środa, 26 maja 2021

Rozdział XVI

Rozdział XVI

Krok do przodu

Maciek i Kreska szli powoli przed siebie, rozważając uważnie w głowie to, co im powiedział profesor Dmuchawiec. Szczególnie jego wnuczkę dręczyło pytanie, po co dziadek opowiedział im swoją historię, a potem dał lekcję, jaką powinni z niej wyciągnąć? Chciał jej coś zasugerować? Jej i Maćkowi? Czy może po prostu wzięło go na wspominki, kiedy zobaczył małą Aurelię i dlatego zaczął mówić o tym wszystkim, bez jakiegoś większego sensu? Chyba nie, bo przecież powiedział, że ona doskonale wie, czemu to wszystko jej mówi. Im dłużej nad tym myślała, tym bardziej była przekonana, iż wie, co dziadek miał na myśli. Jednak wciąż próbowała odrzucić tę myśl, wychodząc z założenia, że nie powinna się łudzić. Jej dziadek pokochał z czasem jej babcię, ale czy aby na pewno ją kochał? Może tylko tak mówił, aby siebie wybielić? Może jej babcia była tylko i wyłącznie chusteczką do otarcia łez? Może była tylko plasterkiem na rany? Może tym samym będzie ona dla Maćka? Kreska wolałaby już raczej umrzeć niż pełnić taką rolę.
Aurelia, która szła pomiędzy obojgiem nastolatków, trzymając przy tym ich ręce, patrzyła na nich uważnie, wyraźnie niezadowolona z ich milczenia. Zresztą nigdy nie lubiła milczenia. Dość wiele go słyszała w domu, między przyjaciółmi o wiele bardziej wolała gwar i radosne rozmowy, a ponieważ nie dostawała tego w tamtej chwili, musiała to sama zainicjować.
- Czemu nic nie mówicie? - zapytała po chwili.
- Nie wiem, co mamy mówić - powiedział Maciek.
- A jak nie wiemy, to wolimy nie mówić - dodała Kreska.
- Ja tam zawsze wiem, co mam i co chcę powiedzieć i kiedy chcę mówić, to mówię - stwierdziła z rozbrajającą prostodusznością Aurelia.
- Szczęśliwi ci, którzy zawsze tak robią - odpowiedział nieco ponuro Maciek.
Wciąż dręczyła go historia Dmuchawca, jak również to, co niedawno usłyszał od Kreski, a potem od Piotra. A więc ona go kochała. Jego serdeczna koleżanka ze szkoły, siedząca z nim w jednej ławce była w nim zakochana, jednocześnie jednak przez cały ten czas robiła wszystko, aby się w tym nie zorientował. Dlaczego? To wciąż było dla niego zagadką. Nie chciał jednak o to pytać, uważając, że to jest jej i tylko jej sprawa, a on nie powinien o takie rzeczy pytać. Poza tym, co by mogła mu powiedzieć? To, co powiedziała ostatnio? Odkąd mu wyznała, że go kocha, coś pomiędzy nimi się popsuło. Dzisiaj poszli zgodnie i jakby nigdy nic do jej dziadka do szpitala, jednak wiedział, że pomiędzy nimi zaszły pewne zmiany i to wcale nie takie na lepsze. Zrobili krok do tyłu w swoich relacjach, a powinni robić kolejne kroki do przodu. Tylko jak to zrobić, kiedy oboje nie umieją szczerze rozmawiać o tym, co czują do siebie nawzajem?
No właśnie, co Maciek czuł do Kreski? Wiedział, że już od jakiegoś czasu nie jest ona dla niego tylko i wyłącznie przyjaciółką i udawanie, iż jest inaczej byłoby czymś, czego zawsze starał się uniknąć: okłamywaniem samego siebie. Wiedział doskonale, że Kreska nie jest dla niego tylko przyjaciółką. Nie od chwili, w której ujrzał w niej niezwykle wrażliwą i dobrą dziewczynę, czyli prawdziwą Kreskę, jakiej dotąd nie widział i którą ona próbowała przed nim ukryć. Zobaczył czułą i bardzo wrażliwą dziewczynę, jakiej dotąd nie znał, a którą bardzo chciał poznać. A potem stopniowo zaczął ją poznawać, spędził z nią całą noc, trzymając ją wtedy w ramionach i będąc całkowicie szczęśliwy. Kiedy trzymał ją w ramionach, serce mu mocno biło w piersi, a on sam poczuł wówczas w sercu ogromne ciepło, poczucie radości, własnej wartości oraz tego, jak bardzo jest teraz komuś potrzebny i jak bardzo chce tej osobie dawać to samo, co on teraz czuje. Pierwszy raz coś takiego czuł i wiedział, że tego uczucia się nie da niczym innym zastąpić. I wiedział, iż bardzo chce znowu to poczuć. To uczucie słodko uzależniało i warto było mu się poddać, gdyż nic nie umiał zarazem dać tak wielkie szczęście, jak właśnie tulenie Kreski w samej koszulce nocnej bez bielizny pod spodem. Tulenie dziewczyny słodkiej i bezbronnej, rozkosznie się do niego przytulającej i ufającej mu w tamtej cudnej chwili bezgranicznie. Już samo to zaufanie było dla niego wspaniałe, a co dopiero cała reszta. Maciek wiedział, że tak się czują te wszystkie zakochane pary, gdy się tulą do siebie całą noc. Czy to oznacza, iż pokochał Kreskę? I czy ona w to uwierzy?
- To co dzisiaj robimy? - przerwała nagle milczenie Aurelia.
Maciek i Kreska spojrzeli na nią, zapominając o tym, o czym właśnie każde z nich myślało, próbując jednocześnie wymyślić odpowiedź na jej pytanie.
- Właściwie, to nie wiem. A co byś chciała? - spytała Kreska.
- Może skoczymy do kina? Na pewno jest jakiś ładny film - odparła Aurelia.
- Nie wiem, czy jest jakiś dla dzieci.
- A więc chodźmy taki nie dla dzieci. Ostatnio pani Ida, siostra pani Gabrysi, wzięła mnie na taki ładny film o takim panu, którego zostawiła żona, więc on się bardzo smucił i potem stracił pamięć, zaczął chodzić po świecie i potem wyleczył nogi takiego chłopca i został sławny i poznał ładną dziewczynę, która się kochała w takim chłopaku i oboje zostali ranni, a on ukradł narzędzia, żeby ich wyleczyć, poszedł za to do więzienia, ale potem się okazało, że on jest słynnym profesorem i ojcem tej dziewczyny i go uwolnili.
Maciek parsknął śmiechem, słysząc opowieść dziewczynki. Po opisie filmu bez trudu rozpoznał, że chodzi tutaj o „Znachora”, którego premiera miała miejsce w czasie rozpoczęcia się stanu wojennego, a który co jakiś czas jeszcze leciał w kinach. A tak swoją drogą, przemądrzała panna Ida Borejko, która zawsze uważała siebie za niezwykle poważną i że należy dzieci traktować jak dorosłych i zawsze mówić do nich jak do dorosłych, zabrała Aurelię, gdy raz miała ją pod opiekę, bo Piotr i Maciek akurat nie mogli się nią zająć, na tak poważny film? Bardzo to było do niej podobne.
- To ciekawe filmy oglądasz z panią Idą - powiedział po chwili chłopak.
- Strasznie poważne - dodała Kreska.
- Ale to jest bardzo ładny to był film - stwierdziła Aurelia - Może pójdziemy na niego?
- Już go widziałam - powiedziała Kreska.
- Ja również - dodał Maciek.
- To może pójdziemy nad Maltę popływać? - zaproponowała Aurelia.
Ta propozycja spodobała się bardzo obojgu, dlatego też zaprowadzili razem dziewczynkę do jej domu, aby mogła się tam przebrać w swój kostium kąpielowy, a potem zabrali ją do swojej kamienicy.
- To idź się przebierasz, ja się przebiorę tutaj i poczekamy na ciebie z Aurelią - zaproponowała Kreska.
- Dobrze, to widzimy się za parę minut - odpowiedział Maciek i poszedł na górę, do swego mieszkania.
- Parę minut? Niezły on jest. Musimy się więc pospieszyć - powiedziała do Aurelii Kreska.
Weszła wraz z nią do swojego mieszkania, posadziła dziewczynkę w salonie i szybko pobiegła do pokoju, który zajmowała. Wyjęła z niego szybko swój strój kąpielowy, jednoczęściowy niebieski, noszony przez nią w czasie zajęć na basenie i już go miała przymierzyć, kiedy nagle coś jej wpadło w ręce. To było czarne bikini, które sobie kupiła, gdy jeszcze dziadek miał pracę, czyli tak dwa i pół roku temu. Wtedy jeszcze nie był na emeryturze i dość dobrze im się powodziło. Potem skończyły się niestety dobre zarobki, zaczęły się natomiast problemy z pieniędzmi, niezbyt wysoka emerytura dziadka i ogólnie wszystko to, co miała obecnie. Bikini przypomniało jej czasy, kiedy żyło im się dużo lepiej. Czasy, kiedy jej dziadek był cenionym profesorem polskiego i miał swoją ukochaną pracę. Czasy, kiedy ona mogła widzieć go szczęśliwym z powodu tego, co robił.
Początkowo chciała je odłożyć, ale potem coś jej przyszło do głowy. A jeśli to jest właśnie to, co pomoże jej ponownie zrobić krok do przodu w relacjach z jej ukochanym Maćkiem? W końcu tak cudownie im było, gdy mogła spać w samej tylko nocnej koszulce w jego ramionach. Wszystko zmierzało ku lepszemu, kiedy potem zadzwoniła ta głupia Matylda i próbowała zepsuć ich relacje i po części jej się to udało. I przez to Kreska zamiast kolejnego kroku do przodu, zrobiła kilka kroków do tyłu i straciła całą swoją śmiałość. Teraz jednak widok tego stroju zaraz przywołał jej do głowy wspomnienie z tej cudownej chwili, gdy spędzili ze sobą oboje cudowny wieczór i uroczą noc. Wtedy oboje byli odważni i śmiali, nic ich nie krępowało. Może więc trzeba spróbować więcej śmiałości? Może więc trzeba nadrobić zaległości i na miejsce kilka kroku do tyłu, jakie niedawno zrobiła, musi wystąpić o kilka kroków naprzód? Może to jedyne wyjście, aby wreszcie ona i jej słodki Maciuś wreszcie byli razem?
Kreska przypomniała sobie nagle, że nie ma zbyt wiele czasu, dlatego szybko rozebrała się do naga, nałożyła na siebie bikini, które wciąż wprost idealnie na nią pasowało, po czym narzuciła na wierzch swoje ubranie i spojrzała na swoje odbicie w lustrze. Pomyślała, że wygląda naprawdę nieźle.
- No, Maćku, strzeż się. Zamierzam dzisiaj nadrobić zaległości - powiedziała po cichu sama do siebie.
Chwilę później ktoś zapukał do jej drzwi. Szybko pobiegła je otworzyć, ale Aurelia zrobiła to pierwsza. W progu stał Maciek. Miał na plecach zarzucony mały plecak, w którym schował przed wyjściem ręcznik i koc.
- Gotowe, moje panie? - zapytał wesoło.
- Gotowe - odpowiedziała mu Aurelia.
- Wzięliście jakiś ręcznik? Bo ja wziąłem - rzekł Maciek.
- Spokojnie, pomyślałam o tym - odparła na to Kreska, uśmiechając się przy tym do chłopaka najbardziej słodko, jak to możliwe - Idziemy już?
- Oczywiście, że idziemy - odpowiedział na to chłopak.
Ruszyli więc w kierunku Malty, a właściwie Jeziora Maltańskiego. Podjechali tam tramwajem, potem przeszli się kawałek i dotarli na miejsce. Ponieważ był to środek lipca, pogoda była nad wyraz przyjemna, ciepła i rozkoszna, ludzie więc się zebrali nad jeziorem i spędzali tam miło czas, pływając, opalając się lub spacerując wzdłuż wody. Maciek z Kreską i Aurelią wybrali sobie najładniejsze miejsce, po czym rozłożyli koc i usiedli na nim.
- Jak coś, wziąłem parę kanapek ze sobą - powiedział Maciek do dziewczyn.
- A ja parę łakoci, na wszelki wypadek - dodała Kreska.
- Super, będzie uczta! - zawołała wesoło Aurelia, klaszcząc przy tym słodko w dłonie - Ale najpierw sobie popływamy, dobrze?
Po tych słowach, wstała i bardzo szybko zrzuciła z siebie sukienkę, ukazując się swoim towarzyszom w jednoczęściowym, białym kostiumie kąpielowym, dość nowego typu, jaki rodzice jej zafundowali, kiedy ojciec dostał ostatnio podwyżkę.
- To co? Idziemy? - zapytała wesoło Maćka i Kreskę, po czym, nie czekając na odpowiedź, pobiegła szybko do wody.
- Zaczekaj na nas! - zawołał za nią z niepokojem Maciek i spojrzał na Kreskę - Nie chcę, żeby coś jej się stało.
- Spokojnie, nie przesadzaj. Nie będzie źle. Na pewno się nie utopi - odparła na to spokojnym tonem Kreska - Musisz jej bardziej zaufać.
- No tak, racja, ale wiesz... Ona jest taka mała i bezbronna. Nie chcę, żeby jej się coś stało.
- Bardzo ją kochasz, prawda?
- Tak. No, bo jak tu jej nie kochać? Przecież jest urocza, słodka, prześliczna. Do tego ma tak dobre serce. Jak mógłbym jej nie kochać? Jestem dla niej przecież takim starszym bratem. Nigdy nie miałem młodszej siostrzyczki, a zawsze bardzo chciałem ją mieć, ale rodzicom było co innego w głowie niż rodzeństwo dla mnie.
- Przecież masz rodzeństwo. Masz starszego brata.
- Tak i bardzo go kocham i jest mi bliski, ale mimo wszystko jakoś... Zawsze chciałem mieć młodszą siostrzyczkę, aby móc się nią opiekować, dbać o nią, móc ją kochać, przytulać i wspierać, być prawdziwym starszym bratem, takim jak w tych pięknych książkach, które nieraz czytałem.
- Życie to nie powieść, Maciusiu.
- Wiem o tym i dlatego też nie oczekuję, że będzie jak w książkach. Ale i tak bardzo bym chciał spełnić swoje marzenia, o byciu starszym bratem. No i to drugie marzenie, o byciu ukochanym dla jakieś naprawdę fajnej dziewczyny.
- Naprawdę fajnej dziewczyny? Brzmi ciekawie. A znalazłeś może już taką?
- Może i znalazłem? Tylko nie wiem, czy między nami coś będzie.
- A chciałbyś?
- Bardzo bym tego chciał.
- To czemu jej tego nie powiesz?
- Bo nie chcę, aby sobie pomyślała, że jest chusteczką do otarcia łez, a moje uczucie to tombak.
Kreska oczywiście od rozpoznała swoje własne słowa, dlatego zarumieniła się lekko, ale przy okazji też uśmiechnęła się delikatnie, ponieważ zrozumiała, że te oto słowa odniosły pożądany przez nią skutek. Może zatem wypowiedzenie ich nie było wcale krokiem do tyłu, tylko sporym krokiem do przodu? Ale tak czy inaczej, trzeba było wykonać kolejny krok.
- Dobrze, lepiej już chodźmy. Aurelia na nas czeka - powiedziała.
Po tych słowach, Kreska zdjęła okulary, które odłożyła na koc, wstała szybko z niego i zrzuciła z siebie zwinnie sukienkę. Wtedy coś się stało z Maćkiem. Coś niesamowitego. Coś, czego nie spodziewał się poczuć. Znaczy już nieco wcześniej to poczuł, kiedy spał z Kreską czule w niego wtuloną, ale teraz poczuł to o wiele mocniej. Zobaczył bowiem Kreskę w czarnym bikini, które mocno przylegało do jej ciało i zdecydowanie więcej partii jej ciała odsłaniało niż zasłaniało. Poczuł, jak serce mu wali w piersi jak szalone, a w środku robi mu się strasznie gorąco.
- Idziesz, Maciusiu? - zapytała niewinnym tonem Kreska.
- No tak, jasne, oczywiście - odpowiedział Maciek.
Po czym nieco nieporadnie zdjął z siebie ubranie, zostając na kocu tylko w samych kąpielówkach, rumieniąc się przy tym niczym jakaś piwonia. Widząc jego zachowanie, Kreska zachichotała, doskonale zdając sobie sprawę, że reakcję tę wywołał jej widok w bikini i to, że podoba się chłopakowi w tym stroju. Choć nie była próżna, tym razem poczuła ogromne zadowolenie z powodu tego faktu, jak również satysfakcję, że Maciek nie może wzroku od niej oderwać. Zadowolona złapała go za rękę i powiedziała:
- Chodź do wody.
Oboje wskoczyli do jeziora i zaczęli się radośnie pluskać wraz z Aurelią, ta zaś chichotała wesoło, skakała tuż obok nich, chlapała ich wesoło wodą, śmiejąc się przy tym cudownie jak mały aniołek. Maciek i Kreska byli uradowani tym, jak bardzo dobrze dziewczynka się bawi, ale również z tego powodu, że mogą sami ze sobą przebywać i dzięki tym uroczym strojom kąpielowym mogą się poznać od nieco innej strony, z której wcześniej się w ogóle nie znali. Szczególnie dotyczyło to Maćka. Co prawda widział już Kreskę całkiem nago, ale zapomniał o tym jakże pięknym dla niego widoku do czasu, aż teraz zobaczył ją w tym skąpym stroju, który prawdę mówiąc, nie zasłaniał zbyt wiele i przypomniał mu z miejsca, jak ona jest piękna naga. Wywołało to w nim gorące myśli, których woda jeziora wcale nie ochłodziła, ale wydawało się, że wręcz spotęgowała, zwłaszcza, iż co chwila on i Kreska wpadali na siebie lub ocierali się w jakiś sposób. Zwłaszcza, kiedy Kreska oraz Aurelia zaczęły go chlapać wodą, a on wesoło je gonił, aż dopadł w końcu tę pierwszą, upadł z nią na brzeg i zawołał:
- Teraz ci się dostanie!
- Nie waż się! - pogroziła mu Kreska, śmiejąc się wesoło.
On jednak się odważył i zaczął ją łaskotać. Robił to tak mocno, że Kreska się niemalże dusiła ze śmiechu, próbowała się wyrwać i wołać Aurelię na pomoc, ale ta nie tylko jej nie pomogła, a sama się z tego wszystkiego śmiała, ubawiona tym widokiem. W końcu Kreska zdołała, odpierając łaskotki Maćka, tak się poruszyła, że chłopak upadł na nią i ich ciała przylgnęły mocno do siebie, a ich twarze nagle znalazły się blisko siebie. Poczuli, jak ich gorące oddechy mieszają się ze sobą, a serce zaczynają im mocno walić. Ich ciała zaczęły płonąć, zaś stroje, które mieli na siebie, zrobiły się nagle strasznie ciasne.
- Wybacz, Janeczko. Jestem chyba trochę ciężki - rzekł po chwili Maciek.
- Nic nie szkodzi. Nic się nie stało - odparła czule Kreska.
- Pocałujcie się! - zawołała wesoło Aurelia.
Liczyła na pocałunek jej przyjaciół, ci jednak po tym krzyku jakby ocknęli się z transu i pozbierali się.
- Chyba pora coś zjeść - powiedział Maciek.
- Tak, chyba tak - zgodziła się z nim Kreska.
Aurelia była zawiedziona. Załamana rozłożyła ręce i zawołała:
- Hej, no co wy?! Dlaczego wy się nie pocałujecie?!
- Bo nie pora teraz na pocałunki. Teraz pora na jedzenie - odparła Kreska.
Dziewczynce więc z miejsca przeszło i zaraz pobiegła na koc, a przyjaciele do niej za chwilę dołączyli. I choć szli obok siebie, nie trzymając się jeszcze za ręce i nie pocałowali się, tak jak tego chciała dziewczynka, to jednak widać było, że nie tylko nadrobili oni wykonane kroki do tyłu, ale jeszcze dodatkowo zrobili naprawdę ogromny krok do przodu. Kreska zaś wiedziała już, że Maciek z całą pewnością już nie postrzega jej i nie będzie postrzegać jako Kreski, tylko jako Janeczkę i już żadne intrygi Matyldy nie były w stanie tego zmienić.

3 komentarze:

  1. Myślę, że profesor Czesław Dmuchawiec kochał Joasie, ale swoją żonę Iwonkę pokochał prawdziwej, dojrzałą, szczerą i wielką miłością. I nigdy babcia Kreski nie była zazdrosna o jego dziewczynę z powstania, choć serce mężczyzny może być oceanem pełnym tajemnic. I zapewne coś niecoś zachował dla siebie.
    Faktycznie nastąpił krok do przodu w relacjach młodych, a Kreska przestała się obawiać, że jest tombakiem, plasterkiem na Maćka rany. Już nie ma takich podejrzeń.
    Ciekawa historia z tym bikini, że to jedyna pamiątka z tamtych dawnych, dobrych czasów, zanim wszystko się całkiem posypało. A swoją drogą, to Janeczka musiała wyglądać rewelacyjnie w bikini, niczym Ola Hamkało, której wygląd w dużej mierze zainspirował Cię do stworzenia wizerunku Kreski.
    Widzę dużą zmianę u Maćka, że zaczyna rozumieć, że dziewczyna, którą wcześniej traktował tylko jak dziwaczną koleżankę, stała się nagle dla niego najważniejsza. A także powoli pojmuje, że pokochał ją całym sercem i duszą.
    Zabawnie Aurelia streściła film "Znachor".
    Kocham Aurelię, to taka nasza polska Shirley Temple. Kradnie dla siebie każdą scenę, w której się pojawia. Wzruszające jest to, jak Maciek się o nią troszczy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Coraz bardziej mi się ta opowieść podoba, chociaż nie znam osobiście "Jeżycjady", ale to nie zmienia fakty, że ta historia niesamowicie mi się podoba. A ten rozdział był słodki. Romantyzm i lekki erotyzm z niego kipią w subtelny sposób.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kolejny bardzo ciekawy i zarazem romantyczny nieco rozdział. Maciek, Aurelia i Kreska wychodzą ze szpitala od profesora Dmuchawca. Chłopaka nachodzą pewne refleksje na temat jego relacji z Kreską, a do tego (podobnie jak zresztą i ona nieco później) dochodzi do wniosku, że cała ta akcja z Matyldą sprawiła, że w ich relacji pojawił się zgrzyt i zamiast zrobić w niej krok do przodu, nieświadomie się cofnęli i nieco od siebie oddalili. Po krótkiej dyskusji decydują się zabrać Aurelię nad Jezioro Maltańskie, więc szykują w tym celu specjalny zestaw do wyprawy. Kreska postanawia założyć czarne bikini, które chowa pod ubraniem i prezentuje Maćkowi dopiero nad jeziorem. Chłopakowi na jej widok robi się bardzo gorąco, czego nie jest w stanie ochłodzić nawet woda. Zwłaszcza w momencie, gdy podczas zabaw przez "przypadek" wpadają na siebie i opadają na ziemię w ten sposób, że Maciek leży na Kresce, ale dziewczynie to wcale nie przeszkadza. Ich twarze są bardzo blisko siebie i już wydaje się, że mają się pocałować (czego nawet żąda Aurelia, widząc ich razem), ale krzyk dziewczynki płoszy nieco naszą parę i zasiadają oni do uczty, czym odwracają uwagę dziewczynki od ich pocałunku. Jednak widać po nich, że zrobili w swojej relacji ogromny krok do przodu i teraz może być już tylko lepiej.
    Rozdział bardzo mi się spodobał i nawet to lekkie opóźnienie w jego przeczytaniu nie zmieniło mojego podejścia czy wrażeń z lektury tej historii. Romantyzm bił z tej historii bardzo mocno i ogromnie mi to odpowiadało. :) Z radością przeczytam kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń

Rozdział XXXVIII

Rozdział XXXVIII Coś się kończy, coś się zaczyna Przyjęcie trwało do dość późnej pory, a wszyscy bawili się na nim tak dobrze, jak powinni z...