niedziela, 23 maja 2021

Rozdział XIII

Rozdział XIII

Przeprosiny Roberta

Gabrysia siedziała na łóżku obok Natalii, czesząc powoli jej włosy szczotką. Dziewczynka czuła się już lepiej, choć wciąż do zdrowia trochę jej brakowało. Na szczęście opieka lekarzy zrobiła swoje i zaaplikowanie jej odpowiednich lekarstw sprawiło, że kaszlała już coraz mniej, jednak wciąż od czasu do czasu męczyły ją ataki kaszlu. Lekarze wszak zgodnie uważali, iż to na pewno nie jest to, co jej starsza siostra podejrzewała.
- To na szczęście nie jest zapalenie płuc, choć było naprawdę blisko - rzekł do Gabrysi lekarz badający Natalię - To solidne przeziębienie, bardzo poważne, ale proszę być dobrej myśli. Od tego się nie umiera. Zwłaszcza, jeżeli odpowiednio się za to weźmiemy.
Z tą wiedzą, Gabrysia była o wiele spokojniejsza i radośniejsza, dlatego też bardzo spokojnie czesała puszyste włosy swojej młodszej siostrzyczki. Ta zaś, co chwila pokasłując, pozwalała jej na to, rozważając w swojej ślicznej główce wiele spraw. Męczył ją wciąż kaszel i chwilami ostre bóle głowy i osłabienie, jednakże bardziej dręczyło dziewczynkę to, co spotkało ją ze strony Roberta Rojka, chłopca z jej klasy, którego zawsze tak lubiła, a który zrobił jej takie świństwo.
- Chłopcy są naprawdę podli - powiedziała do Gabrysi.
- Nie przesadzaj, Nutrio - odparła na to życzliwie jej siostra - Nie wszyscy są tacy. A poza tym każdy ma prawo popełnić błąd.
- A dlaczego on to zrobił?
- Nie jestem pewna. Piotr Ogorzałko mówi, że chłopcy tak po prostu mają. Że robią to z ciekawości, bo są ciekawi, jak wyglądają dziewczynki bez ubrania.
- Ale to głupie. Ja nie zamierzam żadnego podglądać.
- Dzięki Bogu. Bo już się bałam, że zechcesz jeszcze się na nim zemścić.
- Nie chcę się mścić. Po prostu więcej się do niego nie odezwę.
Gabrysia zaśmiała się, ubawiona zawziętością swojej młodszej siostry.
- Daj spokój. Przecież to nic takiego.
- Jak to, nic takiego? - Natalia spojrzała na nią zdumiona - Przecież on mnie podglądał, kiedy się kąpałam. Mnie i moje koleżanki.
- Wiesz, jeżeli on to robił, to znaczy, że mu się podobasz. Gdybyś mu się nie podobała, to by go nie kusiło tak bardzo i by cię nie podglądał.
- To dlaczego mi tego nie powiedział, tylko robił takie rzeczy?
- Może jest nieśmiały i boi się, że go wyśmiejesz?
- Za to, co mi zrobił, na pewno więcej się do niego nie odezwę. Jak on mógł?
- Sama jesteś sobie winna. Co wam przyszło do głowy, żeby się nago kąpać w jeziorze? Nie wiesz, że tak nie wolno robić?
- Wiem, ale Basia mnie do tego namówiła.
- Aha, rozumiem. To wszystko wyjaśnia.
Natalia odwróciła się przodem do siostry i spojrzała na nią uważnie.
- Gabusiu, czy wszyscy chłopcy tacy są?
- Nie wiem, Nutrio. Nie wiem, ale wydaje mi się, że wielu z nich tak - rzekła Gabrysia, uśmiechając się delikatnie.
- Tata też tak robił?
- Nie jestem pewna, ale wiem, że Janusz tak robił ze mną.
Była to prawda. Gabrysia nigdy nie zapomniała, jak kiedyś Pyziak zrobił w ścianie dziurę, aby móc ją podglądać wtedy, gdy się przebierała w szatni. Dobrze to sobie zapamiętała, bo w końcu odkryła tę dziurę i zaczaiła się raz na swojego podglądacza, a gdy zobaczyła, jak ten przechodzi do działania, dźgnęła go mocno palcem w oko. Nie powiedziała o niczym nauczycielom, ale też od tego czasu w sposób konsekwentny udawała, że go nie widzi i nie zamierzała z nim rozmawiać. Z czasem jednak wybaczyła mu, a nawet została jego dziewczyną, potem podczas wspólnego wypadu pod namioty spędziła z nim noc i zaszła w ciążę, a następnie się pobrali, urodziła się ich córeczka Pyzunia i cóż... Teraz ona czekała na niego, aż powróci z Australii. Jak tak sobie o tym myślała, to zastanawiała się, czy aby postąpiła słusznie, wiążąc z nim całe swoje życie. Ostatecznie Janusz bez wahania wyjechał za granicę, rzekomo z tego powodu, aby zarobić na nowe mieszkanie, samochód i coś tam jeszcze, ale kto to tam wie, jakie były prawdziwe powody jego wyjazdu? No i jakie przysługi oddał jej mąż komuś bardzo ważnemu, aby dostać pozwolenie na wyjazd wtedy, gdy nikt nie dostawał tak łatwo takiego pozwolenia? Jak podłe czyny miał na swoim koncie? Być może takie perfidne, że podglądanie jej w szatni było przy tym dziecinnym wybrykiem?
- Poważnie, Janusz tak robił tobie? Też cię podglądał? - zapytała zdumiona Natalia, wyrywając Gabrysię z zamyślenia.
- No tak. Zanim jeszcze zostałam jego żoną. Bo potem nie musiał tego robić. Jak zostałam jego żoną, to już mógł mnie oglądać nago, ile tylko chciał. Tak to już jest w małżeństwie.
- To obrzydliwe.
- Nie, to bardzo piękne - odpowiedziała z uśmiechem Gabrysia - Nawet nie wiesz, jak dla zakochanych jest cudownie, kiedy oboje są nadzy i się do siebie tak słodko przytulają i całują. Zresztą, przekonasz się o tym, gdy już będziesz starsza i się zakochasz, a potem wyjdziesz za mąż.
- Ja nigdy nie wyjdę za mąż.
Gabrysia spojrzała zdumiona na siostrę. Nie spodziewała się po niej takiej deklaracji.
- Dlaczego, Nutrio? - zapytała.
- Nie pozwolę, żeby jakikolwiek facet oglądał mnie nagą.
Gabrysia uśmiechnęła się delikatnie, gdy tylko to usłyszała. Natalia bardzo jej przypominała ją samą z czasów dzieciństwa i wieku nastoletniego.
- Też tak gadałam, jak mnie Pyziak podglądał. Ale spokojnie, z czasem mi przeszło i przestałam się na niego gniewać. A potem jakoś tak dobrze wyszło, że ja i on pokochaliśmy się i pobraliśmy.
- I co? Jesteście szczęśliwi?
Gabrysia musiała poważnie zastanowić się nad tym pytaniem. Część jej już chciała automatycznie odpowiedzieć, że tak, jednak druga część, czyli ta bardziej od tej pierwszej uczciwa, nie mogła z ręką na sercu tego zrobić. Już wtedy, kiedy Janusz zareagował wyraźnym przerażeniem na wieść o ciąży Gabrysi, ta miała poważne wątpliwości, co do jego uczciwości i szczerości jego uczucia względem niej. Jednak uległa namowom matki i wyszła za niego, oczywiście wtedy, gdy jej matka przekonała jeszcze Janusza do ślubu. Bo przecież tak wypada, czyż nie? Bo przecież każde dziecko musi mieć ojca. Nieważne jakiego, może mieć sobie nawet takiego, z którego nie będzie większego pożytku. Ale zawsze co ojciec, to ojciec. Ślub zatem musiał być, aby sąsiedzi nie plotkowali. Dobre imię w tej rodzinie jest bardzo ważne. Zatem w imię tego dobrego imienia, Gabrysia wyszła za mąż, a gdy urodziła się Pyza, przekonała się, że na Janusza w kwestii jej wychowania nie może liczyć. Owszem, pomimo swoich obaw, był zachwycony córeczką, a wręcz nawet z niej dumny, lecz cóż z tego, skoro dość szybko przeszła mu ochota na to, aby pomagać żonie przy opiece nad nią? Zaczął uciekać w pracę, a z czasem stał się w domu tylko gościem, a niedługo po aresztowaniu jej ojca, Ignacego Borejko, Janusz dostał pozwolenie na wyjazd do Australii i tam też się udał. Po co to zrobił i jak otrzymał ową zgodę, tego Gabrysia nie wiedziała. Czuła jednak, że choć Janusz bardzo czule ją żegnał i prosił, aby go pamiętała i kiedy tylko da znać, uszykowała mu jego ulubione pierogi, to mimo to jego uczucie do niej nie jest już tym, czym było kiedyś. A może nigdy tak naprawdę nie było tym, co wyobrażała sobie biedna najstarsza z panien Borejko?
- Czy jestem szczęśliwa? A czemu miałabym nie być szczęśliwa? Przecież mam słodką córeczkę, mam was, mam mamę. Mam męża, który dla nas zarabia za granicę dużo pieniędzy? Czemu miałabym nie być szczęśliwa?
- To nie jest odpowiedź, Gabusiu - powiedziała Natalia.
Gabrysia zmieszała się lekko, czując, że siostra wyczuła w jej głosie może nie tyle kłamstwo, co raczej chęć uniknięcia odpowiedzi na niewygodne dla niej teraz pytanie. Wiedziała jednak, że tego nie uniknie i że będzie musiała odpowiedzieć, jeżeli nie swojej siostrze, to przynajmniej samej sobie.
- Widzisz, ja...
Nie zdążyła jednak dokończyć swojej wypowiedzi, ponieważ do sali wszedł nagle jakiś chłopak. Był to uroczy, czternastoletni młodzieniec, o blond włosach i ciemno-niebieskich oczach, ubrany w eleganckie spodnie, koszulę i kamizelkę. W ręku trzymał kwiatek, a konkretnie różę.
- Dzień dobry. Można? - zapytał ostrożnie.
Gabrysia rozpoznała w chłopcu Roberta Rojka. Wstała od łóżka i uśmiechnęła się delikatnie do niego i do siostry.
- Nutrio, ktoś do ciebie.
Natalia uśmiechnęła się na widok chłopca, jednak szybko spoważniała i zaraz położyła się na łóżku na wznak, odwracając przy tym głowę w bok i parę razy dość mocno kaszląc. Gabrysia jednak nie wiedziała, czy z tym kaszlem było tak, że był on naturalny, czy też tylko na pokaz, aby zniechęcić do siebie Roberta.
- To ja zostawię was samych - powiedziała Gabrysia i powoli skierowała się do wyjścia.
Przechodząc obok chłopaka, pogłaskała go lekko po głowie i szepnęła:
- Jest zła na pokaz. Nie poddawaj się.
Robert obdarzył ją przyjaznym uśmiechem i bardzo powoli podszedł do łóżka Natalii, która dalej nie patrzyła na niego, choć uważnie nasłuchiwała jego kroków.
- Natalko... Chciałem cię bardzo przeprosić. To było głupie.
- Ja myślę - warknęła ze złością Natalia i lekko zakaszlała.
Robert widział, że nie będzie łatwo, ale postanowił posłuchać rady Gabrysi i się nie poddawać. Cieszyło go to, że nie było w pokoju innych pacjentów, gdyż już albo wyszli zdrowi ze szpitala, albo po prostu przeniesiono ich do innej sali, przez co Natalia była sama.
- Ja bardzo chciałem cię przeprosić. Nie powinienem tego robić - mówił dalej Robert.
- Ale zrobiłeś. Podglądałeś mnie i moje koleżanki. Postąpiłeś podle, niegodnie - burknęła ze złością Natalka.
- Wiem i bardzo tego żałuję. To było głupie. Ale kolega mnie podpuścił. A co do twoich koleżanek, to wiesz...
- Co, no wiem?
- To ja nie chciałem ich podglądać, tylko ciebie.
Natalia spojrzała na niego z uwagą, wyraźnie zaintrygowana jego słowami.
- Tylko mnie? - spytała.
- Tak, tylko ciebie - potwierdził Robert.
- A dlaczego?
- Bo ty... Bo ja... Bo ty mi się bardzo podobasz.
- Nie mogłeś mi tego powiedzieć?
- Ja... Ja się wstydziłem.
- Dlaczego? Przecież ja nie gryzę.
- Wiem, ale widzisz... Ty jesteś taka fajna.
- Jestem normalna.
- Nie, nie jesteś - rzekł Robert i zmieszał się, rozumiejąc, jak strasznie głupio zabrzmiały te słowa - To znaczy, nie o to chodzi. Przepraszam, chodziło mi o coś innego.
- O co? O co ci chodziło? - zapytała z lekką złością Natalia.
- O to, że jesteś miłą i naprawdę ładną dziewczyną - wydusił z siebie Robert, zawstydzony swoją odwagą.
Natalia, słysząc to, usiadła na łóżku i zaczęła uważnie przyglądać się swemu koledze z klasy. Była w każdym calu kobietą, choć tych cali nie miała jeszcze aż tak wiele. Dlatego jego słowa bardzo jej pochlebiły.
- Tak? Mów dalej - poprosiła słodkim, kusicielskim tonem.
- I jak na dziewczynę też świetnie pływasz i fajnie się z tobą rozmawia i ja zawsze lubię spędzać z tobą czas.
- Ja też lubię z tobą spędzać czas. Jesteś fajnym kolegą.
- Ale ja chciałbym być kimś więcej niż tylko kolegą.
Natalia uśmiechnęła się do chłopaka. Jednak Gabrysia miała co do niego rację i to w stu procentach. Ścisnęła więc delikatnie dłoń Roberta i zapytała:
- Nie mogłeś mi tego powiedzieć?
- Ja się wstydziłem. W końcu najładniejsza dziewczynka w klasie. Jak ja niby mógłbym mieć szansę...
- Och, Robuś - powiedziała słodko Natalia.
Następnie przechyliła się lekko i pocałowała go w policzek. Robert czule się do niej uśmiechnął i popatrzył jej w oczy.
- Natalko... Chciałabyś pójść ze mną na lody, jak już stąd wyjdziesz?
- Tak, Robusiu. A nawet możemy pójść po pływać. Nago.
Robert zarumienił się lekko, słysząc tę propozycję.
- Może lepiej nie? Ja bym się wstydził.
- A podglądać mnie się nie wstydziłeś?
- Teraz się tego wstydzę.
- A wtedy się nie wstydziłeś?
- Ale wiesz... Taka ładna dziewczyna. Nie mogłem się oprzeć.
Natalka zachichotała zadowolona, po czym delikatnie cmoknęła Roberta w usta. Chłopak zarumienił się mocno na całej twarzy, zaś panna Borejko chichotała, cała ubawiona tą sytuacją. Potem jednak zaczęła nagle głośno kaszleć, wypluła do miseczki na stoliku obok siebie część flegmy i otarła sobie usta dłonią.
- Przepraszam. Kaszel - powiedziała przepraszającym tonem.
- Spokojnie. Trzymamy wszyscy za ciebie kciuki. Będzie dobrze - rzekł na to czule Robert.
- Chyba nie powinieneś tu być. Jeszcze cię zarażę. Bardzo przepraszam, że cię całowałam.
- Ale mnie to się podobało.
- A nie boisz się, że się zarazisz?
- To będziemy najwyżej leżeć obok siebie na tej samej sali.
Natalka zachichotała, słysząc jego słowa, po czym objęła mocno chłopaka za szyję i bardzo czule się do niego przytuliła.
Gabrysia obserwowała to wszystko, stojąc w wejściu na salę. Uśmiechnęła się wzruszona, westchnęła delikatnie i powiedziała sama do siebie:
- Dzieciaki. Jakie one są zwariowane. Ale jak o wiele łatwiej umieją wyrażać swoje uczucia niż wielu dorosłych.
Nieco później odwiedziła, leżącego jak wiemy w tym samym szpitalu, swego ulubionego nauczyciela, profesora Dmuchawca. Akurat wyszła od niego Kreska i mógł spokojnie przyjąć kolejnego gościa.
- O, Gabrysia - uśmiechnął się do niej uczony - Jaka uśmiechnięta. Wyglądasz teraz, jakbyś wygrała milion złotych w totka.
- No, aż takie szczęście to mnie nie spotkało - odpowiedziała wesoło Gabrysia - Ale jestem bardzo zadowolona, panie profesorze.
- To dobrze. A z czego, jeśli wolno wiedzieć?
- Zobaczyłam dzisiaj narodziny prawdziwej miłości.
- Naprawdę? A jakiej?
Gabrysia opowiedziała więc profesorowi o sprawie Natalii i Roberta. Uczony zaś uśmiechnął się do niej delikatnie, bardzo wzruszony tą historią i rzekł:
- No proszę. Miłość kwitnie wokół nas.
- Oj tak, to prawda, panie profesorze - potwierdziła smutno Gabrysia - Ale to jest takie proste dla nich, młodych. Mogą się pokłócić i posprzeczać, ale jeżeli jest ta chemia pomiędzy nimi, to zawsze w końcu do siebie się zbliżą.
- To nie tylko dotyczy młodych, Gabrysiu. Dotyczy wszystkich ludzi. Myślę, że wszystkich ludzi w każdym wieku.
- Nie sądzę, że w każdym. Niektórzy z wiekiem mają coraz więcej trudności z okazywaniem swoich emocji.
- To prawda, ale myślę, że tacy ludzie sami niepotrzebnie komplikują sobie życie.
- Może nie umieją inaczej?
- Może. A może nie chcą inaczej?
Gabrysia nie odpowiedziała mu. Dmuchawiec zaś mówił dalej:
- Moja droga, zawsze byłaś moją najlepszą uczennicą, ale wiedza wbita do twojej głowy to jeszcze nie wszystko. Wiedzy umiesz używać, jednak obawiam się tego, że z uczuciami i emocjami o wiele słabiej sobie radzisz.
- Życie mnie przytłacza, panie profesorze.
- Jak każdego z nas, od czasu do czasu. Nie oznacza to jednak, że skoro każdy z nas cierpi, to my nie mamy prawa płakać nad sobą. To, że cierpi cały świat ma nas pozbawiać prawa płaczu nad własnym losem?
- A to nie jest egoizm, płakać nad sobą wtedy, gdy tylu ludzi cierpi?
- Egoizmem bardziej jest przesadzony altruizm niż naturalne dla każdego z nas uczucia. Jeżeli cierpisz, płacz i wyrzuć to z siebie. Jeżeli coś ci dokucza, to nie duś tego w sobie. Nigdy z tego nic dobrego nie wyjdzie, zapewniam cię. A co do miłości, o której rozmawialiśmy na początku, to ona może przyjść do nas zawsze i w każdym wieku. Musimy tylko mieć dość siły, aby o nią walczyć i dbać.
- A jeżeli osoba, do której przyjdzie miłość, już kocha kogoś innego?
Czesław Dmuchawiec uśmiechnął się delikatnie do Gabrysi, domyślając się łatwo, o co jej chodzi i o kim teraz mówi.
- Myślę, że taka osoba powinna zastanowić się, dlaczego mimo tego, że kocha już kogoś, nagle poczuła uczucie do kogoś innego. Sądzę, że w odpowiedzi na to pytanie jest najwięcej prawdy o tej osobie.
Gabrysia zastanowiła się nad słowami profesora. Jak zwykle, gdy uczony coś mądrego mówił, było w tym naprawdę wiele sensu. Dodatkowo czuła też, że jej dawny wychowawca posiada jakiś dar czytania jej w myślach, a jeśli nawet nie w myślach, to w emocjach na pewno. Wyczuwa jej emocje i chce pomóc, ale nie jest w stanie tego zrobić, póki Gabrysia sama nie zechce sobie pomóc.
- A jeżeli już odpowie sobie na to pytanie, to co wtedy powinna taka osoba, pana zdaniem, zrobić? - zapytała po chwili.
- To już dużo trudniejsze pytanie - odparł Dmuchawiec, nie przestając się przy tym uśmiechać - Wszystko zależy od tego, co ta osoba czuje. Czy była dotąd z tym człowiekiem, którego pokochała, szczęśliwa? Czy rzeczywiście go kochała? Czy też może tylko jej się tak zdawało i dopiero teraz przyszła prawdziwa miłość? A także, czy to, co teraz przyszło, daje jej prawdziwe szczęście i czy ta druga osoba, do której coś poczuła, darzy ją również uczuciem? Tu trzeba odpowiedzieć sobie na bardzo wiele pytań. Potem zaś podjąć właściwą decyzję.
- Taką, aby nie krzywdzić nią innych, prawda?
- Przede wszystkim taką, żeby nie skrzywdzić nią samego siebie. Bo nasze cierpienie zadaje największy ból naszym bliskim. Dlatego nie możemy się całkiem świadomie skazywać na cierpienie i rozpacz, z powodu źle zrozumianego poczucia obowiązku.
- Więc mamy odrzucać obowiązki dla własnej wygody?
- Tego nie powiedziałem. Ale nie możemy obowiązki stawiać sobie jako nasz jedyny cel w życiu. Obowiązki czynią nas lepszymi, ale pamiętaj o tym, że zawsze te obowiązki musimy przyjmować świadomie i ze świadomością, że ich chcemy. Jeżeli dziecku każesz wynosić śmieci, wymuszając to na nim swoim autorytetem, ono to zrobi, ale nie będzie czuło do tego obowiązku przywiązanie i będzie się od niego migać, ile tylko się da. Jeśli jednak przekonasz je, aby traktowało obowiązek nałożony mu przez ciebie jako coś przyjemnego, coś bardzo dla ciebie ważnego, co sprawi ci przyjemność, wtedy i jemu zacznie to sprawiać przyjemność. Rzecz jasna, nie możesz wykorzystywać dziecka i wydzielać mu multum obowiązków i za każdym razem wmawiać mu, że to robi dla ciebie i cię uszczęśliwi. To już jest droga do lenistwa oraz egoizmu, o którym wspominałaś. Ale jeżeli rozdajesz jakieś obowiązki innym, to musisz zadbać o to, aby nie były one brzemieniem. Ani też sami nie możemy brać na siebie obowiązków, które będą brzemieniem dla nas, bo takie obowiązki prędzej czy później rodzą chęć buntu. Jeżeli matka dba o dziecko tylko dlatego, że ma taki obowiązek, to prędzej czy później w złości wypomni to swojemu dziecku i zada mu ból, a między nimi pojawi się wówczas mur, którego mogą już nigdy nie rozbić.
- Wszystko więc zależy od naszego nastawienia?
- Właśnie. I od zdrowego egoizmu.
- Zdrowego egoizmu?
- Tak, Gabrysiu. Zdrowy egoizm, który nie pozwala nam na to, żebyśmy się dawali wykorzystywać innym. Bo są ludzie, którzy świadomie nas wykorzystują i są też tacy, którzy robią to nieświadomie. Jedni i drudzy jednak nam zagrażają, tak więc musimy umieć dbać o swoje własne interesy. Nie skupiać się tylko na sobie, ale mądrze wyważyć zarówno nasze interesy, jak i cudze, aby znaleźć pomiędzy tym wszystkim tzw. złoty środek. Coś, co tak bardzo cenił Platon. Zdrowy egoizm więc nie ma być zachęcaniem nas do tego, abyśmy nie dbali nigdy o nikogo więcej niż o siebie samych. Zdrowy egoizm ma nam pomóc walczyć o swoje szczęście i nie pozwolić, aby inni nam je odebrali.
- A co, kiedy nasze szczęście kontrastuje z obowiązkami, jakie nałożył na nas świat?
- Nie świat nakłada na nas obowiązki, ale my sami. I wszystko zależy od tego, jak do nich podejdziemy, mówiłem ci to już. No, a poza tym pamiętajmy o jeszcze jednej ważnej rzeczy.
- Jakiej?
- A takiej, że nigdy nie możemy obowiązkami zasłaniać naszego tchórzostwa, moja droga. Obowiązek jest ważny, ale przede wszystkim mamy obowiązek dbać o siebie samych i o nasze szczęście. Dbajmy o innych, ale nie zapominajmy o sobie. Inaczej twój altruizm zmieni się w egoistyczne poszukiwanie wielkości poprzez bycie męczennicą.
Gabrysia zamyśliła się nad tymi słowami, zaś profesor czując, że być może przesadził, dotknął delikatnie jej dłoni i powiedział:
- Wybacz, Gabrysiu. Wybacz mi, staremu. Nie chciałem cię urazić.
- Nie uraził mnie pan - odpowiedziała Gabrysia - Przeciwnie, bardzo mi pan pomaga. Pomaga mi pan zrozumieć pewne ważne sprawy.
- A jakie, jeśli wolno wiedzieć?
- Dotyczące mnie samej i mojego spojrzenia na świat. A przede wszystkim...
- Tak?
- Przede wszystkim na miłość.

Rozdział XXXVIII

Rozdział XXXVIII Coś się kończy, coś się zaczyna Przyjęcie trwało do dość późnej pory, a wszyscy bawili się na nim tak dobrze, jak powinni z...