Rozdział XI
Zazdrość i tombak
Maciek i Danuśka szli powoli ulicą, przez chwilę milcząc, ponieważ nie mieli za bardzo pewności, co mogliby sobie powiedzieć. Chłopak był nad wyraz z siebie zadowolony za to, jak w doskonały sposób ostatecznie rozstrzygnął swoje sprawy z Matyldą, ale też nie wiedział, co mógłby powiedzieć jej koleżance, która wpierw się z niego śmiała, ulegając wpływom tej głupiej lalki, a potem nagle, z jakiegoś powodu wystąpiła w jego obronie i z tego samego powodu zerwała z nią przyjaźń. Nie wiedział, co ma o tym myśleć. Nie wiedział, czy zachowanie dziewczyny było uczciwe, a jeśli tak, to jaki ona miała powód, aby tak postąpić? A może wszystko było jedynie przez obie pannice wyreżyserowane tylko po to, żeby wciągnąć go w jakieś kolejne idiotyczne gierki? Tego najbardziej się obawiał.
- Maciek... Ja chciałam cię przeprosić - odezwała się po długiej chwili dość przygnębiającego milczenia Danuśka.
Chłopak spojrzał na nią zaintrygowany i spytał:
- Przeprosić? A za co?
- Za to, że trzymałam z Matyldą i na początku wraz z nią śmiałam się z ciebie. Dobrze wiedziałam, jakie to żałosne, ale widzisz... Nie chciałam stracić przyjaźni z Matyldą. Sądziłam, że tak właśnie należy robić, aby mieć przyjaciółkę. Dlatego też słuchałam się jej i robiłam, co chciała, aż sama powoli zaczęłam się stawać taka jak ona. Dlatego wygadywałam te głupoty w operze. Chciałam jej zaimponować. Chciałam być taka jak ona. Dopiero po paru godzinach, jak to wszystko sobie już poukładałam w głowie, to zrozumiałam, jakie to było głupie. Kiedy tak śmiała się z ciebie na przystanku i zasugerowała mi, że ty i ta słodka dziewczynka, z którą cię parę razy widziałyśmy... Że ty niby mógłbyś... No wiesz... Naprawdę się dziwnie poczułam. I jeszcze jej kpiny z twojego statusu majątkowego.
- Statusu majątkowego. Jak to brzmi - zakpił lekko Maciek - Po co zaraz ten cały patos? Powiedz wprost, że jestem biedny i nie stać mnie na życie na poziomie, do którego przywykła Matylda i do którego przywykłaś ty.
- Ja jeszcze nie przywykłam do bogactwa, rodzice dopiero niedawno zaczęli lepiej zarabiać. Niedawno dopiero się dorobili.
- Dorobili się na służeniu partii, przez którą moi rodzice trafili do więzienia.
- A jeżeli nawet, co nam do tego? Nasi rodzice mieli własny rozum i sami za siebie podejmowali decyzje. Jedne lepsze, drugie gorsze. A my, ich dzieci, musimy jakoś żyć. Myślę, że najlepsze, co możemy w tej sprawie zrobić, to nie mieszać się do tego, co oni robią. I w miarę możliwości, nie oceniać ich, bo możemy ich tylko zranić.
- Może masz rację? Ostatecznie ci, co się mieszali w te same sprawy, w które wmieszali się nasi rodzice, to raczej nie mają teraz lekko w życiu. Jedni siedzą w pace za wrogości do partii, a drudzy im służą i boją się o to, że popadną w niełaskę i dołączą do tych pierwszych. Żadne z nich nie ma teraz łatwo.
- No właśnie, nie ma. A my póki co mamy i powinniśmy się tym cieszyć. Ale to przecież nie znaczy, że musimy wyśmiewać innych, którym chwilowo się nieco gorzej powodzi. No, a poza tym dobrze wiem, jak możesz się teraz czuć. Ja sama nie byłam do niedawna dość bogata, aby sobie pozwolić na przebywanie z takim kimś jak Matylda.
- Ale teraz możesz i obecnie należysz do jej koterii.
- Nie przesadzajmy. Koterią ja bym tego nie nazwała. Raczej bandą głupków, którym się wydaje, że jak mają kasę, to wszystko im wolno.
- I ty do nich należałaś?
- Wbrew swojej woli.
Maciek parsknął śmiechem, gdy to usłyszał.
- Poważnie? Chcesz powiedzieć, że Matylda cię do tego zmusiła?
Danuśka zrozumiała, jak głupio brzmią jej słowa, dlatego postanowiła jakoś sprostować swoją niefortunną wypowiedź.
- W pewnym sensie. Wywarła na mnie swego rodzaju presję. Chciała mieć taką wierną przyjaciółeczkę na dobre i na złe. A raczej tylko na dobre. A ja po tym, jak moi rodzice się dorobili, zaczęłam należeć do elity i cóż... Nie chciałam być gorsza od innych.
- Rozumiem i dlatego zachowywałaś się żałośnie? A gdzie godność osobista? Gdzie własne zdanie i poczucie własnej wartości?
- Początkowo nie myślałam o tym w ten sposób. Dopiero, kiedy ona zaczęła z ciebie kpić na przystanku, zaczęło to do mnie docierać. Potem bardzo dobrze sobie to wszystko przemyślałam i uznałam, że nie chcę tego wszystkiego. Nie chcę już należeć do ludzi, którzy z ciebie kpią. I nie chcę mieć takiej przyjaciółki, bo nigdy nie wiadomo, kiedy ja padnę ofiarą jej kpin. Dlatego opowiedziałam jej znajomym o tym, jak ona cię potraktowała i że każde z nas może być kiedyś jej kolejną ofiarą. Dlatego nie przyszli na jej urodziny.
- Rozumiem. Wiesz, chciałbym uznać twoje postępowanie za szlachetne, ale jakoś nie umiem tego zrobić.
- Wiem, moje pobudki nie są najlepsze. Ale chciałam ci powiedzieć, że ze strony mojej i moich przyjaciół nie spotka cię nic złego. Nie będziemy z ciebie już nigdy kpić.
- Dziękuję. Miło mi to słyszeć.
- I chciałabym cię o coś prosić.
- O co?
- O to, żebyś czasem, kiedy wrócimy już do szkoły po wakacjach, mówił mi „Cześć”, jeśli oczywiście to nie problem. Chciałabym cię lepiej poznać, bo fajny z ciebie chłopak.
- Skąd wniosek, że jestem fajny?
- Tak ładnie opiekujesz tą dziewczynką. Wyglądacie oboje naprawdę uroczo. Ona naprawdę musi cię kochać.
- To prawda, a ja kocham ją. Słodka, mała Aurelia. Jest mi jak siostrzyczka.
- Wierzę ci, bo to było po tobie widać. Tylko ktoś, kto naprawdę kocha dzieci, może być tak dobry dla obcego sobie dziecka. Tym mnie najbardziej ująłeś. No i jeszcze zrozumiałam, że człowiek tak dbający o cudze dziecko, nie może być zły. Dlatego proszę, nie gniewaj się już na mnie. Przepraszam cię.
Maciek ostrożnie rozważał w głowie słowa dziewczyny. Nie miał w końcu żadnej pewności, po co ona mu to wszystko mówi. A jeżeli wszystko to miało na celu tylko zdobycie jego zaufania i wciągnięcie go w jakąś upokarzającą sytuację? Jeśli Matylda to wszystko przygotowała? Chociaż, czy to możliwe? W końcu, po co miałaby to robić? Czy nie dość już się nim zabawiła? Miałaby jeszcze bardziej komplikować mu życie? Poza tym w głosie Danusi nie wyczuwał fałszu, dlatego nie chciał wyciągnąć negatywnych wniosków na jej temat.
- Dobrze, Danuśka. Przeprosiny przyjęte. Nie gniewam się na ciebie. No, a na Matyldzie się zemściłem. Rachunki między nami są wyrównane. Nie zamierzam w to dłużej brnąć i kontynuować dzieła zemsty.
Po tych słowach, zaśmiał się lekko, zdając sobie sprawę, jak patetycznie to mogło zabrzmieć.
- Wybacz, za dużo naczytałem się książek i teraz tak głupio gadam.
- Mnie tam się to podoba - powiedziała Danusia i stanęła przed nim, patrząc mu czule w oczy - Ty mi się podobasz. Jesteś inny niż inni chłopcy.
- Naprawdę? A w czym to niby jestem inny?
- We wszystkim.
Po tych słowach pocałowała go delikatnie w usta. Maciek jednak nie oddał jej pocałunku, tylko pozwolił się pocałować, po czym delikatnie złapał dziewczynę za ramiona, odsunął od ją siebie dziewczynę i powiedział:
- Pochlebiasz mi, ale ja jakoś nie mam chwilowo do tego głowy. A poza tym, nie chcę chusteczki do otarcia łez.
Danuśka była wyraźnie zasmucona z tego powodu, ale zgodziła się i w żaden sposób na niego nie naciskała.
- W porządku. Rozumiem cię. Jesteś naprawdę w porządku. Mam nadzieję, że kiedyś zostaniemy chociaż przyjaciółmi.
- Jesteś na dobrej drodze, aby to osiągnąć.
Dziewczyna uśmiechnęła się radośnie, po czym rzuciła się chłopakowi czule na szyję, lekko go przy tym ściskając. Maciek był w takim szoku, gdy to zobaczył, że nie był w stanie już nic powiedzieć poza: „Do widzenia” do Danuśki, która to już ruszyła biegiem przed siebie.
- Ech, dziewczyny. Kto je zrozumie? - zapytał ironicznie sam siebie i powoli wszedł do kamienicy.
Postanowił zajść do Kreski, aby z nią porozmawiać na temat tego, co właśnie miało miejsce oraz tego, co się stało u Matyldy. Zastał jednak dziewczynę bardzo przygnębioną, siedzącą właśnie przy stole.
- Cześć, Janeczko. Dobrze, że jesteś, bo chciałem ci coś powiedzieć.
- Nie musisz mi nic mówić. Przed chwilą dość się już napatrzyłam - odparła na to Kreska, nawet nie zaszczycając go spojrzeniem.
Maciek spojrzał na nią zaintrygowany tym, co właśnie usłyszał. Dlaczego to Kreska nagle w taki sposób do niego mówi? Przecież to nie ma sensu. O co jej też może chodzić?
- Janeczko, co ci jest? O co ci chodzi? - zapytał.
- Nieważne. To bez znaczenia - burknęła Kreska.
- Proszę, powiedz mi to, a postaram się to naprawić.
- Tego nie można naprawić.
- A może jednak można?
Kreska spojrzała na niego ze złością, graniczącą chwilami ze wściekłością oraz zazdrością, po czym zapytała:
- Kim jest ta dziewczyna?
- Jaka dziewczyna?
Kreska zerwała się ze swojego miejsca. Teraz było widać aż nadto dobrze, że jest po prostu wściekła.
- Ta dziewczyna, z którą całowałeś się pod domem.
Maciek zmieszał się tym pytaniem i nie wiedział, co może powiedzieć, choć zawsze wiedział, co chce powiedzieć.
- Skąd wiesz o Danuśce?
- Aha, a więc to była ta głupia Danuśka, która łazi ciągle za Matyldą? Tak coś sobie myślałam, że to ona. A ja głupia sądziłam, że Matylda kłamie.
- W czym kłamie?
- Wyobraź sobie, że zadzwoniła do mnie jakieś pół godziny temu i wyjawiła, że byłeś u niej na urodzinach i z byle powodu wyszedłeś razem z Danuśką, z którą wyraźnie byłeś umówiony na słodkie sam na sam.
Maciek wyglądał, jak ktoś, komu opowiedziano stary i głupi dowcip, którego treść była już po prostu idiotyczna, dlatego początkowo parsknął śmiechem, być może sądząc, że Kreska zmyśla. Gdy jednak zobaczył, że bierze ona to, o czym tu mowa, na poważnie, szybko pospieszył z wyjaśnieniami.
- Janeczko, przecież Danuśka to tylko koleżanka Matyldy, a teraz i moja. Nie wiem, ile jeszcze będzie się przyjaźnić z tą głupią kreaturą. Mam nadzieję, że już nigdy więcej.
- A co ci tak na tym zależy, co? Podoba ci się ona? W sumie nie dziwię ci się. Ona jest bardzo ładną dziewczyną.
- Janeczko, ona wcale mi się nie podoba. To znaczy, ładna z niej dziewczyna, ale przecież i tak nie mam u niej szans. Nie mam szans u żadnej dziewczyny.
- Tak? I dlatego, że nie masz z nią szans, całowałeś się z nią?
- To ona mnie całowała, a nie ja ją.
- O, to rzeczywiście duża różnica.
- O co ci chodzi?
- O nic. Tylko dziwi mnie, że tak narzekałeś na Matyldę, a poszedłeś do niej na jej urodziny, a potem zabrałeś sobie z nich nagrodę pocieszenia.
- Jaką nagrodę pocieszenia?
- Wiesz, taką chusteczkę do otarcia łez.
Maciek spojrzał zdumiony na Kreskę, nie bardzo rozumiejąc, co ona ma na myśli. Dość szybko jednak to pojął, bo parsknął śmiechem i odpowiedział:
- Janeczko, jak ty możesz tak uważać? Przecież Danusia mnie w żaden sposób nie interesuje.
- Naprawdę? Ale ty ją i owszem.
- Daj już spokój. Przecież żadna dziewczyna nie może być mną na poważnie zainteresowana.
Teraz Kreska spojrzała zdumiona na chłopaka, nie bardzo rozumiejąc, co on ma na myśli. On uważa, że żadna dziewczyna nie może być nim zainteresowana? Co on w ogóle gada?
- Jak to? Co ty bredzisz?
- No, bo popatrz sama. Przecież ja nawet nie jestem przystojny.
Kreska parsknęła śmiechem. Myślała, że chłopak żartuje. Potem jednak, gdy dokładniej przyjrzała się jego twarzy i miny, która na niej widniała, zrozumiała, iż on mówi na poważnie.
- No nie... Ty tak na serio? - spytała.
- Tak, na serio - potwierdził chłopak - Przecież ja wcale nie jestem przystojny.
- Ty nie jesteś przystojny? Naprawdę nieźle zgłupiałeś przy tej Matyldzie. Ty nie jesteś przystojny? Nawet dziadek, choć jest mężczyzną, nieraz powiedział, że jesteś bardzo przystojnym chłopcem. Przypominasz mu młodego Olbrychskiego.
- Poważnie? Twój dziadek jest bardzo miły - odrzekł Maciek z uśmiechem na twarzy - Ale obawiam się, że jest w błędzie. Fakty przeczą o tym całkowicie. Ja nie jestem przystojny, bo gdybym był, to teraz włóczyłby się za mną cały wianuszek ładnych dziewczyn.
Kreska prychnęła z pogardą.
- Wianuszek ładnych dziewczyn? Typowy facet. To jedna ci nie wystarczy?
- Oj, jedna by mi całkowicie wystarczyła. Ale nie ma co o tym rozmawiać. To jest przecież praktycznie i fizycznie niemożliwe. A nawet gdyby było, to przecież ja zamierzam całkowicie skończyć z głupimi babami. Żadna mnie już nie usidli. Mówię ci, koniec z babami. Koniec z dziewczynami.
- Aha, czyli ze mną też koniec? Dziękuję bardzo.
Maciek poczuł, że się nieco zagalopował, więc szybko poprawił.
- Ale ty nie jesteś dziewczyną. Jesteś Kreską. To znaczy Janeczką.
Kreski to jednak nie uspokoiło.
- Nie jestem dziewczyną? Dziękuję bardzo. Coraz lepiej. To jeśli nie jestem dziewczyną, to kim jestem?
- Przepraszam, ja nie to miałam na myśli.
- A co miałeś na myśli? Znowu jestem Kreską, a nie Janeczką?
- Nie, jesteś Janeczką, nie Kreską. Tylko, że ty nie jesteś taką dziewczyną jak wszystkie inne.
- Wszystkie inne? Jakie wszystkie inne? Uważasz, że skoro ta twoja Matylda jest głupia i nic nie warta, to wszystkie takie są?
- Ty nie jesteś.
- A Gabrysia jest? A Aurelia jest? Przypominam, że to też dziewczyny.
- Dobrze, masz rację. Zagalopowałem się. Po prostu mam dość głupich bab, które się mną bawią. Jestem załamany i to mnie boli. Do tego, jak mi mówisz, ta głupia Matylda dzwoniła do ciebie i wygadywała na mój temat głupoty.
- Chyba nie do końca takie głupoty, skoro się całowałeś z Danuśką.
- Nie całowałem się! To ona mnie pocałowała!
- A ty się opierałeś?
- Odsunąłem ją od siebie i dałem jej do zrozumienia, że nie jestem chwilowo zainteresowany związkiem. W każdym razie nie z nią.
- Dlaczego? Jest ładna, zgrabna, bogata, ma wszystko na swoim miejscu. Co ci w niej przeszkadza?
- To, że jeszcze do niedawna sama się ze mnie śmiała wraz z Matyldą. Teraz mi gada jakieś bzdury, że niby nie chciała tego robić, że robiła to pod jej presją, ale naszły ją refleksje i teraz ma już dość. Brzmiała szczerze, ale skąd mam wiedzieć, czy nie mówi tak po to, aby się mną zabawić i zemścić na Matyldzie? Żeby mieć satysfakcję, że mnie uwiodła, a Matyldzie się nie udało? Albo, że ona i Matylda to wszystko uknuły, aby mnie jakoś ośmieszyć?
Kreska patrzyła na niego uważnie i słuchała jego słów. Wiedziała, że mówi na serio i złość powoli zaczęła jej przechodzić.
- Nie sądzisz, że za dużo książek się naczytałeś? Zwłaszcza tych o intrygach? Po co Matylda miałaby tak się wysilać i wymyślać takie plany, skoro wcale jej na tobie nie zależy?
- Nie wiem. Urażona duma? Albo może chęć zemsty za numer, który zrobiłem na jej urodzinach?
- Jaki numer? - zapytała zdumiona Kreska.
Maciek opowiedział więc ze szczegółami, jak się zachował na przyjęciu. Jego słuchaczka wysłuchała opowieści bardzo uważnie, jednocześnie nie umiejąc jakoś ukryć swojej satysfakcji z tego powodu. Uznała, że chłopak miał naprawdę dobry pomysł i nieźle urządził tę zarozumiałą zołzę. Nic dziwnego, że ta potem do niej zadzwoniła i naopowiadała jej bredni o tym, że Maciek i Danuśka są w sobie teraz zakochani. Teraz wszystko układało się w jedną całość.
- Rozumiem. W takim razie ten telefon od Matyldy nabiera sensu. Ta głupia zołza liczyła na to, że uwierzę w to, jakim jesteś babiarzem i zerwę z tobą kontakt. A ja niewiele lepsza, skoro przez chwilę naprawdę w to uwierzyłam.
- Ale już nie wierzysz?
- Nie, teraz wierzę w to, co ty mówisz. Wierzę ci, Maciek. Ale nie wierzę w to, że możesz myśleć o sobie jak o brzydkim facecie.
- Ale tak przecież jest. Jakoś żadna dziewczyna w szkole nie okazywała mi nigdy swojego zainteresowania, zwłaszcza odkąd moi rodzice trafili do więzienia jako osoby podejrzane politycznie. W tamtym momencie wszyscy się ode mnie odwrócili. Znaczy, nie wszyscy, jednak sporo osób zaczęło na mnie patrzeć w taki sposób, jakbym był trędowaty.
- To akurat prawda, ale nie ma co się przejmować. Przejdzie im. Zobaczysz, jak tylko twoi rodzice wyjdą, to wszystko wróci do normy. Poza tym, naprawdę cię przejmuje to, co myślą o tobie idioci pokroju Matyldy?
- Nie wiem. Z jednej strony mnie to nie przejmuje, ale z drugiej boli mnie to, jak łatwo większość uczniów odsunęła się ode mnie tylko dlatego, że moi rodzice coś niecoś narozrabiali w polityce i poszli za to siedzieć. Bo tak, to wszyscy byli do mnie bardzo mili, a potem co? Ledwie jakiś problem się pojawia, a już wszyscy się ode mnie odwracają. Znaczy nie wszyscy, ale ogromna część.
- Ludzie już tacy są. Ale nie można wrzucać wszystkich do jednego worka.
- Jedno jest jednak pewne. Żadnej dziewczynie się nie podobam.
Kreska zaczęła się śmiać, gdy to usłyszała. Jej śmiech rozdrażnił Maćka.
- Co cię tak bawi? - zapytał - Moja przykra sytuacja?
- Jaka przykra sytuacja? Przecież ty jesteś najładniejszym chłopakiem w całej szkole i każda dziewczyna marzyłaby o tym, aby być z tobą.
- Tak? To czemu jakoś ich tutaj nie ma, co?! Dlaczego, jak tylko pojawiły się jakieś problemy, od razu te wielbicielki zniknęły, jedne po drugim?
- Potrzebujesz wielbicielek?
- Potrzebuję prawdziwej miłości. Marzę o niej od dawna. A żadna dziewczyna jakoś nie umie mnie nią obdarzyć.
- Bredzisz.
- Nie bredzę! Janka, popatrz tylko na mnie! No, popatrz na mnie! Co ja mam dziewczynie do zaoferowania?!
- Dobre i kochające serce uczciwego chłopaka. To mało?
- Jakoś mało, bo żadna mnie nie umie pokochać! I żadna mnie nie pokocha!
- Co ty opowiadasz?!
- Prawdę! Żadna dziewczyna mnie dotąd nie pokochała i nie pokocha!
- Skąd wiesz, że żadna nie pokochała?
- To gdzie ona teraz jest, co?! Ta jedna jedyna? Jakoś jej tu nie ma. Nie ma jej i nigdy nie było. Bo nigdy ona nie istniała. Żadna mnie nigdy nie pokochała!
- JA POKOCHAŁAM!
Maciek zmieszał się, gdy to usłyszał. Nie wiedział, co ma powiedzieć. Nigdy by się nie spodziewał takich słów z ust swojej przyjaciółki. Kreska zaś wyglądała na zmieszaną swoją odwagę, której sama się po sobie nie spodziewała. Spuściła lekko głowę w dół, nie mając teraz siły patrzeć w oczy ukochanego.
- Janeczko, ja...
Maciek chciał podejść do Kreski, ale ta cofnęła się przed nim.
- Nie rób tego! Nie chcę stracić do ciebie szacunku!
- O czym ty mówisz?
- Nie rób tego, Maciusiu.
- Czego mam nie robić?
- Nie mów, że też mnie kochasz. Bo teraz to nie byłoby szczere. Bo teraz to byłby falsyfikat. A ja go nie chcę. Nie chcę od ciebie tombaku!
Maciek zmieszany patrzył zdumiony na Kreskę. Ta zaś odwróciła się do niego plecami i powiedziała już spokojniejszym tonem:
- Proszę cię, wyjdź.
- Dlaczego?
- Potrzebuję spokoju. Wyjdź, proszę. Później porozmawiamy. Teraz nie mam na to siły.
- Na pewno?
- Na pewno.
Maciek podszedł do niej i dotknął jej ramienia, jednak Kreska odsunęła się od niego. Nie chciała, aby jej dotykał. Nie teraz. Właściwie, to marzyła o tym, aby ją do siebie przytulił i przycisnął do swego serca, ale nie teraz. Teraz chciała tylko świętego spokoju. Maciek na szczęście uszanował to i wyszedł. Kreska zaś, kiedy już upewniła się, że poszedł do siebie, spojrzała w lustro, szepcząc:
- Coś ty narobiła, idiotko?
I zaczęła płakać.
- Maciek... Ja chciałam cię przeprosić - odezwała się po długiej chwili dość przygnębiającego milczenia Danuśka.
Chłopak spojrzał na nią zaintrygowany i spytał:
- Przeprosić? A za co?
- Za to, że trzymałam z Matyldą i na początku wraz z nią śmiałam się z ciebie. Dobrze wiedziałam, jakie to żałosne, ale widzisz... Nie chciałam stracić przyjaźni z Matyldą. Sądziłam, że tak właśnie należy robić, aby mieć przyjaciółkę. Dlatego też słuchałam się jej i robiłam, co chciała, aż sama powoli zaczęłam się stawać taka jak ona. Dlatego wygadywałam te głupoty w operze. Chciałam jej zaimponować. Chciałam być taka jak ona. Dopiero po paru godzinach, jak to wszystko sobie już poukładałam w głowie, to zrozumiałam, jakie to było głupie. Kiedy tak śmiała się z ciebie na przystanku i zasugerowała mi, że ty i ta słodka dziewczynka, z którą cię parę razy widziałyśmy... Że ty niby mógłbyś... No wiesz... Naprawdę się dziwnie poczułam. I jeszcze jej kpiny z twojego statusu majątkowego.
- Statusu majątkowego. Jak to brzmi - zakpił lekko Maciek - Po co zaraz ten cały patos? Powiedz wprost, że jestem biedny i nie stać mnie na życie na poziomie, do którego przywykła Matylda i do którego przywykłaś ty.
- Ja jeszcze nie przywykłam do bogactwa, rodzice dopiero niedawno zaczęli lepiej zarabiać. Niedawno dopiero się dorobili.
- Dorobili się na służeniu partii, przez którą moi rodzice trafili do więzienia.
- A jeżeli nawet, co nam do tego? Nasi rodzice mieli własny rozum i sami za siebie podejmowali decyzje. Jedne lepsze, drugie gorsze. A my, ich dzieci, musimy jakoś żyć. Myślę, że najlepsze, co możemy w tej sprawie zrobić, to nie mieszać się do tego, co oni robią. I w miarę możliwości, nie oceniać ich, bo możemy ich tylko zranić.
- Może masz rację? Ostatecznie ci, co się mieszali w te same sprawy, w które wmieszali się nasi rodzice, to raczej nie mają teraz lekko w życiu. Jedni siedzą w pace za wrogości do partii, a drudzy im służą i boją się o to, że popadną w niełaskę i dołączą do tych pierwszych. Żadne z nich nie ma teraz łatwo.
- No właśnie, nie ma. A my póki co mamy i powinniśmy się tym cieszyć. Ale to przecież nie znaczy, że musimy wyśmiewać innych, którym chwilowo się nieco gorzej powodzi. No, a poza tym dobrze wiem, jak możesz się teraz czuć. Ja sama nie byłam do niedawna dość bogata, aby sobie pozwolić na przebywanie z takim kimś jak Matylda.
- Ale teraz możesz i obecnie należysz do jej koterii.
- Nie przesadzajmy. Koterią ja bym tego nie nazwała. Raczej bandą głupków, którym się wydaje, że jak mają kasę, to wszystko im wolno.
- I ty do nich należałaś?
- Wbrew swojej woli.
Maciek parsknął śmiechem, gdy to usłyszał.
- Poważnie? Chcesz powiedzieć, że Matylda cię do tego zmusiła?
Danuśka zrozumiała, jak głupio brzmią jej słowa, dlatego postanowiła jakoś sprostować swoją niefortunną wypowiedź.
- W pewnym sensie. Wywarła na mnie swego rodzaju presję. Chciała mieć taką wierną przyjaciółeczkę na dobre i na złe. A raczej tylko na dobre. A ja po tym, jak moi rodzice się dorobili, zaczęłam należeć do elity i cóż... Nie chciałam być gorsza od innych.
- Rozumiem i dlatego zachowywałaś się żałośnie? A gdzie godność osobista? Gdzie własne zdanie i poczucie własnej wartości?
- Początkowo nie myślałam o tym w ten sposób. Dopiero, kiedy ona zaczęła z ciebie kpić na przystanku, zaczęło to do mnie docierać. Potem bardzo dobrze sobie to wszystko przemyślałam i uznałam, że nie chcę tego wszystkiego. Nie chcę już należeć do ludzi, którzy z ciebie kpią. I nie chcę mieć takiej przyjaciółki, bo nigdy nie wiadomo, kiedy ja padnę ofiarą jej kpin. Dlatego opowiedziałam jej znajomym o tym, jak ona cię potraktowała i że każde z nas może być kiedyś jej kolejną ofiarą. Dlatego nie przyszli na jej urodziny.
- Rozumiem. Wiesz, chciałbym uznać twoje postępowanie za szlachetne, ale jakoś nie umiem tego zrobić.
- Wiem, moje pobudki nie są najlepsze. Ale chciałam ci powiedzieć, że ze strony mojej i moich przyjaciół nie spotka cię nic złego. Nie będziemy z ciebie już nigdy kpić.
- Dziękuję. Miło mi to słyszeć.
- I chciałabym cię o coś prosić.
- O co?
- O to, żebyś czasem, kiedy wrócimy już do szkoły po wakacjach, mówił mi „Cześć”, jeśli oczywiście to nie problem. Chciałabym cię lepiej poznać, bo fajny z ciebie chłopak.
- Skąd wniosek, że jestem fajny?
- Tak ładnie opiekujesz tą dziewczynką. Wyglądacie oboje naprawdę uroczo. Ona naprawdę musi cię kochać.
- To prawda, a ja kocham ją. Słodka, mała Aurelia. Jest mi jak siostrzyczka.
- Wierzę ci, bo to było po tobie widać. Tylko ktoś, kto naprawdę kocha dzieci, może być tak dobry dla obcego sobie dziecka. Tym mnie najbardziej ująłeś. No i jeszcze zrozumiałam, że człowiek tak dbający o cudze dziecko, nie może być zły. Dlatego proszę, nie gniewaj się już na mnie. Przepraszam cię.
Maciek ostrożnie rozważał w głowie słowa dziewczyny. Nie miał w końcu żadnej pewności, po co ona mu to wszystko mówi. A jeżeli wszystko to miało na celu tylko zdobycie jego zaufania i wciągnięcie go w jakąś upokarzającą sytuację? Jeśli Matylda to wszystko przygotowała? Chociaż, czy to możliwe? W końcu, po co miałaby to robić? Czy nie dość już się nim zabawiła? Miałaby jeszcze bardziej komplikować mu życie? Poza tym w głosie Danusi nie wyczuwał fałszu, dlatego nie chciał wyciągnąć negatywnych wniosków na jej temat.
- Dobrze, Danuśka. Przeprosiny przyjęte. Nie gniewam się na ciebie. No, a na Matyldzie się zemściłem. Rachunki między nami są wyrównane. Nie zamierzam w to dłużej brnąć i kontynuować dzieła zemsty.
Po tych słowach, zaśmiał się lekko, zdając sobie sprawę, jak patetycznie to mogło zabrzmieć.
- Wybacz, za dużo naczytałem się książek i teraz tak głupio gadam.
- Mnie tam się to podoba - powiedziała Danusia i stanęła przed nim, patrząc mu czule w oczy - Ty mi się podobasz. Jesteś inny niż inni chłopcy.
- Naprawdę? A w czym to niby jestem inny?
- We wszystkim.
Po tych słowach pocałowała go delikatnie w usta. Maciek jednak nie oddał jej pocałunku, tylko pozwolił się pocałować, po czym delikatnie złapał dziewczynę za ramiona, odsunął od ją siebie dziewczynę i powiedział:
- Pochlebiasz mi, ale ja jakoś nie mam chwilowo do tego głowy. A poza tym, nie chcę chusteczki do otarcia łez.
Danuśka była wyraźnie zasmucona z tego powodu, ale zgodziła się i w żaden sposób na niego nie naciskała.
- W porządku. Rozumiem cię. Jesteś naprawdę w porządku. Mam nadzieję, że kiedyś zostaniemy chociaż przyjaciółmi.
- Jesteś na dobrej drodze, aby to osiągnąć.
Dziewczyna uśmiechnęła się radośnie, po czym rzuciła się chłopakowi czule na szyję, lekko go przy tym ściskając. Maciek był w takim szoku, gdy to zobaczył, że nie był w stanie już nic powiedzieć poza: „Do widzenia” do Danuśki, która to już ruszyła biegiem przed siebie.
- Ech, dziewczyny. Kto je zrozumie? - zapytał ironicznie sam siebie i powoli wszedł do kamienicy.
Postanowił zajść do Kreski, aby z nią porozmawiać na temat tego, co właśnie miało miejsce oraz tego, co się stało u Matyldy. Zastał jednak dziewczynę bardzo przygnębioną, siedzącą właśnie przy stole.
- Cześć, Janeczko. Dobrze, że jesteś, bo chciałem ci coś powiedzieć.
- Nie musisz mi nic mówić. Przed chwilą dość się już napatrzyłam - odparła na to Kreska, nawet nie zaszczycając go spojrzeniem.
Maciek spojrzał na nią zaintrygowany tym, co właśnie usłyszał. Dlaczego to Kreska nagle w taki sposób do niego mówi? Przecież to nie ma sensu. O co jej też może chodzić?
- Janeczko, co ci jest? O co ci chodzi? - zapytał.
- Nieważne. To bez znaczenia - burknęła Kreska.
- Proszę, powiedz mi to, a postaram się to naprawić.
- Tego nie można naprawić.
- A może jednak można?
Kreska spojrzała na niego ze złością, graniczącą chwilami ze wściekłością oraz zazdrością, po czym zapytała:
- Kim jest ta dziewczyna?
- Jaka dziewczyna?
Kreska zerwała się ze swojego miejsca. Teraz było widać aż nadto dobrze, że jest po prostu wściekła.
- Ta dziewczyna, z którą całowałeś się pod domem.
Maciek zmieszał się tym pytaniem i nie wiedział, co może powiedzieć, choć zawsze wiedział, co chce powiedzieć.
- Skąd wiesz o Danuśce?
- Aha, a więc to była ta głupia Danuśka, która łazi ciągle za Matyldą? Tak coś sobie myślałam, że to ona. A ja głupia sądziłam, że Matylda kłamie.
- W czym kłamie?
- Wyobraź sobie, że zadzwoniła do mnie jakieś pół godziny temu i wyjawiła, że byłeś u niej na urodzinach i z byle powodu wyszedłeś razem z Danuśką, z którą wyraźnie byłeś umówiony na słodkie sam na sam.
Maciek wyglądał, jak ktoś, komu opowiedziano stary i głupi dowcip, którego treść była już po prostu idiotyczna, dlatego początkowo parsknął śmiechem, być może sądząc, że Kreska zmyśla. Gdy jednak zobaczył, że bierze ona to, o czym tu mowa, na poważnie, szybko pospieszył z wyjaśnieniami.
- Janeczko, przecież Danuśka to tylko koleżanka Matyldy, a teraz i moja. Nie wiem, ile jeszcze będzie się przyjaźnić z tą głupią kreaturą. Mam nadzieję, że już nigdy więcej.
- A co ci tak na tym zależy, co? Podoba ci się ona? W sumie nie dziwię ci się. Ona jest bardzo ładną dziewczyną.
- Janeczko, ona wcale mi się nie podoba. To znaczy, ładna z niej dziewczyna, ale przecież i tak nie mam u niej szans. Nie mam szans u żadnej dziewczyny.
- Tak? I dlatego, że nie masz z nią szans, całowałeś się z nią?
- To ona mnie całowała, a nie ja ją.
- O, to rzeczywiście duża różnica.
- O co ci chodzi?
- O nic. Tylko dziwi mnie, że tak narzekałeś na Matyldę, a poszedłeś do niej na jej urodziny, a potem zabrałeś sobie z nich nagrodę pocieszenia.
- Jaką nagrodę pocieszenia?
- Wiesz, taką chusteczkę do otarcia łez.
Maciek spojrzał zdumiony na Kreskę, nie bardzo rozumiejąc, co ona ma na myśli. Dość szybko jednak to pojął, bo parsknął śmiechem i odpowiedział:
- Janeczko, jak ty możesz tak uważać? Przecież Danusia mnie w żaden sposób nie interesuje.
- Naprawdę? Ale ty ją i owszem.
- Daj już spokój. Przecież żadna dziewczyna nie może być mną na poważnie zainteresowana.
Teraz Kreska spojrzała zdumiona na chłopaka, nie bardzo rozumiejąc, co on ma na myśli. On uważa, że żadna dziewczyna nie może być nim zainteresowana? Co on w ogóle gada?
- Jak to? Co ty bredzisz?
- No, bo popatrz sama. Przecież ja nawet nie jestem przystojny.
Kreska parsknęła śmiechem. Myślała, że chłopak żartuje. Potem jednak, gdy dokładniej przyjrzała się jego twarzy i miny, która na niej widniała, zrozumiała, iż on mówi na poważnie.
- No nie... Ty tak na serio? - spytała.
- Tak, na serio - potwierdził chłopak - Przecież ja wcale nie jestem przystojny.
- Ty nie jesteś przystojny? Naprawdę nieźle zgłupiałeś przy tej Matyldzie. Ty nie jesteś przystojny? Nawet dziadek, choć jest mężczyzną, nieraz powiedział, że jesteś bardzo przystojnym chłopcem. Przypominasz mu młodego Olbrychskiego.
- Poważnie? Twój dziadek jest bardzo miły - odrzekł Maciek z uśmiechem na twarzy - Ale obawiam się, że jest w błędzie. Fakty przeczą o tym całkowicie. Ja nie jestem przystojny, bo gdybym był, to teraz włóczyłby się za mną cały wianuszek ładnych dziewczyn.
Kreska prychnęła z pogardą.
- Wianuszek ładnych dziewczyn? Typowy facet. To jedna ci nie wystarczy?
- Oj, jedna by mi całkowicie wystarczyła. Ale nie ma co o tym rozmawiać. To jest przecież praktycznie i fizycznie niemożliwe. A nawet gdyby było, to przecież ja zamierzam całkowicie skończyć z głupimi babami. Żadna mnie już nie usidli. Mówię ci, koniec z babami. Koniec z dziewczynami.
- Aha, czyli ze mną też koniec? Dziękuję bardzo.
Maciek poczuł, że się nieco zagalopował, więc szybko poprawił.
- Ale ty nie jesteś dziewczyną. Jesteś Kreską. To znaczy Janeczką.
Kreski to jednak nie uspokoiło.
- Nie jestem dziewczyną? Dziękuję bardzo. Coraz lepiej. To jeśli nie jestem dziewczyną, to kim jestem?
- Przepraszam, ja nie to miałam na myśli.
- A co miałeś na myśli? Znowu jestem Kreską, a nie Janeczką?
- Nie, jesteś Janeczką, nie Kreską. Tylko, że ty nie jesteś taką dziewczyną jak wszystkie inne.
- Wszystkie inne? Jakie wszystkie inne? Uważasz, że skoro ta twoja Matylda jest głupia i nic nie warta, to wszystkie takie są?
- Ty nie jesteś.
- A Gabrysia jest? A Aurelia jest? Przypominam, że to też dziewczyny.
- Dobrze, masz rację. Zagalopowałem się. Po prostu mam dość głupich bab, które się mną bawią. Jestem załamany i to mnie boli. Do tego, jak mi mówisz, ta głupia Matylda dzwoniła do ciebie i wygadywała na mój temat głupoty.
- Chyba nie do końca takie głupoty, skoro się całowałeś z Danuśką.
- Nie całowałem się! To ona mnie pocałowała!
- A ty się opierałeś?
- Odsunąłem ją od siebie i dałem jej do zrozumienia, że nie jestem chwilowo zainteresowany związkiem. W każdym razie nie z nią.
- Dlaczego? Jest ładna, zgrabna, bogata, ma wszystko na swoim miejscu. Co ci w niej przeszkadza?
- To, że jeszcze do niedawna sama się ze mnie śmiała wraz z Matyldą. Teraz mi gada jakieś bzdury, że niby nie chciała tego robić, że robiła to pod jej presją, ale naszły ją refleksje i teraz ma już dość. Brzmiała szczerze, ale skąd mam wiedzieć, czy nie mówi tak po to, aby się mną zabawić i zemścić na Matyldzie? Żeby mieć satysfakcję, że mnie uwiodła, a Matyldzie się nie udało? Albo, że ona i Matylda to wszystko uknuły, aby mnie jakoś ośmieszyć?
Kreska patrzyła na niego uważnie i słuchała jego słów. Wiedziała, że mówi na serio i złość powoli zaczęła jej przechodzić.
- Nie sądzisz, że za dużo książek się naczytałeś? Zwłaszcza tych o intrygach? Po co Matylda miałaby tak się wysilać i wymyślać takie plany, skoro wcale jej na tobie nie zależy?
- Nie wiem. Urażona duma? Albo może chęć zemsty za numer, który zrobiłem na jej urodzinach?
- Jaki numer? - zapytała zdumiona Kreska.
Maciek opowiedział więc ze szczegółami, jak się zachował na przyjęciu. Jego słuchaczka wysłuchała opowieści bardzo uważnie, jednocześnie nie umiejąc jakoś ukryć swojej satysfakcji z tego powodu. Uznała, że chłopak miał naprawdę dobry pomysł i nieźle urządził tę zarozumiałą zołzę. Nic dziwnego, że ta potem do niej zadzwoniła i naopowiadała jej bredni o tym, że Maciek i Danuśka są w sobie teraz zakochani. Teraz wszystko układało się w jedną całość.
- Rozumiem. W takim razie ten telefon od Matyldy nabiera sensu. Ta głupia zołza liczyła na to, że uwierzę w to, jakim jesteś babiarzem i zerwę z tobą kontakt. A ja niewiele lepsza, skoro przez chwilę naprawdę w to uwierzyłam.
- Ale już nie wierzysz?
- Nie, teraz wierzę w to, co ty mówisz. Wierzę ci, Maciek. Ale nie wierzę w to, że możesz myśleć o sobie jak o brzydkim facecie.
- Ale tak przecież jest. Jakoś żadna dziewczyna w szkole nie okazywała mi nigdy swojego zainteresowania, zwłaszcza odkąd moi rodzice trafili do więzienia jako osoby podejrzane politycznie. W tamtym momencie wszyscy się ode mnie odwrócili. Znaczy, nie wszyscy, jednak sporo osób zaczęło na mnie patrzeć w taki sposób, jakbym był trędowaty.
- To akurat prawda, ale nie ma co się przejmować. Przejdzie im. Zobaczysz, jak tylko twoi rodzice wyjdą, to wszystko wróci do normy. Poza tym, naprawdę cię przejmuje to, co myślą o tobie idioci pokroju Matyldy?
- Nie wiem. Z jednej strony mnie to nie przejmuje, ale z drugiej boli mnie to, jak łatwo większość uczniów odsunęła się ode mnie tylko dlatego, że moi rodzice coś niecoś narozrabiali w polityce i poszli za to siedzieć. Bo tak, to wszyscy byli do mnie bardzo mili, a potem co? Ledwie jakiś problem się pojawia, a już wszyscy się ode mnie odwracają. Znaczy nie wszyscy, ale ogromna część.
- Ludzie już tacy są. Ale nie można wrzucać wszystkich do jednego worka.
- Jedno jest jednak pewne. Żadnej dziewczynie się nie podobam.
Kreska zaczęła się śmiać, gdy to usłyszała. Jej śmiech rozdrażnił Maćka.
- Co cię tak bawi? - zapytał - Moja przykra sytuacja?
- Jaka przykra sytuacja? Przecież ty jesteś najładniejszym chłopakiem w całej szkole i każda dziewczyna marzyłaby o tym, aby być z tobą.
- Tak? To czemu jakoś ich tutaj nie ma, co?! Dlaczego, jak tylko pojawiły się jakieś problemy, od razu te wielbicielki zniknęły, jedne po drugim?
- Potrzebujesz wielbicielek?
- Potrzebuję prawdziwej miłości. Marzę o niej od dawna. A żadna dziewczyna jakoś nie umie mnie nią obdarzyć.
- Bredzisz.
- Nie bredzę! Janka, popatrz tylko na mnie! No, popatrz na mnie! Co ja mam dziewczynie do zaoferowania?!
- Dobre i kochające serce uczciwego chłopaka. To mało?
- Jakoś mało, bo żadna mnie nie umie pokochać! I żadna mnie nie pokocha!
- Co ty opowiadasz?!
- Prawdę! Żadna dziewczyna mnie dotąd nie pokochała i nie pokocha!
- Skąd wiesz, że żadna nie pokochała?
- To gdzie ona teraz jest, co?! Ta jedna jedyna? Jakoś jej tu nie ma. Nie ma jej i nigdy nie było. Bo nigdy ona nie istniała. Żadna mnie nigdy nie pokochała!
- JA POKOCHAŁAM!
Maciek zmieszał się, gdy to usłyszał. Nie wiedział, co ma powiedzieć. Nigdy by się nie spodziewał takich słów z ust swojej przyjaciółki. Kreska zaś wyglądała na zmieszaną swoją odwagę, której sama się po sobie nie spodziewała. Spuściła lekko głowę w dół, nie mając teraz siły patrzeć w oczy ukochanego.
- Janeczko, ja...
Maciek chciał podejść do Kreski, ale ta cofnęła się przed nim.
- Nie rób tego! Nie chcę stracić do ciebie szacunku!
- O czym ty mówisz?
- Nie rób tego, Maciusiu.
- Czego mam nie robić?
- Nie mów, że też mnie kochasz. Bo teraz to nie byłoby szczere. Bo teraz to byłby falsyfikat. A ja go nie chcę. Nie chcę od ciebie tombaku!
Maciek zmieszany patrzył zdumiony na Kreskę. Ta zaś odwróciła się do niego plecami i powiedziała już spokojniejszym tonem:
- Proszę cię, wyjdź.
- Dlaczego?
- Potrzebuję spokoju. Wyjdź, proszę. Później porozmawiamy. Teraz nie mam na to siły.
- Na pewno?
- Na pewno.
Maciek podszedł do niej i dotknął jej ramienia, jednak Kreska odsunęła się od niego. Nie chciała, aby jej dotykał. Nie teraz. Właściwie, to marzyła o tym, aby ją do siebie przytulił i przycisnął do swego serca, ale nie teraz. Teraz chciała tylko świętego spokoju. Maciek na szczęście uszanował to i wyszedł. Kreska zaś, kiedy już upewniła się, że poszedł do siebie, spojrzała w lustro, szepcząc:
- Coś ty narobiła, idiotko?
I zaczęła płakać.
Wrażliwa Danusia nie umiała oprzeć się presji ze strony Matyldy. Bardzo prawdziwe. Widać, że zauroczyła się Maćkiem, ale nic z tego nie będzie.
OdpowiedzUsuńDobrze, że wytłumaczył Janeczce wszystko i intryga Matyldy się jednak nie udała.
Maciek nieświadomie powtarza dyrdymały Piotra o głupich babach. Czy ten chłopak nie patrzył na siebie w lustrze i nie widzi, że ma twarz Kmicica?
Z drugiej strony może to i dobrze, bo gdyby miał tego świadomość, to może stał by się zarozumiałym podrywaczem, pustą wydmuszką, ciachem, ptysiem i cwaniaczkiem.
Rozbawiło mnie to nawiązanie do "Młodych Tytanów, do Robina i Gwiazdki oraz tego kultowego tekstu: "Jeśli nie jestem dziewczyną, to kim jestem?".
Trudno nadążyć za tymi młodymi, bo zbliżają się się do siebie, aby się znowu oddalić. W jednym jednak Kreska ma rację: gdyby teraz Maciek powiedział, że ją kocha, to byłby tombak. A ona nie chce być plasterkiem na jego rany.
Przed nimi jeszcze długa droga.
Rozdział bardzo mi przypadł do gustu i jestem ciekawa, co będzie dalej. Brakowało mi trochę małej Aurelii w odcinku.
Jak się rozwiążą losy wszystkich bohaterów?
Niezły rozdział. Babskich intryg i miłosnych zawirowań ciąg dalszy. Naprawdę bardzo ciekawie się rozkręca cała akcja. Wreszcie Kreska powiedziała, co czuje. Ciekawe, co będzie dalej?
OdpowiedzUsuńSprawy w tej historii widzę zaczynają nabierać rumieńców. Danuśka wychodzi z Maćkiem z imprezy urodzinowej Matyldy i gdy stoją przed jego kamienicą, wyznaje mu wszystko, co do tej pory siedziało w jej sercu. Widać po jej słowach, że Maciek jej się podoba i chciałaby, żeby było coś między nimi, o czym świadczy późniejszy pocałunek, którego jednak chłopak nie odwzajemnia, jednak akceptuje to, że Maciek nie jest nią zainteresowany, tak jak ona nim. Po chwili rozchodzą się w przyjaźni i Maciek idzie do Kreski, która jest wyraźnie przygnębiona. Widziała bowiem Maćka z Danuśką, ponadto otrzymała telefon od Matyldy, która powiedziała jej o wcześniej wspomnianej parze i wmówiła jej, że Danuśka się Maćkowi podoba. Jednak Maciek po chwili wszystko jej wyjaśnia, że ten telefon to zapewne był odwet za to, jak potraktował Matyldę na urodzinach i jak utarł jej nosa. Do tego chłopak decyduje się na definitywny koniec z głupimi babami, co Kreska odbiera jako przytyk w swoją stronę, jednak mimo wszystko dochodzą oboje do porozumienia. Na koniec rozmowy Maciek stwierdza też, że żadna dziewczyna nigdy go nie pokocha, bo nie jest nawet ani trochę przystojny, na co Kreska mówi mu, że przecież jest przystojny, że wg jej dziadka przypomina nawet młodego Olbrychskiego, na co Maciek reaguje śmiechem. W końcu, po krótkiej wymianie zdań na temat miłości, Kreska wyznaje, że zakochała się w Maćku, na co chłopak reaguje zmieszaniem. Chce przytulić dziewczynę, jednak ta odsuwa się od niego i prosi go by wyszedł, co chłopak po chwili robi. Po wyjściu Maćka, Kreska staje przed lustrem i zaczyna płakać.
OdpowiedzUsuńPowiem szczerze, coraz ciekawiej robi się w tej historii. Intrygi, uczucia... To jest to, co lubię i Ty dobrze o tym wiesz. :) Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział Twojego dzieła. :)