piątek, 28 maja 2021

Rozdział XVIII

Rozdział XVIII

Przygotowania do obiadu

Gabrysia powróciła do swojego mieszkania, po czym z miejsca zajrzała do lodówki, poszukując tam mięsa, które niedawno kupiła. Dość szybko je znalazła, a gdy to zrobiła, sprawdziła dokładnie, ile go zostało. Zobaczyła wówczas, że jest tego jeszcze bardzo dużo, a więc wystarczy, aby nakarmić jej rodzinę i przyjaciół. Oczywiście Piotr nie oczekiwał wcale wdzięczności za to, że jej pomógł, a już na pewno nie tego rodzaju wdzięczności. Zapewne zakładał, iż nie po to Gabrysia kupowała dla siebie i swoich bliskich mięso, aby się nim dzielić z sąsiadem, który nieraz doprowadzał ją do szału. Ale mimo wszystko jej propozycja sprawiła mu wielką przyjemność i pośrednio też wywołała radość u samej Gabrysi, która czuła, że z prawdziwą rozkoszą wprowadzi małą zmianę w swoje zwyczaje i zje tego dnia obiad z kimś innym niż jej matka i siostry. Z tą oto myślą, wzięła z zebranych przez siebie zapasów część mięsa, zapakowała je w papier, resztę zaś schowała do lodówki i zamknęła ją.
- Tyle wystarczy nawet na kilka porcji - powiedziała sama do siebie - I na pewno będzie im smakować, tylko trzeba dobrze to przygotować. Ale to raczej nie będzie problem.
Po tych słowach zajrzała jeszcze na chwilę do pokoju, w którym leżała jej córeczka. Tym razem nie spała, tylko słodko szczebiotała. Gabrysia z radością oraz czułością wzięła ją na ręce i delikatnie przytuliła. Pocałowała ją potem z miłością w czoło, dając jej w ten sposób do zrozumienie, jak wiele ona dla niej znaczy.
- Moja mała księżniczka. Mój słodki skarb. Tak bardzo cię kocham.
Przytuliła ją do siebie ponownie, ukołysała i położyła ponownie w łóżeczku, gdy Różyczka powoli zamknęła oczy i pogrążyła się we śnie.
- Śpij dobrze, kochanie. Mamusia idzie na obiad i wróci później.
Upewniwszy się, że jej dziecko już śpi, Gabrysia zajrzała do szafy, szukając w niej odpowiedniego stroju na wspólny obiad. Uznała, iż nie może założyć na tak wyjątkową chwilę coś pospolitego, co nosi na co dzień. To w końcu nie był jakiś zwykły wypad na miasto, tylko wspólny obiad z jej przyjaciółmi. Chciała więc ich w jakiś sposób uhonorować, pokazać im, że wiele dla niej znaczą, a wiadomo, iż nie można było tego zrobić w zwyczajny sposób. Trzeba było założyć jakiś ładny strój, pokazujący przyjaciołom, że ich lubi, że ceni i że są dla niej wyjątkowi. I z tego też powodu Gabrysia, po przemyśleniu tego jeszcze raz bardzo dokładniej, wydobyła z szafy lekką, letnią sukienkę w białym kolorze i zdobioną w kwiatki. To był idealny strój, pokazujący Piotrowi i reszcie, że uwielbia ich towarzystwo. Przy okazji wciąż pamiętała, że starszy z braci Ogorzałków uważał ją za zwariowaną feministkę, a zatem nie widział w niej pięknej kobiety. Z jakiegoś powodu, chociaż wcześniej było jej to raczej obojętne, Gabrysia zapragnęła mu teraz pokazać, jak bardzo się myli w swojej ocenie.
- Zobaczysz, panie mizantropie. Ja ci jeszcze pokażę.
W kilka minut przebrała się, uczesała swoje włosy, pomalowała sobie usta błyszczącą pomadką, po czym zadowolona cmoknęła w kierunku swego odbicia w lustrze i powiedziała:
- Gabrielo Borejko-Pyziak... Nigdy nie wyglądałaś piękniej. Temu gamoniowi oczy zbieleją.
Po tych słowach wzięła uszykowane przez siebie mięso i poszła w kierunku drzwi, gdy nagle się one otworzyły i weszła przez do mieszkania nie Ida Borejko, najstarsza z młodszych sióstr naszej bohaterki, dziewiętnastolatka, posiadaczka oczu barwy młodych listków, gęstych włosów o kolorze dojrzałego kasztana, jak i również niesamowicie szczupłej sylwetki, którą swego czasu Gabrysia mogła się także poszczycić, zanim urodziła córeczkę i przybyło jej kilka kilo, niezbyt dużo, ale dość, aby nie móc już szczycić się talią osy, którą wciąż posiadała Idalia, zwana pieszczotliwie przez wszystkich w rodzinie Idą.
- Cześć, siostra. Wybierasz się gdzieś? Ładna sukienka. Idziesz na podryw? - zapytała Gabrysię Ida.
- Owszem, idę gdzieś, ale nie na żaden podryw. Chcę po prostu miło sobie z kimś dzisiaj spędzić czas - odpowiedziała jej Gabrysia.
- Pewnie z jakimś facetem, mam rację?
- I tak i nie. Bo to będzie kilka osób i jedna z nich jest facetem.
- Super. Zaczynasz się wreszcie z kimś umawiać. Ja ci zawsze mówiłam, że ten twój Januszek diabła jest wart i już dawno powinnaś go kopnąć w tyłek.
- Nikogo nie zamierzam kopać w tyłek.
- Może właśnie w tym błąd? - zapytała złośliwie Ida, mierząc starszą siostrę wzrokiem od stóp do głów - Czyli to nie jest wcale randka?
- Nie, ja chcę po prostu miło spędzić czas.
- Z facetem? Nieźle. Jak mówiłam, oby tak dalej. Moja porządna siostrzyczka robi wreszcie postępy w relacjach z facetami. Tylko tak dalej.
Po tych słowach, Ida uściskała wesoło Gabrysię, pocałowała ją w policzek i nie czekając na żadne wyjaśnienia, ruszyła prędko do kuchni, aby przygotować dla siebie coś do jedzenia. Gabrysia początkowo chciała wyjaśnić siostrze, że myli się co do charakteru jej relacji z Piotrem, jednak dobrze wiedziała, że to bezcelowe i ostatecznie to sobie darowała.
Tymczasem w mieszkaniu Ogorzałków, Piotr zagonił dzieciaki do pomocy w kuchni, w której zamierzał rozpocząć przygotowania do obiadu. Wiedział, że nie może czekać z tym na Gabrysię, ponieważ nie było pewności, kiedy ona przyjdzie, a ponadto wychodził z założenia, że na pewno strasznie długo jej to zajmie.
- Mówię wam, każda kobieta długo się przebiera, zwłaszcza, jeśli szykuje się na ważne dla siebie spotkanie, dlatego musimy dać naszej drogiej pani Pyziak dużo czasu. A właściwie bardzo dużo czasu. Bo zanim ułoży sobie fryzurę i dobierze do niej strój, to my już zdążymy skończyć.
- Nie sądzisz, Piotrze, że to nieco stereotypowe spojrzenie na świat? - spytała zadziornie Kreska - W końcu nie każda kobieta poświęca mnóstwo czasu na to, jaką kieckę założyć do jakiej fryzury.
- Jak już mówiłem, Janeczko, ty jesteś wyjątkiem potwierdzającym regułę - rzekł z uśmiechem na twarzy Piotr - Ale pomijając ciebie, baby potrafią naprawdę całą masę czasu poświęcać na dobieranie sobie fryzur, makijażu i strojów. Już ja wiem, co mówię.
- On to mówi z autopsji - zażartował sobie Maciek.
- A tak, to prawda - potwierdził jego starszy brat - Moja ex była prawdziwą strojnisią. Z pół godziny praktycznie musiała poświęcić na to, aby sobie dobrać do fryzury jakąś kieckę. I nie robiła tego po to, aby podobać się mnie. Gdyby o to jej chodziło, to by było pół biedy. Ale ona to robiła po to, aby się podobać innym, a także po to, żeby innym babom zbielały oczy z zazdrości.
- Poważnie? - zachichotała Kreska, wyraźnie ubawiona tymi słowami, które uznała za jojczenie starego kawalera, podobnie zresztą jak Maciek.
- Serio mówię. Możesz się śmiać, Janeczko, ale prawda jest taka, że baby się stroją nie po to, aby się podobać facetom, tylko żeby inne były zazdrosne. Wiesz, jak to się fachowo nazywa? Wyścig zbrojeń.
- Poważnie? - Kreska wręcz dusiła się ze śmiechu, słysząc te słowa.
- Oczywiście, że tak - mówił dalej Piotr - To wyścig zbrojeń w postaci kiecek, nowych strojów, makijażu, dobrej fryzury et cetera.
- Czy ty aby nieco nie przesadzasz? - spytała rozbawiona do łez dziewczyna.
- Nie, Janeczko. Ja mówię śmiertelnie poważnie i zgodnie z tym, co się dzieje naprawdę na tym świecie - odparł na to starszy Ogorzałko ze śmiertelną powagą w głosie - Ty jesteś jeszcze na tyle młoda i niezepsuta, że jeszcze nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale kobiety tak po prostu mają. A zwłaszcza bogate. Tym na punkcie tego strojenia się po prostu już odbija. Nowe kiecki z Paryża, z Nowego Jorku, z Barcelony...
- Z Mediolanu - dodał złośliwie Maciek, przypominając sobie Matyldę.
- No właśnie - zgodził się z nim Piotr - Bogaczkom już po prostu odbija. Ja nie mówię, że nie mają się stroić, ale tak na serio, czy w Polsce nie ma już dobrych strojów? Trzeba im kupować stroje z zagranicy? Nie mają gdzie kupować kiecek?
- Mama kupuje w polskich sklepach, bo tata mówi, że kupowanie czegoś zza granicy jest okradaniem Polski Ludowej, a więc wielkim przestępstwem, które nie wolno robić, jeśli się kocha kraj - zauważyła Aurelia poważnym tonem.
Maciek pomyślał wówczas, że bardzo współczuje dziewczynce, iż musi na co dzień wysłuchać tak idiotycznej indoktrynacji. Piotr z kolei poczuł, że Eugeniusz Jedwabiński, którego dobrze swego czasu znał, zgłupiał już chyba do reszty, żeby wkładać do głowy dziecka ideologię komunistyczną. Nie powiedział jednak tego na głos, tylko uśmiechnął się ironicznie i powiedział:
- Nie wiem, czy nazwałbym to okradaniem, jednak mimo wszystko uważam, że to bardzo źle wpływa na Polskę, to inwestowanie w zagraniczne rzeczy. No, ale cóż... To już jest efekt bogacenia się tych, którzy byli biedni i nagle stali się bogaci. Odbija im poważnie z powodu niespodziewanego zdobycia majątku. A kobietom to już szczególnie. Nagle dostają hyzia na punkcie kupowania kiecek, nowoczesnych dżinsów z Peweksów i innych takich... Po prostu głowa mała.
- No, a Gabrysia? - zapytała Kreska - Jej chyba nie odbiło, prawda?
- Ona nie jest bogata, więc nie mogło jej odbić na punkcie pieniędzy - rzekł na to Piotr - No, biedna też nie jest, ale nigdy nie była na tyle bogata, aby szastać kasą na prawo i lewo. Ale spokojnie, jak tylko jej mąż powróci z Australii ze sporą kasą, to jej zaraz odbije. Wtedy to się dopiero zacznie, mówię wam. Kupowanie dżinsów, nowych spodni dzwonów i innych takich.
- Dżinsów? A nie kiecek?
- Nie, bo Gabrysia to jest feministka, a feministki nie umieją nosić kiecek ani nie umieją w nich dobrze wyglądać.
- Tak, poza wizytą w operze - rzucił złośliwie Maciek.
Piotr przypomniał sobie, że rzeczywiście Gabrysia nosiła sukienkę w operze i wyglądała w niej rzeczywiście bardzo ładnie.
- No tak, racja. Ale to był wyjątek. Żadna kobieta, która chce być podziwiana z powodu swojej urody, nie pójdzie do opery w dżinsach.
- Przecież ona nie chce być podziwiania - zauważył Maciek.
- A już na pewno nie z powodu swojej urody - dodała Kreska.
- Uwierzcie mi, każda chce - powiedział Piotr tonem prawdziwego znawcy, który dobrze wie, co mówi, bo z niejednego pieca chleb jadł - Ciebie to też spotka, Janeczko. To jest tylko kwestia czasu. Podrośniesz trochę i staniesz się prawdziwą kobietą, ze wszystkimi wadami, które tej płci towarzyszą.
- Jaki z ciebie znawca - rzuciła nieco złośliwie Kreska i spojrzała na Maćka - Wiedziałeś, że twój brat jest takim szowinistą?
- Oj tam, on tylko tak gada, bo lubi sobie ponarzekać - stwierdził Maciek z uśmiechem na twarzy - Odkąd doznał zawodu miłosnego, bardzo lubi wyszukiwać wady w płci pięknej. Ale w głębi serca to wciąż wrażliwy facet, który swoją dobrą i wrażliwą naturę, ukrywa pod maską cynika i mizantropa.
- Młody, może lepiej obieraj te ziemniaki, co? Miały być frytki, a ty się ciągle wleczesz - powiedział ze złością Piotr - A ty, Janka, go nie zagaduj, tylko pomagaj mu, bo inaczej on nigdy nie skończy.
Ale Kreska wciąż chciała drążyć temat i spytała:
- Jesteś pewien, że ten jego niemiły charakter to tylko maska? Bo wiesz, mnie to wygląda jak jego prawdziwa natura.
- Uwierz mi, Janka, jak lepiej go poznasz, to się przekonasz, że mam rację - powiedział Maciek - A zresztą, jak nie wierzysz, to powinnaś zobaczyć jego pokój. Ma tam naprawdę sporo plakatów, które pokazują, jak bardzo ceni sobie piękno.
- Tak, takie nieubrane panie ma tam Piotr - zauważyła dowcipnie Aurelia.
Kreska parsknęła śmiechem, gdy to usłyszała.
- Rozumiem. To rzeczywiście ciekawe. On musi naprawdę bardzo doceniać prawdziwe piękno.
- Oj tak. Ceni je sobie i to jak. Chcesz je zobaczyć? - spytał Maciek.
- Młody, a w dziób ci ktoś ostatnio dał?! - zawołał ze złością Piotrek - Rób już te frytki z Kreską, bo mieliśmy zrobić obiad, a ten obiad jeszcze w lesie.
- I to w takim lesie, gdzie dwa jeszcze nie zaczęli rąbać - zauważyła Kreska.
- Mogę go porąbać. Gdzie to drzewo? - spytała Aurelia, która nie zrozumiała, o co im chodzi.
- Drzewem to się zajmą prawdziwi mężczyźni - powiedział Piotr - Ty myj te pyrki, które obrali Maciek i Janka.
- Pyrki? - zdziwiła się dziewczynka.
W jej domu nie używało się gwary poznańskiej, uważając ją za zbyt prostacką i niegodną ludzi wykształconych.
- Znaczy ziemniaki - poprawił się Piotr - Chodziło mi o ziemniaki.
- Jak pyrki, znaczy ziemniaki, to mięsko będzie do niego w sam raz.
Ostatnie słowa wypowiedziała Gabrysia, która właśnie weszła do mieszkania. W dłoni trzymała zawiniątko owinięte w papier. Na sobie miała prześliczną letnią, biała sukienkę w zielone kwiatki. Na jej widok Piotra wręcz zamurowało i stanął w miejscu, jego serce mocniej zabiło, a w gardle nagle gwałtownie mu zaschło, jakby nagle pojawiła się tam Sahara.
- Już przyszłaś? - zapytała Kreska złośliwym tonem - To ciekawe, bo pewien ekspert twierdził tu, że zajmie ci to tyle czasu, że kiedy przyjmiesz, to już dawno obiad będzie gotowy.
- Naprawdę? To ciekawe. Wiesz, chętnie poznam tego eksperta - powiedziała Gabrysia - Może pomogę mu zweryfikować poglądy.
- Nie trzeba. Prawdziwy ekspert sam dokonuje weryfikacji swoich poglądów na życie - odpowiedział Piotr, odzyskując głos.
- Ale nie zaszkodzi, żeby miał pewien bodziec do działania.
- A i owszem, ale te bodźce muszą być odpowiednio dobrane.
- Tak jak składniki na obiad? - zapytał Maciek.
- Właśnie - zachichotała Gabrysia - Dobra, młodzieży. Rozstąpić się, bo teraz ekspertka od mięsa wkroczy do akcji.
Maciek i Kreska, którzy wciąż obierali ziemniaki, odsunęli się nieco, robiąc miejsce Gabrysi, kontynuując jednocześnie swoją pracę. Aurelia dzielnie im w tym pomagała, myjąc dokładnie obrane przez nich pyrki, jak je nazwał Piotr. Gabrysia zaś położyła swoje zawiniątko na blacie, rozwinęła je i wydobyła kawałki mięsa, które z miejsca zaczęła oporządzać, aby pasowały na kotlety.
- Piotrek, może tak pomożesz Gabrysi? - spytała Aurelia.
- Właśnie, mam sama pracować, a ty będziesz tu tylko nadzorować? - dodała ironicznie Gabrysia.
Piotr wciąż był pod wrażeniem wyglądu Gabrysi i przez chwilę nie wiedział, co ma odpowiedzieć. Dotąd sądził, że tylko do opery lub na jakieś imprezy pani Pyziak nosi sukienki i tylko w tych balowych kreacjach potrafi ładnie wyglądać. Teraz zaś przekonał się, w jak wielkim tkwił błędzie, dlatego zdziwiony i mocno zaszokowany patrzył na nią, aż w końcu, słysząc ironiczne pytanie Gabrysi, ocknął się i powiedział:
- No wiesz, nadzorca jest potrzebny na każdym miejscu pracy.
- Ale nie tutaj i nie ty nim będziesz. Rusz się! - zawołała Gabrysia.
Piotr westchnął pod nosem coś w rodzaju: „Żeby mi baba rozkazywała”, po czym zabrał się za pomaganie przy obiedzie. Dzięki temu cała piątka dość szybko się uwinęła z resztą przygotowań i gdy już je ukończyła, przeszła do ostatniej fazy, czyli smażenia obiadu. Podczas tej czynności Maciek zbliżył się do brata, aby mu pomóc i szepnął:
- Rzeczywiście, feministka bez wdzięku. Nawet w sukience nie wygląda zbyt atrakcyjnie.
- Młody, jeszcze jedno słowo... - syknął ze złością w jego kierunku Piotr.
- O czym tak szepczecie? - spytała Gabrysia.
- O względności piękna - odpowiedział Maciek.
- Pewnie o tych nieubranych paniach w pokoju Piotra - dodała Aurelia.
- Aha, to ciekawe - zachichotała Gabrysia - To bardzo interesujący temat.
- Tak, Piotr bardzo lubi ładne kobiety na plakatach - rzekł Maciek.
- A jakie ty lubisz? - zapytała go Kreska z wyraźnym zainteresowaniem.
- A czemu pytasz?
- Bo chcę wiedzieć. Znam już gust Piotra Ogorzałki. Chciałabym poznać też gust Maćka Ogorzałki.
- Powiem ci tak: moje panie na plakatach są przynajmniej ubrane.
- A pokażesz mi je?
- Idź, Maciek. Pokaż jej - powiedziała życzliwie Gabrysia - My tu sami sobie poradzimy z obiadem.
Maciek zabrał więc Kreskę do swego pokoju i pokazał go jej. Kreska nigdy w nim jeszcze nie była, zawsze podczas odwiedzin u młodego Ogorzałki siedziała z nim w salonie i tam prowadzili swoje rozmowy i lekcje, teraz jednak z prawdziwą przyjemnością zobaczył pokój chłopaka, który był jej niesamowicie bliski, choć co do jego uczuć do siebie, tych nie była jeszcze całkiem pewna. Oglądając ów pokój, z zainteresowaniem zauważyła plakat z „Gwiezdnych Wojen”, które bardzo lubiła, a także z serialu Disneya „Zorro”, który swego czasu oglądała wraz z dziadkiem w ramach tzw. Teleranka. Plakatów oczywiście było nieco więcej w pokoju, ale jakoś te dwa szczególnie przykuły jej uwagę.
- Annette Funicello to fajna dziewczyna. Jako Anitka była przeurocza - rzekła Kreska z uśmiechem - Szkoda tylko, że nie pojawiała się ona częściej w serialu, bo bardzo ją polubiłam. Byłaby super dziewczyną dla Zorro.
- A nie sądzisz, że jest dla niego za smarkata? - zapytał Maciek.
- Może trochę? Ale kiedyś dorośnie.
Po tych słowach dziewczyna spojrzała na plakat z „Gwiezdnych Wojen”.
- Carrie Fisher była super jako księżniczka Leia.
- Oj tak, niesamowita. I ta jej miłość do Hana Solo - dodał Maciek, lekko się uśmiechając.
- Han Solo był świetny, ale ja jakoś chyba bardziej lubię Luka Skywalkera.
- Dlaczego?
- Bo jest rycerzem Jedi i broni sprawiedliwości. Poza tym denerwuje mnie ten babiarz.
- Han Solo?
- Tak. Nie powiem, fajny chłopak, ale strasznie zarozumiały i pewny siebie. Jest odważny i dzielny, to prawda. Jest też przystojny, jednak nie umiałabym z nim za długo wytrzymać.
- No wiesz, ale to, że jest uparty pokazuje, że można na nim polegać, bo jak się w coś zaangażuje, to traktuje to poważnie.
- Może i tak? Ale jakoś bardziej lubię Luke’a. Wiesz, przypominasz mi go.
- Naprawdę?
- Tak. Obaj jesteście idealistami i takimi szarmanckimi. A Piotrek strasznie mi przypomina Hana Solo.
- Poważnie? Też jest taki przystojny?
- Też jest taki zarozumiały.
- To ciekawe. Powiem mu przy okazji, że jest podobny do Harrisona Forda.
- I nie zapomnij dodać, że Gabrysia przypomina Carrie Fisher.
- Poważnie? - Maciek spojrzał z zainteresowaniem na plakat - Moim zdaniem Gabrysia jest od niej dużo ładniejsza.
- To miłe. Powiem jej to.
- Lepiej, żeby Piotrek jej to powiedział.
- W sumie racja. Niech oni sami to między sobą rozstrzygną.
- A co rozstrzygną?
- Na pewno wiesz.
Maciek uśmiechnął się delikatnie na znak, że doskonale wie, o co jej chodzi. Powoli wyciągnął rękę w jej stronę i dotknął jej opuszkami palców. Kreska czule spojrzała mu w oczy i oboje poczuli, jak ich serca mocniej biją. Ustawili się tak, aby stać naprzeciwko siebie i móc swobodniej patrzeć sobie w oczy.
- Wiesz... W Ameryce była już premiera trzeciej części „Gwiezdnych Wojen”.
- Wiem. Odkładam pieniądze na bilety, jak już będą wyświetlać ją w Polsce. Chociaż obawiam się, że będziemy długo na to czekać.
- Niekoniecznie.
- Jak to?
Maciek uśmiechnął się tajemniczo i powiedział:
- Wiesz, mój brat zna paru ludzi, którzy umieją załatwić parę filmów z USA i innych krajów na kasetach wideo.
- Takich pirackich?
- Tak, bo póki co, to tylko takie są dostępne. Jak pogadam z Piotrem, to może coś się uda załatwić. Niczego nie obiecuję, ale...
Kreska bardzo się ucieszyła, gdy to usłyszała.
- Ale fajnie! Zobaczymy ten film przed wszystkimi, którzy pójdą do kina! Ale będzie super! Już się tego nie mogę doczekać. Bardzo chcę się dowiedzieć, co było dalej z Lukiem. Czy zostanie Jedi i pokona Vadera?
- Na pewno, w końcu film się nazywa: „Gwiezdne Wojny: Powrót Jedi”.
- Racja. No i chciałabym wiedzieć, jak to będzie z Hanem Solo? Czy uwolnią go z pałacu Jabby? Czy on i księżniczka Leia będą razem?
- Jestem pewien, że tak.
- Pogadasz z Piotrem? Najlepiej jeszcze dzisiaj? Bo wiesz, bardzo chciałabym zobaczyć ten film.
Maćka bardzo ucieszyło to, że Kreska tak bardzo lubi filmy, które również i on z całego serca pokochał i dziwiło go to, iż nigdy wcześniej na ten temat ze sobą nie rozmawiali. Widocznie nie przyszło im nigdy do głowy, aby to zrobić. Aby się z nią podzielić swoimi pasjami. Wiedział, że oboje uwielbiają klasykę literatury i historię, że mają słabość do teatru, również radiowego, ale nigdy nie podejrzał jej o to, aby podobnie jak on uwielbiała ona przygody Zorro czy Luke’a Skywalkera. To było dla niego coś nowego i zarazem fascynującego. Czuł, że dowiedział się teraz o dziewczynie kolejnej ciekawej informacji, która sprawiła, iż jeszcze bardziej był nią zachwycony i zainteresowany.
- Słuchaj, Janeczko...
- Tak, Maciusiu?
- Chciałem zapytać, czy... Czy jak już będziemy mogli obejrzeć ten film, to czy... To pójdziesz ze mną na seans? Obejrzymy go we dwoje?
- Tak, bardzo chętnie.
Maciek uśmiechnął się szczęśliwy, gdy to usłyszał.
- To... To cudownie.
- Tak, cudownie.
Maciek powoli dotknął policzka Kreski i powiedział czule:
- Wiesz co?
- Co takiego?
- Cieszę się, że przestałaś być Kreską, a zostałaś Janeczką.
- Ja też się cieszę. Wiesz, głupia byłam, że ją przed tobą ukrywałam.
- Nigdy już tego nie rób, dobrze?
- Dobrze.
Oboje przysunęli się bliżej do siebie i złączyli ze sobą swoje usta. Pocałunek nie trwał długo, był krótki i niesamowicie delikatny, dość niewinny, ale jednak też był kolejnym krokiem ku czemuś nowemu.
- Dzieciarnia, obiad! - doniosłą chwilę przerwał głośny okrzyk Piotra.
Maciek i Kreska zachichotali wesoło.
- Dzieciarnia. Dobre sobie - powiedział młodszy Ogorzałko.
- Dorosły się odezwał - dodała zabawnie Kreska.
- To co? Idziemy?
- Idziemy. Jestem głodna.
Oboje ścisnęli się lekko za ręce, po czym wyszli z pokoju i ruszyli do salonu.

Rozdział XXXVIII

Rozdział XXXVIII Coś się kończy, coś się zaczyna Przyjęcie trwało do dość późnej pory, a wszyscy bawili się na nim tak dobrze, jak powinni z...