi jak młotem, z kolei jego ciało zaczęło lekko drżeć.
- Pomożesz mi z pleckami? - zapytała słodko Kreska.
Maciek pokiwał tylko głową i uśmiechnął się, aby zamaskować swoje lekkie zamieszanie i zarazem ogromne pożądanie. Miał ochotę zdjąć ubranie, wejść do wanny i usiąść zaraz za nią, jednak wanna wydawała się na takie ekscesy za mała, a poza tym też nie wiedział, jak Kreska na to by zareagowała, a przecież nie chciał jej płoszyć. Dlatego też podszedł do niej, wziął płyn do kąpieli, który mu podała i powoli wycisnął go na jej plecy, a następnie z wielką dokładnością je umył, każdy ich milimetr. Kreska wzdychała z podniecenia i zachwytu, kiedy to robił, a między nogami poczuła, że robi się jej mokro i to bynajmniej nie od wody. W końcu jednak musiała przerwać to i rzekła:
- Dobrze, wystarczy. A teraz możesz mi umyć włosy?
- Jasne, chętnie.
Maciek wycisnął nieco szamponu na jej piękne, ciemno-brązowe włosy, po czym zaczął z rozkoszą i dokładnie myć je. Robił to powoli i dokładnie, bez tego zbędnego pośpiechu, który by psuł całą rozkosz, a Kreska była coraz bardziej tym wszystkim zachwycona. Dlatego poprosiła go, aby umył jej teraz stopy. On zaś z wielką przyjemnością to zrobił, ale nie poprzestał na stopach, ale również i na jej całej nodze, a gdy już ją umył, to umył jej również i drugą nogę.
- Ale ze mnie Kleopatra - powiedziała żartobliwie Kreska, gdy chłopak akurat kończył myć jej drugą nogę.
Próbowała w ten sposób ukryć jakoś swoje pożądanie, które coraz bardziej ogarniało jej ciało, a którego trochę się bała, choć była nim też zachwycona.
- Tak, ale jesteś ładniejsza od Liz Taylor - powiedział na to Maciek.
- Bałamut - rzuciła w jego kierunku Kreska.
- Może trochę - odparł żartobliwie Maciek.
- Matyldzie też tak mówiłeś?
- Żartujesz? Ona zna tylko aktorki współczesne z amerykańskich seriali, a nie aktorki z dobrych i starszych produkcji.
Potem chłopak pomógł umyć dziewczynie resztę ciała, szczególnie bardzo jej chciał umyć piersi, te słodkie dwa jabłuszka, które kusiły go od pierwszej chwili, kiedy tylko zobaczył ją nago. Kreska jednak zasłaniała je rękami, na szczęście nie obrażona za jego śmiałość, tylko mocno nią rozbawiona.
- Przestań, bałamucie! Jeszcze ci mało? - zapytała rozbawiona.
- No, troszkę mało - odpowiedział zadziornie Maciek.
- Pozwól, że resztę umyję sobie sama.
- No dobrze, skoro tak chcesz.
- Tak chcę. Ale obiecuję ci, że następnym razem umyjesz więcej.
- To będzie następny raz?
- Jak będziesz grzeczny.
Kreska sama już dokończyła swoją kąpiel, potem Maciek pomógł się jej jakoś opłukać z piany i szamponu, a następnie pomógł jej wyjść z wanny i wytrzeć się. Gdy jednak to się stało, chłopaka dopadła niespodziewanie nieprzebrana ochota, aby zrobić coś szalonego. Dziko złapał Kreskę w ramiona, całą nagą i jeszcze nie do końca wytartą z wody, po czym pocałował ją namiętnie w usta. Dziewczyna była zdumiona tym, co się stało, jednakże zarzuciła mu ręce na szyję i oddała mu zachłannie pocałunek. Maciek, gdy poczuł, że nie jest ona bierna w tej sprawie, zaczął całować ją coraz bardziej namiętnie, zaciskając lekko dłonie na jej zgranych pośladkach. Kontynuował pocałunek aż do tej chwili, w której nagle dziewczyna pisnęła i lekko krzyknęła w jego wargi, po czym szybko odsunęła się od niego, gwałtownie łapiąc powietrze w płuca. Maciek przejął się wówczas, bo myślał, że zrobił jej krzywdę, więc zapytał:
- Wszystko dobrze?
- Tak, wszystko dobrze - odpowiedziała Kreska i złapała się mocno za serce - Strasznie mi serce wali. Jak młot kowalski.
Położyła dłoń Maćka na swoim sercu, dzięki czemu on poczuł, jak słodko ono bije i powiedział:
- Rzeczywiście, mocno wali.
Chciał ją znowu pocałować, ale położyła mu dłoń na ustach i powiedziała:
- Nie dzisiaj, proszę.
- Co „nie dzisiaj”?
- Wiem, do czego zmierzasz, ale jeszcze nie jestem gotowa. Nie dzisiaj.
- Przepraszam.
- Nie przepraszaj. To było cudowne. Po prostu... Po prostu nie jestem jeszcze dość odważna, żeby dzisiaj... Rozumiesz? Już i tak byłam dość śmiała, że cię o to prosiłam, żebyś mnie mył. Daj mi trochę czasu, dobrze?
- Oczywiście, Janeczko. Ile ci będzie potrzeba.
- Dziękuję. Jesteś kochany.
To mówiąc, przytuliła się do niego, cały czas jeszcze naga i mokra.
- Ale wiem, jak mogę ci to zrekompensować.
- Jak? - zapytał chłopak.
- Będziemy dzisiaj spali razem... W samych majteczkach. Co ty na to?
Maciek spojrzał na nią uważnie i zapytał:
- W samych?
Kreska zarumieniła się mocno. Była zawstydzona, ale nie zamierzała tego, co raz powiedziała, odwoływać.
- Tak. Nie będę miała koszulki. Tylko majteczki. Może być?
Chłopak uśmiechnął się do niej promiennie.
- I będziesz się do mnie przytulać?
- Będę.
- Całą noc?
- Całą. A poczekasz na coś więcej?
- Poczekam.
- Ile?
- Ile będzie trzeba.
Kreska z radością pocałowała go w usta i powiedziała:
- A teraz pomóż mi się przebrać w koszulkę nocną, bo muszę zrobić nam coś do jedzenia.
- A potem będzie słuchowisko?
- Zgadza się.

Rozdział XXXVIII

Rozdział XXXVIII Coś się kończy, coś się zaczyna Przyjęcie trwało do dość późnej pory, a wszyscy bawili się na nim tak dobrze, jak powinni z...