czwartek, 13 maja 2021

Rozdział III

Rozdział III

Wycieczka do opery
 
Maciek i Piotr przebrali się w eleganckie stroje, idealne na wyjście do opery. Aurelia nie musiała się przebierać, jej strój był na tyle ładny, że pasował w sam raz na tego rodzaju wycieczkę i nie musiano nic zmieniać w jej wyglądzie. Jedyne co, to Maciek pomógł dziewczynce elegancko ułożyć włosy, choć zaznaczał przy tym, że nie jest specjalistą w tej sprawie. Mimo to udało mu się uczesać dziewczynkę na tyle dobrze, iż była ona bardzo zachwycona.
- No proszę, jaki masz do tego talent, młody - żartował sobie z niego Piotr - Jak się już doczekasz swoich dzieci, to bardzo ci się te zdolności przydadzą.
- Dobra, weź nie cwaniakuj, tylko mi powiedz, kiedy ty zamierzasz się ożenić i zrobić mnie wujkiem - odciął mu się Maciek.
- Ja? Ja się nigdy nie ożenię. Odkąd przekonałem się, ile baby są warte, nie mam ochoty na bliższe relacje z nimi. A na żeniaczkę tym bardziej.
- To co? Zamierzasz być wiecznym kawalerem?
- A czemu nie? Będę miał przynajmniej czas dla twoich dzieci.
- Tak, które będą cię pytać, czemu jeszcze nie jesteś żonaty.
- Wtedy im odpowiem, że tak mi dobrze i nie chcę tego zmieniać.
- Ciekawe, czy ci uwierzą. Bo ja jakoś nie wierzę.
- Możesz sobie nie wierzyć, jeśli chcesz, ale prawda jest taka, że jeszcze nie spotkałem właściwej kobiety, którą chciałbym poślubić.
- Poważnie? A Gabrysia Borejko?
- Chciałeś chyba powiedzieć „pani Pyziak”.
- Chciałem powiedzieć, że kochałeś się w niej, gdy byliście nastolatkami i na pewno wciąż coś do niej czujesz.
Piotr zmieszał się lekko, kiedy to usłyszał i przez chwilę nie wiedział, co ma powiedzieć, choć wszyscy wiedzieli, że naprawdę rzadko mu się to zdarza.
- Ja? Zakochany? W niej? Daj spokój! Przecież to jakiś zwariowany babiszon, przemądrzała feministka bez gustu i klasy.
- Jak byliście oboje w moim wieku, to była niczego sobie.
- Ty tam dużo z tego okresu pamiętasz. Młody, ona ciągle nosiła spodnie i się tak głupio wymądrzała. I jeszcze była koszykarką w szkole. No, proszę cię! Jaka dziewczyna gra w koszykówkę?
- Ona grała. A poza tym koszykarki mają bardzo ładne stroje. Widać w nich bardzo wiele kobiecych kształtów.
- Młody, co ty sobie wyobrażasz?! Że ja niby oglądałem mecze koszykówki w szkole, aby podziwiać koszykarki i to dlatego, że seksownie wyglądały w strojach do gry?!
- Ty to powiedziałeś, nie ja.
Piotr zrozumiał, że powiedział o jedno zdanie za dużo, dlatego też chrząknął znacząco, zaczął nerwowo rozglądać się po pokoju i szybko zmienił temat.
- Jesteś już gotowy? To możemy iść.
Wyszli w trójkę z domu, przeszli przed ulicę na wiadukt, a z niego mieli już tylko krótką oraz prostą drogą do opery, do której dotarli bardzo szybko. Budynek przedstawiał się naprawdę imponująco. Wejście miał niczym starożytna świątynia grecka, na dachu stał wielki posąg pegaza, z kolei po bokach znajdowały się dwa podwyższenia. Na jednym z nich była figura nagiego mężczyzny lekko owiniętego jakąś płachtą i z lwicą u boku. Na drugim zaś znajdowała się figura nagiej kobiety z lwem stojącym u jej boku. Piotr przyłapał się na tym, że gdy z bratem i Aurelią wchodzili do środka, nie potrafił patrzeć na tę drugą figurę bez zainteresowania i zachwytu. I nic chyba w tym dziwnego. Przecież ta postać kobieca była wprost zachwycająca. Wysoka, szczupła, smukła, o jakże idealnie dopasowanych do jej figury kobiecych kształtach. Ten, kto ją wyrzeźbił, zdecydowanie musiał kochać sztukę.
Weszli do środka, pozostawili w szatni swoje płaszcze i pokazali bileterowi swoje bilety. Ten wskazał im ich lożę, do której się udali. Piotra nie zdziwiło to, że ich miejsca zostały wybrane właśnie na górze i to w loży, gdzie będzie najlepszy widok na scenę. Ostatecznie przecież to państwo Jedwabińscy mieli początkowo iść na spektakl z córką, dlatego też wiadomym było, że nie wybiorą sobie miejsca dla plebsu, tylko najlepsze z najlepszych, bo wszak stać ich na to. Ponieważ jednak zrezygnowali, bracia Ogorzałko mogli skorzystać z okazji i chociaż przez chwilę się poczuć jak jaśnie państwo, choć oczywiście nie zależało im na tym, ale skoro już tu byli, to lepiej, że mogli zajmować miejsca tam, gdzie będzie najlepszy dla nich widok na całą scenę.
Aurelia usadowiła się pomiędzy braćmi i zaczęła z uwagą zerkać na scenę, na której jeszcze była opuszczona kurtyna.
- Kiedy się zacznie? - zapytała po chwili.
- Niedługo - odpowiedział jej Maciek.
Chłopak pomyślał sobie, że wolałby iść na jakąś naprawdę poważną operę, a nie na balet kierowany głównie dla dzieci, jakim był „Dziadek do orzechów”. Ale skoro nie on kupował bilety i nie miał możliwości wyboru, postanowił skorzystać z okazji i nacieszyć się możliwością zaznania bliżej sztuki, w dodatku z naprawdę uroczą i słodką osóbką, jaką była Aurelia. Nieraz zastanawiał się, jak to by było mieć młodszą siostrę i doszedł do wniosku, że zdecydowanie bardzo przyjemnie, o ile oczywiście taka siostrzyczka byłaby podobna do małej Jedwabińskiej. Bo ta mała była po prostu słodka. Już sam jej wygląd budził zachwyt, była prześliczna i to bardziej niż Shirley Temple czy mała Liz Taylor w „Lassie, wróć”. A charakter miała wręcz rozkoszny i trudno mu było nie uśmiechać się w jej towarzystwie. Ta mała zawsze umiała go rozbawić, nawet wtedy, kiedy był smutny. Miała w sobie to coś, co posiadają osoby niezwykle pozytywne, emanujące pozytywną energią i tak bardzo lubiące pomagać innym, że już sam ich widok wywoływał u ludzi uśmiech, a co dopiero przebywanie z nią.
Z rozmyślań Maćka wyrwało to, że dostrzegł w jednej z lóż Matyldę. Była tam wraz z jakąś swoją wierną przyjaciółką i obie chichrały się niesamowicie z czegoś, co sobie przed chwilą opowiedziały. Maciek poczuł, że serce bije mu w piersi bardzo mocno, a ręce zaczynają mu się dziko pocić. Dziewczyna tutaj była. To było naprawdę niezwykłe. Dziwny zbieg okoliczności. A może przeznaczenie? Może los chciał tego, żeby oni się tu spotkali, w tym miejscu? Oczywiście nie ma teraz możliwości, aby z nią porozmawiać, ale podczas przerwy na pewno skorzysta z okazji, aby z nią spędzić nieco czasu i spróbować nawiązać z nią bliższą relację.
Oczekiwanie na przerwę było dość nużące, choć nie tak do końca, ponieważ przedstawienie było naprawdę ciekawe i interesujące i nieźle wciągnęło nie tylko małą Aurelię, ale również i Maćka. Dlatego oczekiwanie nie było takie złe, choć i tak mimo wszystko zakochany chłopak nie mógł doczekać się chwili, w której to będzie mógł zobaczyć obiekt swoich westchnień i porozmawiać z nim, chociażby przez chwilę. Miało to dla niego ogromne znaczenie, dlatego też, kiedy tylko już nastąpiła ta oczekiwana chwila, zaraz wyszedł na korytarz pod byle pretekstem i zaczął szukać Matyldy. Znalazł ją dość łatwo, jak zwykle trzymała się swojej jakże zadowolonej i rozchichotanej koleżaneczki. Jej obecność denerwowała chłopaka. Bardzo chciał móc porozmawiać sam na sam z Matyldą, a nie miał ku temu wcale możliwości. Musiał więc pogadać z dziewczyną w towarzystwie jej przyjaciółki lub w ogóle z tego zrezygnować. Zdecydował się na to pierwsze.
- Witaj, Matyldo - powiedział, sam się dziwiąc swojej odwadze.
Matylda skierowała ku niemu swoje czarujące spojrzenie i uśmiechnęła się do niego słodko.
- Maciek, jak się masz? Ty też przyszedłeś na przedstawienie?
- Tak, bardzo lubię operę - powiedział Maciek - Przyszedłem tutaj z moim bratem oraz dziewczynką z sąsiedztwa. Czasami się nią opiekujemy wraz z innymi sąsiadami z naszej kamienicy. Bardzo ją lubimy.
- Mówisz o tej słodkiej blondyneczce, z którą byłeś na rynku? - spytała czule Matylda - Jest bardzo milutka. Lubisz dzieci?
- Tak, a ty?
- Oczywiście, że tak. Zwłaszcza słodkie dziewczynki. Dziewczynki zresztą są zawsze słodkie. Mam rację?
- Tak, a niektóre szczególnie.
Matylda obdarzyła Maćka miłym uśmiechem, po czym powiedziała:
- Ładnie ta mała była ubrana, wtedy na rynku. Widać, że jej rodziców stać na wszystko, co najlepsze. To są chyba bardzo szczęśliwi ludzie, prawda?
- Czemu tak sądzisz?
- To przecież oczywiste. Przecież nie ma większego szczęścia na świecie, niż posiadanie mnóstwa pieniędzy, za które możesz sobie kupić wszystko, na co tylko masz ochotę. Posiadanie dużej ilości pieniędzy sprawia, że jak zechcesz mieć jakąś ładną sukienkę, to możesz ją sobie kupić. Jak chcesz mieć ładne dżinsy, to je masz. Tak po prostu. Pieniądze zapewniają ci dobre samopoczucie dane przez dobry wygląd oraz piękny strój, a także wszystkie inne rzeczy, które tylko możesz sobie kupić za pieniądze.
Maciek słuchał ze smutkiem jej słów. Brzmiały one płytko i beznadziejne. Co prawda słyszał nieraz, że na wszystko trzeba mieć pieniądze, a serce po to, aby się cieszyć tym, co możesz kupić za pieniądze. Ale czy naprawdę podstawą szczęścia na świecie jest kieszeń z wypchanym portfelem? Czy poważnie to wszystko, co się liczy na świecie?
- Myślę, że pieniądze na tym świecie, to nie wszystko - powiedział na głos.
Przyjaciółka Matyldy parsknęła śmiechem, wyraźnie ubawiona tym, co teraz usłyszała.
- Boże, jaki on naiwny. Pieniądze to nie wszystko? A niby co to w takim razie, skoro nie wszystko?
Matylda lekko się uśmiechnęła jakby z politowaniem i powiedziała:
- Nie zwracaj na nią uwagi, ona już tak ma. Ale ma rację, że pieniądze są tutaj, na tym świecie wszystkim. Inaczej mówić może tylko ten, kto nigdy nie miał ich zbyt wiele.
- Czyli taki jak ty - rzuciła przyjaciółka Matyldy, po czym, jakby orientując się w swojej głupocie, dodała serdeczniejszym tonem: - No, na pewno masz sporo racji. Może nie są one wszystkim, ale bez nich życie jest niczym.
- Właśnie. Tobie łatwiej to mówić, bo nie przywykłeś do życia w bogactwie - powiedziała Matylda.
Maćkowi zrobiło się przykro. Nie lubił, kiedy ktoś mu przypomina, że nie jest zbyt zamożny. Oczywiście nie zamierzał wcale zaprzeczać temu, że jest... Jeśli nie biedny, to na pewno średnio zamożny i zdecydowanie nigdy nie będzie stać go na tak bogate ciuchy, jak te, które noszą krewni Matyldy i ona sama. Nie czuł jednak takiej potrzeby, aż do teraz. Teraz bowiem poczuł się strasznym biedakiem, który z trudem dorobił się możliwość spędzenia czas pomiędzy arystokratami. Jakby był Stanisławem Wokulskim, beznadziejnie pnącym się w kierunku szczytu drabiny społecznej. Do tego jeszcze ta Matylda. Niby była milutka, ale uśmiechała się do niego w sposób budzący niechęć, z politowaniem. Pocieszał sam siebie tym, że być może jednak ona uśmiecha się na temat głupich słów swojej przyjaciółki.
- To prawda, nie jestem zamożny i pewnie dlatego nie uważam pieniędzy za wszystko - odpowiedział Matyldzie i jej towarzyszce - Ale być może kiedyś będę je miał i wtedy będę mógł sobie za nie kupić, co tylko zechcę.
- Wtedy będziesz niczego sobie - odparła z uśmiechem Matylda - To znaczy wiesz, teraz też wyglądasz nieźle, ale wtedy...
- Wtedy zadbasz o siebie i swój wygląd - dodała przyjaciółka Matyldy, którą znów chyba dopadła głupawka, a resztki powagi, jakie można było w niej dostrzec podczas poprzedniej wypowiedzi, zniknęła bez śladu.
Matylda przeprosiła go wzrokiem, ale jej wzrok był jakiś dziwny. Maciek nie miał jakoś ochoty badać tej sytuacji i powoli odszedł, natykając się na Piotra oraz Aurelię.
- Znowu łazisz za tą głupią Stągiewką? - zapytał Piotr z politowaniem - Po co ci ona? Naprawdę nie ma już innych dziewczyn?
- Ona jest głupia i brzydka - wtrąciła Aurelia - A taka Kreska jest fajna i jaka śliczna i bardzo mądra.
- A skąd to niby wiesz? - zapytał z lekka poirytowany Maciek.
- Po prostu wiem - odparła dziewczynka.
- Ciekawy argument - odparł młody Ogorzałko - Ale z tą mądrością jest już różnie. Ona nieraz dziwnie się zachowuje. Nie rozumiem jej.
- Kobiet nie trzeba rozumieć. Je po prostu trzeba kochać - zażartował sobie dowcipnie Piotr.
- Naprawdę? To ciekawe - odezwał się nagle znajomy głos.
Należał on do młodej, około trzydziestoletniej kobiety, wysokiej i szczupłej, o brązowych włosach i niebieskich oczach. Stała ona przed naszymi rozmówcami w fioletowej sukience wyjściowej, włosy miała rozpuszczone, a jej twarz wyglądała bardzo piękne. Widać było, że sobie ją lekko poprawiła makijażem. Piotra wręcz zamurowało, gdy ją zobaczył.
- Pani Gabrysia - powiedziała zachwycona Aurelia.
- Witaj, Aurelio - odparła życzliwie Gabrysia Pysiak z domu Borejko, gdyż to ona była - Widzę, że przyszłaś do opery ze swoimi przyjaciółmi.
- Tak, a pani?
- Ja z moją siostrą, Natalią.
- A gdzie ona?
- Poszła sobie kupić coś do picia, bo zaschło jej w gardle. A ja przypadkiem usłyszałam waszą rozmowę.
- Przypadkiem? Nie wydaje mi się, aby pani robiła coś przypadkiem - rzekł nie bez złośliwości Piotr - Takie osoby jak pani zawsze robią wszystko całkowicie świadomie.
- Doprawdy? To interesujące - rzuciła zadziornie Gabrysia - Sugeruje mi więc pan, że podsłuchiwałam?
- Być może. W końcu koszykarki zawsze mają dobry słuch.
- Wzrok też nie najgorszy.
- Czyżby? Chyba nie do końca, skoro jedna z nich wybrała sobie najbardziej tępego tłuka za męża.
Gabrysia dobrze wiedziała, że to aluzja do jej męża, o którym ostatnio jakoś też nie umiała myśleć inaczej, ale nie spodobał się jej przycinek, gdyż dotyczył jej gustu i odparła złośliwie:
- Lepsze chyba to niż życie samotnika, zgorzkniałego i unikającego ludzi.
- O, przepraszam bardzo. Ja wcale nie unikam ludzi. Cały czas mam z nimi jakiś kontakt - zaczął się bronić Piotr.
- Tak, a zwłaszcza z nieubranymi paniami, bo te lubi szczególnie - wtrąciła się do rozmowy Aurelia.
Piotr spłonął rumieńcem wstydu na twarzy, a Gabrysia, wyraźnie ubawiona, spojrzała na Aurelię i zapytała:
- Naprawdę? A skąd o tym wiesz, że on lubi nieubrane panie?
- Bo ma w pokoju plakat z taką jedną - odparła dziewczynka, lekko przy tym chichocząc, a Piotr czuwał coraz większą ochotę zapadnięcia się pod ziemię.
- Tak, potwierdzam. Z Brigitte Bardot - potwierdził Maciek, nie kryjąc wcale swojej satysfakcji.
- Tak? A w jakim filmie? - spytała Gabrysia.
- „Kiedy Bóg stworzył kobietę”.
- Aha, ten film. Bardzo ładny. I rzeczywiście jest na co popatrzeć.
Piotr płonął na twarzy ze wstydu, mając wielką ochotę udusić Maćka i tę małą za kpiny z jego osoby, ale zamiast tego postanowił powiedzieć coś na swą obronę i oczywiście to uczynił.
- Po prostu uważam, że prawdziwe piękno należy doceniać.
- Widzę, że ma pan bardzo płytkie podejście do kobiet. Przedmiotowe wręcz - stwierdziła złośliwie Gabrysia.
- Ależ skąd - odparł Piotr - Po prostu doceniam ich piękno zewnętrzne, które wielbić zawsze należy u wyjątkowych kobiet. I bynajmniej wcale nie jestem w tej sprawie odosobniony. Petroniusz, którego tak uwielbiał pani ojciec, miał podobne zdanie w tej sprawie.
Gabrysia parsknęła ironicznym śmiechem.
- Do Petroniusza to panu bardzo daleko, jak stąd do Wisły i z powrotem.
- Ośmielam się posiadać inne zdanie w tej sprawie. Obaj jesteśmy do siebie niezwykle podobni.
- Naprawdę? A w jaki sposób?
- Oboje umiemy zachwycać się prawdziwym pięknem. W przeciwieństwie do niektórych.
Oczywiście miał tu na myśli jej męża.
- Rozumiem, panie Ogorzałko. Wobec tego przez pana pokój musi przewijać się cała masa pięknych i nieubranych kobiet.
- Przez grzeczność nie będę zaprzeczał. W końcu prawdziwe kobiety umieją zawsze docenić wybitnego mężczyznę.
- Och, a więc uważa się pan za wybitnego? Jest pan bardzo pewny siebie i do tego niesamowicie próżny.
- Po prostu uczciwie oceniam sytuację. A czy to próżność powiedzieć, że się ma do czegoś talent? Poza tym próżność jest cechą umysłów wybitnych.
- Jest pan bardziej próżny niż sądziłam.
- Raczej świadomy swojej wartości. I uparcie dążący do celu.
- A do jakiego celu najbardziej pan dąży?
- Do poskromienia złośnicy.
Gabrysia uśmiechnęła się do niego zadziornie i odparła:
- Dużo na to drogi.
- Ale się opłaca - odgryzł się Piotr.
Kobieta odeszła, bo oznajmili koniec przerwy i pora była powrócić do loży.
- Jaka ona mądra i wygadana - powiedział złośliwie Maciek, gdy już wrócili na swoje miejsca.
- Wygadana tak, ale czy mądra? Nie jestem pewien - odrzekł złośliwie Piotr - Nigdy nie miała dobrego gustu do facetów.
- Ale do sukienek tak. Wyglądała wprost cudownie.
Piotr pokiwał delikatnie głową i rozmarzonym głosem stwierdził:
- Oj tak... Bez wątpienia.

3 komentarze:

  1. Bardzo podobała mi się czułość Maćka w stosunku do dziewczynki, jak profesjonalnie ją uczesał. Fajna jest też relacja między braćmi, to wzajemne dogryzanie sobie.
    Ciekawe spotkanie w operze. Podobno kto się czubi, ten się lubi. Widać chemię między Piotrem a Gabrysią. Trochę za bardzo był złośliwy i niepotrzebne były te uwagi na temat jej męża.
    Ale mimo, że Gabrysia go drażni, to nie byłby mężczyzną, gdyby nie zauważył, że ta złośnica jest bardzo ładna i dlatego chciałabym ją poskromić. Ich dialogi były boskie.
    Maciek jakby zaczął się budzić z letargu i zauważać, że Matylda to słodka idiotka, dla której najważniejszą wartością u mężczyzny jest jego wypchany portfel.
    Aurelię wyobrażam sobie z twarzą małej, uroczej rezolutnej Basi z "M jak miłość". Niestety, chyba wkopała swojego ulubionego pana Piotrusia tym, że lubi on rozebrane panie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Super, naprawdę ciekawie skonstruowana fabuła i tak subtelnie erotyczne żarty tutaj zostały przekazane. Oby tak dalej!

    OdpowiedzUsuń
  3. Powiem, że cała historia zaczyna robić się coraz ciekawsza. Maciek przekonuje się na własnej skórze, że Matylda Stągiewka to nikt inny jak pusta lala uganiająca się za kasą i trzymająca się z takowymi ludźmi (jej przyjaciółka wyraźnie jest taka sama jak ona) i która uważa, że pieniądze to jedyna rzecz, która wartościuje człowieka i "ustawia" go na pewnym miejscu w drabinie społecznej, wobec czego biedni są na samym jej dole i nie mają co liczyć na uwagę osób bogatych i "lepszych". Mam wrażenie, że Maciek wreszcie zaczyna przeglądać na oczy i mam nadzieję także, że w końcu do niego dotrze, za jaką pustą dziewczyną się ugania i w końcu dostrzeże uczucia jakie żywi do niego Kreska, która faktycznie w bardzo ładny sposób w poprzednim rozdziale okazała swoją zazdrość. :)
    Podczas spotkania z Gabrysią Pyziak (z domu Borejko) nawiązuje się dyskusja pomiędzy nią a Piotrem Ogorzałko, która z początku nawiązuje do podłego charakteru jej męża, a potem schodzi na gusta Piotra odnośnie kobiet. Wychodzi z tego bardzo ciekawa i inteligentna dyskusja, po której Piotr dostrzega także piękną sukienkę Gabrysi. Coś mi się wydaje, że on się w niej chyba podkochuje. ;)
    Tak czy siak, bardzo ciekawa historia, przyjemnie się ją czyta. :) Z niecierpliwością oczekuję dalszych rozdziałów do czytania i recenzowania. :)

    OdpowiedzUsuń

Rozdział XXXVIII

Rozdział XXXVIII Coś się kończy, coś się zaczyna Przyjęcie trwało do dość późnej pory, a wszyscy bawili się na nim tak dobrze, jak powinni z...