wtorek, 1 czerwca 2021

Rozdział XXI

Rozdział XXI

Dobra zabawa

W tym samym czasie, w którym Piotr i Gabrysia oddawali się przyjemności słuchania Radia Wolna Europa, Kreska zabrała Maćka i Aurelię do siebie, aby nie przeszkadzać zakochanej parze. Przy okazji, miała też nadzieję na spędzenie czasu z Maciusiem, który coraz bardziej był jej bliski, a zwłaszcza po ich pocałunku w jego pokoju. Pocałunek ów dał dziewczynie nadzieję, czy raczej podbudował on tę, która już istniała od czasu, kiedy to nad Jeziorem Maltańskim wyraźnie był bardzo zachwycony z jej towarzystwa i patrzył na nią zachwyconym wzrokiem. Nie miała już żadnych wątpliwości, że Maciuś jest coraz bardziej jej bliski i ona jemu także, dlatego nie zamierzała marnować tej okazji i kuć żelazo, póki gorące. Co prawda Aurelia im towarzyszyła, ale przecież ta urocza dziewczynka w żaden sposób im nie przeszkadzała, a wręcz sama garnęła się do swatania obu braci Ogorzałków: starszego z Gabrysią, a młodszego z Janeczką. Dlatego nie będzie przeszkadzać w połączeniu się żadnej z owych par. Może nawet będzie im pomagać? A poza tym, jak mogliby odesłać Aurelkę, a jeżeli nawet, to do kogo? Przecież ta mała została powierzona właśnie ich opiece. No, może nie do końca ich, tylko Piotra i Maćka, a właściwie bardziej Piotra i tylko częściowo Maćka. Kreska natomiast w ogóle nie otrzymała przywileju opiekowania się małą, a zatem to, że uczestniczyła w tym wszystkim było wyłącznie jej własną inicjatywą. Mimo wszystko podeszła do tego na poważnie. Aurelka podbiła jej serce i już z tego powodu Kreska bardzo chętnie pomagała swemu ukochanemu w opiece nad nią, gdy jej rodzice wyjechali na cały dzień i noc na polowanie wraz z szefem pana Eugeniusza Jedwabińskiego. Ojciec Aurelii został przez swego szefa zaproszony na ową uroczystość i zabrał ze sobą żonę, gdyż obecność połowicy nie była co prawda obowiązkowa, ale za to bardzo mile widziana. Dlatego Aurelia znów musiała na cały dzień i noc zostać u swoich sąsiadów z kamienicy na ulicy Roosevelta 5. Z tego więc powodu Kreska podeszła do wszystkiego nad wyraz poważnie i postanowiła ugościć u siebie dziewczynkę i pilnować ją, oczywiście wraz z Maćkiem. No, a poza tym miała zbyt dobre serce, aby pozostawić z powodu swoich amorów małą samą sobie.
Mieszkanie Kreski i jej dziadka bardzo spodobało się Aurelii, które była nim zachwycona. Musiała je sobie dokładnie obejrzeć, każdą jego część, a im więcej je oglądała, tym bardziej była nim zachwycona.
- Jak tu pięknie. Tyle miejsca do zabawy - mówiła zachwycona do Kreski - A będę mogła częściej tu przychodzić?
- Pewnie, że tak. Kiedy tylko zechcesz - odpowiedziała jej życzliwie Kreska - Jak tylko będę u siebie, to zawsze chętnie cię ugoszczę.
- A Maciek też będzie mógł tu przychodzić?
- A to już zależy od Maćka.
Młody Ogorzałko uśmiechnął się delikatnie do obu dziewczyn i powiedział:
- Jeśli Janeczka zechce mnie przyjmować w swoich pięknych progach, to ja zawsze chętnie będę tu przychodził.
Kreska parsknęła śmiechem, słysząc ten zabawny ton, wyciągnięty żywcem z jakieś książki. Widać było, że Maciek dużo czyta i głównie literaturę klasyczną, a słownictwo w tych książkach użyte, weszło do jego języka potocznego i stało się dla niego nawykiem mówić nieraz w taki sposób, jaki przed chwilą zaprezentował. Dziewczyna pomyślała sobie wówczas, że jest to piękna cecha i za nią również bardzo pokochała Maćka. Bo w sumie, jak można było nie kochać tak oczytanego chłopaka, a zwłaszcza w czasach, kiedy tak mało chłopaków czytało, a jeśli już, to głównie gazetki sportowe lub jakieś inne z wynikami meczów. Oczywiście Kreska nie uważała, aby było to jakimś powodem do pogardy, ale też nie było to wielkim powodem do chluby, jeżeli tylko i wyłącznie taka lektura była interesująca dla chłopaków. Kreska bowiem od zawsze uważała, że każdy chłopak może się śmiało interesować sportem, może nawet powinien, ale nie zaszkodziłoby, a wręcz byłoby bardzo dobrze, gdyby miał również bardziej poważne zainteresowania i w ramach tych zainteresowań czytał coś więcej niż tylko gazetki, które można dostać w byle kioski na rogu ulicy. Jeżeli mężczyzna czy chłopak ogranicza swoją lekturę tylko i wyłącznie do takich gazetek, to z całą pewnością nie jest on wart zainteresowania inteligentnej dziewczyny. Jeżeli zaś owe gazetki były tylko i wyłącznie dodatkową lekturą dla niego, to już inna sprawa. Wtedy sama by mogła z chłopakiem poczytać takie coś i spróbować odnaleźć w tym coś interesującego dla siebie, bo przecież warto, aby dziewczyna posiadała chociaż trochę wiedzy z tego, co pasjonuje lub po prostu zachwyca jej chłopaka. Rzecz jasna, najlepiej jest wtedy, gdy pasje obojga zakochanych są takie same lub też bardzo do siebie zbliżone. Wówczas to o wiele łatwiej będzie im się rozmawiało, a także o wiele łatwiej będzie im się odnaleźć na tej samej płaszczyźnie duchowej, przede wszystkim zaś o wiele łatwiej będzie im się ze sobą porozumieć. A porozumienie się jest przecież podstawą w każdym związku. Kreska więc, która była niemalże molem książkowym, cieszyła się, iż Maciek również nim jest. Jeżeli chciała z nim stworzyć związek, a bardzo chciała, powinni posiadać podobne charaktery, a także w miarę możliwości, podobne pasje, aby mieli o czym rozmawiać. I najważniejsze, żeby się mogli zawsze zrozumieć. Nie wyobrażała sobie bowiem związku z kimś, kogo nie jest w stanie zrozumieć lub też z kimś, kto nie jest w stanie zrozumieć jej. A Maciek ostatnio zdawał się ją coraz lepiej rozumieć, zwłaszcza odkąd przestała się już tak zgrywać i nazywać go „starym półgłówkiem”. Tak, dziadek miał zdecydowanie rację. Takie słownictwo nie przyciągało chłopców. Choć ona nie chciała przyciągnąć Maćka do siebie, gdyż z góry założyła, że nie ma u niego szans. Teraz widziała, jak głupia była w swoim podejściu, gdyż młody Ogorzałko, poznawszy jej prawdziwą naturę i charakter, z miejsca się nią zainteresował. Widać rację miał ten, kto mówił, że jeżeli chce się zdobyć prawdziwą miłość, trzeba budować relacje z ukochanym na prawdzie, a co za tym idzie, być po prostu sobą. Kreska jednak kiedyś się bała, że będąc sobą, nie przyciągnie uwagi chłopaka. Teraz widziała, jak bardzo w tej kwestii się myliła.
- To co? Bawimy się? - zapytała Aurelia, przerywając ciszę, która zapanowała nagle w całym mieszkaniu.
Maciek i Kreska, którzy już od dłużej chwili wpatrywali się w siebie bardzo czułym wzrokiem, szybko ocknęli się z transu, w jaki popadli i spojrzeli z uwagą na dziewczynkę, pytając ją, w co by miała ochotę się pobawić.
- W śpiewanie - odpowiedziała wesoło Aurelia.
- Śpiewanie? Ciekawe - odparła z uśmiechem Kreska - A kto miałby śpiewać i co takiego?
- Niech Maciek zaśpiewa. I niech zaśpiewa, co chce, byle ładnego.
Chłopak zmieszał się lekko, gdyż nie miał on zbyt wielkiego przekonania do publicznych występów. Co prawda wystąpił w szpitalu dla dzieciaków i zaśpiewał im piosenkę na prośbę Aurelii, która bardzo lubiła urocze wygłupy, również i takie, ale to był wyjątek, przy którym i tak czuł się dziwnie zmieszany, ale przezwyciężył to przez wzgląd na uroczą Aurelkę, którą uwielbiał. A jeśli chodzi o tego rodzaju zabawy, to czuł się on dość dziwnie, kiedy ktoś na niego patrzył podczas śpiewania i tańczenia. Ponieważ nie był on zbyt dobrym tancerzem, a przynajmniej swoim zdaniem, to czuł na sobie, gdy tańczył, wzrok każdej osoby patrzącej na jego pląsy i czuł się okropnie, zakładając z góry, że wszyscy obecni od razy patrzą na niego krytycznie i kpią z jego tańców. Sam to dobrze wiedział, iż nie umiał zbyt dobrze tańczyć i nie potrzebował, aby ktoś mu jeszcze o tym przypominał lub kpił sobie z niego. Mimo wszystko jednak lubił pląsy np. z rakietą do tenisa i udawaniem, że ów przedmiot jest gitarą, na której on pląsa. Wolał wszakże takie coś robić jedynie w samotności, nie przy publiczności, nawet złożonej z przyjaciół. Pomysł jednak został rzucony, a Kreska dołączyła do Aurelii i wraz z nią zaczęła słodko prosić, aby chłopak ustąpił i zaśpiewał coś dla nich, dlatego też ostatecznie im ustąpił, ponieważ nie umiał się oprzeć dwóm tak uroczym przedstawicielkom płci pięknej. Był tylko jeden problem.
- Nie wiem, co mam zaśpiewać - powiedział - I brak mi akompaniamentu.
- To żaden problem - stwierdziła jego przyjaciółka - Dziadek ma tu sporo płyt. Poszukamy w nich czegoś i zaraz będziesz miał podkład i akompaniament.
To mówiąc, Kreska zadowolona podeszła do szafki z płytami dziadka, zaraz wyjęła z nich kilka płyt, wybrała jedną z nich, nastawiła gramofon, a następnie położyła na niego płytę i ustawiła iglicę.
- Dobra, możesz śpiewać - powiedziała wesoło.
Aurelia podała Maćkowi leżącą gdzieś na ścianie rakietę do tenisa.
- Proszę, masz gitarę.
Maciek uśmiechnął się do niej wesoło, a potem spojrzał na Kreskę i zaczął śpiewać lecący właśnie z gramofonu utwór Trubadurów:

Fala goni falę, wiatr za wiatrem lata.
I tak dalej i tak dalej dookoła świata.
Goni dzień za nocą i doba za dobą.
A ja nie wiem, nie wiem, po co za tobą, za tobą?

Po co ja za tobą biegam? Po co ja chodzę?
Jakbyś była tylko jedna na drodze.
Po co ja za tobą łażę? Po co cię ścigam?
Jakbyś była z całych marzeń jedyna.

Inni sobie leżą na słonecznej plaży.
I czekają i czekają może coś się zdarzy.
Inni siedzą w kwiatach lub w kinie tuż obok,
A ja tylko chodzę za tobą, za tobą.

Po co ja za tobą biegam? Po co ja chodzę?
Jakbyś była tylko jedna na drodze.
Po co ja za tobą łażę? Po co cię ścigam?
Jakbyś była z całych marzeń jedyna.

Śpiewając słowa tej piosenki, Maciek wpatrywał się z uwagą w Kreskę, dając jej do zrozumienia, że utwór ten jest przez niego dedykowany właśnie jej. Kreska oczywiście doskonale to zrozumiała, gdyż lekko się zarumieniła i patrzyła na niego swoimi pięknymi, błękitnymi oczami, ukrytymi leciutko za szkiełkami okularów. Maciek wpatrywał się w nią uważnie, myśląc sobie, jak ona cudownie wygląda w tych przesłodkich okularach. Może miały one nieco zbyt grube ramki, ale tak czy siak, dodawały one uroku dziewczynie i to ogromnego.
- Piosenka się skończyła - przypomniała im Aurelia, znowu odrywając ich od marzeń i rozmyślań na temat miłości.
Kreska westchnęła delikatnie w sposób przepraszający, po czym podeszła do gramofonu i przerzuciła płytę na drugą stronę. Poleciała wówczas kolejna piosenka zespołu Trubadurzy, którą także dobrze znał Maciek. Chłopak, słysząc pierwsze takty utwory, zaśmiał się, zaczął trącać dłonią „struny” rakiety do tenisa i zaczął radośnie śpiewać, naśladując przy tym styl śpiewania Krzysztofa Krawczyka:

Znamy się, znamy się.

Znamy się tylko z widzenia,
A jednak lubimy się trochę.
Przez ulicę szeroką jak rzeka,
Zaglądamy sobie do okien, do okien.

Już wiem, że masz oczy niebieskie,
Że lubisz wieczory i kwiaty.
A gdy czasem zanucisz piosenkę,
Twój głos pomaga mi marzyć, marzyć.

Marzenia jak ptaki szybują po niebie.
Na pewno potrafisz wśród nich znaleźć siebie.
I wierzę że kiedyś odgadniesz z tych marzeń,
Że chciałbym się z tobą zobaczyć naprawdę.

Znamy się tylko z widzenia,
A jedno o drugim nic nie wie.
Przez ulicę szeroką jak rzeka,
Uśmiechamy się czasem do siebie,
Do siebie.

Znamy się tylko z widzenia,
I jedno o drugim nic nie wie.
Przez ulicę szeroką jak rzeka,
Uśmiechamy się czasem do siebie,
Do siebie.

Znamy się, znamy się.
Znamy się, znamy się.

Gdy piosenka się skończyła, ktoś zapukał do drzwi. Kreska podeszła więc do gramofonu i wyłączyła go, a Aurelka otworzyła i wpuściła do środka gości, a nimi się okazali Idę Borejko w towarzystwie swojej młodszej siostry Patrycji, a także swojego chłopaka, Sławka Lewandowskiego, wysokiego i przystojnego chłopaka w wieku dwudziestu lat, czarnowłosego, o brązowych oczach, ubranego skromnie, ale dość schludnie.
- Słucham? - zapytała Aurelia.
- Co jest, dzieciarnia? - zapytała Ida - Urządzacie sobie imprezkę?
Dzieciarnia, dobre sobie, prychnął ze złością w myślach Maciek. Ida była od niego i Kreski tylko o rok starsza, a wymądrzała się tak, jakby była nie wiadomo jak dorosła.
- A owszem, urządzamy zabawę. Chcecie dołączyć? - zapytał przyjaźnie.
- Wybacz, ale mamy ważniejsze sprawy - odpowiedziała na to Ida wyniosłym tonem - Ważne dla nas, dorosłych.
- Ida chce się uczyć do egzaminów - wyjaśnił Sławek - Nasza droga Ida chce być kiedyś lekarzem i po wakacjach idzie na studia.
- Lekarzem? To ciekawe - powiedziała Kreska, uśmiechając się figlarnie - A więc będziesz leczyć wszystkich? Nas również?
- Zacznie od biednych, a skończy na bogatych, jak na wszystkich lekarzy przystało - odpowiedział na to Maciek z kpiną w głosie.
Nie przepadał za Idą, bardzo go ona denerwowała i nie lubił przebywać w jej towarzystwie. Dlatego pomyślał o tym, aby jak najszybciej ją spławić i spytał:
- Masz jakąś sprawę?
- Tak, żebyście nie grali tak głośno, bo będę zajęta - odpowiedziała Ida, której nie w smak były kpiny z jej osoby - Dlatego proszę, nie chcę, żeby ściany przez was drżały, bo jeszcze dom się zawali i mnie to będzie przeszkadzać. Dlatego nie grajcie tak głośno.
- Nie będziemy, obiecujemy - powiedziała Kreska.
- To dobrze, a więc ja idę. Mam swoje sprawy - powiedziała Ida i zadowolona skierowała się w kierunku wyjścia.
- Iduniu, a mogę tu zostać i pobawić się z nimi? - zapytała Patrycja, patrząc z uwagą na starszą siostrę.
Ida zatrzymała się i spojrzała uważnie na Patrycję, a potem na Maćka, Kreskę i Aurelię.
- W porządku, nie ma sprawy - odpowiedziała po chwili namysłu - Ale wróć potem do domu na kolację.
- Dobrze, Iduniu.
- Wiesz, możemy zrobić jej kolację - zauważyła Kreska.
Patrycję ucieszył ten pomysł, ale Ida zgasiła ją szybko, mówiąc:
- Moja siostra ma swój dom i ma gdzie jeść kolację. Poza tym nie będzie ona objadać sąsiadów.
- Ale to dla mnie żaden kłopotów.
- Kreska, ja dobrze wiem, że nie przelewa ci się i nie chcę ci dokładać jeszcze problemów - odpowiedziała znacznie bardziej przyjaznym tonem Ida - Dlatego też moja siostra wraca do domu na kolację i po sprawie.
- Iduniu, daj spokój. Słyszałaś, to dla nich żaden problem - powiedział Sławek i delikatnie pocałował policzek dziewczyny.
Ta jednak odsunęła się od niego z delikatną niechęcią, krzywiąc się przy tym tak, jakby zjadła właśnie cytrynę.
- Sławek, nie przy ludziach, dobra?
Przyjaciele nie chcieli się wykłócać z dziewczyną, dlatego też sobie odpuścili i pożegnali ją, a ta wyszła i za nią poszedł jej chłopak. Maciek pokiwał załamany głową i powiedział:
- Zobaczcie, jak ona go traktuje. Nie tak dawno widziałem, jak oboje się tu, w wejściu do tej kamienicy całowali i to namiętnie, a kiedy przechodziły w pobliżu jej koleżanki, to szybko go wepchnęła do środka i udawała przed kumpelkami, że go tam nie ma.
- Co za chamstwo! - zawołała oburzona Kreska.
Ona nie byłaby w stanie w taki sposób zachować się wobec Maćka ani wobec jakiegokolwiek innego chłopaka. Poczuła, że jeszcze bardziej nie lubi Idy. Sławek był dla niej dobry do całowania, chwalenia jej i pomagania przy nauce, ale tak, aby się przyznać do znajomości z nim przed koleżankami, przyszłymi lekarkami, to już zdecydowanie nie był dobry. Żałosne zachowanie. Przecież on ją kochał, a ona w taki sposób się zachowywała?
- Ida już taka jest. Co jakiś czas ma nowego chłopaka - powiedziała Patrycja - Najpierw był Klaudiusz, potem Krzysztof, teraz Sławek. Mówi, że szuka idealnego faceta, który będzie pasował do jej światopoglądu i zaspokajał przede wszystkim intelektualnie, a zaraz potem cieleśnie. Nie bardzo wiem, co to znaczy.
Kreska poczuła, że Ida chyba zgłupiała, aby takie rzeczy mówić przy swojej dziesięcioletniej siostrze, która przecież była tylko dwa lata starsza od Aurelii i nie rozumiała, o co może Idzie chodzić, więc mogła jak najbardziej zadawać dosyć niewygodne pytania, wypytywać o to i o tamto i co wtedy Ida by zrobiła? O ile ją Kreska dobrze znała, to zapewne z ogromną prostotą i w sposób taki, jakby to było coś oczywistego, wyjaśniłaby wszystko młodszej siostrzyczce, wprowadzając ją w ten sposób przedwcześnie w sprawy, o których dziecko raczej nie powinno słuchać i szkodząc poważnie w ten sposób jej psychice. Tak, Ida było do tego zdolna. Bez dwóch zdań.
- Wiesz, Patusiu... Twoja siostra nieraz gada różne głupoty. Nie warto więc, żebyś jej słuchała - powiedziała po chwili Kreska.
- Ale ja jestem ciekawa, o co jej chodziło - odparła na to Patrycja.
- Dowiesz się tego, jak będziesz starsza - rzekł Maciek, ucinając temat.
Patrzył z uśmiechem na dziewczynkę. Mimo, iż była nieco pulchna (stąd też przydomek Pulpecja, którym obdarzyła ją rodzina) wyglądała bardzo uroczo, miała duże, zielone oczka i włosy barwy kasztanów, co upodabniało ją znacznie do Idy. Widać było, że są one siostrami. Maciek pomyślał sobie, że ciekawie tutaj natura pomieszała, gdyż Natalka była z wyglądu podobna do Gabrysi, z kolei Patrycja do Idy, zaś w kwestii charakterów sprawa wyglądała już różnie. Gabrysia budziła jego sympatię, najmłodsze dziewczynki też, ale Ida... Ona jedyna z całego rodzeństwa nie była mu nigdy w żaden sposób bliska ani sympatyczna, nie umiał znaleźć z nią wspólnego języka, chociaż paradoksalnie to właśnie z nią powinien się najlepiej dogadywać, bo byli przecież prawie w tym samym wieku. A jednak charakter jego nie pozwalał mu na przyjaźń z Idą, a za to z jej małymi siostrzyczkami oraz starszą siostrą. Widać, że podobieństwo wieku to za mało, aby stworzyć z kimś naprawdę dobre relacje.
Rozmyślania chłopaka przerwała Patrycja, która chciała się mimo wszystko dowiedzieć, o co mogło chodzić Idzie, ale na szczęście Aurelia wybawiła jego i Kreskę z problemu tłumaczenia tego wstydliwego dla nich tematu, przypominając, że przecież mieli się bawić, więc rzucili się w wir zabawy, a Kreska włączyła płyty jedną po drugiej, puszczając raz za razem wesołe piosenki Trubadurów. Maciek zaś tańczył wesoło pod rytm tych utworów i wygłupiał się lekko przed dziewczynami, śpiewając przy tym słowa piosenek, które bardzo dobrze znał. Robił to nad wyraz dobrze, jakby był prawdziwym piosenkarzem. Nie przejmował się całkowicie tym, iż widzą go trzy dziewczyny i ich wzrok nie odrywa się od niego. Nie czuł wstydu z powodu tego, co robił, ponieważ jego przyjaciółki były tak urocze, że nie był w stanie się przy nich wstydzić tych uroczych wygłupów, a tylko cieszyć się nimi i czerpać z tej zabawy ogromną radość.
Teraz śpiewał piosenkę „Będziesz ty” Trubadurów, która zaczynała się dosyć spokojnie, powoli i delikatnie, a w odpowiednim momencie przeszła do dzikiego i mocnego utworu, przypominającego niemalże rock and roll. Maciek wtedy złapał dziko za rakietę do tenisa i wyginając się niczym muzyk na scenie, zaczął śpiewać z prawdziwym zapałem, wraz z jednocześnie śpiewającym zespołem:

Podzielimy między siebie
Całe niebo, całą ziemię.
Każdą radość niecierpliwą.
To, co będzie. To, co było.

Wszystkie nasze dzienne sprawy,
Wszystkie nasze zapomnienia.
Bo prócz siebie nic nie mamy,
Nic nie mamy do stracenia.

Zabawa w występy Maćka trwała jakiś czas, aż w końcu chłopak się już tym zmęczył i musiał odpocząć. Dziewczyny na szczęście nie męczyły go, aby śpiewał mimo wszystko, tylko wykazały się nad wyraz ogromną wyrozumiałością, bardzo czule i serdecznie mu podziękowały, a nawet uszykowały mu małą przekąskę, aby mógł nabrać sił po występie.
- Dziękuję, jesteście naprawdę miłe - powiedział Maciek do dziewczyn, gdy przyjmował ich dar.
- Nie ma za co. Musisz mieć w końcu siłę do dalszych występów - stwierdziła dowcipnym tonem Kreska.
Maciek parsknął śmiechem i powiedział:
- Powinienem był się domyśleć, że to podstęp.
- Oczywiście, a czego się spodziewałeś? Bezinteresowności? - spytała bardzo dowcipnie Kreska, szczerząc przy tym zęby.
Pomimo tego stwierdzenia, dziewczyny już nie oczekiwały od Maćka tego, że dalej będzie dzisiaj występował. Zamiast tego, po prostu wraz z nim spędzały miło czas słuchając radia, w którym leciało jakieś słuchowisko dla młodzieży, potem zaś znajdując w telewizji ciekawy program, który ich wszystkich zainteresował. Potem przyszedł wieczór i pora kolacji, dlatego Patrycja wróciła do siebie, zaś Maciek z Kreską oraz Aurelią zjedli wspólnie posiłek i spędzili jeszcze miło czas, aż mała Jedwabińska poczuła się zmęczona. Kreska położyła ją w swoim pokoju, przykryła kołdrą i pocałowała delikatnie w czoło.
- Śpi? - zapytał Maciek, zaglądając do pokoju.
Kreska położyła palec na ustach i pokiwała lekko głową na znak, że Aurelia już zasnęła i lepiej jej nie budzić. Maciek uśmiechnął się ze zrozumieniem i bardzo ostrożnie wymknął się z pokoju, a Kreska wkrótce do niego dołączyła. Zamknęła potem ostrożnie pokój i oboje zostali sami.
- Właśnie zasnęła - powiedziała Kreska głośnym szeptem.
- Słodko wygląda, kiedy śpi - rzekł Maciek rozczulonym tonem.
- Tak, to prawda - zgodziła się z nim dziewczyna - Dlatego zachowujmy się w miarę możliwości cicho. Niech sobie pośpi.
- A co my porobimy?
- Chciałam jeszcze poczytać. Poczytasz ze mną?
Maciek zgodził się i oboje usiedli sobie w pokoju profesora Dmuchawca. Tam też usadowili się wygodnie na łóżku, zapalili nocną lampkę, wzięli do ręki książkę i zaczęli ją czytać. Lektura była naprawdę ciekawa i Maciek bardzo dobrze ją znał, ale mimo to z przyjemnością czytał z Kreską książkę, aż oboje ogarnęło już dość poważne zmęczenie, więc odłożyli dzieło na biurko i postanowili pójść spać.
- Pójdę się przebrać, zaraz wrócę - powiedziała Kreska, wychodząc z pokoju.
Maciek nieco był zawiedziony, bo liczył na to, że dziewczyna przebierze się przy nim, jednak szybko skarcił sam siebie za takie myśli, przecież nie byli jeszcze parą i na pewno dziewczyna nie czuła się na siłach, aby spokojnie przy nim się przebierać. Tak więc nie narzekał, tylko szybko przebrał się w piżamę profesora Dmuchawca i czekał na przyjście Kreski. Po chwili ona przyszła, ubrana w bardzo seksowną koszulkę nocną koloru kremowego.
- Cześć. Już jestem. Tęskniłeś? - zapytała słodkim tonem Kreska.
- Owszem, tęskniłem - odpowiedział wesoło Maciek, nie mogąc oderwać przy tym wzroku od dziewczyna.
Wyglądała wówczas po prostu cudownie. Jej koszulka nocna sięgała zaledwie do połowy jej zgrabnych ud, a dodatkowo posiadała lekki dekolt, który podkreślał cudne atuty Kreski. Maciek poczuł wówczas, że mu się robi nagle bardzo gorąco, zwłaszcza wtedy, gdy sobie przypomniał, iż widział ją nie tak dawno w bikini, a jeszcze wcześniej całkiem nago i poczuł, jak serce wali mu mocno w piersi, a ciało drży i robi się gorące.
- Wszystko dobrze, Maciusiu? - zapytała troskliwie Kreska.
- Tak, wszystko dobrze. Po prostu... Trochę mi gorąco - odparł Maciek i lekko sobie poprawił kołnierzyk piżamy.
Kreska uśmiechnęła się do niego słodko i usiadła na łóżku, tuż przy nim. Też poczuła się dziwnie w jego obecności, między nogami zrobiło się jej mokro, serce zaczęło jej bić mocno w piersiach, a przez ciało przechodziły ją lekkie dreszcze.
- Maciusiu...
- Tak, Janeczko?
- Słuchaj, naprawdę Matylda już nic dla ciebie nie znaczy?
- No oczywiście. Ona już nic dla mnie nie znaczy. A czemu pytasz?
- Sama nie wiem. Tak chciałam wiedzieć.
Boże, co ja wygaduję, skarciła sama siebie w myślach Kreska. Maciek musi mnie mieć teraz za kompletną idiotkę.
Maciek jednak wcale tak nie uważał. Dotknął delikatnie dłoni Kreski swoją i pogładził ją z czułością, szepcząc przy tym:
- Chciałbym, abyś wiedziała, że jej nie kocham.
- Wierzę ci - odpowiedziała szeptem Kreska, nie patrząc na Maćka, a jej serce mocno jej w piersi waliło.
- Ale nie chcę, abyś myślała, że jesteś nagrodą pocieszenia. Jakąś chusteczką do otarcia łez.
Kreska spojrzała na niego uważnie.
- Nie jestem? - spytała czule.
- Nie. Nigdy nie skrzywdziłbym cię w taki sposób - odpowiedział Maciek i z czułością dotknął jej policzka.
Kreska poczuła, jak skóra na jej policzku ją piecze, ale w taki bardzo miły i przyjemny dla niej sposób. Położyła dłoń na dłoni Maćka, przyciskając ją mocniej do swojego policzka.
- Janeczko...
- Tak, Maciusiu?
- Jesteś wyjątkowa.
- Ty też jesteś wyjątkowy. Taki inny niż wszyscy.
Deklaracja była dosyć banalna, ale w tej sytuacji nie umiała nic lepszego do niego powiedzieć, gdyż zbytnio rozkoszowała się chwilą, w której to właśnie oboje się znaleźli.
- Janeczko...
- Tak, Maciusiu?
- Wyglądałaś dzisiaj pięknie w tym bikini.
- Dziękuję. Ty też byłeś niezły w tych kąpielówkach. Ja nie wiem, jak mogłeś uważać, że nie jesteś przystojny.
- A jak ty mogłaś uważać, że nie jesteś dla mnie dość piękna?
- Byłam głupia.
- Ja też byłem głupi. Ale już nie będę.
- Nie będziesz?
- Nie będę.
Chwilę później ich usta złączyły się ze sobą w namiętnym i bardzo słodkim pocałunku. Ten pocałunek, do którego teraz doszło, był o wiele śmielszy niż ten, do którego doszło w jego pokoju. Tamten był bowiem jeszcze nieśmiałym krokiem ku czemuś nowemu, był początkiem nowej przygody, która właśnie się zaczynała, a ten z kolei był już czymś dużo głębszym, rozpoczęciem kolejnego rozdziału w ich życiu.
- Jesteś słodka - wyszeptał Maciek.
Męskim i stanowczym ruchem zdjął jej okulary, których szkiełka zdążyły już zaparować i potem namiętnie pogłębił pocałunek. Kreska zarzuciła mu zaś ręce na szyję, po czym nieśmiało zaczęła oddawać pocałunki, pozwalając się prowadzić ku czemuś w ich życiu zupełnie nowemu.
Niestety, chwilami ta trwała zbyt długo, ponieważ chwilę później drzwi się otworzyły do pokoju weszła Aurelia z lekko zaspanym wzrokiem. Maciek i Kreska odskoczyli lekko od siebie, a Kreska szybko nałożyła okulary na nos.
- Co się stało, Aurelio? - zapytała z troską w głosie.
- Miałam zły sen - wyszeptała słodko dziewczynka - Mogę z wami spać?
Maciek nie był zbyt zadowolony z takiego pomysłu, ale za bardzo lubił małą, słodką Aurelię, żeby jej odmówić w tym wypadku. Poza tym wiedział, że Kreska też nie umiałaby wyrzucić dziewczynkę z pokoju, nie w takiej sytuacji.
- No chodź, maleńka. No chodź - powiedział chłopak i wyciągnął ręce ku swojej małej przyjaciółce.
Aurelia uśmiechnęła się lekko i usiadła mu na kolanach, po czym objęła go słodko za szyję i wtuliła głowę w jego tors.
- Ty to masz powodzenie u kobiet - zażartowała sobie Kreska - A twierdziłeś niedawno, że nie możesz podobać się dziewczynom.
- Widocznie podobam się tylko tym, które mają dobry gust - odpowiedział na to żartobliwie Maciek.
Wówczas to humor, który popsuła im nieco Aurelia, przerywając ich cudowny pocałunek, od razu im się poprawił.

3 komentarze:

  1. Sympatyczny rozdział.
    Ida chce mieć faceta, chyba tylko po to, żeby się popisać przed koleżankami. Bo współcześnie liczy się to, by chłopaka przedstawić koleżankom, a nie rodzicom. Bo wstyd, jakby miał niemodny światopogląd lub choćby wygląd.
    Maciek musi chyba nieźle śpiewać i umie zabawiać dziewczyny: Aurelię, Patrycję i Kreskę.
    Niby to brzmi banalnie, ale Maciek taki oczytany, inteligentny, wrażliwy i czuły jest faktycznie inny niż większość facetów. Bo statystycznie mężczyźni mają czytają, wielu przez całe życie tylko Przegląd Sportowy i to jest ich uniwersytet życia. Nie chodzi o to, żeby tego nie lubił, ale żeby miał jeszcze jakieś inne pasje, a nie tylko to i nic więcej.
    Kreska musiała słodko i kusząca wyglądać w koszulce nocnej, niczym nasza Anetka. Pocałunek Maćka i Kreseczki pewnie był magiczny i niezapomniany. Maciek musiał być trochę zły, że Aurelia im przerwała. Ale trudno mu się dziwić.
    Fajnie Kreska zażartowała, że Maciek ma duże powodzenie. A on słusznie zauważył, że ma je jednak tylko u kobiet z dobrym gustem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo dobry rozdział i przy okazji było zabawnie. Ale żeby Aurelia akurat teraz musiała się obudzić, kiedy oni się całują, to po prostu trzeba mieć pecha xD

    OdpowiedzUsuń
  3. Kolejny bardzo ciekawy i rzeczywiście dość niegrzeczny rozdział. Cały wątek kręci się wokół Maćka, Kreski i Aurelii. Ta ostatnia znowu musi zostać pod opieką naszej słodkiej parki, gdyż jej rodzice zostali zaproszeni na polowanie przez szefa ojca Aurelii. Jednak Maćkowi i Kresce to nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie, cała trójka ma świetną zabawę wesoło śpiewając i oglądając wokalne i taneczne popisy Maćka, który pod tym względem trochę przypomina mi Ciebie. :) Całej zabawy nie psuje nawet przyjście Idy ze Sławkiem i Patrycją Borejko, z czego ta ostatnia od razu dołącza do naszego wesołego towarzystwa, a Ida i Sławek mają zamiar zanurzyć się w nauce. Maciek przy okazji zauważa, że Ida wstydzi się czułości ze swoim chłopakiem okazywanej publicznie, mimo iż wcześniej całowała się z nim przy wejściu do kamienicy, jednak przy znajomych odsuwa się od niego na każdy znak czułości z jego strony, nawet na pocałunek w policzek. Co nie tylko Maćka, ale również i moim zdaniem jest dość dziwnym zachowaniem z jej strony.
    Niemniej jednak, nasza wesoła ferajna bawi się wesoło, a gdy Patrycja idzie na kolację do domu, a Aurelia zasypia na kanapie, Maciek i Kreska idą do sypialni profesora Dmuchawca, żeby poczytać. Dziewczyna po chwili przychodzi przebrana w seksowną koszulkę, co powoduje u chłopaka rozpalenie i podniecenie. Gdy Maciek ją do siebie przytula, zaczyna ją to podniecać. Po chwili się całują i to bardzo namiętnie, jednak tą romantyczną chwilę przerywa im Aurelia, która jak na złość właśnie się obudziła i chce spać wraz z nimi, na co niechętnie przystają i we trójkę zasypiają przytuleni.
    Rozdział bardzo mi się podobał, był faktycznie, zgodnie z zapowiedzią, nieco niegrzeczny, ale zdecydowanie warto było na niego tak długo czekać. :) Z radością przeczytam kolejny rozdział, jestem bardzo ciekawa dalszego ciągu. :)

    OdpowiedzUsuń

Rozdział XXXVIII

Rozdział XXXVIII Coś się kończy, coś się zaczyna Przyjęcie trwało do dość późnej pory, a wszyscy bawili się na nim tak dobrze, jak powinni z...